sms spion iphone 4s here spion apps fГјr iphone computer temperatur Гјberwachen download press iphone spy software ios 7 link mobile spy iphone uninstall here android spy apps download handy orten app nokia gps ortung anderes handy Гјberwachung des handy kindersicherung internet bestimmte seiten handy spy leicht gemacht
Wychowanie do wojny czy do pokoju?

Imagephm. Agnieszka Leśny

            Nie chcę już więcej patrzeć na harcerzy z karabinami - wszystko jedno, czy prawdziwymi czy atrapami. Wreszcie zrozumiałam obawy pojawiające się w harcerskich dyskusjach po kolejnych obchodach rocznicy „Akcji pod Arsenałem". Zdecydowanie za często bawimy się w wojnę!

            Gdy studiuje się historię harcerstwa, łatwo dostrzec, że bywało ono najsilniejsze (niekoniecznie najliczniejsze!) w czasach, gdy stawiało przed sobą jakieś wielkie społeczne zadanie. Misja niepodległościowa, stojąca u początków ruchu harcerskiego na zawsze uczyniła z nas organizację skierowaną na konkretny (w pewnym sensie militarny) cel i wyróżniła spośród wielu innych organizacji skautowych - dlatego niezbywalną częścią harcerstwa są dla nas mundury, symbole narodowe, pieśni patriotyczne - wciąż otacza nas nimb lwowskich, tajnych stowarzyszeń.Image

            Kiedy czytam wspomnienia Olgi Małkowskiej oraz jej pierwszych harcerek czy dziewczyn „Parasola" - a nawet druhen tworzących KIHAM - zawsze uderza mnie misja, którą przepojone były autorki. W niezliczonej ilości relacji odnajduję uwagi o konieczności bycia czujnym, wysportowanym, gotowym. Na różne sposoby druhny trenowały się w prostych czynnościach i skomplikowanych zadaniach. Zawsze wiedziały, dlaczego. A czy my dzisiaj wiemy?

 

            Jaka misja stoi przed ZHR dzisiaj, kiedy wybrzmiało już rzucone nam „Pojutrze"? To nie jest pytanie o cele - bo te sprawnie formułujemy pisząc ciągle różne plany pracy - ale pytanie o misję i sens istnienia ZHR dzisiaj. Brak nam, moim zdaniem, wielkich haseł i może to jest przyczyną pewnego zastoju, jaki jest odczuwalny w Związku?

"Co się sypie wszystko szybko wszystko nagle opuść żagle,
odłóż szablę, odpuść sobie diable,
zostaw co moje, nie zrywaj gruntu na którym stoje,
zostaw co nasze,bierz do piekła swoje paranoje,
świata z gwiezdnych wojen urojeń, złudnych pojęć,
gdzie normalne spokoje stają się nie pokojem,
coś tu gniecie ciężar zwycięża, kręgi gniecie, ciężar braku planu,
braku stanu wzniesień, brak pocieszeń (...)"  

            „Jak to?!" ktoś zapyta „przecież celem ZHR jest wychowanie ludzi w myśl Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego". Może, ale nasze prawo powinno być środkiem, a nie celem. No dobrze, to może ZHR istnieje, aby prowadzić ludzi do zbawienia - tylko, że w tej materii mamy konkurencję ze strony dużo starszej i bardziej doświadczonej instytucji.... Image

            W czasie swojej wizyty na światowym Jamboree zastanawiałam się nad przesłaniem tego zlotu. Skauting jako ruch opowiada się za pokojem na świecie i w tym duchu było zorganizowane Jambo. „Tere fere" myślałam „gołąbkowo-hasłowa propaganda". Tymczasem na angielskich polach naprawdę czuło się wielkiego ducha skautingu zjednoczonego w celu podtrzymywania więzi międzynarodowych i szkoły tolerancji międzykulturowej w wielkiej misji wspierania pokojowych rozwiązań konfliktów. Byłam tam, ze skautami z kilkudziesięciu krajów i myślałam jak ważne jest chronienie świata przed kolejnymi wojnami. Czułam, że z ludźmi, którzy tam są jest to możliwe! Rok później wróciłam z obozu i w telewizji informacyjnej zobaczyłam czołgi. Ze świata zaczęły płynąć coraz bardziej niepokojące sygnały; Kosowo, Osetia, Abchazja, nawet konflikt wewnętrzny w Belgii. Świat znowu się dzieli i tym razem nie gdzieś na końcu świata tylko coraz bliżej nas... O bieżących wydarzeniach rozmawiałam oczywiście z przyjaciółmi z harcerstwa. Większość z nich, z wypiekami na twarzy snuła wojenne harc-fiction jak to w razie wojny będziemy się organizować, bronić, przekazywać informacje. ImageMnie osobiście taka perspektywa napawa grozą - gdzie w tym wszystkim walka, ale o pokój? W przeprowadzonych przeze mnie rozmowach wyraźnie czuć było konsekwencje martyrologicznego, militarnie patriotycznego i zadufanego wychowania historycznego, w którym się lubujemy. Harcerze, w przeciwieństwie do skautów z Jamboree, nie chcą za swój symbol mieć gołębia tylko broń! Chcą być przygotowani do złożenia najwyższej ofiary. Widzą siebie, romantycznie ginących z karabinami. Wydaje mi się, że zamiast pędu i marzeń o tanio przelanej krwi - harcerze powinni zastanawiać się nad zagadnieniami gaszenia konfliktów, spieszeniem z pomocą potrzebującym, organizacją misji pokojowych czy wsparcia humanitarnego. Jako instruktorka chciałabym, aby moi podopieczni za wszelką cenę dążyli do pokoju - a nie do wojny! Przy okazji dyskusji dookoła wydarzeń w Gruzji zrozumiałam wreszcie krytykę ludzi, którym nie podobały się zdjęcia harcerek z bronią na stronach internetowych ZHR, z rekonstrukcji którejś z bitew „szaroszeregowych". Dotarło do mnie, że dla niektórych, harcerstwo ciągle - jak przed stu laty - powinno wychowywać żołnierzy i sanitariuszki. Czy tego tak naprawdę chcemy? Przecież Polacy mają wybitną zdolność pakowania się w najróżniejsze konflikty i mobilizację w sytuacji zagrożenia. Historia nie raz nas w tych umiejętnościach sprawdziła, ale czy umiemy znajdować alternatywę? Szukać kompromisów? Budować, a nie agresywnie odpowiadać na zaczepki?Image

"(...) globalny chaos zła całość podzielona na
miłujących pokój i chcących ich pokonać
dlaczego dziś niektórzy wolą po prostu zginąć,
widzą przyszłość która będzie nową Hiroszimą,
nieszczęśliwi fanatycy zniszczenia,
co jest w ich domach, żyją z mottem
obal świat który Cię wychował,
bez obaw bo śmierć i życie jest dla nich niczym,
w imię Boga niszcząc pogan giną na ulicy(...)"

           Pod jakim hasłem odbędzie się zlot XX lecia ZHR? Czy my też mamy swoją wielką, ale realną misję? Czy potrafimy odpowiedzieć na pytanie, po co istnieje harcerstwo w Polsce w 2008? Może po prostu warto usiąść, zastanowić się, co nas tak realnie WKURZA w dzisiejszym świecie i po harcersku, metodą harcerską zaplanować jak to zmienić? A jeśli okaże się, że rozwiązania same nie przychodzą nam do głowy, może czas rozwiązać organizację harcerską i przenieść się do takiej, która ma klarowną misję i lepsze narzędzia oddziaływania? Przecież harcerstwo to nie jest koniec naszej aktywnej, obywatelskiej drogi...

28 sierpnia 2008, Warszawa

phm. Agnieszka Leśny, Mazowiecka Chorągiew Harcerek ZHR

/zdjęcia ze strony Światowej Organizacji Skautowej www.scout.org oraz ze zbiorów prywatnych zaprzyjaźnionego harcerza ZHR.../

/cytaty z piosenki Mezo "Tylko żeby nie było"/

 


Odsłon: 5493

  Komentarze (19)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Filip Leonarski, w dniu - 20-09-2008 20:42
Patrzę na ten problemu zupełnie inaczej niż Ty. W samym wychowaniu militarnym widzę bardziej naturalność, robienie tego co chłopcy lubią (u harcerek zapewne jest inaczej...), niż formę indoktrynacji. Pomijając samą fascynację wojskowością u chłopców, takie wychowanie kształtuje także pewne cechy charakteru (np. zaradność, wola walki, radzenia sobie z przeciwnościami). 
 
Trudno mi się zgodzić też z kontekstem polityczno-społecznym. Życie jest brutalne, a ostatnie kilkadziesiąt lat względnego pokoju zawdzięczamy raczej broni masowego rażenia, niż pacyfistycznym nastrojom i ONZowi. Obraz wojska i w ogóle munduru w społeczeństwie jest tragiczny, a w końcu to wojsko jest po to by chronić naszą wolność.
 2 To nie patrz!
Dodane przez Kohub, w dniu - 20-09-2008 20:54
Na harcerzy z karabinami. Odwróć z pogardą głowę i szukaj pokojowej misji dla polskiego harcerstwa. Bo tamta, wojenna, jest anachroniczna, a do tego wojna to brzydka rzecz, krew, smród, ból i śmierć. Na szczęście to nas nie dotyczy. Wzorujmy się na pacyfistycznie nastawionych skautach angielskich i francuskich! Jak to dobrze, że leżymy na wyspie po środku oceanu, że sąsiedzi nas kochają i też z niesmakiem odkładają broń. No, chyba że trzeba "obronić pokój" w Osetii... A może na Krymie? A może na terenie "bliskiej zagranicy", czyli po Odrę mniej więcej? Przyjdą z karabinami, to włożymy im do luf goździki i się zawstydzą, i wrócą do domu. Ludzie pokroju Putina i Miedwiediewa pokładają wielką nadzieję w "pożytecznych idiotach", jak zachodnich pacyfistów nazywał Lenin. 
Nowa misja dla polskiego harcerstwa? No właśnie, jaka? Pisać pacyfistyczne piosenki? Obalać pomniki różnych legionistów, Powstańców, Andrzejów Morro? Warszawskiej Syrenki z mieczem i z twarzą harcerskiej sanitariuszki Krystyny Krahelskiej? 
Czy nie za wcześnie, Aga? Czy podkreślanie krwawo wywalczonej suwerenności jest "agresywnym odpowiadaniem na zaczepki"? Jak nie będzie zaczepek, nie trzeba będzie odpowiadać i możemy wtedy budować cokolwiek bez karabinów pod ręką. Ale na razie te zaczepki są. Ze wschodu, z Bliskiego Wschodu... "W jakiejż że to rycerz chwili oręż swój zamienia w pług? Wszak obydwu ludziom trzeba - pług z orężem z bratem brat" - to archaiczny cytat, ze "Strasznego Dworu". Ale czy archaiczny znaczy gorszy, mniej prawdziwy? I najważniejsze pytanie: skoro nie chcesz patrzeć na broń, jak możesz patrzeć na mundur? Przecież wziął się on z tradycji wojskowej, w Prawie wciąż mamy odniesienia do rycerstwa - i nikt nie ma wątpliwości że tak jest dobrze, w każdym razie kiedy pytałem na łamach POBUDKI czy rycerskość nie jest dziś anachronizmem, wszyscy korespondenci jej bronili! 
Aga! Zrozum, że kultywując tradycje paramilitarnego harcerstwa nie przemy do wojny, po prostu mamy świadomość geopolityczną! "Taką masz geograficzną długość, słowiańską twarz" (Młynarski) i nie stać Cię na jednostronne rozbrojenie. Bo "kiedy przyjdą podpalić dom"... a jaką masz gwarancję, że nie przyjdą?
 3 Zły refleks
Dodane przez Kohub, w dniu - 20-09-2008 23:58
Dopiero teraz zorientowałem się, jaki znakomity argument ZA "harcerzami z karabinem", czyli podstawami wyszkolenia wojskowego w harcerstwie podsunęłaś mi... ilustracją do swojego pacyfizującego artykułu. Ten facet, który celuje w głowę kolegi z plastikowej atrapy G-36 z tłumikiem (zapewne "made in Taiwan") powinien być przeczołgany według starej, kapralskiej szkoły! Właśnie harcerstwo, w odróżnieniu od podwórkowych zabaw, ma uczyć odpowiedzialności - w tym także kardynalnej zasady że przenigdy żadnej lufy nie kieruje się w stronę człowieka, którego nie chce się zabić! Nieważne z czego wykonana jest ta lufa, chodzi o nawyk taki sam, jak ten, że siedząc za kierownicą hamujesz widząc czerwone światło. Taki nawyk, to absolutne minimum wychowania, jakie harcerstwo MUSI dać młodemu człowiekowi, który za rok może pójdzie do wojska, a za dwa lata może zostać skierowany na misję humanitarną w dowolny region świata. Oswojenie młodych ludzi z bronią jest także, a może zwłaszcza misją HUMANITARNĄ, bo pokazuje gdzie się kończy zabawa a zaczyna ŚMIERTELNIE poważna służba.
 4 ech
Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 21-09-2008 10:07
Nie chodzi o to, żeby przestać czuwać i dać się zaskoczyć - doskonale to wiemy. 
 
Chodzi o to aby przypominać ludziom wartość pokoju i wolności niekoniecznie jedynie w kontekście umierania za nią. Nikt nie chce zacierać czynów bohaterskich ani zapominać o Andrzeju Morro. 
Ale Kohub, znajomy harcerz powiedział mi ostatnio, że żałuje, że urodził się w dzisiejszych czasach. Chciałby 70 lat temu żeby mógł umrzeć za ojczyznę.  
Takie podejście pachnie mi, paradoksalnie, przekreślaniem wielkiej ofiary jaką złożyli wspomniani przez Ciebie bohaterowie. 
 
Chodzi o to, żeby uczyć ludzi dialogu, mądrej tolerancji, zrozumienia, dobrego kompromisu. Trzeba uczyć wartości - a nie koncentrować się na heroicznych bohaterach. 
 
Mówimy o ich śmierci zapominając za co zginęli. 
Jeśli dążymy do konfrontacji, dużej czy małej wojny, naprawdę czy na niby to marnotrawimy trochę ich wielką ofiarę. 
 
A że chłopcy lubią bawić się w wojnę - ok. Ale lubią bawić się też w giełdę, w mafię, w wiedźminów i Indian. I co z tego?
 5 Mydłki
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 21-09-2008 11:30
No jasne. Na dachu śmietnika siedzi sześciu chłopaków w białych koszulach i czerwonych szelkach. Jeden wali w dzwoneczek a reszta przez swoje telefony wrzeszczy...Kupuj! Sprzedawaj do cholery jasnej! Sprzedawaj!!! Widziałaś coś takiego? Bo ja nigdy! Za to widziałem, jak chłopaki z dachu śmietnika ostrzeliwują z patyków podwórko... tatatatatata  trafiony!  
 
Zapewne ty i uważni czytelnicy zauważyli, że pisząc teksty na tematy metodyczne i programowe zawsze piszę o chłopcach. Nigdy o harcerkach. Nie wiem. Nie znam się. Nie chcę proponować błędnych wniosków.  
 
Harcerski system wychowania zakłada naturalność oddziaływania. Baden Powell pisał o przynęcie na haczyku. A chodzi o to, że skauting i harcerstwo jako chyba pierwsze w nowożytnym świecie zaadaptowały naturalne formy aktywności chłopców po to aby je wykorzystać do podniesienia skuteczności oddziaływania wychowawczego. Dopóki więc chłopaki spontanicznie będą grać w piłkę i bawić się w wojnę, dopóty żaden drużynowy nie może się na to obrazić. Chodzi tylko o to, o czym napisał wcześniej Kohub, żeby pod tę atrakcyjna dla chłopców formę podłożyć wychowawczą treść. Z harcerstwem zawsze był ten problem. Ludzie dorośli rzadko kiedy potrafili zaakceptować obrzydliwe ich zdaniem preferencje chłopaków. Tak jak nikt chyba nie polubi obrzydliwych robaków na haczyku baden-powellowskiej wędki. Ale drużynowy musi je polubić. Inaczej niech idzie precz! Ludzie, którzy nie mają pojęcia o harcerstwie, najchętniej usiedliby za prezydialnym stołem i wygłaszali pogawędki umoralniając w nadziei, że wdzięczna młodzież spije słowa z ich ust i weźmie je sobie do serca. Tymczasem trzeba jednak założyć krótkie spodenki, pomalować twarz błotem, napocić się, zmoknąć i wybrudzić, a czasem i postrzelać. Tfu! Jakie to obrzydliwe! 
 
Tekst który napisałaś pokazuje dobitnie dlaczego nie mowy o koedukacji w drużynach. Dziewczyna drużynowa nigdy nie wejdzie do chłopięcego świata, a więc nigdy nie będzie wodzem i mistrzem dla chłopaków. Sam kiedyś jako młody harcerz podlegałem takiemu eksperymentowi i dobrze wiem, że zakończyło się to buntem  buntem skierowanym przeciwko instruktorce. Cóż za fantastyczne warunki do oddziaływania poprzez przykład  prawda? Miałem też ostatnio wątpliwą przyjemność oglądać kilka koedukacyjnych środowisk w ZHP, na czele których stały instruktorki. Za każdym razem widząc potulnych i spacyfikowanych chłopaków przychodziło mi do głowy słowo mydłki. Sorry nie wykluczam, że są jakieś wyjątki. Pląsy, śpiewanki, itp nudy. Tymczasem chłopaka - przyszłego mężczyznę charakteryzują takie naturalne przecież instynkty jak instynkt walki, rywalizacji. Nowoczesne teorie pedagogiczne, które zabraniają dawać chłopcom ( a gdzieniegdzie nawet produkować) zabawek w kształcie pistoletów i karabinów to bzdura! Kto nie znajdzie ujścia dla własnych instynktów w młodości, znajdzie je później kiedy będzie już miał dostęp do prawdziwej broni. Wtedy dopiero będzie zabawa!
 6 Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 21-09-2008 12:13
Czym innym jest zabawa w wojnę, a czym innym wychowywanie żołnierzy. 
 
Piszę o tym drugim.
 7 I pierwsze, i drugie
Dodane przez Kohub, w dniu - 21-09-2008 16:23
Kto musi pisać o czym pisał, źle pisał. Masz rację, że nie chcesz wychowywać żołnierzy. Ja też nie chciałbym, żebyś ich wychowywała do mądrej tolerancji.
 8 Trochę klasyki
Dodane przez Rafał, w dniu - 21-09-2008 16:32
"Jakim skaut jest żołnierzem?"  
 
[...]  
Ludzie powierzchowni, o zbyt gorących temperamentach, nieraz wmówić w was, że wasze ćwiczenia robią z Was wojskowych [...]  
Jasne jest dla każdego, chcącego na seryo zastanowić się nad, że jeżeli w wojsku z dorosłych żołnierzy złożone, z ludzi w sile wieku i u szczytu wytrzymałości - więcej ginie z wycieńczenia, niewygód i chorób, aniżeli od broni, to w wojsku złożonem z chłopców od 14 do 18 lat procent ten byłby zatrważająco większy. Pomoc istotnie skuteczna takiego wojska byłaby niewielka - brak siły, wzrostu i rozwagi uczyniłyby ze 100 chłopców wartość 20 żołnierzy - a strata dla narodu z użycia niewyroslych ludzi do obrony wojskowej byłaby nieobliczalna. I dlatego poważni i uczciwi politycy, dbali nie o doraźny efekt, ale o przyszłość narodu nigdzie i nigdy na taki szalony eksperyment się nie porywają, żeby chłopcami zastępować siły wojskowe. Więc o tem na seryo wcale mowy być nie może, byście w razie wojny istotnie jako wojskowi się liczyli. Głównem zadaniem chłopców w czasie wojny jest zastąpienie brakujących rak do pracy, aby normalne życie w kraju nie stanęło, gdy całą ludność zdolną do noszenia broni, armia powoła [...] Pewna bardzo ograniczona liczba starszych i wyjątkowo wyrobionych chłopców może się przydać do służby pozaliniowej i ordynansowej.  
Nie można się tu powoływać na przykład obrony Mafekingu: w jednej wiosce oblężonej oczywiście, że i najmniejszy chłopiec może się liczyć, jeśli potrafi coś pomóc: choć cała ludność jej zginie - przedłużenie obrony danego punktu może całości narodu wyjść na pożytek: uogólniać tego niepodobna.  
[...] 
Tu tylko podkreślę jeszcze jedno - największe niebezpieczeństwo zapoznania przez was tej prawdy: łatwo się dacie unieść złudzeniu, że nauczywszy się trochę strzelać, musztrować i postępować w linii tylaryerskiej - już umiecie co potrzeba dla wojska, i gdy przyjdzie czas, kiedy naprawdę służbę wojskową odbywać będziecie musieli - będziecie do niej w stosunku zblazowanego młodzieńca, który "wszystko to już umie", tym czasem dla prawdziwej przydatności w armii, nie będziecie umieli nic, lub prawie nic.  
 
Nic nie jest taką szkodliwą przeszkodą do nauczenia się czegoś, jak blagierskie przekonanie, że się to już umie; a do tego prostą drogą zmierza robienie ze skautingu szkoły wojskowej.  
Weżcie tylko jeszcze raz pod uwagę - że jeśli tylko byłoby możliwe uczenie chłopców sztuki wojennej i gdyby dawało widoki poważnych korzyści, wszystkie państwa dawno to by wprowadziły i miałyby dwa razy, trzy razy liczniejsze armie. 
[...]  
A tymczasem skaut ćwiczy swą sprawność wszechstronnie: przyda mu się ona znakomicie w służbie wojskowej, niezawodnie dobry skaut będzie w krótszym czasie doskonałym żołnierzem, niż ktokolwiek, kto nie przechodził służby skautowej, a to dzięki wyćwiczeniu fizycznemu i moralnemu. Ale pozatem dobry skaut będzie dobrym pracownikiem na każdym polu, i dlatego w Anglii skauci są tak rozchwytywani na każdej posadzie.  
Ale będzie to miało miejsce tylko dopóty, dopóki skauci nie będą zaniedbywali wszechstronności swych ćwiczeń, a zwłaszcza moralnego tonu i moralnego wyrobienia, jakie im prawo skautowe wskazuje i jakiego środowisko skautowe wymaga.  
 
I dlatego nie ma niebezpieczniejszego wzoru dla skautingu, niż środowisko wojskowe.  
 
Zastanówcie się na tym, jak szkodliwy wpływ taki wzorzec musi wywrzeć. Wszak środowisko wojskowe jest tak jednostronnie skupione na sprawności fizyczno-militarnej, ze nie do zawsze słusznych wymagań tej sprawności, dostosowało nie tylko swoje obyczaje, ale tez i kodeks moralny. [...]  
Jednostronne zajęcia tego środowiska wyłącznie sprawnością fizyczno- fachową prowadzi do zaniedbania sil moralnych, które nawet o powodzeniu oręża jednak decydują wbrew wszelkim wysiłkom przemocy, jak tego historya niejednokrotnie dowodzi.  
 
Wiecie jak osławiony honor wojskowy daleki jest od wesołości skautowej - pogodnej jasnej, bo przede wszystkim czystej. Tak więc nie można w atmosferze środowiska wojskowego wychowywać skautów. Bo jeśli skaut jest żołnierzem, to nie w znaczeniu rzemieślnika sztuki wojennej, ale jest żołnierzem ducha, który i sztukę wojenną potrafi zdobyć i zaprząc w wyższą służbę o odrodzenie tej ziemi." 
Ksiądz Jan Zawada (Kazimierz Lutosławski) "Czuj Duch - Szesnaście gawęd obozowych o idei skautingu"  
Kraków 1913 - Nakładem G.Gebethnera i Spółki.
 9 Dodane przez Michał Górecki, w dniu - 21-09-2008 16:38
Patrzę na was chłopaki i widze dużych chłopców bawiących się w wojnę. Niby dorosłych, niby dojrzałych, a myślących że rzeczywiście nasze wychowanie wojskowe, a raczej pseudowojskowe może się do czegoś przydać. Smutne. Aga - gratuluję. To ciężki temat ale podejmuję go niestrudzenie od kilku lat. Abstrahując od wszystkiego innego (a argumentów sa tysiące) - udawanie wojska to postępowanie wbrew naszemu założycielowi. Róbcie to, ale proszę, oderwijcie to od skautingu i mówcie jasno, że nie macie już z nim wspólnej ścieżki. Bo postępując tak - nie macie. Moje argumenty zebrałem o tutaj: 
http://natropie.zhp.pl/content/view/609/51/
 10 W istocie
Dodane przez Kohub, w dniu - 21-09-2008 16:47
Siedem lat później rzeczywistość zweryfikowała pogląd księdza Lutosławskiego na wartość bojową oddziałów złożonych z harcerzy. W wolnej chwili poszukam co Marszałek Piłsudski, jako wybitny znawca materii teologicznej, mniemał o wychowaniu religijnym...
 11 Patrzę na Was chłopaki...
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 21-09-2008 17:42
Nigdy nie grałem w paintball, choć wielokrotnie miałem okazję. Jakoś mnie nie ciągnie. Wybawiłem się w wojnę na podwórku, w zastępie i w drużynie. Wtedy gdy był czas na zabawę. Byłem też w wojsku, co wśród obecnych instruktorów harcerskich jest doświadczeniem prawie unikalnym. Wprawdzie tylko przez rok i jako podchorąży, ale z kałacha postrzelałem sobie, z moździeża też a nawet z działa p-panc. Właśnie dzięki temu mam to już za sobą.  
 
Jak widzę moich młodszych kolegów, którzy przy byle jakiej integracyjnej okazji z szaleństwem w oku strzelają do siebie z kulek wypełnionych farbą to zawsze się zastanawiam, czy byli w wojsku i w co się bawili dzieckiem będąc. Czasem zbieram się na odwagę i pytam. Zawszę słyszę to samo. Mamusia trzymała pod spódnicą, a w wojsku wylądować to frajerstwo. 
 
Tak więc chłopcy niech się bawią w wojnę kiedy są chłopcami. To potem, jako mężczyźni będą do tego podchodzić z trzeźwym pragmatyzmem. 
 
Co zaś myślę o próbach urządzenia harcerstwa na modłę wojskową zwłaszcza w relacjach instruktorskich, wie każdy czytelnik Pobudki. Jak patrzę, na moich adwersarzy, którzy wynoszą karność i posłuszeństwo do rangi cnoty i twierdzą, że ZHR jest organizacją paramilitarną, to widzę właśnie tych fascynatów paintballa, którym kiedyś mamusia podtrzymywała spodnie przy wiadomej czynności, a harcerstwo dało jedynie pląsy i śpiewanki. Współczuję.
 12 :)
Dodane przez Michał Ducki, w dniu - 22-09-2008 21:32
Ktoś mi kiedyś mówił, że harcerstwo jest pozytywne i rozwija w swoich wychowankach pozytywne cechy. Czy "rzucanie się z szablą na czołgi" jest pozytywne? 
 
Wojenka jest wojenką (przecież fascynuje wszystkich chłopców). Są jej bardzo dobre namiastki - gry komputerowe (wszelkie CSy, WoWy i MoHy) oraz gierki (paintball, ASG). Można ich używać jako form pracy (bo są "na czasie", atrakcyjne i można weń wpleść praktycznie dowolną fabułę).  
 
Zatem gdzie jest opisywane przez Agnieszkę zagrożenie? Być może w owym "wychowanu patriotycznym" i czynieniu z każdego powstania, zrywu romantycznej ballady o bohaterach. Nie przedstawiamy tej "drugiej strony". Cierpienia Polaków są, ale znikają, jak tylko chwycą za szabelkę, żeby dokopać najeźdźcy. 
 
Szkoda że to zwykle wtedy zaczynały się największe cierpienia...
 13 Po co komplikować?
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 25-09-2008 01:29
Jak zwykle: gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Tymczasem warto spojrzeć prościej. Zabawa w wojnę OK. Jako dodatek w wolnym czasie, przerywnik na odreagowanie bardziej przyziemnych zajęć. Nigdy "zamiast". Jednak o wiele lepiej bawić się nie w wojnę, a w wojsko. Bo dzisiaj wojsko to przede wszystkim nie agresja, a obronność. A konkretnie nie: "bawić się", a brać przykład. Urządzać 2-3 razy do roku zbiórki w jednostkach, informować harcerzy na bieżąco nt. nowości, wyposażenia, technik itd. Nawet zwykła zbiórka w harcówce może być na ten temat.  
Abstrahując: myślę, że Aga osiągnęła swój cel, napisawszy ten artykuł. Poruszyła drażliwy temat i voila: dyskusja aż miło :)
 14 A tera jo...
Dodane przez Radek Tymiński, w dniu - 26-09-2008 07:49
Harcerstwo jest ruchem związanym z tradycją wojskową i nikt rozsądny temu nie zaprzeczy (argument z historii: obrona Mafekingu).  
Problem poruszony przez AL jest poważniejszy niż może się wydawać z jednego powodu: nie ma alternatywy dla wychowania parawojskowego. Oczywiście jestem świadom, że za chwilę co najmniej kilku świetnych instruktorów rzuci się na mnie i przedstawi świetne teorie wychowania nie-wojskowego. Ale panowie pogadajcie z drużynowymi, oni nie umieją osiągnąć karności bez drylu, zabawy bez gry parawojskowej itd. 
Mój wniosek jest taki: zabawa w wojsko jest zła (metodycznie), ale wychowanie w pewnych wartościach związanych z wojskiem: honor, odwaga, posłuszeństwo itd. jest jak najlepsze. 
Pozdrawiam 
R.
 15 O wychowaniu paramilitarnym...
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 28-09-2008 14:17
Ja nie mogę się do końca zgodzić z tym co napisała Aga. Tradycje wojskowe są wpisane w ruch harcerski, przynajmniej w naszym kraju. Nie można nagle tego porzucić, to byłoby jakby wymazanie fragmentów przeszłości... 
Z drugiej strony wychowanie tylko "do wojny" też jest złe. Powinniśmy raczej wychowywać w zgodzie z tradycją minionych pokoleń, w duchu wojskowego drylu, ale także przygotowywać młodzież do życia w okresie pokoju... Musimy uczyć jak budować, a nie jak burzyć... Musimy uczyć bronić tego co sami ciężko budowaliśmy...
 16 Dodane przez Rafał, w dniu - 28-09-2008 20:31
Gratuluje Agnieszka odwagi. Temat wydaje się prosty, dlatego, że założyciel Ruchu Skautowego był przeciwnikiem wojen. Może dlatego, ze sam brał w nich udział. Więc nie można się jednocześnie powoływać na spuściznę dziadka Roberta i jednocześnie tęsknić za wojną. 
 
A kłamstwo... Przyjrzyjmy się współczesnym konfliktom zbrojnym. Jak jest w nich rola dzieci i cywilów? 
 
Mam wrażenie, ze obrońcy "przygotowywania dzieci do kolejnego powstania zbrojnego" znowu powtarzają kłamstwo paramilitaryzmu - w tekście oznaczone numerem 2: http://zhp24.net/index.php/2008/09/klamstwa-akcja-demaskacyjna-czesc-i/ 
 
Seascout
 17 Dodane przez Maciek Albinowski, w dniu - 29-09-2008 19:31
Myslę, że Autorka poruszyła temat dla nas kluczowy - czyli celu wychowywania. Zgadzam się, że nie można robić z paramilitaryzmu jedynej metody wychowywania. 
Według mnie harcerstwo powinno wychowywac do walki. Do walki o lepszy świat, o te wszystkie wartości które zawarte są w prawie harcerskim. 
Wojna jest szczególnym rodzajem walki, najgorszym z możliwych, ale to nie oznacza że nasi harcerze nie mogą sie do niej przygotowywać.  
Natomiast nie sądze aby było celowe porównywać sytuacje sprzed 100 lat, do tej obecnie. Nie jestem specjalistą, ale wydaje się, że o ile harcerze podczas 1 wojny mogli odegrac duzą rolę na polu bitwy, to teraz wojny rozgrywają się w dużej mierze w powietrzu. A jak już chińska kolumna opancerzona, pod osłoną śmigłowców bojowych, wjedzie do Warszawy, to nawet drużyna puszczańska nic tu nie pomoże. Teoretycznie harcerze podczas okupacji mogliby, tak jak kiedyś Grupy Szturmowe, dokonywać zachamów i innych aktów dywersji. Ale to naprawdę mało prawdopodobny scenariusz wydarzeń... Co nie oznacza, że nie możemy zachęcić części harcerzy do wstąpienia do zawodowej armii. Harcerze sprzydadzą się wszędzie, nie tylko w domach maklerskich 
:)  
Natomiast jeśli naszym celem nie jest wychowywanie do powszechnej mobilizacji, to nie oznacza, ze na pewnym etapie rozwoju chlopcy nie powinni bawic sie w wojne. Zgadzam się, ze to normalne dla przedzialu wiekowego druzyny mlodszoharcerskiej.A dopiero zadaniem druzyny wędrowniczej jest wdrożenie harcerza do służby społeczeństwu - temu naszemu dzisiejszemu. Poza tym, zanim nasi podopieczni zaczną wykonywać plan "pojutrze" warto, aby utozsamili się z tą naszą polską historią. Jak miałem 12 lat, to też chciałem się przenieść w czasie i walczyć w Powstaniu (ewentualnie w obronie zbaraża :)
Dziś dziękuję Bogu(i tym którzy o to walczyli), że mogę studiować w wolnym kraju.  
 
To chyba dobra droga rozwoju i myślę, że to dobrze jak dzieciak w swoim czasie pomarzy o wojence.
 18 Dodane przez Marek Frąckowiak, w dniu - 04-10-2008 15:10
Ago, napisałaś, że "czym innym jest zabawa w wojnę, a czym innym wychowywanie żołnierzy" i, że piszesz o tym drugim. Jeśli więc dobrze rozumiem, protestujesz przeciwko wychowywaniu żołnierzy. 
No właśnie, w tych kilku słowach jest chyba sedno problemu, choć, moim zdaniem, niekoniecznie tam, gdzie je widzisz. 
Ja (wybacz, Szwejku) nie byłem w wojsku i swego czasu sporo "nagimnastykowałem się", by uniknąć tego "zaszczytnego obowiązku", jak go wówczas nazywała oficjalna propaganda. No, takie to były czasy. Ale z "kałacha" (i nie tylko) strzelałem. Ot, choćby dla osłuchania się z hukiem& Dziś, w innych czasach, również wolałbym, żeby mój syn do wojska nie poszedł. I modlę się, by nigdy za jego życia nie było potrzeby, by ktokolwiek poza ochotnikami-zawodowcami musiał brać do ręki broń. Ale chciałbym, jeśli - nie daj, Boże - taka sytuacja się zdarzy, żeby mój syn nie miał wówczas wątpliwości, że trzeba. I był do tego przygotowany. Duchowo i - w miarę możliwości także "technicznie". Żeby nie chciał, ale gdy trzeba - potrafił. 
Patetycznie zabrzmiało? No, cóż, taki temat. Wracając więc do zabawy: rzecz chyba w tym, by w czasie pokoju pozwolić chłopcom bawić się w wojnę ale tak ich wychowywać, by - jeśli na prawdziwą wojnę trafią - wiedzieli, że to nie zabawa, ale śmiertelnie poważna sprawa. 
Żołnierz Baden-Powell wychowywał chłopców wojskowymi metodami, mając nadzieję, że to wychowanie doprowadzi do końca wojen. Nie wyszło mu? No właśnie...
 19 Dodane przez Marek Frąckowiak, w dniu - 04-10-2008 15:49
Ale ten medal ma, jak każdy, swoją drugą stronę. I ja nie lubię zabawy w wojnę, gdy przestaje ona być tylko zabawą, a staje się stylem bycia. Nie mam zdania wyrobionego zdania o paint-ballu itp. zabawom. Ale, jak pewnie większość chłopaków, w wojnę bawiłem się kiedyś chętnie. Takie zabawy skończyłem jednak na etapie chłopięcym, biegając z plastikowym lub blaszanym (marzenie!) pistoletem. Podobne zabawy w wykonaniu ludzi dorosłych chyba mnie trochę śmieszą, a gdy np. są częścią programu "integracji" pracowników firmy - śmieszą mnie bardzo. 
Tak, jak trochę śmieszą mnie niezgrabnie wyglądający harcerze paradujących po mieście w tzw. "bojówkach", a bardzo śmieszą (i żal wzbudzają) bardzo niezgrabnie wyglądające w takich "bojówkach" harcerki. 
Prawdziwy kłopot zaczyna się jednak wtedy, gdy z "bojówek" przechodzi się do bojówek. Kto jeszcze dziś pamięta, co naprawdę znaczy to słowo w języku polskim? Naprawdę nic wesołego. I nie chodzi tylko o tępych łysoli z ONR-u itp. Takim "z ducha" bojówkarzem jest dla mnie i ten, który w zabawie pozuje do zdjęcia celując z karabinu w głowę kolegi (czy kogokolwiek) i ten, który na prawdziwej wojnie - w Iraku, czy Afganistanie - robi sobie pamiątkowe zdjęcie z trupem. 
Jeden i drugi we właściwym czasie nie wyrósł z zabawy w wojsko. Bo - powtórzę - chłopięca zabawa w wojsko nie musi być czymś strasznym, także jej elementy w harcerstwie. Ale chroń nas, Boże, przed tymi, którzy z tego w porę nie wyrosną i bawią się prawdziwą wojną.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team