| cytat numeru |
|
Logowanie
| Zabawy z tygrysem (7). Burek, do nogi! czyli dlaczego słusznie rozwiązano "Jakobstaf" |
|
|
Uczestniczyłem w bardzo wielu kursach kadry i rozmaitych szkoleniach – jako kursant, jako organizator lub jako gość. W harcerstwie, w Polskiej YMCA, w wielu innych rozmaitych organizacjach. Jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem, był JAKOBSTAF. I zarazem jednym z tych, które poniosły największe fiasko. Dobrze, że komendant chorągwi go zamknął. Miałem okazję dwukrotnie uczestniczyć w kilkudniowych zbiórkach kursu Jakobstaf. Ciekawy, ambitny program, dobra organizacja, kapitalne pomysły na organizację kolejnych zbiórek w miejscach, które sprzyjały połączeniu wyczynu z głęboką refleksją programową i metodyczną. A przede wszystkim duch – braterstwo i żywe dyskusje o sprawach najważniejszych dla organizacji, dla harcerstwa, dla ludzi po prostu. Dyskusje, czasem ogniste polemiki, w których tworzyła się wizja świata ludzi mających niegdyś wziąć odpowiedzialność za ZHR, za wychowanie harcerzy. Z szacunkiem dla autorytetów i dumą z własnego zadnia, którego jest się gotowym bronić. Dlatego gdy usłyszałem o zdumiewającej – co do meritum i co do sposobu wykonania – decyzji mazowieckiej komendy chorągwi harcerzy o rozwiązaniu Jakobstafu, byłem przekonany, że tym razem aparat się przeliczył. Znów świadomie w odniesieniu do harcerskiej organizacji używam słowa „aparat”, bo sposób załatwienia tej sprawy przez mazowieckie władze harcerzy ZHR to metody żywcem przeniesione z kart historii PRL. Jeśli powstaje ciekawe intelektualnie i opiniotwórcze środowisko, nie pasujące do ideologicznej wizji władzy, to jeśli nawet toleruje się je początkowo, przychodzi moment, gdy zaczyna uwierać za bardzo i wtedy administracyjnie przycina się je lub likwiduje. Nie zapominając o PR – a więc z publicznym oskarżeniem o jakieś zwykle pozamerytoryczne, ale dość paskudne przywary, jak np. bałaganiarstwo, niejasne rozliczenia finansowe itp. A zainteresowani dowiadują się o tym z poczty, już po fakcie. I tak oto wszyscy wiedzą, gdzie jest ich miejsce. A ja myślałem, że harcerze tak się ustawiać nie pozwalają… Niestety, moje przekonanie, okazało się złudne. Kadra kursu zachowała się tak, jak powinna i mogła – godnie i przyzwoicie. Protestując przeciwko haniebnym metodom rozwiązania kursu i publicznym oskarżeniom w takiej samej formie, jak je zakomunikowano, czyli na stronie internetowej ZHR a następnie – jak przystało na odpowiedzialnych instruktorów organizacji – podporządkowując się decyzji, w oczekiwaniu na właściwe, przyzwoite wyjaśnienie sprawy. A uczestnicy? Owa awangarda przyszłego ZHR? Podobno kilku z nich napisało jakiś list do szefa chorągwianej szkoły instruktorskiej. Podobno, bo poza adresatem nikt tego listu nie zna i nikt o nim nie wie. Siła protestu zaiste ogromna… Kiedy przed ponad rokiem w mediach i polityce wybuchła tzw. afera stoczniowa, jednym z jej wątków było rozpatrywanie, czy CBA miało, czy nie miało nadzorować proces prywatyzacji stoczni. Ówczesny szef CBA twierdził, że działał z własnej inicjatywy i czujności, rząd ripostował, że przecież sam wydał w tej sprawie pisemne polecenie. I wówczas prezes największej opozycyjnej partii publicznie stwierdził, że rząd mógł w tej sprawie dokumenty antydatować. Przyjrzyjmy się uważnie: były premier, obecnie przywódca opozycji mający ambicję znów być premierem, publicznie oskarża demokratycznie wybrany rząd o kryminalne przestępstwo popełnione w interesie doraźnej rozgrywki. I co się dzieje? Otóż prawie nic. Jakieś wzruszenie ramion ze strony polityków rządzącej partii, parę niegłośnych drwin w mediach. Chyba tylko jedna red. Katarzyna Kolenda-Zaleska w swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” nazwała wówczas rzecz po imieniu: skandalem. Moim zdaniem groźniejszym niż owa stoczniowa afera. Mamy tu bowiem sytuację, gdy jedni politycy rzucają poważne oskarżenia ot tak, mimochodem, pokazując, że dla nich takie praktyki, to nic niezwykłego, pewnie w polityce tak się postępuje. Oskarżani właściwie przechodzą nad tym do porządku dziennego, bo… czyżby też uważali, że w polityce tak się postępuje, nawet jeśli twierdzą, że oni akurat w tym przypadku tego nie zrobili? A media, społeczeństwo też prawie nie widzą problemu – widać wszyscy już przywykli do tego, że w walce o władzę wszelkie chwyty są dozwolone, a przynajmniej już nikogo nie dziwią i nie oburzają. Powszechna atmosfera przyzwolenia na postępowanie niezgodne nie tylko ze standardami demokratycznymi ale i ze zwykłą przyzwoitością. Obie te, opisane przeze mnie sprawy, dotyczą w istocie tego samego zjawiska: stosowania przez władze niegodnych metod w zwalczaniu przeciwników oraz powszechnej bierności wobec takiego postępowania, bierności, która poprzez oportunizm prowadzi do akceptacji, do uznania, że takie postępowanie jest czymś zwyczajnym. Uczestniczyłem w ubieglym roku w zorganizowanej przez „Kuźnicę” warszawskiego ZHR dyskusji pt. „Harcerstwo w walce z komunizmem”. Opowiadano tam wiele o formach i tradycjach tej walki w dziejach harcerstwa: w II Rzeczypospolitej, w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, w okresie KIHAM i NRH, wreszcie w stanie wojennym. A ja na koniec pozwoliłem sobie na opinię, że harcerstwo wcale nie jest szczególnie antykomunistyczne. Dobre harcerstwo po prostu powinno być nonkonformistyczne. Dlatego w komunizmie będzie antykomunistyczne, w faszyzmie antyfaszystowskie, w każdym ustroju autorytarnym będzie zaś prodemokratyczne. A w demokracji? W demokracji powinno po prostu zachowywać się przyzwoicie i wychowywać ludzi, którzy nie tylko nie godzą się na niewłaściwe praktyki w życiu społecznym, ale mają odwagę – wręcz obowiązek – głośno i skutecznie przeciw nim wystąpić (o tym nonkonformizmie jako jednym z fundamentów harcerskiego wychowania pisał też niedawno w „Pobudce” Marek Kamecki – polecam). Nie wiem, która z opisanych przeze mnie spraw jest groźniejsza. Czy ta, dotycząca całego dziś dorosłego społeczeństwa i doświadczonych już polityków? Tych można jeszcze próbować tłumaczyć obciążeniem wychowania w PRL, choć mnie to nie przekonuje – wówczas też można było zachowywać się przyzwoicie, a dziś to wręcz ich publiczny obowiązek. Mnie jednak bardziej martwi zachowanie instruktorów harcerskich – mających wpływ na to, jaka będzie dzisiejsza młodzież a przyszli dorośli, kształtujący ten kraj w kolejnych latach. Górnolotnie zabrzmiało? No cóż, taka jest odpowiedzialność instruktora-wychowawcy w organizacji, która ma ambicje wychowywania najlepszej części młodzieży. Jeden z moich przyjaciół w rozmowie na temat „sprawy Jakobstaf” powiedział, że należy zrozumieć mizerną reakcję uczestników kursu, bo to pokolenie nie przywykłe do głośnych protestów, że ów dyskretny list kilku z nich, to przecież pierwszy publiczny protest w ich życiu, że trzeba zrozumieć i uszanować granice sprzeciwu, jakie sami sobie narzucili. Otóż, szanowni druhowie, ja tego nie rozumiem. Cała ta sprawa jawi mi się jako kolejna „zabawa z tygrysem” – niektórym może jest śmiesznie, większości powinno być strasznie. I dlatego w swoim własnym imieniu zwracam się do kadry kursu Jakobstaf: druhowie, jako jeden z założycieli ZHR muszę stwierdzić, że jest mi bardzo przykro. Przykro, że zostaliście tak potraktowani – przez swych przełożonych i przez swych wychowanków – w organizacji, która powstawała, by się od takich praktyk oderwać, w której miało nie być ani manipulanctwa, ani oportunizmu. Marek Frąckowiak marzec 2010 r.
Niegdyś instruktor warszawskiej „Błękitnej Czternastki”, członek KIHAM, współzałożyciel Niezależnego Ruchu Harcerskiego. Od końca lat 70-tych współpracownik wydawnictw podziemnych, w stanie wojennym szef Niezależnego Wydawnictwa Harcerskiego a następnie członek Zespołu Oświaty Niezależnej i redaktor naczelny pisma „Wielka Gra”. Jako przedstawiciel oświaty niezależnej i niezależnego harcerstwa uczestniczył w obradach „Okrągłego Stołu”. Współzałożyciel Komisji Porozumiewawczej Niezależnych Środowisk i Organizacji Harcerskich, członek Komisji Organizacyjnej ZHR i władz naczelnych ZHR. Po roku 1989 pierwszy dyrektor Fundacji „Edukacja dla Demokracji”, obecnie pracownik Izby Wydawców Prasy. Z zamiłowania wędrownik. Żona Ewa (była instruktorka toruńskiej „Czarnej Trzynastki”), dwoje dzieci (także już byłych harcerzy). Odsłon: 718
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |
||||||||||


hm. Marek Frąckowiak
hm Marek Frąckowiak
Komentarze (6)

