sms spion iphone 4s here spion apps fГјr iphone computer temperatur Гјberwachen download press iphone spy software ios 7 link mobile spy iphone uninstall here android spy apps download handy orten app nokia gps ortung anderes handy Гјberwachung des handy kindersicherung internet bestimmte seiten handy spy leicht gemacht
Zabawy z tygrysem: Sprawny i orli pionier Rzeczypospolitej

ImageZnacie na pewno takie rosyjskie powiedzenie: eto kak tigra za usy trogat’ – i smieszno, i straszno… Przyglądając się od lat z boku temu, co dzieje się z ZHR-em i w ZHR-ze bardzo często mam podobne odczucie. Luksus takiego przyglądania się z boku przyjemnie wyostrza spojrzenie. Może czasem nadmiernie, ale może właśnie pozwala dostrzec dziwności i śmieszności, które trudno czasem dostrzec tym, co borykają się z nimi na co dzień i tkwią w nich. A na pewno trudniej im je nazwać. Zwłaszcza tym, którzy w ZHR-e dorastają, wśród zachowań i mechanizmów, które znają „od zawsze”, nie przychodzi im więc do głowy, że to „od zawsze” wcale takie stare nie jest, a na pewno nie jest normalne. Dlatego w kolejnych numerach „Pobudki” spróbuję niektóre z takich zhr-owskich dziwactw opisać.

Ot, pierwsza z brzegu sprawa, która mi się nasuwa, a która zadziwia i bawi mnie od dawna. Traktowanie stopni harcerskich i instruktorskich.

Posłałem swego czasu jakiś tekst do „Pobudki” i zobaczyłem, że w sieci pojawił się z podpisem „hm. Marek Frąckowiak, HR”. Nie zdziwiła mnie nawet bardzo ta wielość tytułów, bo w dzisiejszych czasach taka moda, by nie tylko w nauce ale i np. w biznesie opatrywać nazwisko każdym możliwym skrótem. Od dawna też obserwuję „zhr-owską” modę na dopisywanie instruktorom stopni harcerskich, jak więc wspomniałem – zdziwiony nie byłem. Ale wygłupiać się nie chcę (przynajmniej nie tak), poprosiłem więc, by tego HR-a jednak usunąć.

Dlaczego? Otóż uważam, że dopisywanie instruktorom stopni harcerskich – zwłaszcza tych niższych niż najwyższe - nie tylko zabawnie wygląda, ale też świadczy o niezrozumieniu (żeby nie powiedzieć – wypaczeniu) idei stopni.

Instruktor bowiem, to ktoś, kto ma już umiejętność i „moc” wychowywania harcerzy. Ktoś, kto nie tylko w hierarchii służbowej jest o szczebel wyżej, ale przede wszystkim w swym rozwoju – osobowym, harcerskim itd. – osiągnął już poziom wyższy, niż określany przez harcerskie stopnie. Osiągnął i uzyskał potwierdzenie tego przez swą harcerską „władzę” – właśnie poprzez nadanie mu stopnia instruktorskiego. Stopień ten oznacza bowiem, że instruktor to wszystko, co określają wymagania na stopnie harcerskie, już osiągnął, wie i potrafi. I nie ma tu znaczenia, czy rzeczywiście wszystkie te stopnie zaliczał, odbywając kolejne próby i biegi. Jeśli nawet przyszedł do harcerstwa później, niż jego koledzy i choćby z braku czasu na kolejne roczne próby lub z racji wieku nie wszystkie szczeble od młodzika do HR przeszedł – to ci, którzy przyznają mu stopień instruktorski, uznają, że wiedzę i umiejętności harcerskie posiadł i – przekroczył. Że sam już może wychowywać i mianować na stopnie harcerzy.

Stopnie harcerskie i instruktorskie nie układają się bowiem na liniach równoległych. To kolejne stopnie rozwoju. Kolejne! Nie można być podharcmistrzem i harcerzem orlim. Nie można być przewodnikiem i ćwikiem. Jeśli ktoś zostaje przewodnikiem, to znaczy, że wszedł na stopień wiedzy i odpowiedzialności ponad harcerza Rzeczypospolitej, bez względu na to, czy istotnie formalnie ten stopień zdobywał. A jeśli wiedzy, umiejętności i charakteru harcerza RP nie ma – to nie powinien być przewodnikiem, To jest właśnie odpowiedzialność tych, którzy instruktorów mianują. Wychowawców, nie urzędników!

Sądzę, że to przedziwne „wywyższenie” stopni harcerskich – de facto ponad instruktorskie – ma swoje korzenie jeszcze w latach 70- i 80-tych. W czasach, gdy stosunkowo nieliczne środowiska harcerskie zdobywały (można rzec „kultywowały”) tradycyjne stopnie harcerskie w organizacji używającej stopni o zupełnie innych nazwach i wymaganiach. W Warszawie na Mokotowie było to np. tak, że kiedy najwyższy stopień starszoharcerski w ZHP nazwał się „sprawny”, w niektórych drużynach funkcjonowały stopnie przedwojenne. Tak było w Czarnej Jedynce, Czarnej Siedemdziesiątce, nieco później w Błękitnej Czternastce. Ale ówczesne „odzyskiwanie prawdziwych stopni” wiązało się z pełnym nieśmiałego szacunku, niemal nabożnym stosunkiem do tradycji, co powodowało przedziwne deformacje systemu stopni. Otóż w drużynach starszych (wędrowniczych według dzisiejszej terminologii) stopniom o poważnych, straszoharcerskich wymogach, nadano młodszoharcerskie nazwy. I tak licealiści zdobywali młodzika, wywiadowcę i ćwika, z wielką dumą (zasłużoną na ogół) wynosząc się ponad „pioniera” i „sprawnego” z oficjalnego systemu. Nawet wówczas, gdy czasem w „sąsiednich” drużynach, całkiem niezłych niekiedy, pod te PRL-owskie nazwy wkładano wcale nie niższe wymagania, nie mające, oczywiście, nic wspólnego z tymi oficjalnymi. A co z harcerzem orlim i harcerzem Rzeczypospolitej? HO funkcjonował, owszem, jako swego rodzaju stopień honorowy, przyznawany czasem – rzadko – szczególnie zasłużonym druhom. O świętym harcerzu Rzeczypospolitej nikt nawet nie śmiał marzyć.

Oczywiście ten mokotowski sposób traktowania stopni w innych środowiskach zapewne wyglądał inaczej. Ale w większości wypadków podobnie nabożny był stosunek do „przedwojennych” stopni. To zrozumiałe w owych czasach, gdy takie ćwikowo-orle wyspy wynurzały się z morza „sprawnych pionierów”. Ale w efekcie po latach doprowadziło to do zwichnięcia natury stopni harcerskich, zwłaszcza tych starszych – HO i HR. Zamiast być kolejnymi szczeblami rozwoju harcerza, osiąganymi w naturalny sposób w kolejnych latach w drużynie, a przede wszystkim w wieku odpowiednim dla tych stopni – stały się one nieomal czymś w rodzaju doktoratu honoris causa.

Prowadzić to może do śmiesznych sytuacji gdy drużynę prowadzi np. pwd HO, a jego wychowankowie zdobywają stopnie HR. Sytuacji śmiesznych, ale przede wszystkim strasznych. Dotyka to bowiem kwestii fundamentalnej dla harcerstwa: roli systemu stopni i roli drużynowego.

Hipotetyczna sytuacja (nie wiem, czy często spotykana, mam nadzieję, że zdarza się niezwykle rzadko), gdy drużynowemu do jego stopnia instruktorskiego dopisuje się stopień niższy niż HR, znaczy bowiem, że nie posiadł on jeszcze całej wiedzy harcerskiej i umiejętności, których ma uczyć swoich harcerzy. Że być może zabłądzi w lesie albo nie potrafi zrobić czegoś, co potrafią już młodsi od niego zastępowi i przyboczni. A to przecież on powinien ich tego uczyć, on powinien przyznawać im stopnie potwierdzające ich harcerskie dorastanie!

Wiem, wiem, powiecie: od tego są właśnie kapituły stopni HO i HR. A ja twierdzę, że istnienie tych kapituł to właśnie rezultat owego wynaturzenia systemu stopni, prowadzący do degradacji najważniejszej w harcerstwie funkcji – drużynowego. Stopnie harcerskie powinno zdobywać się w drużynach a przyznawać je powinien drużynowy – mistrz, opiekun, wychowawca, starszy brat harcerzy. Ten, który ich zna najlepiej, który potrafi ich lepiej niż ktokolwiek ocenić i zachęcić do zdobywania kolejnych stopni. System stopni to przecież podstawowe narzędzie drużynowego. Wszystkich stopni – od młodzika po HR-a. Odbieranie mu tego narzędzia poprzez tworzenie ponaddrużynowych kapituł stopni harcerskich jest odbieraniem drużynowemu poważnej części możliwości oddziaływania i podważaniem jego autorytetu.

Czy taki skutek był zamierzony? Czy to celowe odbieranie „mocy” drużynowym? Przenoszenie punktu ciężkości organizacji harcerskiej z drużyn na ponaddrużynową „administrację”? Wierzę, że nie, że to tylko spadek po „czasach górnych i chmurnych”, gdy w nienormalnych warunkach tworzono nadzwyczajne mechanizmy kształcenia kadry. Ale to, co było konieczne w tamtych czasach, w normalnym harcerstwie staje się chorobą. Poważną i, niestety, przewlekłą. Skutki są i śmieszne, i straszne. Jak ciąganie tygrysa za wąsy…


Marek Frąckowiak, hm.


Odsłon: 5636

  Komentarze (7)
RSS komentarzy
 1 I tak i nie
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 20-09-2008 07:33
Marku, zgadzając się z Tobą co do oceny "przerostu formy nad treścią" jakim zbyt często BYWAJĄ kapituły HO/HR, pragnę zauważyć że przyczyny "tytułomanii" w latach 70 i 80-tych były i "szersze" i "głębsze" niż to napisałeś. Przynajmniej w środowiskach krakowskich, ale chyba nie tylko w nich. 
I wbrew pozorom te "szersze i głębsze" przyczyny nadal wystepują. Co oczywiscie nie może być usprawiedliwieniem do wspomnianych "przerostów formy nad treścią".
 2 Kilka słów przypomnienia
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 20-09-2008 18:44
Otóż w pewnym momencie ewolucji sytemu metodycznego w ZHR, przyjęto założenie że stopnie harcerskie i stopnie instruktorskie to dwa równoległe narzędzia, odzwierciedlające zupełnie różne kompetencje.  
Stopnie harcerskie miały odzwierciedlać przede wszystkim postawę, a następnie umiejętności harcerskie. 
Stopnie instruktorskie miały natomiast dotyczyć tylko i wyłącznie kompetencji instruktorskich tj. jak umiejętności metodyczne, kształceniowe, organizacyjne itp. 
 
Przy takim założeniu zwyczaj tytułowania się dwoma stopniami był logiczny. 
Przyjęto wtedy obowiązujące do dziś rozwiązanie, że warunkiem przyznania stopnia przewodnika jest posiadanie minimum ho, a warunkiem przyznania stopnia podharcmistrza posiadanie HR. To też było logiczne, przyjmując tak jak to było przed wojną, że przewodnik to taki wstępny stopień instruktorski (pozbawiony niektórych uprawnień np. prowadzenia prób i przyznawania HR) i że pełnoprawnym instruktorem, samodzielnym wychowawcą jest dopiero podharcmistrz. Zrozumiałe więc, że podharcmistrz mając uprawnienia do przyznawania HR musi ten stopień posiadać i charakteryzować się postawą będącą wzorcem harcerskiego wychowania. 
 
Można dyskutować, czy to było dobre rozwiązanie. Ale na pewno było logiczne. 
 
Wszystko jednak zaczęło się z czasem psuć. Najpierw zrezygnowano z traktowania przewodnika jako stopnia wstępnego (licencjatu). Gwóźdź do tej trumny wbiło Naczelnictwo Kazka Wiatra uchwalając na wniosek Naczelnika Pawła Zarzyckiego nowy regulamin stopni instruktorskich  w/g mnie tragicznie zły. W Pobudce wielokrotnie dawałem już wyraz tej opinii. Obok wielu innych złych przepisów regulamin ten w praktyce oznacza ostateczne odejście od przyjętego wcześniej rozdziału kompetencyjnego. Do prób na stopnie pwd wprowadzono zakres próby HO, a do prób na phm zakres stopnia HR. Można by było się z tym zgodzić gdyby w ślad za tym konsekwentnie prowadzono przepis który by zwalniał z tej części próby tych kandydatów, którzy mają odpowiedni stopień harcerski i odwrotnie gdyby zdobycie stopnia pwd oznaczało automatyczne przyznanie ho, a zdobycie phm - HR . Wtedy też nie byłoby najmniejszego sensu, używać dwóch stopni na raz. Ale nie. Dziś kandydaci na pwd przechodzą dwie równoległe próby na stopień harcerski i instruktorski - w pewnej sporej części próby te się powielają. Czyli mamy piramidalną, całkowicie nie logiczną bzdurę, której zewnętrzny obraz przejawia się w podwójnej tytulaturze pomimo braku jakichkolwiek przesłanek do tego. I nic na razie nie zapowiada tego, żeby coś się miało w Organizacji Harcerzy zmienić.
 3 Towarzysze
Dodane przez Kohub, w dniu - 20-09-2008 21:35
Targaj, Marku, tego tygrysa! Kibicuję Ci, bom bardzo ciekaw, czy reakcja będzie raczej śmieszna, czy straszna. Stworzę sobie na własny użytek listę proskrypcyjną obserwantów (przypis dla młodych: takich, co wszystko traktują strasznie serio, nawet felieton). A żeby nie odnosić wszystkiego co i straszne i śmieszne tylko do czasów komuszych, przypomnę że spowodowana poprawnością polityczną paranoja wokół stopni ma w Polszcze znacznie dawniejsze fundamenta. Taki Pan Wołodyjowski na przykład. Był pułkownikiem. Wysoka szarża... Guzik tam. Pan Michał był pułkownikiem dragonów, czyli wojsk lekkich, inaczej mówiąc cudzoziemskiego autoramentu, i jako taki miał stopień NIŻSZY niż zwykły towarzysz (czyli szeregowiec z cenzusem) służący w chorągwi poważnego znaku, pancernej lub husarskiej. Aby uniknąć absurdalnej (ale zgodnej z prawem!) sytuacji, gdy byle chłystek z kijem w garści i piórami na plecach wydaje rozkazy dowódcy kilkusetosobowej zgrai zabijaków z Butrymami na czele, Wołodyjowski formalnie był także towarzyszem w husarskiej chorągwi Imć X. Jeremiego Wiśniowieckiego, choć pewnie nawet nie wiedział gdzie się wtyka kopię... (regulaminowo: w pępek nieprzyjaciela). Sugeruję więc, Marku, cobyś dla jasności poinformował za miesiąc Czytelników, czy też jesteś lub byłeś Towarzyszem. I pod jaka chorągwią...
 4 dzięki!
Dodane przez jasiu, w dniu - 21-09-2008 13:16
Bólem naszego ruchu jest to że tak wiele robimy: bo tak zawsze było. I ja z tego artykułu dopiero dowiaduje się tego jaki był oryginalny zamysł stopni instruktorskich. Nie mówiąc już o regulaminach, trzeba te oryginalne pomysły promować. 
 
dzięki! 
 
pwd. JP
 5 Jeszcze o nabożnej czci wobec HR-a.
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 21-09-2008 23:10
Dodam jeszcze trochę do artykułu, a mianowicie coś o źródłach wywyższenia HO i HR. Dodając do tego o czym pisze Ponury, wywyższenie tych stopni wzmogło się w latach 80-tych. Mechanizm był prosty. KIHAM-y, a później Ruch - nie mogły prowadzić Komisji i przyznawać stopni instruktorskich. Więc tego nie robiły (bo nawet gdyby robić to "pod ziemią", to i tak przyrodzone stopniom instruktorskim uprawnienia nie działałyby oficjalnie). Natomiast w to miejsce, w środowiskach Ruchowych, powołano Kapituły HO I HR, żeby brać instruktorska mogła "piąć się wzwyż". I te stopnie, jak mawiały Rysio Brykowski - młodzieżowe, stały się substytutem stopni instruktorskich. Ba, stały się nawet ważniejsze. I dlatego tak trudno zrzucić je teraz z piedestału. I oddać druzynowym jako normalne narzędzie metodyczne.
 6 HR - dla harcerzy starszych...
Dodane przez Łukasz Wojdyga, w dniu - 24-09-2008 09:22
Trzeba się jeszcze zastanowić nad jednym - HR zdobywany przez Harcerza Starszego. Taki harcerz, który nie jest instruktorem i pewnie nie będzie, chce mieć poczucie, że HR to ideał do którego trzeba dążyć. 
Jeżeli będzie to coś "zwykłego" czy "normalnego", to zabieramy kolejną rzecz, która jakoś tam trzyma tych harcerzy przy środowiskach.
 7 Tygrys blond
Dodane przez Marek Frąckowiak, w dniu - 27-09-2008 09:16
Pozdrawiam Szanownych Komentatorów! 
Tak, jak pozycja obserwatora ZHR już z boku, daje dystans do obserwacji tego, co dzieje się w organizacji (o czym pisałem na początku swego materiału), tak awaria domowego komputera zapewniła mi dystans czasowy do lektury Waszych komentarzy. Korzystam dziś z pierwszej możliwości i postaram się coś odpowiedzieć na te dotychczasowe. 
Dziękuję Czesławowi, Szwejkowi i Marabutowi, którzy wiele dopowiedzieli o źródłach tego poplątania stopni harcerskich i instruktorskich. Przywołany przeze mnie mokotowski przykład nie wyczerpuje, oczywiście, wszystkich sytuacji i przyczyn, w innych środowiskach pewnie bywało nieco inaczej. Efekt był jednak podobny. Pozwolę sobie jednak nadal twierdzić, że to poplątanie. Argumenty, że jakieś przyczyny nadal gdzieś są aktualne albo wprowadzanie złego systemu było logiczne, jakoś mnie nie przekonują. Podobno kiedyś pewna przysłowiowa blondynka zgubiła klucze do domu i próbując kogoś wywołać, bezskutecznie rzucała w okno kamyczkami. Przechodzący pan, chcąc pomóc, podał jej telefon komórkowy, a ona& podziękowała mu i rzuciła komórką w szybę. Postąpiła niewątpliwie logicznie, efekt był na pewno lepszy niż rzucanie drobnymi kamykami. Jednak efektem zastosowania takiego logicznego działania była wybita szyba, a bez usunięcia przez czas dłuższy skutków takiego logicznego działania pojawi się pewnie także u domowników ból gardła od przeciągów. 
Dlatego nie przekonuje mnie argument, że przyczyny szersze i głębsze nie ustępują. Takie myślenie  wybacz Czesławie  powoduje, że one nigdy nie ustaną. A z czasem wszyscy będą taki stan uważali za normalny, bo przecież dla młodych harcerzy tak było zawsze& 
Nie przekonuje mnie też troska o starszych harcerzy. Jak rozumiem, chodzi o dorosłych, którzy nie są instruktorami, ale chcą nadal harcerzować w jakichś formach zorganizowanych. Proszę bardzo, wolno im. Ale - z całym szacunkiem  to jest margines organizacji harcerskiej. Margines może fajny i na pewno ważny, ale istotą harcerstwa jest to, co dzieje się w drużynach i system stopni harcerskich powinien przystawać przede wszystkim do normalnej drużyny i służyć drużynowemu (powtórzę: wszystkich stopni, od młodzika do HR). Jeśli harcerze starsi chcą zdobywać stopnie harcerskie  proszę bardzo! Jeśli im to nie wystarcza, a instruktorami być nie chcą lub nie mogą  może niech sobie stworzą własne stopnie, odznaki czy sprawności. Szczerze mówiąc, nie widzę w tym wielkiego sensu, ale lepsze to, niż psucie systemu stopni. 
A odpowiadając Panu Michałowi, a raczej Kohubowi: z Małym Rycerzem porównywać się nie będę, bom tylko rycerz nieduży. Sługiwałem w wielu chorągwiach, choć chyba zawsze pod jedną chorągwią. Towarzysze to wiedzą&

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team