sms spion iphone 4s here spion apps fГјr iphone computer temperatur Гјberwachen download press iphone spy software ios 7 link mobile spy iphone uninstall here android spy apps download handy orten app nokia gps ortung anderes handy Гјberwachung des handy kindersicherung internet bestimmte seiten handy spy leicht gemacht
Brak ojca i jego wpływ na psychikę chłopca - harcerza
Imagepwd. Maciej Skórski

„Coraz częstsza nieobecność ojców w rodzinach to fakt dokonany. (...) Niestety, mimo największych starań i najlepszych chęci, (matki) nie są w stanie zastąpić synom ojców.” 
 
Wojciech Eichelberger, „Zdradzony przez ojca”


I tu właśnie znajdujemy kolejne zadanie dla siebie – zrekompensować tą nieobecność.
 
Ojca nie ma, ale dlaczego? Może odszedł? Może zginął w wypadku? A może po prostu nie ma czasu dla własnego syna? Może nie wie jak się nim zajmować? A może się obawia, że nie podoła?
 
Takich przykładów na nieobecność ojca mógłbym wymienić jeszcze wiele. Każdy z nich jest specyficzny, każdy z nich połączony z innymi czynnikami środowiskowymi (rodzeństwo, szkoła, podwórko) daje inny efekt na równie specyficznej psychice każdego chłopca. Czy jest jednak coś, co je łączy? Owszem, jest. Żebyście jednak dobrze mnie zrozumieli zacznę od początku.
 
Jerzy Witczak w swojej książce „Ojcostwo bez tajemnic” przytacza kilka, jego zdaniem,  najważniejszych argumentów w obronie uczestnictwa ojca w procesie rozwoju dziecka. Mówi o odmienności między miłością macierzyńską a miłością ojcowską. Ta pierwsza jest niejako bezwarunkowa - matka okazuje swoją miłość bez względu na wszystko, wystarczy być jej dzieckiem. Ojciec natomiast stawia pewne wymagania, jest „zachętą do rozwoju”, wytycza jego kierunki.
 
Inny argument Witczaka mówi o odmienności emocjonalnej obojgu rodziców – matka charakteryzuje się dużą niestabilnością nastrojów, ojciec jest bardziej konsekwentny w swoim postępowaniu. Chłopiec pozbawiony ojca może się okazać niezrównoważony emocjonalnie.
 
Jeszcze jeden argument na konieczność obecności ojca w procesie wychowania syna – za Witczakiem:  „...chłopiec obcując z ojcem, uczy się męskich zachowań, identyfikuje się ze swoją płcią...”. Nie na darmo o dziewczynce mówi się „córka Ewy”, a o chłopcu „syn Adama”. Od kogo bowiem dzieci mają nauczyć się wszelkich zachowań charakterystycznych dla swojej płci? Przecież ojciec nie będzie pokazywał córce, jak uwodzić mężczyzn, a matka nie pójdzie z synem na polowanie! Tylko mężczyzna może przekazać chłopcu prawdziwy wzorzec męskości, a kobieta dziewczynce – wzorzec kobiecości.
 
Wracając jednak na chwilę do zadanego na początku pytania: Ojca nie ma, ale dlaczego? Jak już mówiłem, przyczyn może być wiele. Łatwo je podzielić na dwie grupy – fizycznego i psychicznego braku ojca w procesie wychowania, i co ciekawe, ten drugi brak może być o wiele bardziej tragiczny w skutkach niż pierwszy.
 
Nie ma się co rozpisywać na temat pierwszej grupy przypadków – ojca nie ma: zginął, rozwiódł się, wyjechał za granicę. Nie pisze, nie odzywa się, po prostu go nie ma i nie będzie. Chłopiec może kiedyś go widział, może go pamięta, ale teraz nic już po nim nie pozostało poza sfrustrowaną matką, która nie radzi sobie z samotnym wychowywaniem syna.
 
Druga opcja, jak już wspominałem może być o wiele gorsza. Ojciec fizycznie jest w domu, ale nie uczestniczy lub uczestniczy w niewłaściwy sposób w procesie wychowania syna.
 
Wojciech Eichelberger mówi o czterech przyczynach takiego zachowania, które nazywa „zdradzaniem syna”. Po pierwsze, ojciec może znęcać się nad swoim synem, fizycznie lub psychicznie; takie postępowanie najczęściej prezentują alkoholicy, dogmatyczni ideolodzy, tzw. ludzie „żelaznych zasad” (m.in. wojskowi). Po drugie ojciec, jako niedojrzały jeszcze do wychowywania, ba, niedojrzały nawet do związku małżeńskiego, oddaje syna w ręce żony i matki zarazem, kobiety groźnej i autorytarnej – matki dla syna i matki dla siebie.Trzecia opcja występuje u ojców w dzieciństwie niedocenianych, u ojców, którzy nie do końca świadomie przez całe swoje życie próbują udowodnić sobie, że są coś warci. Wykorzystują do tego niestety swoich własnych synów, dla których stają się nieosiągalni i niedostępni. Ostatni, czwarty przypadek, to sytuacja, w której ojciec po prostu się chłopcem nie interesuje, a obowiązek jego wychowania zrzuca na matkę. Sytuację tą można przyrównac do ojca fizycznie nieobecnego.

ImageKiedy ojciec z któregoś z w/w powodów nie uczestniczy w procesie wychowania syna, nie przekazuje mu prawidłowego wzorca męskości, co gorsza zaburza w chłopcu obraz mężczyzny, a w najgorszych przypadkach może nawet sprawić, że jego syn odbierze drogę do męskości jako tą, którą on nie chce podążać.
 
Chłopiec, nad którym ojciec się znęca może w nieoczekiwanych chwilach objawiać dziwne lęki, porównywalne do lęku pojawiającego się w sytuacji zagrożenia życia. Nadmierna i niekontrolowana agresja jest kolejną cechą charakteryzującą takich chłopców. Z drugiej strony chłopiec z ojcem-katem może być osobą mocno zamkniętą w sobie tworzącą iluzję super grzecznego chłopca, który jednak okazuje się mocno nie asertywny.
 
Syn groźnej matki, obserwujący uległego ojca będzie osobą bardzo grzeczną, czyli jak najbardziej podporządkowaną władczej mamie. Pewnego dnia jednak odezwie się w nim chłopięcy instynkt, który zamieni go w przeciwieństwo poprzednika – stanie się wulgarnym i agresywnym egoistą.
 
Syn niedocenianego ojca, będzie czuł się dokładnie tak samo, jak jego tato – świadomy swojej małości i tego, że nigdy nie będzie tak dobry, jak on. Taki chłopiec nie ma czasu na przebywanie z rówieśnikami, a ojciec nie daje mu szansy na to, żeby się wykazał, co prowadzi w końcu do totalnego obniżenia poczucia własnej wartości.
 
Chłopiec, którego ojciec odsunął od siebie zajęty „swoimi sprawami” zostawia mu zazwyczaj w spadku niespełnioną i niedocenioną matkę, która robi z niego swojego mężczyznę. I to jest chyba najbardziej skomplikowana sytuacja. Chłopiec staje się bardzo mocno związany z matką, ta z kolei z jednej strony wywyższa go i uwodzi, z drugiej zaś poniża i wyśmiewa. Przedstawia mu obraz mężczyzny jako tego złego, którym nie może się stać – a przecież jego cel jest zupełnie odwrotny.
 
Wszystkie opisane tu konsekwencje stanowią jedynie pewne uogólnienia. Chłopiec, u którego pojawiają się wymieniane syndromy, w rzeczywistości prezentuje również szereg innych zachowań wynikających z występowania innych czynników wpływowych. Jednakże na podstawie tych uogólnień, można dopasowywać naszych harcerzy do modeli, wyciągać dalsze wnioski i starać się jakoś im pomóc.
 
Co zatem łączy te wszystkie przypadki „nie w pełni obecnego” ojca? To, że z takiej rodziny wychodzi „nie w pełni” mężczyzna.
 
I to jest właśnie jedno z naszych, jako drużynowych, zadań związanych ze zmianami obyczajowości w ostatnich latach – zrekompensować naszym harcerzom brak ojca. Nie spotkałem się jeszcze z chłopcem, który mimo kompletnej rodziny miałby takiego tatę, który ze swoją niezliczoną liczbą obowiązków znajdowałby wystarczającą ilość czasu dla swojego syna.
 
Czemu tak się dzieje? Takie czasy! Robert Bly w „Żelaznym Janie” pisze o erze, w której ojcowie stali się zbyt zajęci, żeby zajmować się swoimi chłopcami. Opowiada też o ojcach, którzy nie mają się czym pochwalić swoim synom, bo przez całe swoje życie wkręcali trzy śrubki w drzwi samochodu.

Na koniec, pozwolę sobie wrócić do początku. Każdy wychowawca musi bowiem wiedzieć „z czym dokładnie ma do czynienia”. Opisane wyżej przykłady są grubym uogólnieniem problemów, jakie mogą wyniknąć w przypadku, gdy chłopcu na pewnym etapie życia zabrakło ojca. W zależności jednak od wielu innych czynników środowiska zewnętrznego (przede wszystkim jednak są to: kontakty z rówieśnikami – zarówno chłopcami, jak i dziewczętami, relacje z opiekunami w przedszkolu i szkole, powodzenie w nauce) chłopiec może sobie z tymi problemami poradzić lub też nie.
 
Jednakże prawda o naszych ZHRowskich drużynowych jest dość smutna. Nie znam ani jednego nastoletniego drużynowego, który potrafiłby celowo wpływać na naprawę utraconej relacji harcerza z własnym ojcem. Czy zatem może go zastąpić? Przynajmniej częściowo? Myślę, że to świetne pytania, ale na osobny artykuł. Mam jednak jedną metodycznie sprawdzoną radę.
 
Przez 4 lata prowadzenia drużyny chłopcy nauczyli mnie bardzo ważnej rzeczy – aby być sobą, być mężczyzną, być wzorem, wodzem i starszym bratem. Jeśli spełnisz te wymagania, oni sami do ciebie przyjdą i wezmą to, co im będzie najbardziej potrzebne. Jeśli będziesz męski, ojcowski (tzn. pomocny, życzliwy, dobry) od razu zobaczysz, że każdy z nich tak naprawdę cię potrzebuje. Jeśli jednak chłopcy nie są nachalni, „nie łakną” twojej wiedzy i umiejętności, to albo mają utopijne rodziny (co nie jest możliwe), albo jesteś kiepskim drużynowym. Nie możesz niczego robić na siłę, musisz być naturalny, nie udawaj ideału. Każda twoja wada, nawet ta najbardziej ukryta, zostanie prędzej czy później brutalnie zdemaskowana!  Chłopcy szukają autorytetu, ale autorytet musi być realny a nie idealny.
 
Poczujesz się dumny, kiedy wpuszczą cię do swojego świata.
 
Imagepwd. Maciej Skórski, Dolnośląska Chorągiew Harcerzy ZHR
Urodziłem się i mieszkam we Wrocławiu od 1986r. Skończyłem tutaj XII LO, tutaj też zdałem maturę w 2005r. Obecnie uczę się we Wrocławskiej Szkole Filmowej na kierunku: Reżyseria.
W ZHR od 1999r. (25 WrŻDH im. HBS "Parasol"). W 2003r. założyłem 25 WrŻDH. Po jednorocznej przerwie w sezonie 04/05 założyłem kolejną - 26 WrŻDH "Straceńcy" im. Antosia Petrykiewicza, którą prowadzę do dziś. Uwielbiam oglądać i robić filmy, pływać na rejsy pełnomorskie, a do tego zwiedzać inne kraje.
 
BIBLIOGRAFIA 

1) Jerzy Witczak, „Ojcostwo bez tajemnic”, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa 1987
2) Wojciech Eichelberger, „Zdradzony przez ojca”, Wydawnictwo Do, Warszawa 1998
3) Robert Bly, „Żelazny Jan”, tłum. Jacek Tittenbrun, Zysk i S-ka, Poznań 2004


/zdjęcie autorstwa Jarka Błoniarza pochodzą z galerii Zlotu Rodzin Harcerskich 2007: http://www.bloniarz.pl/index_7.htm#210/




Odsłon: 13429

  Komentarze (15)
RSS komentarzy
 1 lekko zbity z tropu...
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 10-02-2009 20:06
Przeczytałem, przeanalizowałem, przeczytałem ponownie i nie wierzę własnym oczom. 
Drogi Druhu, Drużynowy nie ma zadania zastąpić Ojca, nie ma tez zadania wyprostować rodziny chłopca ma pomóc rodzinie w procesie wychowawczym! 
Z niedowieżaniem zauważyłem też, że druh był łaskaw wrzucić Ojców nie żyjących i Ojców po rozwodzie do jednego worka Ojców nie obecnych. 
Nie ma się co rozpisywać na temat pierwszej grupy przypadków  ojca nie ma: zginął, rozwiódł się, wyjechał za granicę. Nie pisze, nie odzywa się, po prostu go nie ma i nie będzie. 
Tak się składa, że mam syna i tak też się skłąda że jestem po rozwodzie i również tak się składa że byłem Drużynowym i to chyba dobrej Drużyny. 
I niestety muszę podsumowac druha artykuł jednym stwierdzeniem BZDURA.  
Żebym nie był źle zrozumianym. Uważam, że najzdrowszym środowiskiem do wychowywania dziecka jest pełna rodzina. 
Natomiast nie można nie zauważać, że rozwiedzeni rodzice są wstanie przekazywać pozytywne wzorce swoim dzieciom. Czasami wychowanie oddzielne wpływa lepiej na proces wychowawczy dziecka. Jelsi dziecko miałoby się wychowywać w "toksycznej" rodzinie z ciągłymi kłótniami to chyba lepiej żeby wychowywało się z rodzicami żyjącymi osobno, którzy okazują dziecku miłość i szacunek. 
Nie zgadzam się też z takim uporszczeniem że to Ojciec przekazuje synowi postawy a Matka córce.  
W procesie wychowawczym obydwoje rodzice kształtują podejście do Świata i ludzi. Nie można upraszczać w taki sposób, że Matka uczy emocji a Ojciec zasad.  
Jest t o prosta droga do powrotu do dawnej tradycji przekazywania syna po 7 roku życia /postrzyżyny/ pod kuratelę Ojca.  
Jestem bardzo zadziwiony tym atykułem. Jeśli tylko znajdę czas napisze polemikę do następnej pobudki. 
Czuwaj ! 
Maki
 2 no właśnie
Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 10-02-2009 20:46
Muszę przyznać, że we mnie ten tekst też budzi sprzeczne emocje... Myślę, że nie możemy przeceniać roli harcerstwa. Nikomu nie zastąpimy rodziny. Nie jest dobrze, gdy dla kogoś drużynowy jest kimś więcej niż drużynowym. 
 
Harcerstwo, moim zdaniem, powinno WSPIERAĆ wychowanie w rodzinie i szkole - a nie kompensować braki, uzdrawiać czy zastępować.
 3 Re: lekko zbity z tropu
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 10-02-2009 20:59
Nie chcę się wdawać w jakąś wielką polemikę, gdyż nie studiowałem ani psychologii ani pedagogiki. Tym bardziej więc opisywane przeze mnie historie popieram konkretnymi źródłami. 
Artykuł pisany jest przede wszystkim w oparciu o książkę W.Eichelbergera, który z kolei jest znanym psychologiem i psychoterapeutą. Polecam przeczytać "Zdradzonego przez ojca". 
Odnoszę takie wrażenie, że Druh nie czyta ze zrozumieniem. Pisząc o uczeniu zachowań charakterystycznych dla danej płci, nie miałem na myśli tego, że chłopca może wychować tylko ojciec a dziewczynkę, tylko matka. Tu chodzi o to, że chłopiec pewnych rzeczy może nauczyć się od mężczyzny! I tylko od mężczyzny! A zatem w jego procesie wychowawczym musi pojawić się jakiś facet, który przekaże mu wzorzec męskości. 
I na koniec: skoro piszę o nieobecnym ojcu w kontekście rozwodu, to mam na myśli to, że po rozwodzie zniknął z życia chłopca. Nie oznacza to, że każdy rozwód skutkuje takim zniknięciem.. 
 
Więcej mi się nie chce pisać... ;) 
Czuwaj
 4 i, przepraszam, zapomniałem...
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 10-02-2009 21:02
Zgadzam się z tym, że harcerstwo WSPIERA rodziców w procesie wychowawczym...... :) 
 
 
.... CZASAMI nawet do tego stopnia, że drużynowy, często nieświadomie, zastępuje chłopcu nieobecnego ojca ;)
 5 Re: lekko zbity z tropu
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 11-02-2009 12:46
Dziękuję za radę czytałem Eichelbergera ale miałem też okazję poczytać kilku innych autorów. Żeby nei było nie jestem ani psychologiem ani pedagodiem.  
Dziękuję również za info o czytaniu ze zrozumieniem, dziękuję umiem ;) to żeby tylko nie przyjmować to też doradzę żeby pisać ze zrozumieniem  
Dobra tyle w kategorii drobne złośliwości a teraz do tematu:) 
Zgadzam się z tym że chłopcu pewne postawy przekaże lepiej Ojciec ale nie oznacza to że ni emoże ich przekazać Matka i na odwrót.  
Widzisz tu problem jest taki że czytelnik nei koniecznie musi wiedzieć co masz na myśli a co nie, a z artykułu można wysnuć taki wniosek jaki przedstawiłem. Domyślam się, że nie miałeś tego na myśli natomiast wielu młodych instruktorów przeczyta i przyjmie taki punkt widzenia co nie jest koniecznie pożyteczne. A co do zastępowania Ojca, Matki etc. to cóż moim zdaniem nie tylko od tego nie jestesmy ale wręcz nam nie wolno, a to z tego prostego powodu, że harcerz nie będzie wiecznie w naszej Drużynie, my nie będziemy wiecznie Drużynowymi i co dalej?
 6 Re: lekko zbity z tropu
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 11-02-2009 14:33
:) 
W kwestii pisania ze zrozumieniem mogę się zgodzić... Cz. ustną matury z polskiego zdałem o wiele lepiej niż pisemną, być może to wszystko wyjaśnia.. 
Wierzę, że można było mnie zrozumieć nie do końca tak, jak sobie to zamierzyłem, choć wiem też, że czytając jakiś tekst, zdarza się nam interpretować go po swojemu. To coś, jak powiedzenie: "głodnemu chleb na myśli" 
I druga rzecz: harcerz nie będzie wiecznie w naszej drużynie, ale czy chłopiec będzie wiecznie potrzebował ojca? W pewnym wieku każdy staje się samodzielny i nie potrzebuje już tak intensywnej opieki ze strony rodziców. Chłopiec w pewnym momencie zaczyna czerpać z samego siebie. Niedługo potem daje siebie innym.
 7 Dodane przez grzegorz, w dniu - 12-02-2009 14:17
"Jednakże prawda o naszych ZHRowskich drużynowych jest dość smutna. Nie znam ani jednego nastoletniego drużynowego, który potrafiłby celowo wpływać na naprawę utraconej relacji harcerza z własnym ojcem. Czy zatem może go zastąpić? Przynajmniej częściowo?" 
- nawet gdyby było takowe wymaganie wobec drużynowych, to szczerze wątpię czy drużynowy, nie mówiąc już nastoletnim (sic!) drużynowym potrafiłby je wypełnić 
 
to jedno 
 
po wtóre: 
"aby być sobą, być mężczyzną, być wzorem, wodzem i starszym bratem."  
albo jest się wodzem (niem. fuerer, dawn. furer przez o umlaut) 
albo jest się starszym bratem... 
mam wrażenie, że "wodzowanie" jako styl prowadzenia pracy, podejmowania decyzji, nieodwracalnie zanieczyścił prostą prawdę o starszym bracie - właśnie Bracie, ale starszym. W żadnym wypadku Ojcu, nawet nie Ojczymie lub quasi ojczymie. 
A prawda o bracie, zwłaszcza starszym jest banalnie prosta. 
Młodszy brat zawsze patrzy słucha z wypiekami o tym co robi brat starszy. 
Nie będę tu rozwijał całej ideologii starszego brata BiPI prosto wszystko wyjaśnił.  
A ojciec... cóż powinien się odnaleźć, po prostu powinien być. Obecność jest dla syna najważniejsza, bez specjalnych fajerwerków - zwykła obecność.
 8 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 12-02-2009 23:35
"Nie jest dobrze, gdy dla kogoś drużynowy jest kimś więcej niż drużynowym." 
 
"Nie zgadzam się też z takim uporszczeniem że to Ojciec przekazuje synowi 
postawy a Matka córce. " 
 
Sytuacja:ojca nie ma albo jest ale jego postawa zyciowa jest taka  
że w sumie go nie ma albo lepiej żeby go nie było i syn który MUSI 
miec jakis wzór meżczyzny.Matka może wychowac , może przekazać dużo 
pożytecznych rzeczy ale wzorcem zachowań włąsciwych meżczyznie NIGDY 
nie bedzie.Jest przeciez kobietą . 
 
Przykład moze najbardziej wyrazisty,zaobserwany przeze mnie:trzech 
podcietych gówniarzy 15-16 lat siedzi na placu zabaw i bluzga  
najgorszymi wyzwiskami,matki które siedzą obok wypłakuja się nad  
brakiem wychowania u tych gnojków,albo po prostu zabieraja swoje pociechy  
i się wynoszą, choć to miejsce jest dla nich.W pewnym momencie 
wchodzi facet z paruletnim synem,i po usłyszeniu pierwszego słowa na "k" 
ostro kaze gnojom się zamknać bo jego dzicko nie musi tego słuchac. 
Pomaga,chłopcy od tego momentu rozmawiają po cichu.Syn patrzy, 
i obserwuje ojca który nie bał sie postawic na swoim,jednoczesnie  
nie dając się ponieść agresji.Za pare lat być może wpodbnej sytuacji 
zachowa się podobnie,nie ucieknie, nie bedzie wypłakiwał się nad złym losem 
tylko załtwi sprawę po mesku.Albo przynajmniej spróbuje. 
 
 
Kiedyś syn w taki czy inny sposób pozbawiony ojca mógł szukać wzorców 
w rodzinie wsród różnych wujków,stryjów,itp teraz jest gorzej 
bo rodziny są coraz mocniej zatomizowane, wiezy rodzinne sa słabsze 
zresztą bywa los rozrzucił rodzine po całej Polsce.Kiedyś taki 
chłopak mógł jakoś wzorowac się na szkolnych wychowcach,ale 
teraz zawód nauczycielski jest mocno sfeminizowany i nauczycieli 
mężczyzn ,zwłaszcza takich co powaznie traktuja swój zawód jest  
bardzo mało.Nie ma wiec co sie dziwić ze gdy taki chłopak 
trafiajacy do drużyny harcerskiej,zaczyna traktować drużynowego 
jak ojca,odnajduje w nim wzór mężczyzny jakiego zabrakło w domu, 
szuka jego uznania akceptacji ,chce byc taki jak on. 
Wiem ,że drużynowy powinien byc Starszym Bratem itp ale w tym konkretnym 
wypadku podejscie do harcerza powinno być jednak choc trochę ojcowskie. 
W kazdym razie trzeba się cieszyć że wzorcem jest drużynowy a nie 
złodzieje samochodow urzedujacy na ławce pod blokiem.
 9 nieścisłość??
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 13-02-2009 12:49
"albo jest się wodzem (niem. fuerer, dawn. furer przez o umlaut)  
albo jest się starszym bratem... "
 
 
Nie bardzo rozumiem, jak Twoje stwierdzenie ma się do sylwetki zastępowego z książek metodycznych, który ma być jednocześnie wzorem, wodzem i starszym bratem.. ?? 
 
 
Do Tomasza: bardzo spodobał mi się Twój przykład :) nadaje się do umieszczenia w jakimś filmie ;)
 10 Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 13-02-2009 13:22
Do Macieja 
oj czuje, że posadzasz mnie o koloryzowanie ,(tu miała byc buzka 
pokazujaca język, ale nie wiem jak ja wstawić :)
zdarzenie obserwowałem w warszawskim Parku Skaryszewskim 
o ile pamietam wczesną jesienia 2003, zreszta sam spytałem 
sympatycznego tatusia czy może w czymś pomóc ale nie było już takiej potrzeby :( 
 
Ale to tylko przykład,po prostu matka i ojciec w róznych sytaucjach życiowych bedą reagowac zupełnie inaczej 
przeciez ich role społeczne sa zupełnie rózne. 
Starczy porównać reakcję kobiety i mężczyzny na dłuższą 
utratę pracy. 
 
Pewnych postaw nie da się przekaząć słowem chłopak 
musi miec pod ręką jakis wzór mężczyzny będący dla niego punktem odniesienia,jesli nie znajdzie go w domu bedzie 
szukał gdzie indzieji trudno mu miec za złe że bedzi ego widziął w drużynowym.
 11 ależ wodzu co wódz??!!
Dodane przez grzegorz, w dniu - 13-02-2009 16:35
nie bardzo sobie przypominam książki o których piszesz  
przypomnij mi 
:)  
a ty co masz na myśli mówiąc wódz??  
wódz ma ZAWSZE decydujące zdanie - tak ?
 12 przykład z parku
Dodane przez grzegorz, w dniu - 13-02-2009 16:50
będąc kiedyś na spacerze z dziećmi -widziałem podobną scenę tyle że z mamą w roli głównej - myślę, że to akurat nie jest dobry przykład, pewnie jest kilka lepszych 
co ciekawe rola ojca nie może być rozpatrywana bez kontekstu matki (kobiety) - nawet w kontekście ławkowej anegdoty
 13 Piotruś Pan
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 14-02-2009 05:51
w kwestii czy drużynowy może zastąpić ojca - i tak i nie: 
 
1. tak , bo w pewnym okresie życia (patrz artykuł o cechach wieku wędrowniczego) wpływ ojca na chłopca maleje i sprytne harcerstwo podsuwa młodemu człowiekowi - starszego brata - przywódcę - wzorzec bardziej akceptowalny niż ojciec w stosunku do którego zaczyna pojawiać się negacja a czasem nawet bunt. Taki jest sens wychowawczy metody - zamiast znależć się pod wpływem osiedlowego watażki i obrabiać kioski chłopiec wchodzi pod wpływ harcerskiego watażki i dostaje wymaganą dawkę emocji i uznania ale w pozytywnym środowisku. Bunt objawia się w radykaliżmie postaw i poglądów. 
 
2. nie - nic nie jest w stanie zastąpić prawdziwego ojca bo mimo negacji chłopiec obserwuje zachowanie ojca i choćby póżniej po latach reflektuje jego reakcje i postawy wobec zbuntowanego syna. 
Oczywistym też jest, że ojciec jest wzorcem również dla córki, bo kształtuje wzorzec mężczyzny.  
Obserwuję koleżanki mojej 17-letniej córki, które są wychowywane przez samotne matki i niestety model się powiela - to już jest drugie albo i trzecie pokolenie - matka bez faceta, babcia bez faceta...- dziewczyna albo idealizuje mężczyznę albo lekceważy - nie widzi potrzeby -facet? - same kłopoty. Podobnie matka kształtuje w chłopcu wzorzec kobiety.  
(Do tego dochodzi też oddziaływanie na różne sfery dziecka ale o tym nie chcę się tu rozpisywać bo to inny wątek) 
 
Ciekawym mogłoby być wprowadzenie terminu używanego niekiedy przez psychologów - Piotruś Pan - otóż czEsto pojawia się w rodzinie jakiś osobnik - wujek, albo sąsiad, albo jeszcze inna osoba, która wprowadza do życia chłopca element niefrasobliwości i szaleństwa - staje się on dla chłopca bohaterem i obiektem podziwu. Dla rodziców to bywa denerwujące - bo oni muszą dbać o wychowanie a więc konsekwencja, zasady, wymagania , bla, bla, bla - a tu nagle wyskakuje z boku świszczypał i rozrzedza ten rodzicielski front wychowawczy ( to tłumaczy też dlaczego dziadkowie i babcie rozpieszczają swoje wnuki). Drużynowy spełnia więc też taką rolę - Piotrusia Pana - wariata z Nibylandii - przybysza z czwartego wymiaru, gdzie wszystko jest możliwe. A tak na marginesie to polecam wszystkim drużynowym film z Hoffmanem w roli Kapitana Haka - to świetna opowieść o przywództwie wśród chłopców i o tym jak powinien być urządzony obóz harcerski. Także o ojcostwie. 
 
Najgorzej jeżeli drużynowy staje się jeszcze bardziej nudziarski i zasadniczy od rodziców i nauczycieli. 
Trwoni wtedy najlepsze narzędzie jakie harcerstwo dało mu do ręki.
 14 Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 14-02-2009 13:55
do Grzegorza:to tylko przykład,nie twierdze że kobieta 
nie umie,nie ma możliwosci albo nie powinna zachować tak jak opisany tatuś. 
Też mam pewien krótki staż w roli ojca i zdaję sobie sprawę 
że wachlarz zachowań "ojcowskich"które mniej lub bardziej świadomie przekazujemy dzieciom a zwłaszcza synowi jest bardzo 
szeroki i daleko wykracza poza umiejetność pacyfikowania 
podwórkowo-ławkowego chamstwa.Ale możemy sobie wyobrazić 
jak opisana sytuacje mógłby odebrać syn którego ojciec w takim 
momencie by się wycofał?Coś by juz było nie tak,matkę mozna by było zrozumieć ale ojca,duzego silnego faceta?I co by było gdyby syn z czasem zaczał odkrywac że ojciec tak tchorzliwie zachowuje się w każdej trudniejszej sytuacji? 
 
do Marka:"zamiast znależć się pod wpływem osiedlowego watażki i obrabiać kioski chłopiec wchodzi pod wpływ harcerskiego watażki i dostaje wymaganą dawkę emocji i uznania ale w pozytywnym środowisku" to chyba najkrótsze i najbardziej treściwe 
streszczenie sposobu wychowania w harcerstwie
 15 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 21-02-2009 23:38
A CO JESLI TO WLASNIE DRUZYNOWY WYCHOWAL SIE BEZ OJCA??? 
to znaczy ze daje przyklad jak byc pol-facetem? jest niemeski? 
 
Czy moze to wlasnie harcerstwo zrobilo z niego mezczyzne? 
 
zastanawiam sie, co Cie zainspirowalo... 
 
Pozdrawiam Cie Skóraku ;] 
 
z najlepszymi zyczeniami z okazji DMB 
koledze z 'Starorzecza' 
Czuwaj! 
Krzysztof Orchowski

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team