sms spion iphone 4s here spion apps fГјr iphone computer temperatur Гјberwachen download press iphone spy software ios 7 link mobile spy iphone uninstall here android spy apps download handy orten app nokia gps ortung anderes handy Гјberwachung des handy kindersicherung internet bestimmte seiten handy spy leicht gemacht
Hacerstwo jako organizacja paramilitarna
Hm. Paweł Wieczorek KOHUB

Burzaobok szklanki wody

Image ArtykułDruhny Naczelnej „Wychowanie do wojny czy do pokoju?" zamieszczony w odnowionejPOBUDCE, pokazał to, czego obawia się wielu z nas. Rzeczywiście nie wiemy: „jakamisja stoi przed ZHR dzisiaj, kiedy wybrzmiało już rzucone nam „Pojutrze"?To słuszna uwaga o kardynalnym dla przyszłości polskiego harcerstwaznaczeniu. Tylko po co siać panikę: od samego tytułu poczynając kreowaćnieprawdziwy obraz dyskusji o rzekomo dominujących pomysłach na celewychowawcze i misję społeczną ZHR? Nie istnieje dziś bowiem realnie dylemat czywychowywać w harcerstwie do wojny, czy do pokoju. Kto miałby nawoływać dowojny? Młodzi ludzie, którzy oddają hołd bohaterom minionych zmagań? Czy to ichwina, że literatura historyczna, poezja, a nawet ogniskowe piosenki przesyconesą duchem martyrologii, bo taką dano nam historię, „na taką miłość skazali takąprzebodli nas ojczyzną" (Zbigniew Herbert)? A może przy okazjiwspominania rocznic wzywamy do pomsty i zbrojnego odzyskania utraconych Kresów?Czy ktoś przy zdrowych zmysłach przygotowuje harcerzy na krwawy bój w obronieprześladowanych rodaków na Białorusi czy Ukrainie? Nie słyszałem. Jeśli sięmylę, proszę o przykłady. Z harcerstwa, nie z bojówek Młodzieży Wszechpolskiej,wspólnymi symbolami i gestami zbratanych z nazistami Berlina, Drezna, Lipska...

 

Czego boisię Agnieszka? Nie lubi widoku harcerzy z karabinami, i tę fobię eksponuje napierwszym miejscu. Jej prawo. Ja na przykład nie lubię pląsów przy ognisku iczosnku w zupie. Dużo później dopiero dowiadujemy się z artykułu, że taknaprawdę chodzi o to, iż: „harcerze, w przeciwieństwie do skautów z Jamboree,nie chcą za swój symbol mieć gołębia tylko broń!"- co wzbudza sprzeciw naszejNaczelnej. Mamy „walczyć, ale o pokój".


            Tylko że tojuż było, Aga. „Przyrzekam całym życiem służyć tobie, Ojczyzno, być wiernymsprawie socjalizmu, walczyć o pokój i szczęście ludzi i być posłusznym PrawuHarcerskiemu" - znasz tę rotę Przyrzeczenia, składanego wówczas, gdy czołgiUkładu Warszawskiego dławiły Praską Wiosnę, i potem, gdy sowieckie samolotyszturmowe wypalały napalmem afgańskie wsie? Wtedy te słowa były groźne, bo nastraży socjalistycznego pokoju stały setki tysięcy (sic!) czołgów i rakiety zgłowicami atomowymi. Nasza armia głowic nie miała, strzegły ich na terytoriumPRL oddziały radzieckie - ale cele dla polskich rakiet dziś już znamy: miasta wDanii i w północnych landach Zachodnich Niemiec. Wówczas „walka o pokój" byłaeufemizmem, oznaczającym przygotowania do siłowego narzucenia światukomunistycznego porządku, a raczej - bałaganu. Co dziś oznacza walka o pokój?„Harcerze powinni zastanawiać się nad zagadnieniami gaszenia konfliktów,spieszeniem z pomocą potrzebującym, organizacją misji pokojowych czy wsparciahumanitarnego" - uważasz, Agnieszko, i trudno się z Tobą nie zgodzić.Zastanawiać się istotnie możemy... Jeszcze bardzo długo.

            Tylko co toma wspólnego z odgrywaniem Akcji pod Arsenałem, dziesiątkami innychrekonstrukcji historycznych bitew i tym, straszliwym, obrzydliwym do nudnościobnoszeniem się z makietami karabinów? Nie wiem. Gdyby ZHR dużym nakładem siłodbudował mur warszawskiego Getta, albo zabawiał się w egzekucje zakładników,Twój niepokój byłby całkiem uzasadniony. Ale, na szczęście, nic takiego się wPolsce nie dzieje.

        Reasumując: zadajesz rozsądne pytania, mieszając je zwydumanymi zagrożeniami. Przy całym szacunku to się nazywa paranoja, Naleśniku!Wywołałaś burzę OBOK szklanki wody, która sobie spokojnie stoi, a za Tobąpodąża legion spolegliwych pacyfistów od kompromisu za wszelką cenę (wzorzec:Monachium 1938 r., Neville Chamberlain i Adolf Hitler).

            W dyskusjina forum Rafał podpiera się autorytetem samego Twórcy Krzyża Harcerskiego:„Ksiądz Jan Zawada (Kazimierz Lutosławski) "Czuj Duch - Szesnaście gawędobozowych o idei skautingu". Z wynurzeń czcigodnego kapłana (bez ironii),wynika, że harcerze nigdy nie dorównają doświadczonym, silnym mężczyznom,których są w armii miliony, zatem przygotowanie skautów do wojny nie ma żadnegosensu, niesie tylko szereg niebezpieczeństw. Byłbym skłonny zgodzić się zKsiędzem Harcmistrzem, w 1913 roku takie rozumowanie miało sens. Młodocianiskauci średnio nadawali się na mięso armatnie, mielone półtonowymi pociskamiGrubych Bert w błotnistych okopach Flandrii. Być może tam i wtedy właśniepowstał zdrowy pacyfizm, tak wychwalanych przez Agę „skautów z Jamboree". Niczłego zresztą o ks. Lutosławskim pisać nie mogę, mam go na wspólnym zdjęciu zmoją babcią. Ona była uczennicą i harcerką, on katechetą i drużynowym wpolskiej szkole ewakuowanej do Moskwy w czasach Pierwszej Wielkiej Wojny.

             No a potemprzejechał się po mnie sam wielki Szwejk, bez aluzji do ksywki. On już w wojnęsię nie bawi, bo strzelał nawet z moździeża i armaty p-panc. Ma to z głowy, wwojsku był, a słuchać rozkazów dziś już nie zamierza. No pięknie! Wgniótł mniew błoto jak czołgi Guderiana. Wcześniej jednak tenże sam Szwejk pisze: „Dopókiwięc chłopaki spontanicznie będą grać w piłkę i bawić się w wojnę, dopóty żadendrużynowy nie może się na to obrazić. Chodzi tylko o to, o czym napisałwcześniej Kohub, żeby pod tę atrakcyjną dla chłopców formę podłożyć wychowawczątreść". Zatem zabawa w wojnę jest dobra, w wojsko już nie. Ryzykowna teza,Marku, ja bym powiedział że odwrotnie. A w ogóle widzę tu dziwne materiipomieszanie („dlaczego jazda wołoska lekką się zowie? - Bo lekko ucieka. Amen!"- to z modlitewnika Pana Podbipięty, jakby ktoś nie wiedział).

Marku! Czołg, jak przejdzie już przez okop, narażony jest naatak od tyłu przez tych, którzy w okopie przetrwali. I nie trzeba im p-panca,wystarczy wiązka granatów, albo butelka z benzyną. W każdym razie tak było wczasach Guderiana, Abrams jest odporniejszy...

             Trójco TyMoja Cytowana! Czy nie widzicie, że piszecie historię, pod hasłem szukanianowych celów dla harcerstwa? Jedna wypomina wpisywanie w kanon wychowawczypoległych bohaterów Szarych Szeregów zamiast białego gołębia, drugi wali wemnie argumentami sprzed stu lat, w dodatku autorstwa człowieka, który przywszystkich swoich zasługach nie miał pojęcia o wojsku i o wojnie, trzeci nabrałdystansu do armii, bo chcąc nie chcąc służył w Ludowym Wojsku Polskim(polskojęzycznym). Oczywiście ja też mógłbym służyć cytatami z zamierzchłychepok, na przykład o Rzeczypospolitej Podhalańskiej Małkowskich i gromadzeniubroni w jaskiniach Nosala. Albo elementarny cytat pochodzący z 1912 roku:„Widome symptomy gotowości wyczuwało się na każdym kroku, na przykład wćwiczeniach skautowych, które w owym czasie miały w większości wypadkówcharakter przygotowania lub uzupełnienia ćwiczeń wojskowych. Takie dziedziny,jak terenoznawstwo, patrolowanie, wywiady - mające zastosowanie w służbiewojskowej - stały w drużynach na wysokim poziomie. Szła tu z pomocą iodpowiednia lektura (...) Wszystko to świadczyło o zdecydowanym nastawieniumłodzieży w kierunku jak najlepszego przygotowania do wojny" (WacławBłażejewski: Z dziejów harcerstwa polskiego 1910-1939 MAW 1985.) Na „jedyniesłuszne poglądy dawnych autorytetów" można się powoływać w nieskończoność.Czekam więc z niecierpliwością, aż ktoś pouczy mnie, że z kosami na armatyharcerzom nie po drodze, i że nie sprawdziliby się w Wąwozie Termopile.Litościwie zniosę wszystkie następne anachronizmy i pozostanę nadalzwolennikiem harcerstwa paramilitarnego. Czemu? No więc po kolei.

            

Image
Rekonstrukcja Akcji pod arsenałem, Rajd Meksyk, źródło: www.mg2.zhr.pl
Czasmasowych, milionowych armii z poboru skończył się bezpowrotnie. Już dziś niewystarczy umiejętność strzelania z kałacha (a nawet moździeża), natomiastarmaty p-panc zastąpił w Wojsku Polskim pocisk kierowany Spike LR, którykosztuje tyle co dobry mercedes, więc analfabeta z Pipidówki do ręki go niedostanie. Podstawową jednostką taktyczną staje się  ośmioosobowa drużyna, przewożona„Rosomakiem", w której każdy żołnierz ma swoją funkcję i ściśle określonyzakres obowiązków. Czy Wam to czegoś nie przypomina? Oczywiście nadal w ceniepozostaje umiejętność orientacji w terenie w dzień i w nocy, odpowiedzialnośćza kolegów, obowiązkowość i wytrwałość w służbie, a w potrzebie umiejętnośćudzielenia pierwszej pomocy rannym. Z reguły pierwszy awansuje żołnierz, któryma naturalny posłuch wśród kolegów. W cenie jest rzadka nawet u harcerzy zaletacharakteru, nazywana przez Aleksandra Kamińskiego dzielnością.

Od kiedy to zrezygnowaliśmy w ZHR z zastępów? O niczym takimnie słyszałem, a dobry zastęp jest dziś podstawą nowoczesnej armii...

 Dzisiejsiharcerze dojrzeją do poboru za 5-8 lat. Wówczas poboru już właściwie niebędzie, bo szykuje nam się armia zawodowa. Znaną z piosenek (i Ludowego WojskaPolskiego) szarą piechotę, zastąpią do tego czasu „żołnierze przyszłości" (LandWarriors z amerykańska), walczący w Zintegrowanych Grupach Bojowych. Nie wdającsię w szczegóły, przyszły „piechociarz" będzie bardziej operatorem złożonegosystemu uzbrojenia z indywidualnym komputerem balistycznym, noktowizorem,szerokopasmową łącznością na różnych szczeblach dowodzenia, GPS-em i nahełmowymwyświetlaczem sytuacji taktycznej. Wiele się ostatnio słyszy narzekań, że zamało jest w harcerstwie nowych technologii, że wciąż uciekamy w las, zostawiającw domu komputery i inne zdobycze XXI wieku. Oczywiście, harcerstwa nie będzienigdy stać na urządzenia, odpowiadające wojskowym. Ale pojawi się - już całkiemniebawem - nowy, ciekawy zawód, wymagający sprawności fizycznej, licznychumiejętności fachowych, a przy tym etosu służby państwu i społeczeństwu, którenajłatwiej nabyć w dobrej drużynie harcerskiej.

No, chybaże wolimy, by w NATO reprezentowali nas uzbrojeni łysole ze stadionów izakrapianych imprez partyjnych przybudówek młodzieżowych. Przegapiliśmy jużmasowe powstawanie Bractw Rycerskich, choć stale zasłaniamy się Zawiszą. Ma sięto powtórzyć? Skoro tak, poddaję się. Nie wyszkolimy w harcerstwie żołnierzy inie mamy takich ambicji. Natomiast możemy przygotować ludzi, którzy pod każdymwzględem do takiego szkolenia będą się nadawać. A my nie będziemy się za nichwstydzić, jak już dziś za niektórych samorządowców.

Jeszczetrzy ważne sprawy, niezwiązane z techniką. Po pierwsze z zawodowej armiizniknie kapralskie zupactwo, czołganie w błocie i mycie podłogi szczoteczka dozębów - to wszystko, czego nie znosi Szwejk. Zwyczajnie nie będzie się toopłacać - wysoko wynagradzany, świetnie wyszkolony specjalista o silnej ideowejmotywacji jest zbyt cenny, żeby go zniechęcać takim traktowaniem. Po drugie:nie mogę zgodzić się Szwejkiem, że rozważania o „zabawie w wojnę" dotyczą tylkochłopców. Przez cztery lata prowadziłem w ZHP koedukacyjną drużynę „CzerwonychBeretów", a jeszcze i teraz zdarza mi się na zaproszenie druhenek organizowaćszkolenie strzeleckie, albo taktyczne gry terenowe... Zresztą o czym my tumówimy w epoce, gdy dziewczyny kończą Szkołę Orląt i prowadzą bojowe samoloty!

ImageWreszcie -to najważniejsze - wychowanie ludzi, którzy pójdą na ochotnika do polskiegowojska, nie jest wychowaniem do wojny. Przeciwnie - posiadanienowoczesnej armii to w niespokojnych czasach i... niemiłym sąsiedztwienajlepsza gwarancja pokoju. Bo dziś wszyscy liczą co się opłaca. A wiadomopowszechnie, mógłby się w tej sprawie fachowo wypowiedzieć Marek Frąckowiak, żetarganie za wąsy młodego, sprawnego tygrysa nikomu się nie opłaci. Warto zatemzainwestować w hodowlę tygrysów, zwłaszcza że ani trochę nie kłóci się ona zharcerskim systemem wartości.

hm. Paweł Wieczorek, niegdyś szef KIHAM Katowice, członek Rady Porozumienia, współzałożycielZHR. Dziennikarz (m.in. „Gość Niedzielny” przez 11 lat), trochęwspółpracownik radia i telewizora, wydawca, autor kilku powieści oharcerstwie („Zielone Straszydło”, „Pięć Zielonych”, „WzgórzeRosiczki”). Ojciec dwóch dorosłych harcerek.



Odsłon: 5204

  Komentarze (19)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 20-11-2008 15:03
Zgadzam się w pełni i gratuluję dobrego artykułu! Jestem przybocznym 265 WDHy Czata im. dh. Jana Rodowicza Anody. Jak można się domyślić, małym harcerzem będąc na co drugiej zbiórce czułem klimat 2 wojny światowej. I pomimo tego że zastępowy często był Niemcem od którego wyciągaliśmy informacje, pomimo że harcerstwo nauczyło mnie musztry i pchnęło zainteresowania w stronę militarną, nie planuję zwycięskiego pochodu na Wilno. Co więcej, otoczka historyczna i militarna w jaką drużyna była zaplątana podziałała na mnie i kolegów bardzo pozytywnie. Zdarzyła nam się nakręcić film wojenny po zbiórce, zaś część z nas została studentami uczelni wojskowych. I harcerska "militarność" wcale nam w tym nie przeszkadzała, co więcej pozwoliła łatwiej znaleźć swoje miejsce w wojskowym łańcuchu edukacyjnym. W obliczu tego co niekiedy ukazuje mi poziom wiedzy chłopców z drużyny porzucenie militarno-hiistorycznego kontekstu byłoby czynem niewybaczalnym. Chciałbym aby moi harcerze byli świadomymi obywatelami, którzy wiedzą czym była II Wojna Światowa i do czego może prowadzić międzyludzka nienawiść. Chcę żeby bawili się w wojsko, i wyciągali z niego tylko najlepsze cechy. W obliczu reorganizacji armii już niedługo żołnierz może stać się idealnym przykładem codziennego bohatera. Oddany ojczyźnie i zdyscyplinowany, uśmiechnięty i chętny do pomocy. Mam nadzieję że sposób w jaki harcerstwo wpływa na chłopców, militarnie i historycznie, będzie nadal ten sam. I że wychowa i ukształtuje ich, tak jak wychował i ukształtował mnie.
 2 Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 20-11-2008 16:24
\" bo chcąc nie chcąc służył w Ludowym Wojsku Polskim (polskojęzycznym\" 
Chodzi o to \"polskojęzyczne\".Zwrotu takiego w sensie obrazliwym uzywają niektorzy politycy chcąc obrazić 
swoich antagonistów ,to okreslenie ma sugerowąc ze  
dana osoba uzywa tylko polskiego jezyka natomiast z 
polskościa nie ma nic wspolnego .Nie chce się rozpisywac 
o szczegółach jak ktoś chce bliżej zapoznac z ta technika 
opluwania ludzi polecam lekture \"Naszego Dziennika\" i \"Naszej Polski\" .Ja też służyłem w LWP i mimo że trafiłem 
tam z przymusu jak 99 % młodzieży i wiekszą cześć słuzby poświeciłem na kombinowanie(skuteczne )jak sie z niego wyrwać byłbym cięzko obrązony gdyby ktos mi powiedział że służyłem w \"polskojęzycznej \"formacji.Sorry, nie czuje jakiegoś sentymentu ale innego Wojska Polskiego wtedy nie było, nie pamietam też aby odwoływano w nim się do tradycji wojskowej i historii innej jak polska.Jakie to wojsko było takie było ale gdyby np w grudniu 1981 i potem kierownictwo panstwa zachowało się inaczej jak się zachowało 
i postawiło na pełną niepodległość ogól zolnierzy i oficerów 
wiedziałby w która strone powinien obrócic lufy. 
Mam nadziej ze Kohub nie zamierzał tu nikogo obrażąc ani postponowac i ten nieco dwuznaczny zwrot pojawił się przypadkiem 
pzdr
 3 kilka uwag
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 24-11-2008 13:45
Kilka uwaga do tekstu Kohuba 
 
1. "literatura historyczna, poezja, a nawet ogniskowe piosenki przesycone są duchem  
 
martyrologii, bo taką dano nam historię" 
 
Otóż nie do konca taka nam dano historię ale tak się nam ją przedstawia jakby była 
jednym ciągiem meczenstwa,ofiar,klęsk i zmarnowanych zwycieśtw.Juz Asnyk pisał 
żeby przestac poic się nieszcześciem.Niestety ,nadal młodym ludziom w tym takze  
harcerzom wkład się do głowy włąsnie taką wizję historii.Całkiem niedawno ogladałem 
film o losach jakiejs zagubionej kompanii na Kresach we wrzesniu 39.Jeden epizod: 
wojsko opuszcza miasteczko bo z jednej strony ida Niemcy z drugiej Armia Czerwona 
ale harcerze pełniacy służbe wartownicża na stacji kolejowej odmawiaj zejścia z  
posterunku bo obiecali, bo Honor itp.Dowodca oczywiscie przyjmuje to do wiadomosci 
żolnierze kiwaja ze zrozumieniem głową i odchodza.Czekaja ich jeszcze ciezkie walki 
i długi szlak bojowy który skonćzy się aż w Wilhelmshaven podczas gdy harcerze 
"wierni do ostatka"zginą jeszcze tej samej nocy w obronie pustych wagonów na 
porzuconej stacji. 
Sorry ale przeraża mnie mysl ze postawa tych harcerzy moze byc 
postawiona za wzór moim dzieciom.O ile w ogóle ta historia jest prawdziwa bo 
sądze ze tak naprawde to każdy oficer kazał by po prostu rozbroić gówniarzy. 
Wiem natomiast że nadal podobne legendy harcerzom się opowiada a oni słuchają. 
Nie boje się oczywiscie, ze to rozwinie w nich jakś sklonność do samobójczych 
wyskoków albo pchnie w strone jakiś militarystycznych zainteresowąń ale 
że nie rozwinie w nich nic,że taka sztuczna wizja historii nie nauczy ich niczego. 
Jestem z za pewna demilitaryzacja naszej historii,za oderwaniem jej od pozbawionych 
refleksji opowiadań o "Walce i Męczenstwie Narodu" .Jakoś dziwne jest to że pamietamy 
o sprawach wymagajacych walki z karabinem w reku a umykaja na wielkie rzeczy 
których dokonaliśmy metoda długiej, cierpliwej pracy np budowa Państwa Podziemnego 
w czasie okupacji czy tworzenie struktur społecznych niezaleznych od komunistycznego  
państwa. 
 
2.nadal nie rozumiem czemu cała dyskusja w tym i odpowiedz Kohuba krąża dookoła 
"paramilitarnosci "organizacji i dyskusji czy mamy się bawic w wojne albo uczyć 
strzelac.Dla mnie cały ten wojskowy bagaż jest tylko metoda,umówmy się prawie  
kązdy normalny chłopaka chciałby wziaśc choc na chwilę prawdziwą "giwere" do ręki 
albo pobawic się z kumplami jak nie w wojsko to w samurajów.Skauting powstał 
bo BP wpadl na pomysł zeby spełaniajac takie meskie potrzeby dzilania w grupie, 
walki ,sprawdzenia kto silniejszy wykorzystac do kształtowania pstaw obywatelskich. 
 
Zadałbym inne pytanie czy obecnie cała ta paramilitarność słuzy wychowaniu czy kształtuje  
 
cechy potrzebne w czasch trwąłego pokoju.Nie mam nic przeciw temu że 
harcerze ucza się strzelac bo kiedys ta umiejętność może im się przydac albo ze jakiś  
 
instruktor chce zostać zawodowym wojskowym.Ale dziś rzeczywistośc naszego kraju to nie obce  
 
czołgi na ulicach ale społecżności w których nie ma tradycji działania dla wspolnego dobra 
jest za to powszechny zwyczaj podstawiania nogi ludziom chcacym cos zrobic. 
Wg badąń socjologicznych stopięń zaufania obywatela do obywatela należy do najmnizszych w  
 
Europie a wyższy jest nawet w krajach przez które przewaliła się wojna domowa. 
Tymczasem w Pobudce możemy przeczytac artykuł o ty że srodowiska ZHR w duzym stopniu  
 
ignorują cały sektor tak pożytecznych NGO  
Nie jest dzisiaj potrzebny taki rodzaj odwagi którym musiał wykazac się żołnierz idący na  
 
czołgi z butelką benzyny ale drastycznie brakuje odwagi cywilnej , takiej która kaze  
i imie zasad postawic się grupie czy zmienic cos do czego wszyscy się przyzwyczaili. 
Jakis czas temu opowiadano mi jak to jeden z instruktorów w pewnym srodowisku 
dopuscił się drastycznego złamania Prawa, zaś sposb w jaki usiłował sprawe ukryć w zasadzie  
 
mogł kwalifikowąc go do trudnej rozmowy z prokuratorem.Mniejsza o kogo i co chodziło 
ni ejest to tematem tej dyskusji ale faktem jest że osoby które powinny zareagować 
solidarnie wsadziły głowy w piasek, a bo to kolega , a bo tyle załatwił itp i dąły sie zbyć 
głupim wyjasnieniem w które nikt normalny by nie uwierzył.Sadże że latwiej było by im 
zgłosic się na "żywa torpedę"jak zgłosic wniosek o usuniecie ww instruktora z szeregów. 
 
Tak wiec zadam pytanie :czy te wszystkie wojskowe czy parawojskowe formy pracy rzeczywiscie 
dziś służa kształceniu postaw na czasy dzisiejsze,czy są tylko coraz bardziej archaiczną  
 
zabawa w wojnę.Czy służą wychowaniu ludzi kórzy bedą zmieniać rzeczywistość,tworzyć jakieś  
 
wiezi społeczne?Nie mówię o instruktorach ale o zwykłych harcerzach ("manschafcie") którzy 
wyrastają z harcerstwa i wchodza w dorsłe zycie
 4 Dyskutujemy, czy marzymy?
Dodane przez Kohub, w dniu - 24-11-2008 14:27
Ja też bym chciał, żebyśmy przy ogniskach śpiewali "Pieśń o radości" i ludowe przyśpiewki różnych narodów, najlepiej w językach oryginalnych. Proszę o KONKRETNĄ podpowiedź jak to zrobić? Ja też bym chciał, żebyśmy nie opowiadali gawęd o bohaterstwie minionych pokoleń harcerzy, bo nikt z nas nie znałby wojny od czasów Cedyni. 
 
Ja też bym chciał, żebyśmy, zamiast rekonstruować Akcję pod Arsenałem, pokazywali jak powstawała Gdynia. Co prawda jedno drugiego nie wyklucza, jak pokazuje harcerski samorząd tego miasta. 
 
Ja też bym chciał, żebyśmy mieli pewność że umiejętność celnego strzelania przyda się naszym harcerzom najwyżej w lunaparku. 
 
Nie chciałbym jednak, żebyśmy szli drogą pacyfistów z Unii, którzy gniewają się na USA za imperializm, ale jednocześnie wiedzą, że jeśli coś się zdarzy w Bośni, albo pod Marsylią, to granatowa kawaleria przyjdzie z pomocą jak zawsze. 
 
Ja też bym chciał być pacyfistą. Niestety jestem historykiem, i wiem, że mnie na to nie stać. Więcej - boję się tych, którzy uwierzyli w Europę bez wojen, jak w to, że IM nigdy nie zdarzy się poważny wypadek samochodowy... Po co doskonalić umiejętność prowadzenia samochodu, po co dbać o jego stan techniczny? Przecież Unia produkuje i sprzedaje u nas znakomite samochody... 
 
Myślmy lepiej o tym co nimi pożytecznie przewozić, takie myślenie jest bardziej konstruktywne. 
 
Nie chcę być złośliwy. Po prostu jestem realistą i -niestety- mam trochę więcej lat na karku. Jakoś wierzę w harcerzy, którzy pozostali na posterunku choć wojsko odeszło. W końcu wychowałem się w cieniu Wieży Spadochronowej. I znam tych, którzy się z tego śmieją, jak z każdej głupoty.
 5 Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 25-11-2008 11:07
Nie widze potrzeby wspónego spiewania ludowych przyspiewek 
róznych narodów przy ognisku a jesli chodzi o KONKRETNĄ 
podpowiedz to moim zdaniem droga wiedzie przez KONKRETNE 
działania realizowane wspolnie ze skautami albo inna młodzieżą 
z innych krajów polegające nie sprowadzajace się do wspolnego 
marzenia przy ognisku albo malowaniu gołabków pokoju ale 
KONKRETNĄ pracę np na rzecz lokalnych społecznosci. 
CZyli to co na codzień realizują NGO. 
 
uważam że jesli juz mówimy o pracy dla pokoju 
to widże ją przede wszystkim jako działania 
na rzecz społeczenśtwa, wspomaganie w celu np 
likwidacji zjawiska dziedziczenia biedy, 
wsparcia dla likwidacji róznych patologii 
tworzenia społecznych wiezi. 
Wojskowy czy parawojskowy styl pracy ZHR 
w niczyzm tu nie przeszkadza a wręcz przeciwnie 
John Steinbeck w "Gronach gniewu" opisuje 
jak w jednym z miast w czasie Wielkiego Kryzysu 
sezonowi robotnicy bedący zbieranina z całych 
Stanów jednoczą się wokól jakiegoś bractwa 
kurkowego,bedącego tez swoista samoobrona  
przed zorganizowanym bandytyzmem by w koncu od  
zawodów strzeleckich i paradowania z bronia 
przejsc do dziąłń jak najbardziej cywilnych 
tj organizowania samopomocy i tworzenia 
organizacji pracowniczych. 
"Paramilitarność" jest pewnym stylem działania 
otwarta pozostaje natomiast kwestia czy umiemy  
ją wykorzystywać w sposób wychowawczy, 
czy przypadkiem nie powielamy bezmyslnie starych zabaw 
i martwych wzorcow a w relacjach miedzy instruktorami 
nie zachowujemy się jak skostniali przedstawiciele wojskowej  
biurokracji (patrz artykuł"Człowiek czy procedura"). 
 
Tez chcialbym aby harcerzom przy ogniskach opowiadano 
gawedy o naszej historii.Ale chcialbym aby była to 
historia autentyczna która czegos uczy anie historia sztuczna 
bedaca jaka zbieranina narodowych mitów i propagandy. 
Harcerze ginacy na przuconym posterunku są dla mnie  
nie tyle symbolem walki czy poswiecenia ale bezmyslnej propagandy. 
Podobnych histori czytałem albo, słyszałem sporo. 
Cytat dosłowny z podrecznika historii (r.w. 1980) w rozdziale o 
walkach we Wrzesniu: "gdy zabrakło amunicjii rzucano 
sie pod czołgi z butelkami benzyny".Brzmi to tak 
jakby ten wyjatkowo mało efektywny sposób zwalczania 
czołgow był powszechnym standartem walki.Człowiek 
młody czytajacy albo słuchajacy takich opowiadań 
bedzie chciał nasladowac owych bohaterów gotowych 
do tak wielkiego poswiecena człowiek troche starszy 
nawet jesli do tego się nie przyzna bedzie uwarzał owych  
samobojcow za idiotów.No chyba że wczęsniej uslyszy 
ze Wojsko Polskie umiało stosować butelki z benzyna 
w sposób skuteczny i nie wymagający od rzucajacego ofiary 
z życia a ludzi którzy zbytnio wyrywali sie do zadań 
samobójczych starano się trzymac z dala od pola walki 
bo tam by tylko przeszkadzali.Dobrze tez by bylo aby  
młody człowiek usłyszał ze walka była skuteczna bo  
społeczęństwo umialo się zorganizować .Banalny przykład 
dziłania o ktorym się zapomina:wrzesniowe starcie 
na Grójeckiej i Opaczewskiej po którym niemiecka dywizja 
musiała zostąc wyłączona z walki zostało przez nas wygrane 
bo w czasie walki bylo komu dopilnowąc dzieci warszawiakom 
zaangazowanym w walke było komu solidarnie gasić sąsiedzkie domy 
i pedzic złodzieji, bylo komu wynośic z włąsnej firmy beczki 
bo potrzebne byly na barykade albo benzynę do butelek 
bylo komu gotowąc zupę dla walczacych,było komu opiekowąc  
sie uciekinierami w sytuacji wojny gdy na władze panstwowe 
robiące wszystko za wszystkich nie mozna było w żaden  
sposób liczyc i nikt tak naprawde na nie juz nie liczyl. 
Wołabym aby ludzie poznali taką historie niż opowiesci  
o głupiej i niepotrzebnej nikomu ofierze. 
 
Dziś też trwa rywalizacja miedzy pąnstwami 
ale nie o zwyciestwie nie decyduje liczba meżczyzny w wieku  
poborowym albo powszechna umiejętność posługiwania sie 
bronią ale umiejtośc sprawnego zorganizowania życia społęcznego, 
panstwowego,politycznego gospodarczego,chocby przez . 
umijetnośc strzelania tez jest ważna ale naród który 
umie tylko strzelac a a wzorcow szuka tylko w historii swoich wojen przegrywa i zostaje wtylezkazany nie na okupacje ale na biede 
no i tyle
 6 Dodane przez Paweł Z, w dniu - 25-11-2008 13:39
Cieszy mnie bardzo że poruszony został tu temat "wojskowy" w harcerstwie .Istnieje takie stare powiedzenie " nie chcesz wojny to szykuj się do wojny i zgodnie z tym MUSIMY być gotowi ! do działania w przypadku każdej sytuacji nadzwyczajnej .Twierdzenie że wprowadzanie elementów wyszkolenia wojskowego w harcerstwie nie powinno mieć miejsca jest szkodliwe bardzo szkodliwe .Jesteśmy obywatelami małego państwa i powinniśmy wiedzieć z której strony wyleci pocisk z lufy kbk akm-a, tak samo jak umieć opatrzyć osobę poszkodowaną , użyć maski p-gaz czy potrafić zochować się w momencie klęski żywiołowej .Inaczej czeka nas tylko to co najgorsze w tym smierć z okazji tufusu , czerwonki lub wycieku chemikaliów , bo napewno nie pomogą nam holenderskie "błękitne hełmy " które przypatrywały się w byłej Jugosławi ludobójstwu ludności cywilnej. 
A hasło "bądz gotów" chyba w harcerstwie jeszcze nie wyszło z użycia , a może się bardzo mylę ? :?
 7 Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 27-11-2008 09:47
Pawle 
Warto jednak sobie uswiadomic kilka kwestii. 
Przede wszystkim w drużynie nie jesteś w stanie 
przeszkolić wojskowo swoich w stopniu chocby 
minimalnym.Do tego nie wystarczy umiejetność 
odroznienia kolby od lufy,potrzebne jest 
chocby minimalne pojecie o taktyce walki 
i wyrobienie własciwych odruchów,na to trzeba  
czasu ,zawodowych instruktorów.O ile tez  
paintball i zabawy ASG niewiele tu pomagają 
bo mimo swej widowiskowości uczą złych 
nawykow.Nie wiem tez czy harcerzom tak 
bardzo bedzie się chciało szkolić się wojskowo 
póki wizja jakiegoś konfliktu zbrojnego 
nie stanie się bardziej realna.Owszem możesz 
zaprowadzić harcerzy na strzelnice albo do jednostki 
zeby żolnierze pokazali jak się składa KB, 
ale ile razy można to robic?Tu nakłada się 
ryzyko że częśc chłopaków odejdzie bo zabawa tylko 
w wojsko im się znudzi,a częśc odejdzie 
do organizacji bardziej związanych z wojskiem 
albo d grup rekonstrukcyjnych 
 
Szkolenie w zakresie OC może byc bardziej efektywne i potrzebne 
ale i tak ono jest prowadzone czy to w ramach 
zdobywania sprawności czy HOPR. 
Mozna sie zastanowić czy dla środowisk harcerskich 
np z Wrocławia bedzie pasowało szkolenie strzeleckie 
jesli tam zagrożeniem nie są "chińskie kolumny zmechanizowane" 
ale powódz chodzby taka jak ta z 1997 i to do takich  
zadrzeń trzeba się szykować bardziej niz do zagrożeń militarnych. 
 
 
W dobrej drużynie harcerz uczy sie rzeczy 
potrzebnych w czasie wojny,chocby odpornosci 
na niewygody,wspolpracy w zespole,inicjatywy 
poczucia odpowiedizlanosciitp.Ale są to cechy 
potrzebne też i w czasie pokoju.proponuje przeczytać 
"Skauting dla chlopców"i zwrócić uwagę ile miejsca  
tam zajmuja elementy szkolenia typowo wojskowego 
a ile wskazówki kształtujące osobowość tylko odwołujace się 
w swej metodzie do wojskowości.Dodam że skauting 
był tworzony po wygranej wojnie,toczonej z bardzo trudnym 
przeciwnikiem na drugim koncu świata,wiec żolnierze 
którzy tę wojne wygrali byli hołubieni przez 
społeczęństow dla, młodych chłopaków byli uosobieniem 
meskiej siły , wytrzymalości ,honoru i wielkiej przygody. 
 
całkiem niedawno Hiszpania,duży i bogaty kraj 
wycofał się z Iraku w ekspresowym tempie bo społeczeństwo i rząd 
dały się zastraszyć serią zamachów terrorystycznych 
 
Rosja buduje swoje imperium ale nie wjeżdza do 
podbijanych krajów czolgami ale instaluje w  
nich swoich ludzi w postaci biznesmenów 
którzy bedą wywierać naciski na swoje rzady 
za cene kupienia taniej ropy albo sprzedaży 
kilku palet cebuli,związkówcow majacych 
nadzieje ze handel z Rosją za cene niezauważania 
ewidentnych łajdactw uratuje troche miejsc  
pracy w ich fabrykach itp itd 
 
Sorry umiejetność strzelania się przydaje, 
ale w dzisiejszych czasach dla obrony 
bardziej przydają się zdrowe nerwy 
społeczęnstwa nie dajacego się zastraszyc 
albo umiejtnośc odróznienia polityków 
z prawdziwego zdarzenia od demagogow.
 8 Militarne rozważania obudzonego Pobudką
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 05-12-2008 15:30
undefinedCzy Harcerstwo musi być od razu paramilitarne, aby przygotowywało dobrze do Służby w Siłach Zbrojnych (SZ) czy innych Służbach, że ich nazw nie wymienię? Czy Harcerze i Harcerki muszą biegać z bronią? Czy fakt, że zetkną się z bronią od czasu do czasu będzie od razu stanowił wyróżnik paramilitarnego charakteru Harcerstwa?  
 
Z drugiej strony - czy musztra i mundury nie stanowią same w sobie świadectwa paramilitarnego charakteru Harcerstwa?  
Otóż jednak niekoniecznie. Paramilitarny silnie i jednoznacznie jest Strzelec. I dobrze. Harcerstwo z pewnością miało drzewiej i ma teraz, a może nawet teraz szczególnie szykować młodych ludzi  zgodzę w pełni się z Kohubem, iż dotyczy to także Harcerek, tak to jest dziś na świecie, a i w naszych Formacjach takoż  także do wspierania obronności.  
Także w mundurze i z bronią.  
Szczególnie  choć rzecz jasna nie tylko  oficerskim, który szczególnie bliski powinien być instruktorom.  
Czegóż trzeba szczególnie naszemu Wojsku dziś, gdy przewala się przez media i społeczeństwo dyskusja o możliwościach stworzenia w ekspresowym tempie profesjonalnej armii?  
Prawych, zaangażowanych, uczciwych i inteligentnych ludzi, którzy w nadchodzących dekadach będą w stanie stać się opoką w pełni zawodowych i dalece profesjonalnych (rozdzielam te pojęcia!) SZ. Ludzi świadomych swych możliwości i chcących budować państwo, idących do służby w SZ nie tylko dla pieniędzy  mimo wszystko nie nadzwyczajnych, niestety  czy przygody na misjach.  
Ze względów zawodowych jestem ściśle od dawna związany z Tym środowiskiem i z całą pewnością widać, jak co najmniej w ciągu ostatniej dekady zwiększył się udział profesjonalistów a coraz mniej zupactwa. Ale jeszcze droga bardzo daleka przed nami, gdyż niestety w dalszym ciągu funkcjonuje  jak się zdaje  mechanizm nie tyle selekcji negatywnej, ile selekcji zdroworozsądkowej: Ci najzdolniejsi, najnardziej zaangażowani uciekają prędzej czy później z SZ nie akceptując często wciąż spotykanego działania po minimach, hurraoptymizmu, braku kręgosłupa itp.  
Wielu  niestety  poddaje się, przyjmując stan zastany za jedynie słuszny. Są też tacy, którzy dostają odpryskami polityki, bo wszak w naszym Państwie niestety polityka i politykierstwo wciąż są wszechobecne& 
A ja, być może romantycznie i idealistycznie, wciąż wierzę, że można ten organizm zmienić, że można z niego stworzyć coś, co mimo znacznie mniejszej skali będzie efektywnie w stanie stanąć na straży Państwa. Oczywiście hasła Silni, Zwarci, Gotowi nie mają tu zastosowania. Nie chodzi o fanfaronadę i rzucanie się z motyką na słońce. Chodzi o mozolną pracę, która niekoniecznie da efekty w ciągu jednej kadencji na zajmowanym stanowisku. 
Czyż to nie doskonały obszar Służby? 
Z całą pewnością to właśnie na ludziach formowanych między innymi przez Harcerstwo, z poukładanym systemem wartości, przyzwyczajonych do pracy w grupie, do akceptowania hierarchi służbowej ale jednocześnie umiejących wykazać się inicjatywą, twórczych i zdolnych do przewodzenia innym powinna się opierać kadra tzw. profesjonalnych SZ.  
Harcerze powinni zastanawiać się nad zagadnieniami gaszenia konfliktów, spieszeniem z pomocą potrzebującym, organizacją misji pokojowych czy wsparcia humanitarnego". Pięknie, Druhno Redaktorze. Tylko że SZ też w dzisiejszych czasach temu służą. A bez nich żadna misja czysto humanitarna nie ma szans przeżycia. To wojsko, pod sztandarem ONZ, UE czy NATO, a czasem w ramach innych Koalicji jest używane właśnie do gaszenia konfliktów (oczywiście, czasem je wywołuje  vide Irak  ale to inna sprawa), wchodzi w próżnię w rejonach walk w niby-państwach, buduje infrastrukturę. Istnieje coś takiego jak CIMIC, czyli formacje współpracy cywilno-wojskowej. Ile razy na świecie tylko SZ były w stanie nieść pomoc w pierwszych godzinach po klęskach żywiołowych. I to nie tylko w Azji, ale i w USA.  
A poza wszystkim wojsko jest osnową państwa, czy chcemy tego czy nie. Wojsko, czy też szerzej formacje odpowiedzialne za bezpieczeństwo i ochronę granic.  
Nie zgodzę się natomiast z Kohubem w sprawie kaprali (Po pierwsze z zawodowej armii zniknie kapralskie zupactwo, czołganie w błocie i mycie podłogi szczoteczka do zębów - to wszystko, czego nie znosi Szwejk. Zwyczajnie nie będzie się to opłacać - wysoko wynagradzany, świetnie wyszkolony specjalista o silnej ideowej motywacji jest zbyt cenny, żeby go zniechęcać takim traktowaniem..). Obawiam się, że zapominasz o tym, że jest to jeden ze sposobów formowania charakteru, szczególnie rozpowszechniony we wzorcowej dla wielu armii USA. Oczywiście jest to rażące dla ludzi cywilizowanych, jednak żołnierz, także oficer, mający wszak być na polu walki wzorcem dla podwładnych. Ale& prawdopodobnie nieusuwalne z niespisanych sposobów modelowania żołnierza, zdolnego stawić czoło dowolnemu przeciwnikowi. Owszem, zapewne nie będzie to dotyczyło wszystkich zawodowych żołnierzy. Ale działania zbrojne, nawet w misjach stabilizacyjnych wymagają działań instynktownych, automatycznych, odruchowych. Owe słynne przejawy zupactwa są często jednym ze sposobów formowania Żołnierza. Rzecz jasna w innej skali i z innym wydźwiękiem, ale jednak są czymś takim jak dla Harcerzy biegi na 100 km, jak alarmy nocne na obozach czy manewry bez zapasów żywności. O nich też niejeden uczestnik obozu latami mówi, jako o przykładach sadyzmu kadry& 
A tak na marginesie tych rozważań o roli wychowania patriotyczno-historycznego. Chyba zapomina się o tym, iż prócz wzorców z historii zamierzchłej wokół pojawili się prawdziwi kombatanci  żołnierze, którzy służyli w Iraku, Afganistanie, Kongo czy Czadzie. Nie oceniam kwestii sensu misji w Iraku  oni wypełniali swoją misję, pełnili Służbę, nierzadko nieśli pomoc w ramach CIMIC (w przypadku Czadu jest to jeszcze bardziej istotne, bo to misja wybitnie humanitarna). I wielu z nich było Tam nie tylko dla pieniędzy, czy dla zadymy (acz byli i tacy, normalka). I może warto z nimi też nawiązać kontakty, także dlatego, że oni wiedzą znacznie więcej o granicy między Życiem a Śmiercią, i mogą pewne mity, pewne fantazje rozwiać, z korzyścią dla wszystkich. 
I jeszcze jedno: Spike-LR istotnie kosztuje 430 tys złotych, ale prosty żołnierz  analfabetą z Pipidówki chyba bym nie nazwał jednak nikogo  zapewne byłby w stanie go obsłużyć, bo jest to niespecjalnie skomplikowane i matura nie jest do tego potrzebna. Odpowiedzialność rzecz jasna jest, ale czy prosty człowiek z małej wioski gdzieś w Bieszczadach czy na Pomorzu nie może być odpowiedzialny?  
Grzegorz Hołdanowicz, pwd. (w st. spocz. L )
 9 Dodane przez Filip Leonarski, w dniu - 06-12-2008 03:22
Uważam, że przeciwstawianie wychowania do wojny i do pokoju w harcerstwie jest błędne. Jeżeli w harcerstwie ktoś nauczy się dyscypliny, sprawności organizacyjnej, umiejętności przywódczych, pracy w stresie to będzie je w stanie tak samo wykorzystać w wojsku, jak i w samorządzie lokalnym. Podobnie jeżeli poruszamy temat patriotyzmu - dla mnie wspominanie Powstania Warszawskiego nie jestem powodem do nienawiści innych, ale motywacją, by z dumą mówić obcokrajowcom, że jestem z Polski. Patriotyzm "wojenny" i patriotyzm "pokojowy" jakoś nie są dla mnie przeciwieństwem, a dopełniają się.
 10 Dodane przez Karolina Górska Mikusek, w dniu - 07-12-2008 20:26
Trochę przerażające jest to, co tu czytam. Dlaczego jako druz nowa mam wychowywać dziewczyny do wojny czy do pokoju? Moim celem zawsze było wychowanie ich do życia we współczesnym i zupełnie realnym świecie. Do tego by umiały funkcjonować w społeczeństwie, odnalazły się w rzeczywistości, która je otacza. By po wyjściu z harcerstwa miały różnorodne umiejętności min. organizacyjne, by nie miały postawy roszczeniowej tak charakterystycznej dla obecnego społeczeństwa. Chciałam by brały swoje życie w swoje ręce i robiły to świadomie.  
Zawsze miałam nadzieję, że minęły już czasy wiecznej walki o coś (niepodległość, wolność słowa czy życie). Czytając zastanawiam się czy harcerstwo ma do zaoferowania dzieciakom tylko szkolenia i zabawy militarne. Czy nie ma innych form do osiągnięcia tych samych celów? Wydawało mi się, że jak ktoś ma zapędy do biegania z atrapą broni po lesie to od tego są organizacje militarne typu Strzelec nie harcerstwo, które w moim osądzie powinno być czymś znacznie więcej. Dla mnie jest to pójście na łatwiznę. Łatwo jest powiedzieć Zobaczcie, jacy oni byli odważni mieli tyle lat, co wy, a poświęcili życie za ojczyznę. Wtedy tego wymagała sytuacja dziś na szczęście nie. W tym momencie dzieciaki nie mają pomysłu jak odnieść historię do swojego życia, kiedy sytuacja nie wymaga poświęcania życia. Historia jest po to by pamiętać, ale starać się sie nie powtarzać jej. Przestańmy ciągle walczyć zacznijmy rozmawiać. Tego uczy historia.  
Pracując w szkole z dziećmi wiem jedno, nawet jak bawią sie w wojnę czy wojsko maluchy, (takie niemające za bardzo pojęcia o wojnie i polskiej historii) to kończy się taka zabawa agresją i w efekcie płaczem. Co by nie mówić wojsko, pistolety, karabiny i militaria to propagowanie przemocy i agresji, zamiast umiejętności mediacji oraz rozsądnego rozwiązywania konfliktów. Wokół dzieciaków jest wystarczająca ilość przemocy wylewająca się zarówno z gier komputerowych, filmów, ale również z prasy codziennej czy dzienników. Nie wiem czy widzieliście rysunki dzieciaków w wieku zupełnie zuchowym zwłaszcza chłopców wychowanych na komputerowych grach wojennych& są zalane krwią, po prostu pomalowane na czerwono.. Dzieciaki potrafią wymienić typy i rodzaje uzbrojenia, tylko po co??  
Zabawa w wojsko jest zabawą w zabijanie. Broni nie wymyślono po to by celować nią w drzewa czy do tarczy, ale do ludzi. Jest to również propagowaniem przemocy i agresji. Dzisiejsza rzeczywistość tego od nas nie wymaga.  
Jeśli tak wychowujemy w harcerstwie to jest to po prostu smutne
 11 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 08-12-2008 08:20
Karolino, 
Nikt nie twierdzi, że masz wychowywać dziewczyny do wojny czy do pokoju. Masz wychować porządnych, praworządnych, propaństwowych, świadomych Obywateli, któzy ze swoimi umiejętnościami i charakterem wzmocnionym poprzez harcerstwo będą EWENTUALNIE mogli być liderami w wojsku. Albo w dowolnym innym miejscu pracy.  
Broń wymyślono do polowania, do zdobywania pożywienia, a używanie jej przeciwko ludziom jest wtórne. I jak przynajmniej mam nadzieję nikt nie zakłada wpisania w program harcerski nauki posługiwania się bronią. Ale przyznasz, że może się zdarzyć, iż jakieś środowisko zechce to wpisać w swój program. Zauważ, iż w sumie to też pewna metoda nauki odpowiedzialności... 
Jednak zawężanie problemu "paramilitarnych" zachowań do styczności z bronią to chyba bardzo dalekie uproszczenie. Paramilitarne w istocie są mundury, stopnie, regulaminy, musztra, dyscyplina... Kasujemy?  
Ja pamiętam, mieliśmy przez pewien czas w Epicentrum taki pomysł, żeby zamiast mundurów wprowadzić koszule czy bluzki jednolite. Tak aby odejść od tradycyjnych mundurowych przyzwyczajeń, trochę na wzór Skautów. Ale nie wyszło. Mundur jest jednak ważnym symbolem.  
A agresję chyba znacznie bardziej niż militaria propagują wszelkie pokemony i inne z pozoru niewinne produkty podawane dzieciakom od małego. Nawet taki Tom i Jerry jest w istocie pełen agresji i złych emocji, bardzo wcześnie serwowanych dzieciom. A nie ma nic wspólnego z militariami.
 12 Zupactwo
Dodane przez Kohub, w dniu - 10-12-2008 22:16
Cieszę się z wypowiedzi Grzegorza Hołdanowicza, jak z każdej opinii fachowca. Więc tylko krótki komentarz i wyjaśnienie: w moim rozumieniu elementami paramilitarnymi w harcerstwie są nie tylko mundur i musztra, ale także gry terenowe, biwaki w lesie, marsze nocne, warta obozowa. Na szczęście nikt nie wyrzuca tych elementów metodycznych z harcerstwa, a jeśli ktoś chce, może dorabiać do nich tło baśniowe, poetyckie, wcale nie muszą kojarzyć się z wojskiem, choć obiektywnie podwyższają wartość harcerza jako potencjalnego kandydata na żołnierza. Zatem nie w nazwach sprawa, lecz w nabywanych umiejętnościach. I tak, Grzegorzu, widać niezbyt jasno zupactwem nazwałem bezsensowne znęcanie się nad żołnierzem (czyszczenie podłogi szczoteczką do zębów). Natomiast ekstremalnie trudne ćwiczenia, trening zapewniający mistrzostwo w różnych dziedzinach (od czołgania się w błocie i biegu na połoninę z plecakiem napełnionym kamieniami, po obsługę komputera w ciemności i perfekcyjną znajomość języków), to całkiem inna historia. Nawet uczulony na "bezwzględne posłuszeństwo" Shweik przyznaje, że są sytuacje, w których po prostu nie ma czasu na myślenie i trzeba natychmiast wykonać rozkaz. Nie tylko w boju i nie tylko w paramilitarnej organizacji. Prostym przykładem jest nocny marsz ruchliwą szosą. Tylko idiota będzie dyskutował z komendą: do rowu skacz! - jeśli wydający ją instruktor zauważy ścigające się po obu pasach drogi TIR-y. 
Groźna dla wychowania jest każda przesada. Zarówno militaryzm w znaczeniu uczenia agresji od najmłodszych lat, jak i pacyfizm w stylu "better red, than dead". Harcerstwo, nawet w najczerwieńszych czasach trwało w opozycji do ruchu hipisowskiego, więc i dziś obce nam jest hasło "róbta co chceta". Jeśli ktoś uważa to za militaryzm, błądzi. Niech sobie przemyśli pryncypia i imponderabilia...
 13 Dodane przez Grzegorz Hołdanowicz, w dniu - 12-12-2008 18:33
Generalnie zgoda, Kohubie. Acz zupactwo nie zniknie, bo to nie sprawa wojska a ludzkiego charakteru. Sadyści nie znikną z powierzchni ziemi...
 14 Nasze role
Dodane przez Kohub, w dniu - 12-12-2008 19:09
Wojsko jest po to, by dać po łapach każdemu, kto sięgnie po nasze. Harcerstwo po to, bu wychowywać ludzi wolnych, ale i zdyscyplinowanych. Z zupakami należy walczyć i tu, i tu. Generalnie. A że żadna z tych organizacji nie jest idealna? Wina grzechu pierworodnego, ale po to by świat zmieniać na lepsze jest m.in. niezależna prasa, czy to "Raport WTO", czy "POBUDKA". Zgoda?
 15 P.S.
Dodane przez Kohub, w dniu - 12-12-2008 19:22
Grzegorz, a swoja drogą czy nie popełniłbyś jakiegoś artykułu do POBUDKI o byłych harcerzach w SZ? W 1920 roku przynależność do "harcerskiego pułku" była zaszczytem, bo te właśnie należały do najlepszych, podobnie było z harcerskimi batalionami w Powstaniu Warszawskim. A jak jest dziś? Znasz to środowisko (zwłaszcza myślę o kombatantach, uczestnikach misji pokojowych). Czy widać tam harcerzy? Wyróżniają się jakoś, czy raczej kryją ze swą harcerskością przed głupimi uwagami o krótkich spodenkach? 
Jaja kobyły naczelny Pobudki zwracam się z taką nieśmiałą prośbą.
 16 Dodane przez Grzegorz Hołdanowicz, w dniu - 12-12-2008 20:31
Hmm... Ciekawa propozycja. Co więcej, kiedyś nawet zacząłem krążyć wokół tematu. Może rzeczywiście warto wrócić, przy czym rzecz jasna zdecydowanie więcej jest harcerzy z ZHP (mówię o harcerzach aktywnych pod koniec 1980 i później).  
Podejmuję temat, ale nie na jutro czy za tydzień. Popracuję, popytam, ośmielę... A przynajmniej spróbuję. Jednak generalnie masz rację, w środowisku wojskowym "harcerz" nie brzmi specjalnie dumnie. A szkoda... Ale być może to zwyczajnie forma zazdrości, onieśmielenia...
 17 Dodane przez Grzegorz Hołdanowicz, w dniu - 12-12-2008 20:33
Co do prasy niezależnej - pełna zgoda. :)
 18 harcerstwo i rekonstrukcje
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 31-01-2009 10:14
Pomimo tego, że oficjalnie nie wypada zajmować się militaryzmem to my z nasza drużyną znakomicie realizujemy pracę z bohaterem drużyny poprzez rekonstrukcje historyczne: http://www.dobroni.pl/rekonstrukcja . I muszę powiedzieć, że w ZHP teraz mamy okres umiłowania pokoju i walczenia o szczęście ludzi, więc jesteśmy wyrzutkami bo: 
- drużyna męska; 
- konna; 
- nosimy podczas rekonstrukcji mundury wojskowe i strzelamy z karabinów; 
- organizujemy obozy kawaleryjskie; 
- wydajemy ogólnopolskie pismo paramilitarne "Nowy Przegląd Kawaleryjski" 
 
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/9b329a5dec92991e.html 
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/fb70e479aafbef70.html 
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ba613d4901e78b12.html
 19 W górę kiecki
Dodane przez Kohub, w dniu - 17-02-2009 14:48
I tak trzymać, Jazłowiacy! Zachęcam do lektury "Wzgórza Rosiczki", tam jest sporo o harcerskiej kawalerii.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team