ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Nie każda droga prowadzi do celu Drukuj
Numer 21 - Temat numeru
Imagehm. Marek Kamecki

„Jeżeli rybak założy na haczyk przynętę, którą on sam uważa za smaczną, na pewno nie uda mu się złowić wiele, a w każdym razie nie złowi „ostrożnych” gatunków ryb. Dlatego więc używa na przynętę tego co lubią ryby.” 
(Bi-Pi, „Wskazówki dla skautmistrzów”, Warszawa 1991, s. 24)

Nie każda droga prowadzi do celu – często ta najłatwiejsza okazuje się najgorszą. Wiadomo: „Kto ścieżki prostuje – ten w domu nie nocuje”. Cel naszego Ruchu jest powszechnie znany – ideał, do którego dążymy zapisany jest w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim. 

„Nie tyle chodzi o to, abyśmy osiągnęli nasze najwyższe ideały, lecz o to, aby były one naprawdę wysokie.”
 (Bi-Pi, „Wskazówki dla skautmistrzów”, Warszawa 1991, s. 43)

Cele są szczytne – jednak siłą skautingu okazała się  jego skuteczność wynikająca nie tyle z głoszonych zasad – wszak nie są nowe – ile z zastosowanej metody.

Od pokoleń społeczeństwa dumały nad tym jak wychować młode pokolenia i wiele pięknych i okrutnych rzeczy popełniono na tej drodze. Harcerstwo należy do tych pięknych, dlatego walczymy o jego czystość i „harcerskość”, bo zepsuć je łatwo.Oczywiście można pracować z młodzieżą w różny sposób i mamy to szczęście, że żyjemy w wolnym kraju, gdzie każdy może próbować sił w tej materii na swój sposób. My, harcerze, szczycimy się jednak tym, że potrafimy to robić niewielkimi środkami, ale za to bardzo skutecznie. Właśnie dzięki naszej tradycyjnej metodzie.
 
Sprytny Generał zauważył, że do chłopców będących w trudnym wieku (gdy rodzice zaczynają tracić decydujący wpływ na  ich postawę) nie przemawia ani perswazja słowna, ani eskalacja represji mająca wymusić pożądane zachowania. Przez wieki więc na przemian tłuczono chłopców i prawiono im kazania, ale nie dawało to efektu. Geniusz Bi-Pi polegał na tym, że pokazał jak POPRZEZ tworzenie prostych sytuacji można wpływać nie tylko na bieżące zachowania, ale także na długofalowy proces wychowania. 

Skuteczność harcerstwa stała się jednak w pewnym sensie jego zmorą. Od zarania naszego Ruchu pojawiali się, najczęściej pełni dobrych intencji, wychowawcy, którzy traktowali harcerstwo bez zrozumienia – uznając je bądź za wojsko dla dzieci, bądź za klub sportowy, bądź też jako organizację religijną. Harcerstwo jest jednak każdą z tych rzeczy po trochu nie będąc żadną z nich.
Harcerstwo jest harcerstwem. 

„(…) drużynowy nie może być ani profesorem, ani oficerem, ani katechetą, ani specjalistą, fachowcem. (…) musi być starszym bratem dla swoich chłopców, to znaczy ma patrzeć na świat z ich punktu widzenia.”
(Bi-Pi, „Wskazówki dla skautmistrzów”, Warszawa 1991, s. 10)

Jego atrakcyjność  powodowała też, że wielokrotnie próbowano użyć je do realizacji innych, poza wychowawczych celów i zawsze pociągało to za sobą  zamieszanie i upadek. Tak było w latach 60-tych ubiegłego wieku gdy środowisko Walterowców rewolucjonizowało ZHP na czerwono, tak było gdy pod szyldem harcerskim tworzono w latach 70-tych Harcerską Służbę Polsce Socjalistycznej. Z podobną sytuacją mamy obecnie do czynienia w ZHR, gdy tradycyjne zasady ideowe i metodyczne chce się zastąpić nowymi ideami i nowymi metodami.
 
Nie może więc dziwić, że budzi to opór ludzi, którzy dużą część swojego życia poświęcili na walkę o prawdziwe, tradycyjne harcerstwo. Nie jest to jednak jedynie postawa bezrefleksyjnie zachowawcza. Za utrzymaniem harcerstwa w ZHR przemawiają nie tylko argumenty historyczne – jak mówił na Zlocie Jubileuszowym w Krakowie  dh. „Orsza”  - „…sprawdziło się…”, ale w równej mierze powody merytoryczne. Jeżeli mienimy się organizacją harcerską to róbmy harcerstwo, a nie jakąś organizację formacji religijno – defiladowej.

Przesuwanie  akcentów na osiąganie celów przede wszystkim religijnych i to raczej w sferze deklaratywnej,  powoduje wiele negatywnych zjawisk.Co więcej wcale nie służy pogłębianiu wiary, ale daje efekty wręcz przeciwne. Buduje wszak religijność zewnętrzną nakierowaną na demonstrację poglądów, a nie na głęboko umiejscowioną, osobistą więż z Bogiem. Wychowanie religijne wyprowadzające zainteresowanie wiarą z kontemplacji natury i poparte przykładem drużynowego, nie jest być może, czymś czym  można  się afiszować na każdym kroku, ale daje za to mocne fundamenty wiary. Chrześcijaństwo jest religią drogi – wszyscy uczniowie Jezusa podążają za Nim w poszukiwaniu Ojca i jeżeli ktoś stanął i twierdzi, że już nie musi iść bo znalazł, to najprawdopodobniej zjechał na parking…  a Jezus poszedł dalej.
 
ImageWymuszanie na harcerzach i instruktorach za pomocą regulaminów ciągłego religijnego określania się  powoduje, że ludzie zamykają się na  Boga, albo co gorsza, przyjmują postawę cynicznego i instrumentalnego wykorzystywania wiary. Nie dość, że w ten sposób wypacza się harcerstwo to niestety jeszcze niszczy się w młodzieży podstawy chrześcijaństwa.

„Jeżeli takiemu młodzieńcowi wstępującemu w nasze
szeregi pokażemy szczytne ideały nasze,  nałożymy przy tym na niego 
obowiązek postępowania według pewnych wytycznych ideowych (Przyrzeczenie i Prawo Harcerskie), a nie damy mu możliwości nabierania sił w naszym Ruchu i przez kształtowanie swojej osobowości zbliżania się do
doskonałości opowiedzianej ideałami - popełnimy względem tej jednostki
zwyczajne oszustwo. Pokazujemy szczyty, a nie dajemy środków ani
sposobów dostania się na nie. (…)
Stawianie przed chłopcem ostrych reguł i przepisów z obowiązkiem surowego
przestrzegania, a nie dawanie mu możności nabierania sił, patrzenie
przez palce na to, gdy harcerz te przepisy obchodzi i do obchodzenia
nawyka -  jest potworną zbrodnią na takiej jednostce, która zostawiona samej
sobie, urobiłaby się w życiu, a nie postradała marzeń o ideale.”
(Leopold Ungehauer, Próby Wodzów, Warszawa 1998, s. 17)

Nacisk na religijne efekciarstwo, które bije w oczy ze wszystkich regulaminów powoduje również fatalne skutki dla środowiska instruktorskiego. Komisje Instruktorskie w większym stopniu zaczęły się interesować szczegółami życia intymnego kandydatów na instruktorów niż ich sprawnością wychowawczą – także w sferze ideowej.  Skuteczność wychowawcza i postawa zeszły na dalszy plan. Regulamin stopni zawiera tak wiele punktów uznaniowych, że zawsze można nie uznać „kwalifikacji ideowych” kandydata. Można też uznać. I na tym polega ta zabawa.

Chłopiec przychodzi do nas z entuzjazmem, z dobrą wiarą, z tęsknotami
młodości, które są przecież najpiękniejszą i najcenniejszą kartą jego
życia -  odchodzi złamany, zniechęcony nie tylko do harcerstwa, ale w 
ogóle do jakichkolwiek nastawień ideowych. Stokroć lepiej było dla niego
wejść  do innej organizacji, gdzie ideały nie byłyby tak niedosiężne jak
nasze, nie mające wielkich pretensji wychowawczych.”
(Leopold Ungehauer, Próby Wodzów, Warszawa 1998, s. 17)

Wymagania na  stopnie  instruktorskie przypominają regulamin seminarium duchownego, a stopnie harcerskie zwane powszechnie „Zielonym Straszydłem” są nieuporządkowanym zbiorem pobożnych życzeń jakiegoś katechety-amatora nie mającego bladego pojęcia o psychologii rozwojowej dziecka, ani o metodzie harcerskiej. Być może intencją autorów (i tu panują rozbieżne opinie) była ewangelizacja młodzieży, ale mam złą wiadomość – model pracy zawarty w tych regulaminach jest NAJGORSZĄ drogą do osiągnięcia tego celu. Jeżeli ktoś chciałby osiągnąć dobre efekty w pracy ewangelizacyjnej to powinien wzorować się choćby na systemie „Ruchu Światło Życie” ks. Blachnickiego, który większość swoich metod zaczerpnął… z harcerstwa. Twórca Oaz również zauważył, że do młodych dusz przemawia przyroda, życie we wspólnocie i stawianie wymagań. Nie dostrzegli tego jednak instruktorzy wymyślający w ZHR „nowe” harcerstwo.

Zmiana akcentów w celach tradycyjnego  harcerstwa prowadzi do skutków odwrotnych do zamierzonych czego przykładem jest brak ducha  braterstwa w korpusie instruktorskim i panujące  metody dyskusji, czy może raczej unikania dyskusji na rzecz działań Imagebiurokratycznych.  Atmosfera chrześcijańskiego „do bólu” ZHR AD 2009 jest koszmarem w porównaniu z relacjami międzyludzkimi panującymi w niezależnym harcerstwie lat 80-tych tworzonym przez  instruktorów, z których wielu było osobami  niewierzącymi.
 
Ewangeliczne nazwanie chrześcijan jako tych, którzy się miłują nie bardzo pasuje do tego z czym spotykamy się na co dzień w organizacji. Może trzeba przemyśleć swój katolicyzm i przestać używać religii do tworzenia fasadowej fikcji. Jeżeli położenie nacisku na chrześcijaństwo ma dawać takie efekty to coś jest nie tak z rybakami, bo chrześcijaństwo to raczej jest OK.

Przechył ideowy powoduje także porzucenie koncepcji wychowania harmonijnego. Klasycznym przykładem tego zjawiska jest  harcmistrz inicjujący na spotkaniu instruktorskim cały szereg modlitw i  noszący 20-kilową nadwagę.
 
„Ciele zdechło – zdechł i duch. 
Ducha wszak zastąpił brzuch.”
 
Nie będę przypominał, ze harcerstwo przez sto lat swojego istnienia propagowało wzorzec tężyzny fizycznej i wysportowania ponadprzeciętnego. Nie ma tu miejsca na przypominanie osiągnięć naszego ruchu w popularyzowaniu wielu sportów, krzewieniu ideału tężyzny fizycznej czy po prostu propagowaniu zdrowego stylu życia i umiłowania przyrody. Nie chcę myśleć jak wyglądałby test sprawności fizycznej  przeprowadzony wśród harcmistrzów podczas Zlotu XX-lecia. A może by spróbować?

Czy wrażliwość artystyczna znajduje chociaż minimalne zainteresowanie u liderów organizacji? Sądząc po undergrandowym charakterze festiwali piosenki czy absolutnym braku jakichkolwiek działań w  sferze plastycznej czy fotograficznej to raczej kiepsko. Pustynia wydawnicza jaka panuje w Związku jest również przejawem wyjałowienia programowego będącego efektem porzucenia wychowania pełnego na rzecz nachalnie i nieudolnie prowadzonej indoktrynacji religijnej.

I tak by można…

Jeżeli ktoś poważnie traktuje wychowanie religijne w ZHR to nigdy nie powinien tworzyć takiej atmosfery i takich rozwiązań systemowych jakie od kilku lat zalewają Związek.Jeżeli ktoś rozumie harcerstwo to wie, że jest to ruch samowychowawczy nastawiony na harmonijny rozwój młodego człowieka. To bardzo ambitne zadanie i dlatego wymaga subtelności metod i delikatności, a nie biurokratycznej mentalności inkwizytorów.

Prawie sto lat temu pewien lwowski student z płonącymi oczyma czytał podręcznik nieznanego na ziemiach polskich angielskiego generała i dojrzał niezwykłą szansę stworzenia  ruchu wychowawczego skupiającego w sobie wszystkie elementy rozwoju młodego człowieka. Student ten był oficerem tajnej organizacji niepodległościowej, Imagetrenerem sportowym, liderem elitarnego stowarzyszenia religijnego. Skupione w jego osobie różne nurty ideowe zaowocowały polskim harcerstwem, … które się sprawdziło. 
I po co to zmieniać?

hm. Marek Kamecki, Dolnośląska Chorągiew Harcerzy ZHR







 


Odsłon: 4151

  Komentarze (4)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Szymon Pańczyk, w dniu - 09-04-2009 09:40
"Umiłowanie idei lepiej wcieli ją w życie niż nawet najokrutniejsze regulaminy" - A. Małkowski
 2 Po co zmieniać?
Dodane przez Kohub, w dniu - 17-04-2009 13:33
"Prawie sto lat temu pewien lwowski student z płonącymi oczyma czytał podręcznik nieznanego na ziemiach polskich angielskiego generała i dojrzał niezwykłą szansę stworzenia ruchu wychowawczego skupiającego w sobie wszystkie elementy rozwoju młodego człowieka. Student ten był oficerem tajnej organizacji niepodległościowej, trenerem sportowym, liderem elitarnego stowarzyszenia religijnego. Skupione w jego osobie różne nurty ideowe zaowocowały polskim harcerstwem, & które się sprawdziło.  
I po co to zmieniać?"- pyta retorycznie Kamec. Proste: bo nie ma już takich studentów, ani nawet Lwowa w polskich granicach. 
A tak na serio, rzecz właśnie w braku wodzów. Oczywiście generałów mamy w ZHR na pęczki, tylko że szkoleniem rekrutów nie zajmują się generałowie, tylko fachowcy-podoficerowie. Piszę jak być powinno. W praktyce rozliczne regulaminy sprawiają że regułą jest drużynowy starszy od rodziców swoich harcerzy, który na drzewo już nie wejdzie, mentalności swoich wychowanków nie czuje, a ich problemy są dla niego równie odległe jak niegdysiejsza sprawność fizyczna. Jego działalność wychowawcza (tak, to jest działalność, misja, powołanie - nie żadna tam partanina niedouczonego smarkacza)również w dziedzinie poznawania Boga, naznaczona jest piętnem wieloletnich własnych doświadczeń, których nie mają nastolatkowie. Taki człowiek również w swej drodze do Boga, o której piszesz, jest już tak bardzo oddalony, że go harcerze z za licznych zakrętów nie widzą. Ich problemy etyczne, czasem zagubienie, chwilowy kryzys wiary, odbierane są przez "wychowawcę" nie jako naturalny proces dojrzewania zachodzący w duszy młodego człowieka, tylko jako głupota smarkacza, którą trzeba naprostować choćby kijem. 
I to właśnie trzeba zmienić! Podmiotem wychowania w ZHR ma być nastoletni harcerz, nie podtatusiały instruktor. Oczywiście rzecz nie w metryce, lecz mentalności. Bardzo często świetny kontakt z młodym człowiekiem nawiązuje czterdziestolatek, natomiast student z wyżyn swej świeżej wiedzy potrafi tylko pouczać. No i karać. Jeden powinien być zapis obowiązkowy w każdym regulaminie każdego stopnia instruktorskiego: "rozumie i odczuwa jak własne problemy swoich wychowanków". A reszta to kosmetyka i niezbędna zgodność z państwowymi przepisami przeciwpożarowymi...
 3 PS
Dodane przez Kohub, w dniu - 17-04-2009 13:41
Jezus, Maria, gdzie i przez kogo stopnie harcerskie nazywane są "Zielonym Straszydłem"? Czy ci, którzy tak mówią, czytali "Straszydło"? Chyba zaraz zejdę. Na serce, albo inny organ! 
KOHUB
 4 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 19-05-2009 17:56
Wot i prawda, prawda i wot, jak mawiają Rosjanie. 
Kiedy ja, dziesięcioletnią dziewczynką będąc przyszłam do drużyny powitała mnie sroga, ponadczterdziestoletnia, druhna drużynowa. I wprawdzie organizatorką była bezbłędną, nie można powiedzieć że nie- to jednak nas, 10- 13 letnich dziewczynek nie rozumiała za grosz. Do tego pierwszej sprawności też nie była, za to zdecydowanie pierwszej pobożności. Wiele dziewcząt uciekło, znudzonych zbiórkami "siedzącymi" i wiecznym przebywaniem w kościele/na próbie do wystąpienia w kościele. Te, które wytrwały nie dały się potem złamać ani despotycznej oboźnej, ani chamowatemu druhowi, który im dokuczał: ale czy to na pewno jest dobra droga do hartu ducha: użeranie się zze zbyt odległą (pokoleniowo, fizycznie i duchowo, i tak dalej...)drużynową? No chyba nie... 
Świetny tekst, dziękuję Autorowi:)

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team