ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Formacja w praktyce - polemika Drukuj
Numer 21 - Idea

hm. Marek GajdzińskiImage

Jako członek redakcji mam przywilej czytania nadesłanych tekstów zanim jeszcze zapoznają się z nimi czytelnicy. Z tego samego tytułu mogę z nimi polemizować. Rzadko z tego przywileju korzystam, ale tym razem uznałem, że będzie to z korzyścią dla dyskursu jaki toczy się w naszym związku. Z wielkim zaciekawieniem i uwagą przeczytałem tekst ks. Marcina Wrzosa pt. „Otoczyć troską życie w ZHRze”. I nie mogłem powstrzymać się od polemiki.

Otóż, moim zdaniem tekst Marcina doskonale ilustruje istotę problemu z jakim mamy do czynienia w ZHR i który dotyczy tak zwanej formacji. Piszę o tym w tekście pt. „Formacja czy wychowanie?”. Z konieczności (redakcja zażądała tekstu krótkiego) będę musiał stosować skróty myślowe odwołujące się do postawionych wcześniej tez. Każdy kto chciałby je prawidłowo odczytać powinien wcześniej przeczytać oba teksty do czego zachęcam.

Z góry muszę uprzedzić, że łowcy sensacji nie natrafią tu na łatwy żer. Nie zamierzam bowiem z ks. Marcinem polemizować w warstwie ideowej. Nie zamierzam, bo jako chrześcijan  podzielam jego poglądy. Nie znajduję w nich nic, z czym bym się nie zgadzał.

Myślę, że ten fakt sam w sobie jest już wyrazistą ilustracją pewnego zjawiska obserwowanego przeze mnie w Organizacji Harcerzy. Usilne wmawianie instruktorom, że konflikt w ZHR polega na negowaniu przez jednych i obronie przez drugich wartości chrześcijańskich jest z gruntu fałszywe i nieuczciwe. Zupełnie nie na tym polega różnica zdań. Tak na prawdę rzecz dotyczy metodyki czyli środków oddziaływania i metod działania organizacji.    

Ks. Marcin napisał mądre kazanie. Trafnie wskazał na współczesne zagrożenia życia przyrodniczego  i życia człowieka (fizycznego, psychicznego i duchowego). Takie kazanie na pewno jest elementem formacji duchowej. Gdyby ks. Marcin był wyłącznie księdzem i kierował swoje zabiegi formacyjne w stronę swoich parafian, to można by uznać, że prawidłowo zareagował na wytyczne hierarchów, jakie bez wątpienia towarzyszą listowi Episkopatu. Ale ksiądz Marcin jest także instruktorem harcerskim i swoje zabiegi adresuje do środowisk harcerskich. Problem polega na tym, że od instruktora harcerskiego trzeba wymagać czego innego niż od proboszcza. Aż strach to powiedzieć. W pewnym sensie trzeba wymagać więcej. W harcerstwie kazania nie wystarczą. I nie chodzi o to aby rozbudowywać to kazanie do poziomu kilkudniowych rekolekcji. Skuteczność wychowawcza zabiegów opartych na przekazie werbalnym jest w harcerstwie prawie żadna. Tego typu formy oddziaływania bezpośredniego nie są i nigdy nie były domeną metody harcerskiej – z prostego powodu – młodzież tego nie kupuje.  Harcerstwo opiera swoją skuteczność wychowawczą na tym, że stosuje metodę pośrednią. Wychowujemy poprzez różnego rodzaju środki oddziaływania: przykład, konkretne działania oraz stawianie harcerek i harcerzy w sytuacjach, które tworzą warunki do sprawdzenia się, do dokonywania trafnych wyborów i do samodzielnej refleksji. 

Odpowiedź na pytanie „Jak otoczyć troską życie w ZHR-rze?” pozostawia we mnie, w instruktorze harcerskim spory niedosyt. Ks. Marcin namawia nas by na zbiórkach i biwakach mówić o zagrożeniach, organizować spotkania ze specjalistami, ukazywać tragiczne następstwa, przekonywać, zwracać uwagę, podkreślać, przypominać, zachęcać do lektury, przestrzegać przed grzechem, pomagać w rachunku sumienia, modlić się samodzielnie i wspólnie.

No cóż, może to jest dobry program dla kółka różańcowego (z całym szacunkiem dla kółek różańcowych) ale chyba nie dla harcerzy. Nie zmieni tego tych kilka banalnych stwierdzeń, że warto organizować obozy puszczańskie, uprawiać sport i rozwijać zainteresowania. To harcerze robią od zawsze i dzięki temu osiągamy wielorakie i wielopłaszczyznowe efekty wychowawcze, nie tylko te  na jakie autor chce zwrócić naszą uwagę. Wiem, że druh Marcin ma dobre intencje. Jednak ja bym oczekiwał czegoś więcej, czegoś co odpowiada charakterowi działalności wychowawczej harcerstwa. Wiem jaki wzbudzę odzew, więc już sam dopowiadam: nie mam nic przeciwko modlitwie, wierzę w jej skuteczność. Zakładam też, że każdy harcerz w swoim parafialnym kościele chętnie i z uwagą wysłucha kazania. Jednak na zbiórce oczekuje czegoś innego.

ImageWracam do refleksji natury ogólnej. Mam nieodparte  wrażenie, że ten kierunek działań formacyjnych to droga na skróty. Pójście na łatwiznę, która prowadzi do efektów wyłącznie pozornych. Na tym właśnie w większość kończą się propozycje oddziaływań formacyjnych. Napominanie, pogawędki, kazania i lektury. Dlatego młodzież omija ZHR szerokim łukiem i dlatego z roku na rok stajemy się organizacją coraz bardziej niszową. Jeśli tego nie przezwyciężymy już wkrótce nie będzie do kogo mówić i kogo napominać. Pozostanie nam wyłącznie modlitwa.

Nie twierdzę, że programy harcerskie mają abstrahować od zjawisk takich jak aborcja, eutanazja czy metoda in vitro. Bardzo bym chciał, żeby ktoś pokazał jak kształtować stosunek harcerzy do tych problemów. Ale w sposób harcerski czyli taki, który odniesie realny skutek wychowawczy. To jednak wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Problem w tym, że nie widzę na horyzoncie gotowości do podjęcia takiego wysiłku.

 hm. Marek Gajdziński, Mazowiecka Chorągiew Harcerzy ZHR


Odsłon: 3463

  Komentarze (5)
RSS komentarzy
 1 Zawsze dobrze jest rozmawiać
Dodane przez Marcin, w dniu - 10-04-2009 07:26
Dziękuję bardzo za tyle ciepłych słów od druha Marka, muszę przyznać, że polemika nie była potrzebna, gdyż mamy wspólne pomysły na harcerstwo, a to bardzo cieszy. Pozwolę sobie dalej pisać po prostu Marek. Tu na Madagaskarze skauci z plemienia betsimisaraka nazywają mnie hendry baobaka (czyt. endżi baubaka), co znaczy roztropny baobab. Piszę to po to, aby pokazać, że puszczaństwo nie jest dla mnie czymś obcym, a bycie co roku jakieś 50 dni na obozach, biwakach, zlotach - razem wziętych, jest dla mnie czymś normalnym, co nie znaczy, że lubianym przez przełożonych zakonnych. Jednak dzięki nim to się udaje. Opisałem już to dwa razy na łamach Pobudki (Łatwiej zostać jest lotnikiem niż prawdziwym katolikiem, rzecz o Bogu na obozie; Jak z księdza zrobiono /robi się/ harcerza - wojna światów). 
 
Dziękuję za słowa o dobrym kazaniu, choć mimo wszystko uważam, że to był artykuł, kazania pisze się trochę inaczej. Bardzo cieszę się, że jako chrześcijanie, katolicy mamy taki sam system wartości, z którym tu nie polemizowałeś. Lepiej nie ująłbym tego, że od kapelana harcerskiego wymaga się więcej. I bardzo dobrze, bo który ksiądz będzie mieszkał w lesie, biegał z harcerkami, harcerzami, skakał ze spadochronu, zjeżdżał na linie, zasiadał do ogniska?  może misjonarz. Innymi słowy kapelan harcerski, to lepsza odmiana księdza. Przypomina mi się oblacka anegdota (z mojego zakonu), gdzie w jednej z encyklopedii przedwojennych w Rosji, oblata zdefiniowano jako gorszą odmianę Jezuity. Także uważam, ze harcerstwo nie jest oderwane od świata, że nie może zamykać oczy na to co jest obok. 
 
Martwi mnie jedynie to, że polemika dotyczy formowania, do którego ja zdążam, wg Marka, a nie do wychowania. W swoim tekście ani razu nie użyłem słowa formacja za to dwa razy wychowanie. Wychowanie religijne jest także częścią wychowania harcerskiego, o którym nie możemy zapominać. I w owym wychowaniu, jako chrześcijanie, katolicy, po za kilkoma wyjątkami, także powinniśmy czerpać z tego, czego oczekują od nas nasi pasterze. Metody które sięgamy, aby to urzeczywistnić, są różnymi, także pośrednimi np. będąc w lesie z harcerzami, ucząc tego, aby go szanowali, otaczamy także troską życie. Cenię mocno naszych instruktorów ich inteligencje, obraziłbym ich dając gotowe recepty na to, aby dobrze wychowywać tu w kontekście religijnym, podałem kilka wśród nich: puszczańskie obozy, ogniska, kuźnice, gry harcerskie, napisałem także: pokażmy, że są ważniejsze, ciekawsze, pożyteczniejsze zajęcia od buszowania po internecie, czy kanałach telewizyjnych. Ilu instruktorów, tyle pomysłów i bardzo dobrze, a wielu z nich potrafi rozróżnić formacje oazową, od wychowania harcerskiego. Jak widać metody które zaproponowałem są iście harcerskie, a nie oazowo  różańcowe. W związku z tym mam niedosyt, że mój polemista nie zachciał wgłębić się w mój tekst, a do swojej tezy jaką założył, próbował dopasować artykuł mego autorstwa. Każdy czytelnik uważnie czytający mój artykuł musi to stwierdzić. 
 
Mam nadzieję, w kontekście rozważań o nowomowie harcerskiej, że także uwadze instruktorów nie uszła zamiana coraz częstsza wyrażenia: wychowanie instruktorskie, czy wychowanie na instruktora, słowem kształcenie. Przecież wychowanie to nie to samo co kształcenie, a nawet bym powiedział, że kształcenie jako dawanie pewnej wiedzy i narzędzi jest tylko częścią wychowania, które jest pojęciem szerszym itd. itd. 
 
Do zobaczenia na harcerskim szlaku. Hendry baobaka 
null
 2 Nie obrazisz mojej inteligencji
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 10-04-2009 09:12
Marcinie, 
Bardzo dziękuję, że odezwałeś się z tak daleka. Znam Twoje dokonania instruktorskie ich nie kwestionuję. Gdzie mi tam, równać się z Tobą w praktykowaniu puszczaństwa. Siedzę na 10 piętrze wieżowca i jedyne co mogę podziwiać to rozległa panorama Warszawy, którą przecież nie Stwórca stworzył, tylko człowiek, więc gdzie jej tam do doskonałości baobabu. 
 
Nie polemizowałem z całym twoim dorobkiem instruktorskim, tylko z konkretnym tekstem, który wyraźnie składa się z dwóch części ideowej, która nie budzi we mnie żadnych wątpliwości i metodycznej, która pozostawiła spory niedosyt. O tym niedosycie napisałem.  
 
Myślę, że Twoje obawy są nieuzasadnione. Mnie byś na pewno nie obraził gdyś mi podpowiedział jakieś konkretne harcerskie pomysły na uwrażliwienie harcerzy na te problemy i zjawiska o których piszesz. Wydaje mi się, że mam spore doświadczenie metodyczne, ale uwierz mi nie wiem jak w zuchowy i harcerski sposób ująć problematykę in vitro, aborcji i eutanazji. Może mam zbyt wygórowane mniemanie o swojej wiedzy metodycznej (niech mi to zostanie wybaczone) ale sądzę, że skoro ja tego nie wiem, to zapewne również nie wie część mniej ode mnie doświadczonych drużynowych. W ich imieniu (to znaczy tej części z nich, którzy nie w wiedzą) dopominam się o konkretne porady. 
 
Bo o tym, że zuchy i harcerze powinni poznawać przyrodę i poprzez studiowanie Dzieła Stwórcy poznawać Go i zbliżać się do Niego, wiem ja i prawdopodobnie wie to każdy drużynowy. Skauting i harcerstwo wypracowało przez lata wielki arsenał środków oddziaływania, narzędzi, form pracy, które przybliżają nas do tego celu. Ja nie o to pytam. To każdy instruktor wie (mam nadzieję) bo to jest PODSTAWA SKAUTINGU. Ja pytam o te konkretne problemy jakie poruszyłeś.  
 
Zresztą pytam nie tylko od Ciebie. I martwi mnie, bo nie uzyskuje żadnych odpowiedzi. Dlatego pozwoliłem sobie uogólnić wnioski i odnieść je do problemu formacji jaki opisuję w tym samym numerze naszego pisma. Widzę w tym skrzywienie ZHR. Obserwuję np. kursy instruktorskie, gdzie robi się instruktorom obszerne wykłady z udziałem zaproszonych specjalistów na te tematy, nie dając przy tym żadnych recept jak to przetransponować na język wychowania zuchowego i harcerskiego. W rezultacie instruktorzy powielają otrzymane wzorce organizując dla swoich harcerzy prelekcje z udziałem zaproszonych specjalistów ( a częściej sami to próbują robić) albo co najczęstsze uznają, że nie ma co sobie głowy zawracać skoro nie wiedzą jak to ugryźć po harcersku. 
 
Łatwo jest wywołać i rozebrać na czynniki temat in vitro na zebraniu kółka różańcowego czy oddziału jakiejś partii politycznej. Ale w gromadzie zuchowej? W drużynie harcerskiej? 
Tak więc cała ta akcja zaczyna się i kończy na przekazie werbalnym, który w harcerstwie nie znaczy zupełnie nic. Jest to więc nic innego jak gra pozorów. Ktoś tam może zameldować swoim przełożonym w zakonie takim jak Twój czy zakonach świeckich do których tak chętnie formatorzy przystępują, że zdanie zostało wykonane i że w ZHR poruszona została problematyka ochrony życia. Niestety to jest fikcja, która wygląda ładnie tylko w sprawozdaniach. 
Marek
 3 Kształcenie instruktorów
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 10-04-2009 09:29
Marcinie, 
Chciałbym się odnieść do wywołanego przez Ciebie terminu kształcenie instruktorów. I znów uogólnię, bo nie ty jeden okazujesz zdziwienie. Wiem skąd to się bierze. W procesie kształcenia jaki dokonuje się w OHy mówi się już tylko o formacji instruktorów, a ostatnio o wychowywaniu wychowawców. Termin kształcenie został wyrzucony do śmietnika i funkcjonuje jeszcze tylko dlatego, że używa go grupa instruktorów, która pamięta jeszcze tradycyjne harcerstwo i ci młodsi którym udało się tę tradycyjną wizję harcerstwa zaszczepić. Obserwuję do bardzo dokładnie w Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy gdzie jak wiesz od kilku lat zajmuję się kształceniem instruktorów.  
 
Pewnie cię to zdziwi ale właśnie termin kształcenie instruktorów był powszechnie używany w przedwojennym harcerstwie i w KIHAMie. KIHAM poświęcił masę swojej energii na przywrócenie tradycyjnej harcerskiej terminologii. I to się wtedy udało.  
 
Niestety, tak jak dawnej komuna, tak teraz endecja niszczy tradycyjną terminologię harcerstwa bo zamierza wykorzystać harcerstwo do zupełnie innych celów niż te dla jakich zostało powołane. Tworzy swoją nowomowę. Twoje zdziwienie (w końcu nie szeregowego instruktora) jest tego najlepszym dowodem. I nie robię ci z tego zarzutu. Przeszedłeś przez młyny formacji realizowanej przez GKHy i tak zostałeś uformowany. Jedyne co w tej chwili odczuwam to głębokie współczucie dla Ciebie i dla innych, którym odebrano możliwość przeżycia prawdziwego harcerstwa i poznania czym ono jest w istocie. Z tym, że to jeszcze można naprawić. I to jest w tym optymistyczne. Zacznijmy od zdemaskowania nowomowy.  
 
Otóż termin kształcenie nie jest jej elementem. Wręcz przeciwnie! Jest on składnikiem tradycyjnego języka harcerskiego, który nowowmowa usiłuje zniszczyć w bardzo konkretnym celu. Jakim? Piszę o tym w swoim tekście.  
 
Istnieje bardzo konkretne uzasadnienie dlaczego proces kształcenia instruktorów nazywa się właśnie kształceniem a nie szkoleniem (pojecie jeszcze węższe) czy formacją czy też wychowaniem. Nie będę go tu przytaczał, bo rozmiar tego uzasadnienia wykracza poza dopuszczalne ramy komentarza. Obiecuje, że zrobię to w oddzielnym tekście, gdy przewodnim tematem Pobudki będzie kształcenie instruktorów. Niecierpliwych odsyłam do historycznych wydawnictw KIHAMu, np. do Bratniego Słowa. 
 
Marcinie pozwól że wrócimy do dyskusji po Świętach. Chciałbym się teraz skoncentrować na przeżyciu męki i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Przy okazji Tobie i wszystkim instruktorom OHy ZHR, życzę aby ukrzyżowane w naszej organizacji Harcerstwo także zmartwychwstało. Ja wierzę, że się odrodzi! Życzyłbym sobie tylko by nastąpiło to jak najszybciej. Żebyśmy przestali tracić czas. Dość już go straciliśmy. Tobie Marcinie specjalnie życzę abyś miał szansę mieć udział w tym odrodzeniu.  
 
Czuwaj! 
Gdy tłum będzie wrzeszczał - Ukrzyżować Go! Czuwajmy! Bądźmy gotowi się temu czynnie przeciwstawić. Nawet za trudną do zaakceptowania cenę. 
Marek
 4 Dzięki za Twoje słowa
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 11-04-2009 11:20
Marku, podajmy sobie dłonie. Także uważam tak jak Ty, trzeba szukać tych dróg dotarcia, harcerskich dróg i tu się zgodzimy. Także pewnie i z tym, że nie koniecznie o in  vitro, aborcji, czy eutanazji trzeba mówić zuchom (tego nie postulowałem), ale trochę starszym harcerzom, wędrownikom czy instruktorom, którzy są już do tego dojrzalsi i do gotowi do rzetelnego poszukiwania odpowiedzi na te problemy. 
 
Co do terminu kształcenie, bo do niego nawiązywaliśmy, to podejrzewam, że trzeba by było kiedyś usiąść nam do ogniska i zdefiniować sobie te słowa. Być może chodzi nam o to samo, tylko inaczej to nazywamy. Dla niektórych osób kształcenie wiąże się z nabywaniem wiedzy jak w szkole, a wychowywanie z czymś szerszym, czego składnikiem ważnym jest nabywanie wiedzy. Podejrzewam, że znów chodzi nam o to samo, bo wiemy, że przecież nie chodzi nam tylko o to, aby ktoś nabrał wiedzy, ale także rozwijał swoją osobowość, kulturę, duchowość itp. 
 
 
Dziękuję za piękne życzenia skierowane do nas wszystkich, aby jak piszesz Zmartwychwstał ZHR, jednak wpierw potrzeba abyśmy my zmartwychwstali z naszych grzechów i słabości razem z Chrystusem.
 5 Podajmy sobie dłonie!
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 17-04-2009 21:22
Tak jest! Podajmy sobie dłonie. Przekonujmy się, spierajmy się ale szukajmy tego co nas łączy, a nie dzieli. Twórzmy ZHR, w którym będzie miejsce dla nas obu i dla wielu jeszcze innych, bardziej od nas dziwnych facetów. Reagujmy stanowczo gdy ktoś głosi, że Harcerstwo tworzone w ZHR musi się zmienić wedle jego planów i że część instruktorów będzie musiała z tego powodu odejść z organizacji  szczególnie ci którzy ją tworzyli. To by była śmierć Harcerstwa. Pracujmy dla jego odrodzenia!

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team