sms spion iphone 4s here spion apps fГјr iphone computer temperatur Гјberwachen download press iphone spy software ios 7 link mobile spy iphone uninstall here android spy apps download handy orten app nokia gps ortung anderes handy Гјberwachung des handy kindersicherung internet bestimmte seiten handy spy leicht gemacht
Drużyna i drużynowy!

hm. Marek Gajdziński Image

Nie mydlmy sobie oczu! Harcerstwo jako ruch schodzi na margines życia społecznego. ZHR też. Jeśli chcemy ten proces zatrzymać, a jeszcze lepiej odwrócić musimy wyjść poza utarte schematy i przyzwyczajenia. Wiele rzeczy musi się zmienić. Każda organizacja, jeśli niedomaga, to prawie zawsze przyczyna tego leży w niedostatku kadr. Problemy mogą być ilościowe i jakościowe. Musimy więc przede wszystkim przyjrzeć się kondycji środowiska instruktorskiego. Oceniam, że jest ona zła albo nawet fatalna. Jeśli chcemy to zmienić, musimy podjąć zdecydowane działania. Niestety nie ma prostej recepty na nasze problemy, bo są one złożone i nie wszystko zależy od nas. Ale trzeba o tym myśleć, dyskutować i wreszcie coś postanowić. Jeżeli tego nie zrobimy za kilkanaście lat, komuś z nas przypadnie w udziale smutny obowiązek zgaszenia światła w ostatniej harcówce. Oto co według mnie powinniśmy zrobić.

Na wstępie chciałbym z góry przeprosić każdego kto poczuje się urażony moimi opiniami. Nie jest moim zamiarem nikogo obrażać. Ale nie mogę pisać nieprawdy czyli czegoś co nie jest zgodne z moim, wprawdzie subiektywnym ale według mnie prawdziwym opisem zjawisk, tylko dlatego, że czyjeś samopoczucie się pogorszy albo, że Naczelnik znów mnie zawiesi. Dobro harcerstwa i ZHR jest w tym przypadku ważniejsze. Chce również zastrzec, oddając honor instruktorkom, że większość bardzo złych zjawisk, o których piszę nie dotyczy ich organizacji.

Diagnoza 

I. Motywacja

Najpierw zadajmy sobie pytanie z jakich powodów młodzi ludzie decydują się podjąć, niełatwą przecież służbę instruktorską. Na pewno w przypadku każdego z nas powody były inne. Ale sądzę, że można je wszystkie pogrupować w pewne kategorie, dzięki czemu będzie można spojrzeć na sytuację w sposób uporządkowany. Wymieniam je, nie abstrahując od własnej ich oceny.

1. Owczy pęd
W środowisku harcerskim, w którym wzrasta młody człowiek, na szczycie hierarchii społecznej stają instruktorzy. Każdy człowiek, który posiada choćby minimalne aspiracje życiowe, podświadomie dąży do tego by w swoim środowisku zająć wyższą pozycje społeczną. W harcerstwie zdobywa się stopnie. Ale w pewnym momencie, ok. 16-17 roku życia to już nie stopień harcerski lecz instruktorski otwiera dalszą drogę. Nie każdy na nią wkracza, bo decyzja ta wiąże się z przyjęciem na siebie poważnych obowiązków i wyrzeczeń.  Musi więc być podjęta  świadomie. Ci, których stawiane wymagania przerastają – odpadają w tym właśnie momencie. Dalej idą ci, którzy zamierzają stawić czoła wyzwaniu. Czasem popycha ich do tego dyskretna presja społeczna. Bo są uwikłani w toczące się sprawy, albo ktoś na nich liczy, a czasem dlatego, że zdążyli już poznać przedsmak wartościowego życia, które ich na tej drodze czeka. Takich kandydatów, trzeba wziąć dyskretnie za rękę i podprowadzić we właściwym kierunku. Po pewnym czasie albo pójdą dalej samodzielnie dążąc do mistrzostwa albo się wykruszą.
 
2. Powody ideowe
Motywy mogą być od początku natury ideowej. Sprzyja temu zjawisko idealizmu młodzieńczego, któremu podlega prawie każdy zdrowo rozwijający się młody człowiek. Jeśli na swojej harcerskiej drodze napotka ludzi, którzy zaimponują mu wartościami jakie sami realizują przez swoją służbę instruktorską (a nie wodzowską władzą), to jest duża szansa, że idealizm młodzieńczy wypełni się treścią ideałów harcerskich. Tacy kandydaci na instruktorów od początku podchodzą do swojej służby świadomie, sami stawiają sobie wysokie wymagania bo wiedzą, że od ich przygotowania zależeć będą osiągane efekty. W motywacji ideowej właśnie o te efekty chodzi. Jeśli rzeczywiście chcą wzbogacać i ulepszać świat wokół siebie i siebie samych, podejmą wiele trudu by zdobyć wyższe kwalifikacje nawet, jeśliby nikt od nich tego nie wymagał.   Na swój prywatny użytek mam dość wiarygodny test takiej postawy. Instruktora takiego bardzo łatwo jest namówić by założył drużynę w nowym środowisku zaczynając pracę od zera.
 
Image3. Droga do kariery politycznej i zawodowej
Mogą też być motywy cyniczne. Dzieje się tak gdy korpus instruktorski przeradza się lokalnie lub globalnie w towarzysko – polityczno – biznesową klikę ułatwiającą „swoim”  karierę polityczną i zdobywanie pracy. I żeby było jasne! Nie jest to zjawisko, które powstało w ZHR w XXI wieku.  Takie kliki tworzyły się w harcerstwie (najczęściej w skali lokalnej) od zawsze. W pewnym sensie jest to zjawisko naturalne zważywszy na braterski charakter relacji jakie mają miejsce w naszym ruchu i wynikające z tego oczekiwanie, że będziemy sobie udzielać wzajemnej pomocy. Istnieje jednak słabo widoczna granica poza którą szlachetna chęć pomocy bratu przeradza się w korupcję.  Miarą jakości harcerstwa było to w jaki sposób potrafiło się z tych zjawisk czyścić i uwalniać. Ale wróćmy do motywacji. Jeśli już zdarzy się w jakimś środowisku tego typu sytuacja, zaczyna działać mechanizm najgorszy z możliwych. Kandydaci na instruktorów zaczynają podlegać selekcji negatywnej i to właśnie już na etapie motywacji. Rozpoczyna się wyścig o uznanie przełożonych, o efekty (pozorne – bo te najłatwiej sprokurować). W tym wyścigu ludzie z motywacją ideową nie mają żadnych szans bo ich celem są efekty słabo widoczne (wychowawcze). Zwykle brzydzą się udziału w takiej konkurencji.  Koło się zamyka. Do korpusu instruktorskiego trafia element mierny, bierny ale wierny (BMW), ciągnąc w dół całe środowisko i stopniowo powiększając stopień panującego w nim cynizmu i deprawacji. Nie muszę dodawać, że ten typ motywacji instruktorskich prowadzi harcerstwo do bankructwa, nie tylko ideowego ale i organizacyjnego, bo w tym przypadku nie istnieje żaden czynnik, któryby sprzyjał chęci podnoszenia swoich kwalifikacji instruktorskich.

Pozwólcie, że uchylę się od próby oceny jakie motywacje obecnie przeważają w ZHR. Na pewno są różne. Ale każdy uczciwy instruktor zgodzi się ze mną, że tej trzeciej powinniśmy unikać jak ognia, dusić każde zarzewie pożaru w zarodku, dmuchać na zimne – jednym słowem być czujnym aż do bólu. W przeciwnym wypadku, zgodnie z ekonomicznym prawem Kopernika, zły pieniądz wyprze z rynku ten dobry. Natomiast powinniśmy szukać warunków by maksymalnie wzmacniać ten drugi typ motywacji i nauczyć się skutecznie wykorzystywać ten pierwszy.

 

II. Atmosfera

Kolejnym  czynnikiem, który ma decydujące znaczenie dla jakości korpusu instruktorskiego jest atmosfera jaka panuje w naszym środowisku. Czy jest to atmosfera sprzyjająca podnoszeniu jakości pracy, czy nie. O motywacjach nie chciałem się wypowiadać, bo nie mam na ten temat obiektywnej wiedzy ani prawa oceny, ale ocenić atmosferę mogę i to zrobię. Uważam, że jest fatalna. W pewnych środowiskach, na przykład w  męskiej chorągwi na Mazowszu, jest gorsza nawet od tej jaka panowała w komunistycznym ZHP w latach 70-tych, choć wtedy myślałem, że jest to ostateczne dno i że gorzej już być nie może.
Co się na to składa?

1. Autorytaryzm wodzów
Pierwszym powodem jest wprowadzona do ZHR wraz z quasi endecką ideologią, prymitywna intelektualnie teza, że jesteśmy organizacją wodzowską. To implikuje wiele negatywnych zjawisk, począwszy od motywacji instruktorskich, poprzez selekcję i kryteria oceny instruktorów aż do postawy naczelników, komendantów chorągwi i hufcowych (nie wszystkich oczywiście). Ludzie myślący nie muszą się przekonywać o tym, że w tak zorganizowanej społeczność nadrzędną cnotą staje się posłuszeństwo wobec przełożonych, a przełożeni uzyskują gwarancje bezkarności i przyzwolenie dla sobiepaństwa. Dlatego mogą odmawiać wpisania na listę instruktorów, wyrzucać, zawieszać i nie zaliczać służby instruktorskiej każdemu kto stanowi zagrożenie dla ich wodzowskiej pozycji. Mogą podejmować bezprawne decyzje wobec podwładnych i nikt ich za to nie rozliczy. Mogą rozwiązać i rozpędzić na cztery wiatry każdą nawet najbardziej cenną inicjatywę, nad którą nie mają pełnej kontroli. Takie kompetencję jeszcze mają. Ale już żeby coś nowego i wartościowego stworzyć?
  
2. Podsycanie konfliktów
Dziel i rządź! Dzięki umiejętnemu stosowaniu tego „wynalazku”, małe w gruncie rzeczy miasto Rzym, mogło przez stulecia trzymać żelazną ręką pół świata. Czyż nie widać jak ten wynalazek działa w ZHR? Jak dzięki niemu nieliczne w gruncie rzeczy środowisko warszawskiej quasi endecji od blisko 8 lat kieruje Organizacją Harcerzy narzucając jej ideową i metodyczną schizmę. Czy nie widać jak umiejętnie tworzone są nowe i podsycane stare konflikty. Na przykład: pomiędzy młodymi i starszymi instruktorami, albo pomiędzy starym ZHR a ZHP-18. Czyż nie temu służy określenie „Oś zła”?  Czyż nie po to rozpowszechniano wieść, że ZHR powstał w wyniku ubeckiej prowokacji tylko po to aby pokrzyżować plany instruktorów tworzących ZHP-18. Czy nie po to (zwłaszcza przed wyborami)  wybuchają wciąż nowe lokalne konflikty; na Mazowszu, na Lubelszczyźnie, na Podkarpaciu, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku? Sam sobie odpowiedz Czytelniku.

3. Brak zaufania
Czy ktoś kto chce po prostu prowadzić drużynę, albo kształcić instruktorów może się czuć dobrze w takiej atmosferze? Dziś każdy instruktor (no może poza tymi szczęśliwymi krainami na północy czyli na „Osi zła”), który wychyli nos poza drużynę musi się najpierw opowiedzieć, po którejś ze stron konfliktu. Czy jest z tymi naiwnymi ideowo, liberalnymi ubekami ze starego ZHR, czy będzie trzymać ze środowiskiem somoodokreślonym jako „patriotyczno-chrześcijańskie”, zaangażowane „publicznie” i dbające o „zawodowy rozwój” swoich członków. Konieczność takiego opowiedzenia się powoduje, że naprzeciw siebie stoją dwa wrogie sobie obozy, które nie chcą ze sobą współpracować, bo każda współpraca musi być oparta na wzajemnej chęci i na zaufaniu. A tu nie ma ani jednego ani drugiego. Czy można się dziwić temu, że w takich warunkach jakość naszej pracy i jakość kadry systematycznie się obniża.

Nie każdy z Czytelników zgodzi się z moją oceną. I dobrze. Każdy może mieć swoje zdanie i swoje sympatie. Ale nie zależnie od tego, po której jest się stronie konfliktu - jedno jest pewne. Nie zależnie kto ma rację, a kto nie, kto jest dobry a kto zły, kto naiwny a kto wredny (według własnego uznania), autorytaryzm władzy, głęboki konflikt personalny i ideowy oraz wynikający z tego brak zaufania niszczy ZHR i deprawuje instruktorów. Powoli ale skutecznie. Jeśli chcemy temu zaradzić, musimy znaleźć takie wyjście z sytuacji, które doraźnie da szansę swobodnie rozwijać się obu środowiskom, a w perspektywie kilkudziesięciu lat pozwoli ocenić kto miał rację. Bo Prawda moim zdaniem, nie może być bezpowrotnie pogrzebana nawet kosztem istnienia ZHR. Jeśli tego nie chcemy już dziś zgaśmy światło.


III. System kształcenia

W tej sprawie miałbym do powiedzenia najwięcej ale jako, że wyręczył mnie w tym numerze Pobudki Marek Kamecki („Instruktorstwo”) ograniczę się do sformułowania głównych tez i próby własnej oceny sytuacji. Moim zdaniem i tu zgadzam się z Markiem, system kształcenia stoi na głowie.

1. Indywidualizacja wymagań – brak jednolitych standardów prób instruktorskich
Komuś się kiedyś pomyliły stopnie harcerskie z instruktorskimi i tak już zostało. Indywidualizacja prób na stopnie harcerskie jest aksjomatem metody harcerskiej ale tam chodzi o wychowanie, a tu o kompetencje merytoryczne. Czy fakt, że każda komisja ma własne standardy pracy, a jeszcze, w stosunku  do każdego stosuje inną miarę, sprzyja podnoszeniu kompetencji czy nie? Moim zdaniem  - nie, ponieważ działa demotywująco i jest dziurą w sieci przez którą czasem przepuszczani są ludzie, którzy nigdy nie powinni byli być instruktorami. A niestety są, przyczyniając się do upadku etosu instruktorskiego.

2. Standaryzacja szkolenia – kursowa sztampa
Żeby było śmieszniej to co powinno być maksymalnie zindywidualizowane jest wręcz przeciwnie, poddane coraz większej standaryzacji. Mam na myśli tzw. minima kursowe. Czyli, że Naczelnik wie najlepiej w jakiej formie przeprowadza się kurs i ile minut i godzin trzeba poświęcić konkretnym zagadnieniom. We Wrocławiu i w Suwałkach, w Warszawie i w Koziej Wólce. Jak absurdalna jest to koncepcja przekonają się ci, którzy zajrzą do wspomnianego już artykułu Marka Kameckiego pt. „Instruktorstwo” i skojarzą, że dla opisanej tam formy kształcenia w ogóle nie ma miejsca w ZHR – mimo, że obiektywnie rzecz ujmując jest ona najbardziej skuteczna. Nie chodzi jednak o to aby przeciwstawić jedną nawet najbardziej genialną koncepcję drugiej. Chodzi o to, że kształcenie, aby spełniało swoje zadanie, musi opierać się na analizie konkretnych potrzeb kształceniowych - konkretnych środowisk, a jeszcze lepiej konkretnych ludzi. Innymi słowy Imagechodzi o to, że instruktor powinien zdobywać kwalifikacje w sposób dowolny, jak najlepiej dostosowany do jego własnych potrzeb, a także do możliwość środowiska. A przez sito standardów przechodzić na etapie weryfikacji posiadanych kompetencji czyli w Komisji Instruktorskiej. Niestety w obecnej sytuacji są to postulaty trudne do urzeczywistnienia, bo Komisje Instruktorskie stały się narzędziem inkwizycji i budowania własnych koterii. Komuś kto kilka lat z sukcesami prowadzi drużynę ale nie pała sympatią do wodzów, nie zamknie się próby instruktorskiej pod byle pretekstem np. że spożywa w piątek parówki, a drugiemu - „swojemu” zamknie się próbę nawet bez obowiązkowego kursu, nawet jeśli w jego drużynie jest tylko on sam i jego przyboczny. Do tego potrzebna jest koteriom tzw. indywidualizacja prób.

3. Obligatoryjność kursów
Inną przyczyną, dla której kształcenie instruktorów leży,  jest jego obligatoryjny i zrejonizowany charakter. Tak na pewno łatwiej jest zarządzać kształceniem i może kształcić, ale nie sprzyja to podnoszeniu jakości. Chcesz zdobyć stopień – musisz odbyć odpowiedni kurs. To sprawia, że zarówno osoby prowadzące kursy jak i kursanci nie są zainteresowaniu wysokim poziomem. Trzeba odbyć tę formalność i już. Najlepiej jak najtańszym kosztem i po najmniejszej linii oporu. Jedni i drudzy udają, że uczestniczą w kształceniu, w rzeczywistości oddając się tylko grze pozorów. Najwyraźniej to widać na przykładzie tzw. warsztatów harcmistrzowskich w OHy. Najbardziej destruktywne skutki tego systemu występują po stronie organizatorów kształcenia, którzy nie mają żadnych realnych bodźców do podnoszenia skuteczności swojej pracy. Musimy zorganizować kurs by formalności stało się zadość więc zorganizujemy. A czy kursanci się faktycznie czegoś nauczą? A kogo to obchodzi? Dlatego większość kursów polega na rozpisaniu grafiku wykładów (zgodnie z minimum), znalezieniu chętnych do ich przeprowadzenia i odklepaniu zajęć. Kursanci jeżdżą na takie kursy bez przyjemności i nie oczekując po tym większych efektów. Mus to mus.
 
4. Źle postawione cele szkolenia
W dodatku, mamy do czynienia z wadliwie postawionymi celami szkolenia. Przypomnę:

  • etap pierwszy –  kształcenie kandydatów na drużynowych,
  • etap drugi – kształcenie kandydatów na hufcowych,
  • etap trzeci – kształcenie kandydatów na komendantów chorągwi i naczelników.

Widać z tego, że szczytem kompetencji instruktorskich jest zarządzanie dużą organizacją a szczebel pośredni to wprawka w mniejszym środowisku lokalnym. Jak możemy się dziwić, że mamy tak mało drużynowych, za to całą armię kandydatów na komendantów chorągwi i naczelników realizujących się w fikcyjnych komendach, komisjach i kapitułach. Fikcyjnych – bo nasza organizacja to nadęty balon. Bardzo mało w niej drużyn. Większość z tych które są, to wieczne drużyny próbne prowadzone przez narybek instruktorski. Kto tylko zdobędzie granatową podkładkę zaraz podlega presji by porzucić drużynę i kształcić się na hufcowego. Tymczasem my potrzebujemy armii dobrze przygotowanych drużynowych, dobrych drużynowych i doskonałych drużynowych. Tak powinniśmy zdefiniować cele kształcenia.

5. Kompletny upadek wiedzy i świadomości metodycznej
Konsekwencją tak zdefiniowanych celów kształcenia jest kompletny upadek wiedzy i świadomości metodycznej. Nauczanie metodyki kończy się na pierwszym etapie kształcenia. Potem kładzie się nacisk na teorię zarządzania, public relations, regulaminy, finanse, foundrisig, szkolenie ideologiczne (polityczne). Bo to są umiejętności przydatne w wykonywaniu zadań do jakich szkolimy przyszłych podharcmistrzów i harcmistrzów. I powód drugi. Są to te dziedziny wiedzy, w których osoby kształcące czują się kompetentne.  Kto ma dziś uczyć metodyki – ci którzy zakończyli swoją edukację metodyczną w wieku 19 lat – na pierwszym etapie szkolenia? Jest jeszcze jeden powód zaniku wiedzy metodycznej. Zdaje się, że my w ZHR już nie zajmujemy się wychowaniem tylko formacją. Po co więc nam metodyka harcerska? Wystarczy, że opanujemy metody formacyjne – które z metodą harcerską nie wiele mają wspólnego.

System kształcenia to nerw każdej organizacji. W ZHR mamy te nerwy poważnie poszarpane. I albo zdecydujemy się wreszcie przyjąć to do wiadomości i coś zmienić albo czeka nas dalszy zjazd po równi pochyłej.

Bez wątpienia jest jeszcze wiele innych czynników, które mają wpływ na kondycje korpusu instruktorskiego. Uważam jednak, że te trzy są najważniejsze i dlatego proponuje nie wgłębiać się w margines zjawisk tylko w ich istotę. Nie stać nas na cyzelowanie szczegółów, gdy gmach wali się w gruzy. Dlatego, poprzestanę na tej diagnozie i spróbuję określić co moim zdaniem powinniśmy zrobić, by w przyszłości  uniknąć katastrofy .  


Leczenie

Zgodnie ze swoim doświadczeniem instruktorskim zaproponuję kilka konkretnych rozwiązań, które moim zdaniem powinny przyczynić się do poprawy sytuacji. Czytelnik niech sam porówna to ze swoim doświadczeniem i oceni.

Hasłem przewodnim, któremu podporządkowane jest każde z zaproponowanych rozwiązań jest:

Drużyna i Drużynowy!  

To w drużynach odbywa się realizacja celów harcerstwa czyli wychowanie i to drużynowi te cele realizują. Nikt inny! Wszystkie inne struktury organizacyjne i wszyscy inni instruktorzy są w ZHR tylko i wyłącznie po to aby pomagać i ułatwiać pracę drużynom i drużynowym!
A oto propozycje konkretnych rozwiązań.

Cele kształcenia

Celem wszystkich etapów kształcenia powinno być przygotowanie do pracy z młodzieżą doskonałych drużynowych. Jeśli chcemy utrzymać trzystopniowy system kształcenia powiązany z trzema stopniami instruktorskimi to charakterystyka tych stopni powinna być następująca.

Przewodnik – instruktor potrafiący poprawnie posługiwać się narzędziami metodycznymi i tworzyć program pracy w drużynie zuchowej lub harcerskiej, tak aby był w stanie świadomie i realnie oddziaływać na powierzoną mu młodzież. Stopień powinien stanowić uprawnienie do prowadzenia gromady zuchowej lub drużyny harcerskiej.

Podharcmistrz – instruktor, który wykazał, że prowadzi swoją drużynę z sukcesami zarówno organizacyjnymi jak i wychowawczymi. Doskonale zna  metodyczne założenia harcerskiego systemu wychowania i potrafi je Imagetwórczo stosować we wszystkich trzech gałęziach  wiekowych harcerstwa. Jednocześnie poznał tajniki kształcenia drużynowych na tyle, że może brać udział w procesie kształcenia nie tylko swoich następców ale i innych kandydatów na drużynowych. Stopień powinien stanowić uprawnie do prowadzenia drużyny wędrowniczej oraz kształcenia drużynowych.

Harcmistrz – instruktor, który wykazał się mistrzostwem w prowadzeniu swojej drużyny. Osiągnął widoczne i doceniane przez innych sukcesy organizacyjne i wychowawcze. Wychował swojego następcę oraz kilku (kwestia uznania ilu) innych drużynowych, którzy już objęli lub założyli swoje drużyny i wraz z nimi zdobyli stopnie podharcmistrza. Stopień powinien być uprawnieniem do tworzenia i organizowania kształcenia instruktorskiego na wszystkich etapach oraz obejmowania wyższych funkcji w związku (po uzupełnieniu kompetencji poprzez zdobycie dodatkowych uprawnień) .

Innymi słowy stopień przewodnika zdobywałoby się na funkcji przybocznego, bo dopiero jego przyznanie stanowiłoby uprawnienie do objęcia lub założenia drużyny (zuchowej lub harcerskiej). Stopień podharcmistrza można byłoby zdobyć tylko prowadząc z widocznymi sukcesami własną drużynę i jednocześnie praktykując kształcenie drużynowych we własnej drużynie lub na kursach pod kierunkiem harcmistrza. Stopień harcmistrza, tak jak poprzednie, można byłoby zdobyć jedynie prowadząc własną drużyną (zuchową, harcerską lub wędrowniczą)  a podstawą jego przyznania byłaby ocena pracy tej drużyny oraz konkretny mierzalny efekt kształceniowy w postaci wykształcenia kilku kolejnych drużynowych w stopniu podharcmistrza – czyli takich, którzy już się sprawdzili na swoich funkcjach.

Zdaję sobie sprawę, że takie przeorientowanie celów kształcenia wywoła opór instruktorów, którzy są w harcerstwie dla jakiś innych celów niż cele statutowe ZHR, ale moim zdaniem nie ma innej drogi dla podniesienia poziomu naszej pracy wychowawczej.

Powstaje pytanie o kwalifikacje osób sprawujących wyższe funkcje w związku. Nie ulega wątpliwości, że funkcje administracyjne, logistyczne i finansowe wymagają specyficznych kwalifikacji, takich na jakie nastawiony jest obecny system kształcenia (podharmistrz – hufcowy, harcmistrz instruktor chorągwi, GK i władz naczelnych). Podczas gdy obecnie jest to podstawowy kierunek kształcenia, ja postuluję aby był to kierunek fakultatywny np. w formie dodatkowych kursów kadry zarządzającej. Innymi słowy instruktor, który chciałby kandydować na funkcję wymagające dodatkowych kwalifikacji (hufiec, chorągiew, okręg, GK, Władze Naczelne)  musiałby posiadać odpowiedni stopień; podharcmistrza lub harcmistrza zdobyty w sposób opisany powyżej czyli podczas prowadzenia własnej drużyny oraz dodatkowo posiadać np. srebrną lub złotą odznakę kadry zarządzającej. Wtedy dopiero mielibyśmy absolutną pewność, że nasi komendanci chorągwi, naczelnicy, przewodniczący okręgów są to ludzie, którzy doskonale wiedzą na czym polega harcerstwo, po co ono jest, rozumieją problemy drużyn i drużynowych bo sami byli doskonałymi drużynowymi. A jednocześnie mają niezbędne dodatkowe umiejętności przydatne w zarządzaniu większymi strukturami. Jeszcze raz warto dobitnie to podkreślić. Naszym celem nie jest kształcenie dyrektorów korporacji, funkcjonariuszy partyjnych, prezesów fundacji i stowarzyszeń tylko WYCHOWAWCÓW młodzieży. Nie jesteśmy korporacją, partią, fundacją ani pospolitym stowarzyszeniem - jesteśmy organizacją harcerską czyli wychowawczą. Musimy precyzyjnie ukierunkowywać nasze działania tak aby maksymalnie skutecznie realizować cel naszego istnienia, a nie jakieś inne cele. 

Co trzeba zrobić?

  • Zmienić regulamin stopni instruktorskich (propozycje utrzymanego w tym duchu regulaminu przedstawiłem rok temu w Pobudce nr 15 -> http://www.pobudka.org.pl/pl/index.php?option=com_content&task=view&id=476&Itemid=98)
  • Dostosować regulaminy kategoryzacji drużyn, tak aby można było powiązać kategorię drużyny z oceną drużynowego konieczną do przyznania stopni podharcmistrza i harcmistrza.
  • Przeformułować cele kształcenia podharcmistrzowskiego i harcmistrzowskiego oraz przystosować do tych celów nowe formy.
  • Zmodyfikować ordynacje wyborcze do władz wybieralnych.


Jednolite standardy prób instruktorskich

Wszystkie komisje instruktorskie we wszystkich okręgach i w obu organizacjach powinny prowadzić próby w/g jednolitych standardów, sprawdzając w sposób realny kompetencje posiadane przez instruktorów aspirujących na wyższe stopnie. Należy przyjąć, że stopień instruktorski jest odzwierciedleniem kompetencji wychowawczych, a więc:

  • postawy (która może stanowić wzorzec do naśladowania)
  • umiejętności (umożliwiających skuteczne zastosowanie mechanizmów i metod harcerskiego systemu wychowania).

Należy przyjąć, że kandydat na instruktora, który posiada stopień HR ma już wystarczający dowód  jakości swojej postawy i jej przydatności w procesie wychowania. Próba na stopień instruktorski powinna dostarczać środowisku instruktorskiemu jednoznacznych i konkretnych dowodów posiadania przez kandydata odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia drużyny oraz działalności kształceniowej.

Próba przewodnikowska powinna obejmować:

  • Zdanie przed obiektywną komisją egzaminacyjną, egzaminu teoretycznego z zakresu wiedzy o psychologii rozwojowej konkretnego etapu dojrzewania oraz wiedzy o stosowaniu narzędzi metodycznych i formułowania programu w wybranej gałęzi wiekowej: zuchowej lub harcerskiej.
  • Wykonanie zadań, które w sposób empiryczny, udowodnią, że kandydat oprócz posiadanej wiedzy ma również predyspozycje osobowościowe do prowadzenia drużyny oraz potrafi posiadaną wiedzę i umiejętności właściwie zastosować. Przykładowe zadania to poprowadzenie zastępu zastępowych nowo tworzonej drużyny, prowadzenie rady drużyny, funkcja oboźnego na obozie, zorganizowanie i przeprowadzenie kilkudniowego biwaku lub wyprawy wędrownej – wszystko pod okiem i nadzorem opiekuna próby (swobodnie wybranego mistrza z pośród harcmistrzów, ew. podharcmistrzów). W tej części próby decydująca powinna być opinia opiekuna.  

Próba podharcmistrzowska powinna obejmować:

  • Egzamin teoretyczny złożony przed obiektywną komisją egzaminacyjną obejmujący cały zakres psychologii rozwojowej, całość wiedzy na temat harcerskiego systemu wychowania, kardynalne zasady metody, formy zastosowania środków metodycznych i programowych oraz posługiwanie się narzędziami metodycznymi we wszystkich trzech gałęziach wiekowych.
  • Ocenę poziomu prowadzonej przez kandydata drużyny (np. z pomocą systemu kategoryzacji, wizytacji drużyny, itp.).
  • Ocenę opiekuna (harcmistrza) pod kierunkiem którego kandydat realizował zadania z zakresu kształcenia drużynowych we własnej drużynie lub w ramach kursów.

Próba harcmistrzowska powinna obejmować:

  • Ocenę poziomu prowadzonej przez kandydata drużyny (np. najwyższy poziom kategoryzacji).
  • Wykazanie się wychowaniem własnego następcy (stopień przewodnika), który przejmie drużynę oraz kilku (ilu to kwestia do dyskusji: 3-4)  podharcmistrzów czyli sprawdzonych i skutecznych drużynowych z pozytywnie ocenioną praktyką kształceniową.
  • Zadanie twórcze z zakresu formułowania programów działania, konstruowania narzędzi metodycznych i tym podobnych prac dzięki, którym kandydat udowodni, że nie jest zwykłym robotnikiem tylko, że charakteryzuje go twórcze podejście do swojej służby i działalności wychowawczej.

Przyjmując tego typu standardy prób instruktorskich niwelujemy wadę subiektywizmu. Opierając próbę na wymogu uzyskania konkretnych efektów w pracy instruktorskiej, pozwalamy działać mechanizmom selekcji pozytywnej i ograniczamy uznaniowość w przyznawaniu stopni, tak wygodną dla różnego rodzaju klik instruktorskich zainteresowanych w produkowaniu dużej ilości własnych popleczników, czyli szabel na wybory,  nie koniecznie kompetentnych wychowawców.  

Co trzeba zrobić?

  • Ukierunkować system stopni harcerskich tak aby stopień ostatni HR odzwierciedlał osiągnięcie takiego stopnia dojrzałości i wyrobienia harcerskiego, w którym do dalszego osobistego rozwoju życiowego nie potrzeba już żadnych dodatkowych zachęt. Harcerki i Harcerze Rzeczypospolitej powinni być ludźmi o wysokich aspiracjach, takimi którzy sami od siebie będą wymagać nawet jeśliby nikt inny niczego od nich nie wymagał. Innymi słowy ludzie, którym harcerstwo nie jest już potrzebne do stymulowania dalszego rozwoju.
  • Usunąć z regulaminów stopni instruktorskich (a więc także i z prób instruktorskich) wymagania pokrywające się ze stopniami harcerskimi i zastąpić je warunkiem posiadania stopnia HR (ewentualnie HO dla przewodnika).
  • Wprowadzić jednolite zasady prowadzenia prób i przyznawania stopni instruktorskich opierając je na wymienionych wyżej konkretach.


Dowolność form kształcenia oraz zniesienie jego obligatoryjności oraz rejonizacji

Rację ma Marek Kamecki we wspomnianym już artykule zwracając uwagę na, że najskuteczniejszą formą kształcenia kompetentnych drużynowych jest praktyka oparta na Imageintensywnej relacji mistrz – uczeń, kiedy to kandydat na instruktora może pod okiem doświadczonego drużynowego (podharcmistrza lub harcmistrza) praktykować w jego drużynie organizując gry, zbiorki, wycieczki, biwaki i obozy, uczestnicząc w rozwiązywaniu realnych problemów wychowawczych, prowadząc realne próby na stopnie i sprawności, pomagając zastępowym rozwiązywać ich prawdziwe problemy.  Kandydat ma przy tym okazję podpatrywać mistrza nie na wykładach ale w prawdziwym harcerskim życiu, korzystać z jego rad i doświadczenia. Ta forma kształcenia nie jest jednak w ZHR stosowana, ponieważ obowiązuje standaryzacja procesów kształceniowych, która to wyklucza. Wobec tego za Markiem Kameckim postuluję całkowicie od tej standaryzacji odejść, pozostawiając kandydatom na instruktorów oraz harcmistrzom pełną swobodę wyboru drogi jaka ma ich doprowadzić do sprostania jednolitym wymaganiom komisji instruktorskich. Przy czym nie opowiadam się za likwidacją kursów. Nie byłaby to żadna dowolność tylko przegięcie w drugą stronę.

Postuluję wolny rynek form kształcenia i pełną dowolność w wyborze mistrzów, opiekunów, kursów itp. Tam gdzie lepiej będą się sprawdzać kursy niech zostaną kursy, tam gdzie lepiej „szkoła miecza” niech będą szkoły miecza. A zapewne z czasem powstaną jakieś formy mieszane korzystające z zalet jednego i drugiego sposobu. Skuteczniejsze szkoły i lepsi mistrzowie będą mieć więcej kandydatów. Życie samo zweryfikuje, które są najbardziej skuteczne czyli, które najlepiej przygotowują do zaliczenia prób instruktorskich.

Jednolite i oparte o konkret próby instruktorskie wyeliminują bylejakość z kształcenia. Nikt nie  będzie się zapisywał na kiepskie kursy, na których niczego się nie nauczy tylko otrzyma dyplom. Dlaczego? Bo ten dyplom do niczego mu się nie przyda. Przydadzą mu się natomiast konkretna wiedza i umiejętności instruktorskie dzięki, którym będzie mógł lepiej prowadzić drużynę i skuteczniej kształcić drużynowych. Tylko dobre kursy i harcmistrzowie z rzetelną wiedzą i właściwym podejściem do swoich uczniów będą w takim systemie doceniane. A dyletanctwo zniknie z życia ZHR.

Co trzeba zrobić?

  • Zlikwidować tzw. minima kształceniowe a w zamian stworzyć jednolite standardy prób instruktorskich.
  • Zlikwidować rejonizację kształcenia.
  • Wprowadzić pełną konkurencję w kształceniu zarówno w odniesieniu do programów, form jak i osób prowadzących.
  • Przyjąć, że uprawnieniem do prowadzenia kursów jest posiadanie stopnia harcmistrza, a do prowadzenia praktyk instruktorskich we własnej drużynie – stopień podharcmistrza.
  • Popularyzować różne formy i metody kształcenia – zadanie dla władz, mediów i wydawnictw harcerskich.


Wiedza i świadomość metodyczna kadry

Jak wcześniej napisałem, świadomość ta jest nikła. Ogranicza się głównie do znajomości schematu tzw. ręki metodyki. Przypomnę tylko, że ów schemat stworzono na potrzeby konspiracyjnych kursów instruktorskich organizowanych przez Szare Szeregi w okresie II Wojny Światowej. Dzięki „ręce metodyki” konspiracyjni kandydaci na drużynowych mogli poznać najbardziej ogólne podstawy metodyki harcerskiej w ciągu 3 godzin bo resztę czasu zajmowały im techniki wojskowe i konspiracyjne. Wiedza na temat mechanizmów na jakich oparty jest niezwykle bogaty harcerski system wychowania zanikła prawie całkowicie w Organizacji Harcerzy, za sprawą utraty zainteresowania wychowaniem jako takim na rzecz formacji religijnej i jej specyficznych metod formacyjnych. Bez odbudowania tej świadomości  nie ruszymy nawet o jeden krok na przód. Bo niby jaką treścią mielibyśmy wypełnić nowy system kształcenia?  
 
Co trzeba zrobić?

  • Spisać współczesną wiedzę i doświadczenia metodyczne w najprzeróżniejszych wydawnictwach książkowych, broszurowych i internetowych.
  • Rozpocząć proces uzupełniania wiedzy metodycznej pośród obecnej kadry instruktorskiej, co ma ogromne znaczenie dla powodzenia projektowanych zmian, zwłaszcza w okresie przejściowym.
  • Ustanowić przejściowy obowiązkowy egzamin dla obecnych instruktorów z zakresu psychologii rozwojowej oraz metody harcerskiej, której podstawy opisane są w dokumencie pt. „Program Wychowawczy ZHR”.


Ukrócić samowolę i autorytaryzm wodzów (zwłaszcza w OHy)

Skąd się bierze autorytaryzm w harcerstwie? Czy ktoś kto przez kilka lat z sukcesem Imageprowadził drużynę czyli potrafił być prawdziwym, naturalnym autorytetem dla młodzieży, miałby w ogóle pokusę posiłkować się autorytarnymi metodami jako hufcowy, komendant chorągwi czy naczelnik? Nie uwierzę w to! Żaden ze znanych mi dobrych drużynowych nie ma takich zapędów. Autorytaryzm bierze się z bezsilności i świadomości braku własnego autorytetu. Brak wartościowego doświadczenia instruktorskiego, uniemożliwia kierowanie zespołami instruktorskimi w sposób harcerski. Autorytet naturalny usiłuje się zastąpić formalnym i próbami wymuszania posłuszeństwa. Stąd kult wodzostwa i autorytaryzm. Żeby wiedzieć jak się tego pozbyć z życia ZHR trzeba zapytać skąd na wyższych funkcjach biorą się ludzie bez doświadczeń, słabi i pozbawieni naturalnego autorytetu?

Odpowiedź na to pytanie skupia w sobie większość opisanych wyżej zjawisk. Ich skutkiem jest powstanie mechanizmu selekcji negatywnej. Kto nie potrafi prowadzić drużyny, komu się drużyna posypała, ten awansuje. Najpierw komendant chorągwi proponuje mu objęcie funkcji hufcowego, bo jest wolny i może się zając papierkami. Jako hufcowy wchodzi w sferę działań administracyjnych i układy z koterią, która go docenia promuje i kupuje. Nie przypadkowo, od kilku lat słyszę, że najważniejszą funkcją w harcerstwie jest właśnie hufcowy.  Hufcowy - bo teoretycznie dysponuje szablami, dzięki którym można poszerzać wpływy koterii.  W ten sposób doceniani i promowani są instruktorzy, którzy nie sprawdzili się jako drużynowi. Ci wkraczają na ścieżkę szybkiej „kariery”. Awansują do komend chorągwi i do kadr szkół instruktorskich, po czym zaczynają kształcić drużynowych, stawiać im wymagania, organizować zloty i inne działania, które ni jak się mają do potrzeb drużynowych, bo ci ludzie po prostu tych potrzeb nie znają i nie rozumieją. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie i że każdy hufcowy czy komendant chorągwi to nieudacznik maskujący swoje dyletanctwo działaniami pozornymi. Pokazuję mechanizm jaki się wytworzył w splocie wielu czynników, o których pisałem wcześniej. Znam paru wartościowych komendatów chorągwi i kilku hufcowych, którzy już jutro mogliby z radością objąć drużyny i z sukcesem je poprowadzić. Ale niestety to są brylanty na bardzo nieciekawym tle.

Zaproponowane wyżej rozwiązania powinny pomóc w upraniu się z największym problemem. Instruktorzy, posiadający uprawnienia do obejmowania wyższych funkcji nie będą dyletantami. Będą mieli wartościowe doświadczenia instruktorskie w prowadzeniu dobrych drużyn. Będą rozumieli potrzeby drużynowych i wiedzieli jak je zaspokoić. Nie da się ich skierować na ślepe tory nic nie mające wspólnego z harcerstwem ale za to pozwalające się wykazać przed przełożonymi i zabłysnąć na zewnątrz harcerstwa. Nie! Bo mając rzetelne kompetencje nie będą zainteresowani działaniami pozornymi i wikłaniem harcerstwa w politykę. Przede wszystkim zaś będą potrafili kierować zespołami instruktorskimi w sposób taki jak kierowali kiedyś swoimi drużynami. W drużynach autorytaryzm jest zjawiskiem z kosmosu.
 
Co ponadto warto zrobić?

  • Zmienić regulamin służby instruktorskiej eliminując z niego wszelkie zapisy o charakterze uznaniowym, stanowiące pokusę do autorytarnego kierowania podległymi instruktorami przez komendantów, którym wydaje się że są „wodzami”. Np. zaliczenie służby instruktorskiej i wpisanie na listę instruktorów na kolejny rok powinno dokonywać się automatycznie na podstawie złożonej karty spisowej zawierającej odpowiedni wniosek. Obecnie jest to uzależnione od decyzji przełożonego, co często wykorzystywane jest przez „wodzów” do eliminowania niewygodnych instruktorów i odbierania im praw wyborczych. Przełożony, który chciałby skreślić instruktora z listy musiałby podjąć w tym celu stosowną inicjatywę a nie stosować wygodną metodę zaniechania.
  • Postuluję także zmianę ordynacji wyborczej tak aby bierne prawo wyborcze przysługiwało wszystkim instruktorom (oczywiście przy zachowaniu obecnych wymagań dotyczących posiadanego stopnia) a czynne prawo wyborcze tylko instruktorom (przewodnikom, podharcmistrzom i harcmistrzom) pełniącym aktualnie funkcję drużynowego. Pisałem już o tym w 15 numerze Pobudki. Rozwiązanie takie spowoduje, że to drużynowi będą wybierać swoich przełożonych – tych którzy mają im służyć. A kto potrafi lepiej ocenić przydatność tej służby jak nie sami zainteresowani. 


Walczyć z towarzysko-polityczno-biznesowymi klikami instruktorskimi

Celem tych działań jest wyeliminowanie pozaideowych i cynicznych  motywacji w podejmowaniu służby instruktorskiej. Każdy przejaw tworzenia się takiej kilki powinien być zwalczany z konsekwencja równą reagowaniu na łamanie 10 pkt Prawa Harcerskiego. Zdaję sobie sprawę jak trudne jest to zadanie. Tego typu masońskimi czy wręcz nawet mafijnymi naroślami obrastają struktury najbardziej nawet szanowanych instytucji nie wyłączając kościoła. Kliki takie ubierają się w szaty jakiś niezwykle ważnych lóż, bractw i zakonów i działają zupełnie jawnie. Na szczęście i na nieszczęście zarazem, w ZHR jest to jeszcze skrywane. Może dlatego, że kilka lat temu (w 2006r.) udało się nam wszystkim wysłać jednoznaczny sygnał, że w ZHR nie ma na to przyzwolenia. Kliki jednak istnieją dalej, z tym, że zbytnio się nie afiszują.  Zadbajmy o własne podwórko tym bardziej, że służymy celom wychowawczym. Jeśli sprzedamy nasze ideały za pracę w urzędzie gminy i miejsce na listach wyborczych to nie będziemy wychowywać tylko deprawować młodzież, a przy okazji umacniać układy i układziki jakie ciągną ZHR na dno jak kamień przyczepiony do szyi.

Piętnując i eliminując postawy, które pozwalają oczekiwać jakichkolwiek gratyfikacji za zaangażowanie instruktorskie wzmocnimy motywacje ideowe. Sprawimy, że do służby instruktorskiej będą się zgłaszać najbardziej ideowi ludzie. Ludzie niezależni. Tacy których nie można kupić ani zastraszyć. Tacy, którzy nie wejdą do koterii i nie dadzą się użyć do niszczenia jej przeciwników. Tacy, którzy robią to co robią z pełnym przekonaniem, a więc będą się starać stale podnosić swoje kwalifikacje i których nie da się z dnia na dzień przekonać, że ZHR powinien realizować inne cele niż te które są istotą harcerstwa. 
 
Co należy zrobić?

  • Zmienić ordynacje wyborczą do władz ZHR, tak aby rozbić istniejące kliki zainteresowane masową produkcją niekompetentnych ale wiernych zwolenników z instruktorskimi prawami wyborczymi. Czynne prawo wyborcze przyznane wyłącznie drużynowym spowoduje, o najważniejszych sprawach związku decydować będą wyłącznie ci, którzy bezpośrednio realizują cele statutowe ZHR i którym organizacja ma służyć, a nie armia znudzonych i sfrustrowanych działaczy. Drużynowi będą żądać i będą rozliczać wybierane przez siebie władze pod kątem konkretów i realnej pomocy jakiej doświadczyli, a nie politycznych harców uskutecznianych na salonach. Ci harcmistrzowie, którzy chcą służyć drużynowym, nie powinni obawiać się takiego rozwiązania. Jeśli przedstawiają sobą jakąkolwiek wartość dla drużynowych, będą przez nich chętnie angażowani na wyższe funkcje.   Dziś niestety to nie drużynowi decydują tylko armia działaczy.
  • Żadna „lustracja” czy „spec uchwała” sytuacji nie uzdrowi, tylko spotęguje istniejące konflikty. Trzeba się w jakiś sposób odwołać do wrażliwości prawych instruktorów i uczulić społeczność instruktorską by uważnie obserwowała objawy tej choroby, nie lekceważyła ich  lecz zdecydowanie na nie reagowała ot choćby poprzez właściwe użycie kartki wyborczej.


Podsumowanie

Dzięki przedstawionym wyżej rozwiązaniom będziemy w stanie osiągnąć rzeczy, o których nam się dziś nawet nie śni.

  • Drużynowi będą obejmować drużyny będąc odpowiednio dojrzałymi i merytorycznie przygotowanymi (dopiero po zdobyciu stopnia przewodnika i osiągnięciu odpowiedniego wieku, a tym samym i dojrzałości).
  • Drużynowi będą mieli silną zachętę do prowadzenia drużyny przez 3-4 lata (tyle czasu będzie potrzeba dla zdobycia stopni podharcmistrtrza i harcmistrza).
  • Drużyny będą prowadzone na wysokim poziomie.  Nastąpi koniec fikcji w postaci wiecznych, 7-10 osobowych drużyn próbnych, w których od lat nie było żadnego instruktora. Drużyny prowadzone przez podharcmistrzów i harcmistrzów będą albo dobre albo ich drużynowi nie zdobędą tych stopni.
  • W dobrych drużynach wyrosną liczni kandydaci na instruktorów, którzy po odpowiednim przygotowaniu i zdobyciu stopni instruktorskich założą nowe, własne drużyny. Pracując pod kierunkiem i opieką swoich mistrzów, drużynowi ci będą tworzyć silne zespoły instruktorskie i silne środowiska harcerskie (szczepy, klany). Nastąpi rozwój ilościowy i jakościowy harcerstwa, głownie poprzez rozrastanie się lokalnych środowisk.
  • Przyjęcie zasady, że stopień harcmistrza można zdobyć tylko prowadząc drużynę na poziomie mistrzowskim sprawi, że przyszłe harcmistrzynie i przyszli harcmistrzowie ZHR nawet wtedy kiedy już przestaną być drużynowymi będą na prawdę mistrzami harcerskimi, będą czuli harcerstwo każdym nerwem, przez co unikniemy w przyszłości tak przerażającego dyletanctwa jakie ma miejsce obecnie, zwłaszcza w Organizacji Harcerzy. Harcmistrzowie posiadając bogate doświadczenie wychowawcze, będą mieć świadomość tego, że organizacja służy do tego aby wspomagać pracę drużyn i kształcić drużynowych, a nie do żadnych innych celów (w tym politycznych i zawodowych). Mając takie a nie inne doświadczenie będą nie tylko rozumieć potrzeby drużyn i drużynowych ale także będą posiadali realne możliwość by im pomagać organizacyjnie i metodycznie. Będą też tworzyć wartościowe programy i narzędzia metodyczne.  Będą potrafili kierować pracą związku w ten sposób, że kontakt z przełożonym będzie przyjemnością, a nie traumą jak to obecnie często bywa.
  • Dopuszczając do konkurencji w dziedzinie kształcenia, dopuścimy także do konkurencji różnych stylów pracy harcerskiej. Zniknie ideowe podłoże konfliktu związane z  funkcjonowaniem odmiennych wizji harcerstwa. Zamiast walczyć ze sobą na szable, tj. kartki wyborcze po to by odebrać konkurencji władzę i obowiązkowe kształcenie, polem zmagań będzie jakość konkurencyjnych kursów, a co za tym idzie jakość realizowanych wizji pracy harcerskiej. Z czasem samo życie pokaże, które są bardziej wartościowe i które dają lepsze rezultaty. Eliminując jedną z istotniejszych przyczyn istniejących i stale podsycanych konfliktów przyczynimy się do poprawy atmosfery i wzajemnego zaufania.
  • Eliminując istniejące kliki wzmocnimy ideowe motywacje instruktorów, pozbędziemy się raka politykierstwa i czynownictwa przez co damy kolejny impuls do poprawy atmosfery i wzrostu wzajemnego zaufania.

ImageTylko czy starczy nam odwagi by spojrzeć prawdzie w oczy? Czy potrafimy się wznieść ponad koleżeńskie układy i układziki? Czy zechcemy postawić się do dyspozycji drużynowych? Ciągle mam nadzieję, że tak. Że ZHR pomimo wszystko jest jedną z niewielu organizacji, które mogą być czyste i wzniosłe. A to dzięki ludziom którzy ZHR tworzą. Mocno wierzę w to, że tych prawych i zainteresowanych służbą polegająca na wychowaniu młodzieży jest przytłaczająca większość.

hm. Marek Gajdziński, Mazowiecka Chorągiew Harcerzy ZHR   

/Zdjęcia pochodzą z multigalerii ZHR: www.mg2.zhr.pl/

 

 

 

 

 


Odsłon: 4828

  Komentarze (14)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Piotr, w dniu - 10-02-2009 17:27
Marku, po kolei 
I.2 powody ideowe. Marku nie zgadzam się z tym, że testem jest założenie nowej Drużyny. Bo co to testuje? Zdolności organizacyjne a nie ideowość wybrania tej ścieżki...Nie trzeba zakładać Drużyny żeby być instruktorem z pobudek ideowych. Czy prowadzenie dobrej Drużyny, rozwinięcie jej po poprzednikach nie jest też ścieżką ideową? 
 
II Atmosfera 
Marku generalnie zgadzam się z Tobą.. natomiast nie zgadzam się z wyimaginowanym konfliktem na osi ZHR-ZHP 1918. Po pierwsze tego konfliktu od lat już nie ma, po drugie jest daleko idącym nadużyciem podział na dobrych i ideowych ZHR i na złych, słabych i bezideowców z ZHP 1918. Doskonale o tym wiesz, szczególnie, że dyskutowaliśmy o tym nie raz! 
 
III system kształcenia 
 
Pełna zgoda z tym ze dodałbym jeszcze jedną kwestię... dla phm i HM powinny być organizowane szkolenia doszkalajace:) które przygotowywały by do pełnienia róznych funkcji w związku... bo nie można totalnie odwrócić systemu. Żeby prowadzić Choragiew czy organizację trzeba by przejść przez konkretne kursy. Tu uważam, że można by opracować ścieżkę szkoleniową. kończąć jedno szkolenie odblokowywalibysmy sobie możliwość uczestnictwa w kolejnych szkoleniach. Nazwałbym to takim swoistym Uniwersytetem Harcerskim, który prowadziłby ustawiczne szkolenie instruktorów. 
nie mogę się natomiast zgodzić z propozycjami w próbie przewodnikowskiej -> np. poprowadzenie ZZ-tu, drogi Marku ZZ może prowadzić tylko Drużynowy i nikt inny, to przecież właśnie w ZZcie Drużynowy pracuje z zastępowymi i to on jest ich wodzem. Przyboczny może poprowadzić kilka zbiórek ZZtu ale nie ZZ. Chyba zgodzisz się z tym? 
Nie uważam też żeby opiekunem koniecznie musiał być phm lub hm. Czemuż by nie miał tego robić pwd np jego drużynowy lub pwd zdobywajacy phm? 
System kuszący nie powiem ale patrząc na stan obecny ile jest Drużyn Puszczańskich? czyli ilu potencjalnych harcmistrzów? niewielu...  
Co do mistrz-uczeń to podpisuję się obydwiema rękoma:) 
 
Podsumowując.  
Marku zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, oczywiście poza drobnymi uwagami powyżej. Niestety obawiam się, że diagnoza i lekarstwo jak bywało i wczesniej zostaną wysmiane/wypaczone i wyrzucone do kosza... 
Maki
 2 Popieram
Dodane przez Patrycja Helena Stankiewicz, w dniu - 10-02-2009 21:58
W skróćie dlaczego. 
Druh ma bardzo zdrowe podejście. Generalnie wszystkie pomysły popieram. Dużo wcześniej artukułów miałam okazję przeczytać i uważam, że są bardzo mądre. Przypadkiem trafiłam dziś na ten artykuł i to mnie zmobilizowało do zarejestrowania się w Pobudce. 
Późna pora jednak i połowa myśli uleciała, ale o to co chciałam zauważyć. Jako bardzo młoda harcerka staram się nie patrzeć co się dzieje na górze bo mnie to przeraża, gdzieś jednak w głebi tli się oginik, który kto wie jeśli wytrwam w organizacji wybuchnie być może ogniem z iskrami - o ile ktoś go nie zdusi. Może więc będę kiedyś pożyteczna dla ZHR i dla społeczeństwa...Ale do rzeczy... 
W 100% powtórzę się, popieram każde słowo napisane w tym artykule. Wnioskuję jednak aby zejść z tej dyskusji i zabrać się do działania! Możliwe że to trudne i że zawsze znajdą się przeciwnicy pomysłu albo tacy którzy chcą coś jeszcze zmodyfikować... (Ale uwaga! od modyfikantów nie zawsze mamy efekty, bo kończy się na gadaniu albo i w efekcie na kłótni czyli niczym).  
Czasem trzeba zaryzykować i na gorąco wprowadzić coś w czyn jeśli to coś jest naprawdę mądre. Do odważnych świat należy! Prawda rzeczywista jest taka że młodzi pwd. ulatują nam w świat albo zdobywając szybko kolejny stopień na wierzchołki władzy w chorągwiach itp.  
Pomysły związane z modyfikacją prób i szkoleń uważam za genialne i wprowadzić należy je od zaraz. 
Przyszedł mi pomysł może abstrakcyjny, ale uważam że skoro sytuacja jakościowo-ilościowa w ZHR się z roku na rok pogarsza to może obecni luźni phm i hm pełniący niezbyt kluczowe role dla ZHR czyli jak na przykład funkcje sekretarzy, członków kapituł czy komisji, referenci itd. (oczywiście to ważne funkcje, ale czasem mniej czasochłonne i mniej rozwojowe dla samych instruktorów) winni iść z falą i... (tylko nie zabijcie mnie za ten pomysł!), winni założyć własne drużyny w hufcach takie działające chociażby ze dwa lub trzy lata. Drużyny kadrotwórcze. (Albo wszystkich bezrobotnych instruktorów w to wciągnąć albo postawić warunek aby w danym hufcu powstało takich drużyn conajmniej cztery, automatycznie taka dobrze prowadzona drużyna podniesie poziom w hufcu, inne słabe drużyny poczują współzawodnictwo itd.) Sądzę że taka kampania 5-letnia w ZHR była by bardzo skuteczna i profitowa szczególnie w słabych śrowdowiskach. A w mocnych dałoby to podwaliny do ujednolicenia i zorganizowania dobrych szkoleń, które mogły by być ogólnopolskimi - to naprawde jest mobilizujące i dające młodemu drużynowemu natchnienie na najbliższe ileś lat niż kiszenie się we własnym słoiku (czyt. w hufcu czy chorągwii). W różnorodności siła mawiają :) Zyskalibyśmy mnóstwo pwd. może i phm i świadomych wychowawców. Z takiej jednej drużyny mogły by powstać conajmniej dwie inne... :zzz Tak tak drodzy panowie i panie, ktoś powie że hm ma inne rzeczy do roboty? Że to zbyt duże obciążenie kiedy on ma pracę i rodzinę? Ależ kto mówi że taki np. hm ma tyrać z młodzieżą po lesie? Owszem, ma przyczynić się do wychowania wychowawców i biwakować z nimi. Jeśli wykształci sobie odpowiedni ZZ i do takiej drużyny weźmie dwóch rzetelnych prybocznych zamykających pwd. to nie natyra się, bo będzie miał dwóch pomocników, a wymyślanie harców, gier i zbiórek uczących pozostałych jak prowadzić dobrą drużynę będzie tylko przyjemnością :) Skończmy z uczeniem na sucho jak prowadzić drużynę. Wykorzystajmy doświadczenia staruszków z prawdziwego harcerstwa. Dosyć siedzenia w harcówkach! Taka wizja mi zamajaczyła...  
No a poza tym weszły nowe regulaminy i wytyczne przyznawania mian drużynom wędrowniczek :p to ma sens! Idealna drużynowa takiej drużyny to conajmniej phm. Powinno się jasno jednak mówić że to właśnie z takiej drużyny powinni wychodzić dobrzy instruktorzy i drużynowi... Nie zaprzepaszczajmy tego! Niech ktoś tego dopilnuje. 
Z pozdrowieniem CZUWAJ!
 3 populizm
Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 10-02-2009 22:25
Pomysł żeby wszystkie ważniaki zakładały teraz drużynę, pada z różnych ust co chwila. Dla mnie to czysta utopia. To tak jakby zarządzić, że wszystkie bezdzietne rodziny mają nagle rodzić dzieci - bo w Polsce mamy mały przyrost naturalny. Więc - drodzy Polacy, bierzcie się do roboty! 
 
Drużynowymi powinni być Ci co tego chcą, mają na to czas i siłę. Myślę, że przeważająca część hufcowych i wyżej była kiedyś drużynowymi. A ile każdy z instruktorów powinien prowadzić drużyn? Najlepiej - jedną, a dobrze! 
 
Pewne etapy w życiu się kończą. Wydaje mi się, że poza jednostkowymi przypadkami - z bycia drużynowym się wyrasta. Dorasta się za to do myślenia o harcerstwie w skali lokalnej, a później w ogólnopolskiej.
 4 Populizm???
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 10-02-2009 23:43
Aga, 
Kobiecie się wieku nie wypomina. Przepraszam. Muszę to zrobić. Skończyłaś studia więc masz pewnie około 25. Do tej pory byłaś drużynową (lub szczepową). Nie oczekuję od Ciebie, żebyś dożywotnio prowadziła drużynę jeśli doszłaś do punktu, że pociąga Cię już co innego. Już dawno powinnaś być harcmistrzynią. Poziom twojej drużyny powinien świadczyć o twoim stopniu. Teraz ją oddaj i wypływaj na "szerokie wody oceanu". Na takich harcmistrzyniach powinno nam zależeć. Twoja wiedza, a jeszcze bardziej twoje doświadczenie przyda się młodszym instruktorkom. 
Twój przypadek to niemal modelowy przykład efektu działania systemu jaki opisuję. Mogę się z Tobą wielu sprawach nie zgadzać. Ale wiem doskonale, że bagaż doświadczenia w jaki jesteś wyposażona po kilku latach owocnego prowadzenia bardzo dobrej drużyny, nie zaprowadzi cię na manowce harcerstwa. Tam lądują pożal się Boże instruktorzy, którzy żadnych wartościowych doświadczeń jako drużynowi nie zdobyli. Ci w większości w ogóle nie wiedzą co to jest harcerstwo i próbują je wymyślać od nowa szkodząc ruchowi i ciągnąc go w dół  w czeluść niewiedzy i swoich fałszywych wyobrażeń. A harcerstwo jest proste. Polega na wychowaniu dziewcząt i chłopców w drużynach. Kto ma stać na straży tej idei jak nie harcmistrzowie, którzy wiedzą co to znaczy w praktyce i na tej praktyce zostali ukształtowani?
 5 Więcej takich populistów
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 11-02-2009 20:45
Powiem tak, kiedy moich dwóch synów będących na kursie instruktorskim wyartykułowało pomysł o prowadzeniu drużyny przez dorosłego, np. po studiach, instruktora zostali potraktowani jakby chcieli zmienić co najmniej treść Prawa Harcerskiego. Ja osobiście jestem zapatrzony troszeczkę we wzorce drużyn, które były prowadzone przez instruktorów, którzy z nich wyrośli, mających do pomocy młodszych instruktorów będących następnym pokoleniem instruktorskim tej drużyny. W takiej jednostce związanej ze sobą wieloletnią historią , współpracą i przeżyciami znajdzie się miejsce dla pwd., phm-ów i hm-ów. A tak poza tym to ja jestem za - ZRÓBMY TO!!!
 6 Naiwne przemyślenia
Dodane przez Maciek Albinowski, w dniu - 11-02-2009 21:48
Quote:
Pomysł żeby wszystkie ważniaki zakładały teraz drużynę, pada z różnych ust co chwila. Dla mnie to czysta utopia

 
 
Sam też głosiłem taki pogląd i rzeczywiście nie jest on do końca trafny. Ważniak - instruktor może nie dać sobie rady ze zdobyciem serc chlopców. Ale jeżeli rzeczywiście chce wziąć udział w realnej pracy wychowawczej, to może podjąć się pełnienia jakże ważnej funkcji Opiekuna druzyny! W sytuacji gdy duza częśc druzynowych to nie-instruktorzy, zapotrzebowanie na aktywnego (a nie tylko papierkowego) opiekuna druzyny jest ogromne. Pozwoliłoby to podnieść odpowiedzialnośc organizacji i polepszyć jakość pracy.  
 
Natomiast mówienie, że ktoś może być czynnym instruktorem ZHR, ale nie ma siły na kontakty z młodzieżą, to już czysta hipokryzja. To tak jakby ktoś chciał zostać wolontariuszem w organizacji pomagającej bezdomnym i prosił o funkcję jak najdalej od bezdomnych - np. w finansach czy PR. 
 
Jeżeli ktoś sie uważa za czynnego instruktora, to nie może wykluczać pracy z młodzieżą! To, ze ktoś jest w stanie pełnić funkcje na poziomie służebnym wobec drużyn(przez niektórych nazywanych poziomem "wyższym"), nie oznacza, że normalna praca wychowawcza jest powyżej(poniżej) jego godności. To tak jakby Biskup nie chciał odprawić mszy dla wiernych. 
 
Owszem, rozumiem, ze człowiek może być zmęczony dotychczasową funkcją drużynowego. Ale jezeli nie ma ochoty więcej zajmować się młodzieżą, to wydaje mi się, że uczciwość nakazuje przeniesienie się w stan spoczynku.  
A jeżeli ktoś deklaruje, że chce służyć, to powinien swój wysiłek(tyle ile jest w stanie z siebie wydobyć) skierować tam, gdzie jest potrzebny.
 7 Dodane przez Jacek Kowalski, w dniu - 12-02-2009 07:41
A może należy tworzyć drużyny, gdzie jest jeden szef drużynowy w stopniu phm. lub hm i kilku przybocznych-przewodników, w różnych pionach z różnymi działkami do obrobienia i to przede wszystkim oni mają kontakt i pracują z harcerzami? A doświadczony instruktor-drużynowy kieruje taką jednostką i dzięki swojemu doświadczeniu gwarantuje odpowiedni poziom wychowania przez przybocznych.
 8 Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 12-02-2009 09:06
Tak przy obecnych założeniach powinny działać hufce. I co? Sprawdza się to? Nie, bo błąd tkwi w samym założeniu. Otóż harcerskim wychowawcą jest ten kto na co dzień jest z chłopcami i ma z nimi intensywne relacje, a nie jego przełożony, mentor czy nawet mistrz. Dopóki nie będzie drużynowego z prawdziwego zdarzenia, dopóty nie będzie harcerstwa, tylko pozory. Czasem nawet ładnie umundurowane ale tylko pozory.  
 
Trochę inaczej sprawa wygląda w przypadku szczepów, tak bardzo w ZHR nie lubianych. Jednak przewaga szczepowego nad hufcowym polega tylko i wyłącznie na tym, że jest bliżej chłopców. Np. na obozie. To potwierdza w jakim kierunku powinniśmy iść. Nie ma żadnej innej recepty jak tylko dobrzy drużynowi. Wszelkie obejścia i półśrodki oddalają nas od celu.
 9 Racja
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 12-02-2009 09:47
to prawie wszystko Racja tylko co z tej racji wynika??? 
Chyba nic.  
Prawda moim zdaniem jest bolesna, sam to widzę po mojej drużynie, którą mój następca, wmanewrował w program rozwój - być może nie do końca sam go dobrze zrozumiał, być może hufcowy nie powinien się na to zgodzić. Na co? 
Na eksperyment podzielenia ok 30 osobowej drużyny na dwie mniejsze ok 15 prowadzone przez (niby po kursach) ale młodych ok 17 letnich przybocznych, pod nadzorem dotychczasowego drużynowego - przewodnika. Efekt jest taki, że obie drużyny wegetowały w stanie kadłubowym i dopiero dziś zaczynają wychodzić z zapaści. Nie oznacza to, że się odbudują do normalnego ok 30 osobowego składu (to zakładał Rozwój). 
Rozwój jako program (i tu Naczelnikowi niczego nie umniejszam) miał same zalety, a najważniejsza z nich to to że w ogóle powstał i został wdrożony ! Tylko problem polegał na tym, że szczytne i ambitne założenie było wdrożone przez nieprzygotowany do tego aparat (hufce, chorągwie) oraz drużynowych - którzy mając de facto dość ambitna perspektywę - podwojenia ilości harcerzy ochoczo do niego przystąpili. 
Ale program był i istniał.  
Co było powodem porażki i jego nieodwracalnym efektem? Piszę tylko o programie. W mojej chorągwi właśnie w tym czasie pojawiła się osobowość pn. p.o. druzynowego - zwykle de facto zastępowego, przygotowanego zwykle tylko pobieżnie ideowo (ok 2 letni staż w drużynie + kurs) w żaden sposób nie przygotowanego, ani metodycznie, ani programowo do pełnienia tej funkcji. 
W efekcie tego całe 2 może 3 pokolenia drużynowych w mojej chorągwi było zwyczajnie niedojrzałych i nieprzygotowanych merytorycznie do pełnienia funkcji drużynowego. To prawie dekada ! Taką mamy obecnie tradycję. Niestety. To jest przykra konstatacja, która nie wiem jak wygląda w skali związku ale w skali mojej chorągwi oceniam ją na ok 50-60% stanu jednostek! Tylu harcerzy ma już "zaprogramowane" złe nawyki, co gorsze dla nich to jest standard - "zawsze tak było..." mówią mi harcerze...  
Ja z analogią "klikową" zszedłbym niżej właśnie do tych kadłubowych drużyn-zastępów i do drużyn dobrych (w których istnieje system zastępowy, działają stopnie (nieważne jakie - ale następuje planowy rozwój, notabene ostatnio odgrzebałem KIHAMowską książeczkę stopni, którą chcemy... :) ), tu następują "narodziny dzielności" - rodzą się przyszli zastępowi i drużynowi. Tu pojawia się pierwsze "złamanie kręgosłupa" ideii - po co ma być kilka zastępów w drużynie, skoro długo i skutecznie działa drużyna jednozastępowa z drużynowych robiącym co tydzień zbiórki !!!??? 
Odpowiedzmy sobie na pytanie. Nazwijmy się np "ideowymi instruktorami" co uczyniło nas takimi? Jakie doświadczenie? Doświadczenie kilkuosobowej drużyny czy normalnej pełnej drużyny (choćby ta normalność trwała rok czy dwa) z kilkoma zastępami, regularną radą drużyny, regularną zbiórką drużyny - wielkim wydarzeniem na które czekaliśmy, kronikarzem, sanitariuszami, regularnymi zbiórkami wyjazdowymi (biwakami, wycieczkami) i wreszcie obozem drużyny (DRUŻYNY) nie jakimś spędem (SPĘDEM - tak kiedyś u zarania mówiło się na zgrupowania obozowe ZHP - to dla młodszych), który dziś jest ZHRowską normą... 
 
Jak w takich warunkach ma się ukształtować prawidłowo przyszły drużynowy? Byłoby to możliwe gdyby funkcję "zastępstwa wychowawczego" spełniały szkolenia, ale o to trudno.  
Pewnym światełkiem był kurs podharcmistrzowski w którym uczestniczyłem ok. 4 lata temu, o ile mnie pamięć nie myli organizowany przez instruktorów z Wielkopolski, Dolnego Śląska niecentralny i niestacjonarny, który cieszył się olbrzymim zainteresowaniem (był to pierwszy niestacjonarny kurs phm od wielu lat, wcześniej nie mogłem zamknąć phm bo nie miałem możliwości uczestnictwa w kursie stacjonarnym mając do wyboru: (obóz drużyny albo kurs) na pierwsze spotkanie zjechali ludzie z całej Polski (Kraków, Poznań, Warszawa, tyle pamiętam), pamiętam też bardzo ideową atmosferę mimo trudnych warunków. I co? I chyba nic. Nikt nie wyciągnął z tych faktów, żadnych wniosków poza CSI - na wszystkie kolejne były już jej wyłącznym dziełem, z pełną kontrolą nad kursantami i wykładowcami :) dlaczego to był fajny kurs niech napisze Dziki Bizon :) 
 
Moim zdaniem organizacyjnie niczego nie jesteśmy w stanie zmienić bo to wymagałoby likwidacji, bądź scalania istniejących kadłubowych jednostek w regulaminowe, przeprowadzenia zmiany regulaminu stopni instruktorskich (dwa systemy: w OHek i w OHy) i kilku innych zabiegów.  
Na to nie są gotowi instruktorzy, którzy w dotychczasowym systemie się wychowali, i który jest dla nich normą, nie są gotowi funkcyjni od szczebla komendantów chorągwi (część hufcowych) wzwyż bo de facto oznaczałoby to przyznanie się do nieudolności ideowej, metodycznej i wychowawczej - nikt nie lubi jak mu się pokazuje jego błędy i zaniechania.  
Nikt poza prawdziwym ideowym harcerzem, który potrafi na siebie krytycznie spojrzeć. 
Efekt? Moim zdaniem ZHR będzie karlał... Niestety. Skupiony na wewnętrznych bojach, musi zaniedbać rozpoznanie i zapewnienie istotnych potrzeb Polski, której trzeba ideowej młodzieży. 
Co należy robić w sytuacji bez wyjścia? Robić swoje! :) Nie gadać, robić! 
Wypracować alternatywny system kształcenia, model drużynowego, drużyny i go wdrażać w istniejących środowiskach.  
Jak nas wyrzucą to trudno. "Żywcem nas nie wezmą";)  
Jakość musi dać prędzej czy później efekt. 
Natomiast w zmiany idące z góry nie wierzę. 
Deja vu? No tak.
 10 to dobry materiał do dalszej dyskusji
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 13-02-2009 10:29
Materiał ten niesie wiele pozytywnych treści, umiejętnie doprawiony jest do smaku kilkoma mocno dyskusyjnymi tezami i niedopowiedzeniami. Doskonale nadaje się więc jako materiał do dyskusji, akurat na czasie przed konferencją harcmistrzowską. Rozważania metodyczne warto zaczynać od pytania o cel istnienia harcerstwa. Odpowiedź na to pytanie tłumaczy troskę wielu instruktorów o tworzenie ciekawego programu realizowanego poprzez atrakcyjne formy pracy. Celem tego działania jest kształtowanie cech wymienionych w Prawie Harcerskim i wielu mądrych dokumentach programowych. Jednym z fundamentów metody jest obok przykładu osobistego system zastępowy, który możemy stosować na wszystkich szczeblach organizacji (nie tylko harcerskiej). Stąd, mówiąc o drużynie trzeba też powiedzieć też o zastępie. Widzę tu przestrzeń na istotne uzupełnienie Twojego materiału. Uzupełnienie to spowodować może weryfikację niektórych Twoich propozycji. Jeśli zbyt sztywna forma (np.szkolenia) ogranicza rozwój treści i idei, to warto ją zmodyfikować. Dobre tezy o standaryzacji prób instruktorskich. Ograniczenie czynnego prawa wyborczego do drużynowych nie spowoduje - w miom odczuciu - ograniczenia wpływów "klik", co więcej, w welu środowiskach usankcjonuje zarządzanie "z tylnego siedzenia". Nie trzeba całkowicie potępiać minimów programowych kursów, jeśli określimy je jako element wsparcia, a nie wymóg administracyjny. 
Pozdrawiam serdecznie, Czuwaj! 
Jarek Cichoń "Żubr Odpowiedzialny"
 11 na poboczu rozważań
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 13-02-2009 12:42
Jarek, 
Dzięki za słowa nadziei. Mam nadzieję, że tezy, które tu przedstawiłem nie zostaną zbyte milczeniem podczas konferencji harcmistrzowskiej. 
 
Chciałbym się jednak odnieść do pewnego Twojego stwierdzenia. Błagam cię nie upowszechniaj fałszywego poglądu, że system zastępowy daje się stosować na wszystkich szczeblach organizacji i to nie tylko harcerskiej.  
Jeśli przyjąć, że system zastępowy jest po prostu systemem zarządzania, to może twierdzenie takie miałoby jakieś uzasadnienie. Ale to nie prawda!!! Nie każdy system organizacji, w którym działają zespoły ok. 10 osobowe jest systemem zastępowym. Gdyby tak było to i w armii i w kościele i w urzędach i w korporacjach działające tam podstawowe komórki organizacyjne możnaby nazwać zastępami. Jeśli się spłyci wiedzę o systemie zastępowym do tego tylko poziomu to można powiedzieć że każda niemal organizacja działa systemem zastępowym. W czasach gdy prowadziłem krucjatę przeciwko zastępom pionowym, ust kierownika wydziału harcerskiego GKHy usłyszałem takie zdanie. Szwejku, kogo obchodzi czy zastęp jest pionowy, poziomy czy poprzeczny. Ważne że drużynowy nie może zarządzać całą drużyną a jak ją sobie podzieli to jego sprawa. Ten poziom wiedzy i świadomości metodycznej mnie po prostu przeraża. Ale czego się dziwić skoro na kursach instruktorskich nie wykłada się metody harcerskiej tylko metody zarządzania. 
 
Prośba do czytelników. Nie komentujmy tego wątku. Ma on znaczenie poboczne dla rozważań o kondycji korpusu instruktorskiego. Pojawienie się tego stwierdzenia sprawi, że mój tekst System Zastępowy, który jest już od dawna gotowy na pewno pojawi się w następnej Pobudce. To będzie dobra okazja do rozmowy o systemie zastępowym. Wybaczcie, że się do tego odniosłem ale nie potrafię przechodzić obojętnie wobec tego typu stwierdzeń. Wybacz i Ty Jarku. Jestem przekonany, że wiesz na czym polega system zastępowy, a stwierdzenie to wyrwało ci się tylko z ust na zasadzie obowiązującego w pewnych środowiskach stereotypu. Warto z nim wreszcie skończyć, bo znów jakiś wice naczelnik zbuduje na nim kolejną poronioną teorię i każe ją zastosować w całej organizacji jak to miało miejsce w programie Rozwój.
 12 ad 11.
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 14-02-2009 11:29
Marku, zgodzisz się chyba, że myśl metodyczna musi się także rozwijać. W sferze idei dużo się dzieje, a metoda jest jakby trochę w cieniu. Może warto zmienić nieco te proporcje? Przyznaję, że kiedyś podchodziłem z większą rezerwą do wprowadzania w metodyce harcerskiej pojęć z zakresu zarządzania, psychologii i pedagogiki. Na marginesie warto przypomnieć, że jednym z prekursorów takiego działania w ZHR był Marek Kamecki (patrz artykuł w bieżącym numerze "P"). Nie uważam się za wszechwiedzącego, stąd dla spokoju Twoich nerwów rezygnuję z feralnej części zdania uznająć, że jest to zbyt daleko idący skrót myślowy. Nie zmienia to faktu, że system pracy w małych grupach, który w skautingu i harcerstwie rozwinął się do systemu zastępowego po prostu działa i dobra drużyna nie może się bez niego obejść. 
Pozdrowienia 
Jarek Cichoń
 13 miód na moje serce
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 14-02-2009 16:33
Oczywiście, że się zgodzę. Dam się nawet porąbać za dalej idące stwierdzenie, że drużyna w której nie działa system zastępowy, będący odzwierciedleniem naturalnej, nieformalnej grupy rówieśniczej nie jest w ogóle drużyną harcerską. 
 
Zgadzam się też z tym, że w ostatnich 8 latach nastąpiło zachwianie proporcji i że o idei mówi się na okrągło a o metodzie prawie wcale. Wręcz usuwa się ją z programów kursów instruktorskich. Może nie powinienem pisać tak bezoosobowo. Przecież za tym przegięciem stoją konkretni ludzi i konkretny zamysł, który nazywa się dookreśleniem ideowym. To też z owego kuriozalnego moim zdaniem programu OHy pod nazwą Rozwój.  
 
Idea harcerska wypływająca z Prawa Harcerskiego jest w zasadzie niezmienna i nie ma co o niej deliberować. Komu ona nie odpowiada niech sobie zmieni organizację. Np. Młodzież Wszechpolska czeka z otwartymi ramionami na utalentowanych działaczy młodzieżowych, wodzów zdolnych porwać za sobą młodych narodowców. My, instruktorzy harcerscy powinniśmy się spierać o to jak skutecznie nasze ideały wcielać w życie to znaczy jak skutecznie wychowywać młodzież harcerską. Czyli debata instruktorska powinna koncentrować się wokół zagadnień metodycznych, a nie ideowych. Metoda powinna się ciągle zmieniać dostosowując się do nowych wyzwań i warunków cywilizacyjnych.  
 
Marzy mi się ZHR, w którym będzie z kim o tym rozmawiać. I dlatego każdy harcmistrz powinien mieć bogate doświadczenie związane z owocnym prowadzeniem drużyny i wychowywaniem młodzieży. Inaczej nasza debata będzie wciąż zbaczać na tematy ideowe, bo o tym i o polityce każdy może gadać. Do tego nie trzeba żadnej wiedzy i żadnego doświadczenia - wystarczy parę szarych komórek i ogólne wykształcenie. Pomóż Jarek przebić się z tym do świadomości instruktorów, bo inaczej ta zabawa źle się skończy dla harcerstwa.
 14 Dzielnym Być!
Dodane przez Łukasz Kamiński, w dniu - 17-02-2009 09:39
Szwejk! Nadzieja matką głupich! A matka kocha swoje dzieci... Jako młody instruktor od razu spotkałem się z "reżimem" - centralne programy, szkolenia, wymogi, standaryzacje, zmiany statutowe. Jaki to ma wpływ na przeciętnego doratającego harcerza - następcę? Żaden. Idea, prawo, metoda w dobrej drużynie dostępna jest jak powietrze dla wszystkich. Kursy i minima? Owszem winny być dostępne, ale jako pomoc, a nie wymogi stawiane młodym ludziom. Zapomniano o ich "pomocnicczości" względem organizacji, a uczyniono celami na drodze instruktorskiej. Podam przykład mego Mistrza Kiwona, który jest cenionym hm, ale żadnych kursów (po za zuchowym) w swej harcreskiej historii nie kończył. Przekazał jedno środowisko, załozył następne, prowadził kursy phm i inne. Harcestwo trzeba czuć przez skórę, inaczej będzie to wyglądało nienaturalnie. Żadne programy i kursy tego nie zrobią za drużynowego, mogą u jedynie pomóc. 
 
Połączenie stopnii spowodowało, że dawno się one rozjechały. Harcerskie te HO i HR są nie zdobywane przez zwykłych harcerzy, ponieważ wiąża się ze stopniem instruktorskim. Centralne, po za drużyną kapituły, spowodowały ich niezdobywalność. A isntruktorskie stopnie czasem trudno wymaganiami odróżnić od harcerskich. A miała być to taka prosta gra.  
 
Dużo się gada o etosie. Niektórzy chcą tworzyć kodeksy. Z mądrych książek wiem, że jak trzeba spisać kodeks to znaczy jest źle. W ZHR jest źle. Nasza organizacja to wydmuszka. Żyjemy świadomością wielkiej organizacji, a to niestety nieprawda. W historii wiele tworów, także wspomniany Rzym, radykalizując się, zamykając, traciło świadomość rzeczywistości i upadało.  
Zacytuję by przypomnieć:  
"Kawałkowanie Harcerstwa jest zabiegiem sztucznym  jak rozszczepienie światła przez pryzmat. Ale o tyle koniecznym, by wiedzieć, co się nań składa. Trzeba mieć przy tym świadomość, że podziały nie będą ostre. (...) Trzeba być idiotą by tego nie widzieć" 
 
Recepta? 
Po pierwsze: przyłącze się - robić swoje! Z góry nic nie przyjdzie, więc jedyna możliwa presja to dobrym przykładem od dołu. 
Po drugie: Musi odbywać się dyskusja, o ile to mozliwe, merytoryczna. Nawet na siłę. 
 
Jak wszytsko zawiedzie? 
Zostanie chyba tylko "Śliwka", ale rozumiana w drugą stronę.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team