| cytat numeru |
|
Logowanie
| Wodzu, prowadź! |
|
hm. Jarek Błoniarz
Najlepsi przywódcy to tacy, których istnienia ludzie nie dostrzegają.
Kiedy najlepszy z przywódców skończy swą pracę, ludzie mówią: Zrobiliśmy to sami.
Wybory w ZHR w pełnym szwungu – już wybraliśmy, właśnie wybieramy lub będziemy wybierać w najbliższym czasie naszych przewodniczących, naczelników, komendantów. Sporo przy tym dyskusji, podsumowań i ocen pracy naszych dotychczasowych wodzów a także prezentacji mniej lub bardziej ambitnych planów. Z moich obserwacji wynika, że w tych naszych instruktorskich dyskusjach dominuje ogromne przywiązanie do szczegółu. Ustępujący wodzowie są pytani najczęściej o motywy konkretnych decyzji: np. dlaczego nie zaliczono służby temu czy owemu, dlaczego zamknięto taki czy inny kurs, dlaczego nie zrobiono innego kursu itepe itede. Na tak postawione pytania padają lepiej lub mniej uargumentowane odpowiedzi, w których wódz uzasadnia, że w danej sprawie on wysłał mejla, a ktoś mu nie odpowiedział w terminie, on wydał rozkaz a ktoś go nie wykonał i generalnie – sami sobie jesteście winni, bo ja się starałem, a Wy mnie nie słuchaliście. Miałem świetne pomysły, ale nikt nie przyszedł na imprezę, którą zaproponowałem. Z drugiej strony: ja im zabroniłem, bo jestem Wodzem i mam do tego mandat. Co bardziej biegli w tej szermierce (a takich nam w ZHRze niestety nie brakuje), przenosząc najgorsze wzorce z polityki i dziennikarstwa, potrafią taką wymianę ciągnąć tygodniami, miesiącami, bardzo sprawnie posługując się przy tym naszymi regulaminami, pojęciami honoru, braterstwa i służby, czy dowolnymi innymi środkami, które akurat pasują do wybranej retoryki. Oczywiste jest, że ani pytający ani odpowiadający nie mają w takiej formule najmniejszych szans przekonać się nawzajem. Często nie ze złej woli, ale po prostu – nie potrafią inaczej. Z przerażeniem obserwuję nieumiejętność niektórych wodzów w ZHR do wyjścia z narzuconej sobie roli mędrców, którzy czują się w obowiązku decydować o każdej aktywności na swoim terenie, wyrażać zgodę na każde spotkanie instruktorów, zatwierdzać każdy news na stronie. To musi być strasznie męczące tak znać się na wszystkim.
Rzecz w tym, że w harcerstwie to przywiązanie do szczegółu nie działa. Jeżeli kadencja Wodza ma się kojarzyć z awanturami o rozkazy, zatwierdzanie, zamykanie, zabranianie, pozwalanie, to choćby ów Wódz wypruwał sobie przy tym żyły - polegnie.
Ona sprawia że ludzie mają poczucie sensu i współdecydowania, jak w zacytowanym jako motto do tego artykułu powiedzeniu.
Mimo pięknego jubileuszu stulecia, harcerstwo przeżywa bardzo poważny kryzys. Jest nas coraz mniej a przede wszystkim brakuje nam instruktorów - czy to ZHP, czy harcerstwo poza Polską, Zawisza, czy wreszcie ZHR. W takiej sytuacji ostatnią rzeczą, na jaką nas stać, jest demotywowanie tych, którzy mają ochotę coś pożytecznego w organizacji robić. Dobrym Wodzem w ZHR drugiej dekady XXI wieku będzie nie ten, kto wywoła nową debatę ideową (tego mieliśmy już dość w ostatnich latach), ale ten, kto potrafi przekonać grono instruktorskie do wspólnej pracy na rzecz całego Związku. Czego sobie i ZHR życzę.
Jarek
W latach 80 i 90 związany ze środowiskiem opolskiego IV Szczepu, a po powstaniu ZHR - I Opolskiego Hufca im Szarych Szeregów. Odsłon: 688
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |
||||


hm. Jarek Błoniarz
hm Jarosław Błoniarz
Bądź pierwszym który skomentuje

