ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Ocenianie kształtujące Drukuj

phm. Agnieszka Leśny

ImageKoszmar kapituły

W ZHR dużo oceniamy. Mój ulubiony obrazek: na kapitułę stopnia przychodzi zestresowana harcerka. Często nie zna osób zasiadających w kapitule. Przedstawia swoją próbę, pokazuje zdjęcia, jakieś papiery. Obok opiekunka (choć czasem nie dociera, albo spóźnia się). Druhny z kapituły zadają różne pytania – nigdy tak naprawdę nie wiadomo jakie.
Następnie harcerka wypraszana jest za drzwi. Wtedy kapituła „tak naprawdę” może porozmawiać o kandydatce i podjąć decyzję czy zamknąć jej stopień czy nie. Jej zachowanie, próba, przyniesione materiały zostają poddane ocenie. Tak samo wyglądają niektóre spotkania komisji instruktorskiej. Dla mnie taka scenka to zaprzeczenie konstruktywnej oceny, oceny która uczy i coś daje!

Zasadność oceniania

Dlaczego w ogóle oceniamy innych? Kto lub co dało nam prawo do decydowania czy ktoś jest wystarczająco ideowy, żeby zostać instruktorem albo wystarczająco dobrze argumentuje, żeby mieć stopień Harcerza Orlego? Podstawą prawa do oceny w tej sytuacji jest zgoda samego harcerza na poddanie się naszej ocenie (przecież nie musi zdobywać stopni), fakt, że my przeszliśmy podobną drogę i sami posiadamy wiedzę, postawę oraz umiejętności których wymagamy od innych oraz fakt, że naszą intencją jest to co w harcerstwie podstawowe: dobro harcerza. Nasza ocena jest składnikiem procesu wychowawczego, który zachodzi w grupie harcerskiej.

Ocenianie w harcerstwie nie powinno sprowadzać się do sądu nad harcerką czy harcerzem – a niestety opisywana przeze mnie scenka takim sądem jest. Ja sama, nie raz, stawałam przed takim „sądem” i prawie zawsze było to nieprzyjemne doświadczenie. Przez ewidentne błędy w systemie stopni harcerskich i instruktorskich nie wierzyłam, że kapitule czy komisji zależy na moim dobru. Myślę, że do tej pory część naszych podopiecznych uważa to za pusty frazes. Forma w jakiej odbywa się harcerska ocena wprost zaprzecza postulatowi aby oceniano nas po partnersku, sprawiedliwie. Prawie zawsze czułam, że staję przed sądem, którego intencje nie są dla mnie jasne. Nie wiedziałam o co będą mnie pytać i jak mam się przygotować. Nadzieje pokładałam w opiekunce – jedynej pozytywnej postaci w tej całej historii. Możliwe, że tak dzieje się jedynie w dużych chorągwiach, ponieważ w mniejszych wszyscy się doskonale znają i nie ma atmosfery sali sądowej. Jednak, nawet jeśli problem dotyczy tylko największych – warto mu się przyjrzeć ponieważ największe chorągwie stanowią połowę naszej organizacji.

Po co oceniamy?

Zastanawialiście się kiedyś czemu w harcerstwie w ogóle oceniamy innych? Nie po to aby weryfikować ich wiedzę lub postawę. Nie po to aby porównywać ich z innymi i decydować kto już nadaje się na instruktora – a kto jeszcze nie. Ocena – w harcerstwie, w pracy czy w szkole – jest integralną częścią procesu uczenia się. Dlatego u podstaw wprowadzenie oceniania powinna znajdować się wiara, że ono służy temu aby nasi wychowankowie wzrastali.  Ocenia się nas po to, abyśmy się lepiej uczyli. Czy na pewno o to chodzi komisjom i kapitułom przed którymi przyszło nam stawać?

Ocenianie, które pomaga

Jak powinien przebiegać proces oceniania aby wspierał on harcerkę lub harcerza, a nie zaspokajał potrzebę władzy członków kapituły? Oto kilka składowych:

1. Relacje oceniany - oceniający

Jeśli oceniając, przyjmujemy pozycję nadzorcy oznacza to, że obawiamy się o swój autorytet. Zasłaniamy się władzą, wyższym stopniem, doświadczeniem. Nic dziwnego, że nasz podopieczny będzie nas traktował jak osobę przed którą trzeba się „kryć”, pilnować co się mówi i robi. Będzie też podejrzliwie przyjmował nasze zapewnienie o dobrych intencjach i był gotowy do obrony – a nam przecież nie chodzi o atak. Ważne, aby być partnerem wspierającym dla naszego podopiecznego i jak najmniej wykorzystywać przewagę jaką daje nam „mandat” członka kapituły lub komisji. Dlatego warto zrezygnować ze spotkań przy stole prezydialnym; gdzie groźna komisja zasiada po jednej stronie, a wystraszona harcerka po drugiej. Warto zrezygnować ze zwracania się do siebie per „druhu” ponieważ w harcerstwie wszyscy jesteśmy braćmi. Myślę, że cennym byłoby gdyby można było przeczytać na stronie internetowej kto zasiada w komisji, ale też obejrzeć jego zdjęcie czy dowiedzieć się czegoś więcej o jego harcerskiej ścieżce.

ImageDanuta Sterna, w książce „Ocenianie kształtujące w praktyce”(1) wyróżnia trzy typy nauczycieli: nadzorca, mistrz i sojusznik. Myślę, że pośród harcerskich przełożonych możemy odnaleźć podobne typy. O nadzorcy już trochę napisałam. Mistrza znamy doskonale, choć warto przypatrzeć się takiej postawie w kontekście oceniania – mistrz często nie jest dobrym nauczycielem, dlatego, że jego chwała może być tak wielka, że podopieczni z góry wiedzą, że nie dorastają mu do pięt. Praca z mistrzem to często spektakl jednego aktora i choć warto prosić go o radę – nie zawsze można być pewnym, że w ogóle usłyszy nasze pytanie. Ja osobiście, wyleczyłam się z marzenia o byciu mistrzem gdy pierwsze moje wychowanki dorosły, stały się instruktorkami i zrozumiały, że część moich „wielkich” i chwalebnych poczynań było trickami maskującymi brak wiedzy czy pomysłu co dalej. W mojej opinii, najwięcej można nauczyć się od przełożonego sojusznika (z lekką domieszką mistrza) – i każdej harcerce życzę opiekunki na stopień pracującej w takim modelu. Jak rozpoznać sojusznika? Po zdaniu: chcę Ci pomóc, powiedz mi jak mogę to zrobić? Możesz na mnie liczyć, doceniam twoje wysiłki. Opiekun – sojusznik to nasz towarzysz w trakcie zdobywania stopnia. Nie wymyśla za nas próby, nie wyznacza zadań. Kieruje nami tak, abyśmy wyznaczyli je sami, a później jest z nami w trakcie trwania naszej próby. Do sojusznika można zadzwonić gdy coś nam się zawala, on nas wysłuchuje i stara się pomóc. Gdy idziemy z nim na kapitułę to wiemy, że będzie nas bronił, że w nas wierzy, że zna przebieg naszej próby i drogę którą przeszliśmy od miejsca gdzie ta próba się zaczęła do miejsca gdzie się kończy. Sojusznik to opiekun, który czasem wyrusza razem z nami w drogę (albo w rejs) aby współuczestniczyć w trudnościach, której pokonujemy. Czy członkinie komisji instruktorskiej mogą być naszymi sojusznikami? Oczywiście, jeśli tylko chcą – jeśli nie budują w około siebie nimbu tajemniczości i strachu(3). Jeśli widujemy się z nimi na harcerskich imprezach, a one „przyznają się” do znajomości z nami oraz jeśli przeżyłyśmy razem coś co sprawia, że ich pozycja nad nami jest wiarygodna. Aby to wszystko było możliwe – musi być spełniony warunek podstawowy: musimy mieć swobodę w wyborze opiekuna. Sytuacja w której drużynowa ma przymus brania za opiekunkę hufcową lub szczepowy wywiera presję na harcerzu aby opiekun koniecznie pochodził z macierzystego szczepu – jest, w mojej opinii, dużym błędem. To samo dotyczy swobody w wyborze kursów metodycznych, instruktorskich czy kapituł.

2. Atmosfera, a wymagania formalne

Nie ma nic gorszego, niż stopnie harcerskie zdobywane „bo tak trzeba”. Będąc członkiem kapituły stopnia wędrowniczki, przekonałam się, że częstą motywacją do zamknięcia stopnia jest zbliżający się termin komisji instruktorskiej, na której dana harcerka ma zamykać próbę pwd. Praktyka ta jest idealnym przykładem na to jak motywacja wewnętrzna jest zabijana przez motywację zewnętrzną(4). Cóż, tak mamy skonstruowany system stopni harcerskich i instruktorskich. Na razie brak perspektywy na zmianę podejścia, więc warto minimalizować negatywne skutki powiązania ze sobą dwóch systemów. Próba ma przede wszystkim wzbogacić harcerkę lub harcerza, który ją realizuje. Aby tak się stało, trzeba dbać o dobrą atmosferę, w której są miejsca na błędy, eksperymenty i samodzielne poszukiwania. Postawienie na samodzielność sprawi, że nasz podopieczny będzie brał odpowiedzialność za przebieg swojej próby, a niepowodzeń nie będzie zwał na „głupio rozpisaną próbę” czy „beznadziejnego opiekuna”. Dlatego próba powinna być dynamiczna – i w razie niepowodzeń przy wykonaniu jakiegoś zadania, należy zastąpić je innym lub świadomie zrezygnować z podobnych zadań. Decyzja ta powinna być wspólnie podjęta przez podopiecznego oraz opiekuna.

3. Kryteria

Dużym problemem w pracy kapituł czy komisji są kryteria jakimi powinno się kierować podejmując decyzję o zamknięciu próby na stopień. Sztywne i weryfikowalne kryteria byłby na pewno dużym ułatwieniem, ale nie da się ich połączyć z indywidualnym podejściem do podopiecznego. Musimy szukać sensownego, złotego środka. Na pewno podopieczny musi wiedzieć czego kapituła lub komisja będzie od niego wymagała. Podstawą jest oczywiście regulamin stopni. Dodatkowym uproszczeniem może być opis sylwetki osoby posiadającej dany stopień – z dwoma zastrzeżeniami: nie może on wykraczać (wymagać więcej) poza regulamin stopni (co często ma miejsce zwłaszcza w odniesieniu do praktyk religijnych) i musi zawierać adnotację, że jest to propozycja, a nie sztywny ideał konieczny do osiągnięcia (nie dla wszystkich jest oczywistym, że do ideałów się dąży, a nie je osiąga). Moim zdaniem warto przygotować listę zagadnień, o które kapituła czy komisja może pytać. Pomoże to podopiecznej przygotować się do spotkania z komisją. Zadbajmy, aby forma była przyjazna np. „Cieszymy się, że chcesz zostać instruktorką ZHR. Zleży nam na tym, abyśmy mogły w trakcie spotkania lepiej się poznać. Będzie nam miło, jeśli zaprezentujesz nam swoje hobby lub pasję. Szalone zdjęcia mile widziane. KI”. Możliwości jest tu naprawdę wiele; zapisywanie na komisję można zastąpić wysyłaniem przez nią zaproszenie na spotkanie.

Jeszcze raz podkreślę - podopieczna idąc na spotkanie z komisją lub kapitułą musi wiedzieć czego się od niej oczekuje. Ciekawą praktyką jest wspólne (komisja+opiekunka+podopieczna) określenie, na początku próby, na co będziemy szczególnie zwracać uwagę. Np. „W Twojej próbie jest zadanie o organizacji samodzielnego obozu. Szczególnie zależy nam abyś, planując obóz uwzględniła bezpieczeństwo uczestniczek, różnorodność programową zajęć i puszczaństwo” lub „Zaproponowałaś w próbie uczestnictwo w wielu wydarzeniach kulturalnych. Które jest dla ciebie najważniejsze? Dlaczego?”. Tworzenie wraz z podopiecznymi kryteriów, wg. których będą oceniani jest krokiem w stronę nauki odpowiedzialności za podejmowane wyzwania. Jednocześnie harcerka może zastanowić się, jak się poznaje, że dany cel został osiągnięty np. gdy w próbie zaproponuje, że nauczy się dobrze tańczyć – warto zapytać ją co to oznacza, że ktoś dobrze tańczy i wymyślić jakąś formę operacjonalizacji celu – znowu, to powinna być propozycja harcerki! Jeśli uważa ona, że dobrze tańczyć oznacza móc wystąpić w turnieju tańca – pozwólmy jej uczestnictwo w takiej rywalizacji wpisać do próby (nawet jeśli dla nas wystarczyłoby aby umiała zatańczyć z chłopakiem walca na studniówce)! Osobom, które mają problemy z określaniem celów warto stopniować  trudność np. zamiast „naucz się opowiadać o patronie chorągwi” – „zaproponuj pięć najważniejszych, twoim zdaniem, epizodów z życia patrona”. Następnie pytamy o te pięć epizodów, a nie prosimy o gawędę o patronie…

4. Informacja zwrotna

Aby ocenianie przynosiło pożądane rezultaty konieczna jest informacja zwrotna. Jeśli harcerka przychodzi na komisję instruktorską, prezentuje próbę (komisja się ciągle uśmiecha), następnie wychodzi (komisja się naradza) i powraca (członkinie komisji powstają z miejsc) i dowiaduje się, że zamknęła stopień – to marnujemy szansę na dobrą lekcję oceny pracy harcerki. Ważne jest, aby opiekunka w trakcie próby, a komisja w trakcie zamykania stopnia, na bieżąco wypowiadały swoje zdanie na temat prezentowanych materiałów. Proste uwagi typu „to był świetny pomysł, czy nie myślałaś aby opublikować go na stronie hufca” pomagają harcerce zrozumieć jak oceniania jest jej praca.

5. Forma, a samoocena

Jako opiekunka prób na stopnie, często spotykam się z tym, że harcerki albo nie doceniają tego co już wykonały – albo przeceniają swoją wiedzę i umiejętności. Wielu z nas ma problem z samooceną ponieważ nigdzie nas jej nie uczą, a społeczeństwo wysyła sprzeczne sygnały – z jednej strony bywamy chwaleni za byle co, a z drugiej strony gdy publicznie wysoko ocenimy swoje umiejętności – często jesteśmy posądzani o pychę. Warto więc stosować formy pomagające w samoocenie. W przypadku próby instruktorskiej może być to np. portfolio. Specjalna teczka lub zeszyt, w którym poszczególnym zadaniom poświęca się kolejne kartki. Na kartkach można wklejać sprawozdania lub zdjęcia z przeprowadzonych akcji. Warto w podsumowaniu każdego zadania umieścić pytanie np. w ilu procentach zrealizowałam zamierzone cele? Jak oceniam wykonanie tego zadania? Takie portfolio jest realnym przedmiotem, który można na bieżąco uzupełniać, pokazywać innym, dyskutować z opiekunką.

Podsumowanie

Kapituły i komisje stopni będą miały wychowawczy sens, jeśli nasi podopieczni zrozumieją, że działamy dla nich. Wymaga to od nas otwartości, elastyczności, dobrej woli i odpowiedzi na pytanie: czy ja rzeczywiście chcę być w tej komisji (a może w niej jestem, bo tak się przyzwyczaiłam?). W przypadku zdobywania stopni jesteśmy razem z harcerką/harcerzem w procesie jego samodoskonalenia i ciężkiej pracy nad sobą. On jest podmiotem i najważniejszym elementem – my mamy mu jedynie pomagać (oczywiście z zachowaniem przyjętych w harcerstwie norm). Warto pamiętać, że w przypadku prób na wyższe stopnie i prób instruktorskich – pracujemy z dorosłym człowiekiem i tak trzeba go traktować. Dlatego moim marzeniem jest aby w spotkaniach z Imagekomisją czy kapitułą nie było wypraszania za drzwi. Dlaczego mamy do powiedzenia coś, czego nie można powiedzieć w twarz harcerce, która jest dorosła i z którą na co dzień współpracujemy w hufcu czy chorągwi? Dlaczego wchodzimy w rolę ławy przysięgłych, która, jak w amerykańskich filmach, „udaje się na obrady” a następnie „ogłasza wyrok”. Jednak aby moje marzenie mogło się spełnić czeka nas wiele zmian w samym podejściu i systemie stopni. Może zacznijmy od napisania wymagań na stopnie w formie osobowej?

Na koniec

Chciałam bardzo podziękować moim opiekunkom na próby phm i HR – prawdziwym mistrzyniom i  sojuszniczkom – Mery Tkaczyk i Gosi Ruprecht, dzięki którym, już jako dorosła instruktorka, zrozumiałam, że zdobywanie stopnia może być budujące, wzbogacające i fantastyczne!

16 listopada 2008, Pupki k. Olsztyna


1. D. Sterna, Ocenianie kształtujące w praktyce, CEO, Warszawa 2006.
3. Oczywiście w Organizacji Harcerzy relacje podopieczny – przełożony są trochę inne, jednak może warto rozważyć rezygnację z meldowania się na początku spotkania z komisją?
4. Temu zagadnieniu poświęciłam artykuły dotyczące motywacji w Pobudce nr 10 i nr 11

phm. Agnieszka Leśny - Mazowiecka Chorągiew Harcerek ZHR 

/Symbol "ok" jest symbolem programu "Ocenianie kształtujące" realizowanego przez CEO, źródło: http://www.ceo.org.pl/


Odsłon: 3555

  Komentarze (3)
RSS komentarzy
 1 komisja instruktorska nie może być sytua
Dodane przez Kasia Kozłowska, w dniu - 20-11-2008 19:58
- powiedziała mi kiedyś Pewna Harcmistrzyni. Wydaje mi się, że jest w tym wiele prawdy, ponieważ gdyby człowiek w takim momencie się nie denerwował chociaż troszkę to znaczyłoby, że mu nie zależy. Można natomiast sprawić, by moment stawania przed komisją był chociaż trochę bardziej znośny.  
Myślę, że w przeciągu kilku lat w mojej chorągwi (pomorskiej) zrobiono wiele, by atmosfera na komisji była jak najmniej formalna. Pamiętam, że moje otwarcie pwd odbywało się w budynku Okręgu. Atmosfera biurowa  wielki stół i krzesła dookoła, dość surowe wnętrze. Wszystko to sprawiało, że czułam się bardzo oficjalnie. Zamykanie phm odbyło się już w zupełnie innym otoczeniu  przytulne mieszkanie, na stole ciasta, herbatka. To zdecydowanie pomaga wszystkim druhnom przychodzącym na komisję. 
Jest jeszcze jedna rzecz, nad którą warto się moim zdaniem zastanowić, a mianowicie czas, w którym komisja się naradza, a kandydatka czeka na werdykt. Może mogłaby w tym czasie wykonać krótkie zadanie? Albo przeczytać jakiś tekst? Bo moment jest naprawdę bardzo stresujący. 
Podczas mojej ostatniej komisji miałam dość nieprzyjemne przeżycie  przez przypadek usłyszałam spore fragmenty rozważań komisji na mój temat. I o ile jeszcze dzień wcześniej nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie tą podharcmistrzynią zostanę, to już po wyjściu z komisji minę miałam raczej niezbyt szczęśliwą& Chociaż stopień zamknęłam&
 2 ucieło częśc komentarza
Dodane przez Kasia Kozłowska, w dniu - 20-11-2008 20:00
w nagłówku powinno byc: 
KOMISJA INSTRUKTORSKA NIE MOŻE BYC SYTUACJA ZUPEŁNIE NIESTRESUJĄCĄ
 3 Dodane przez Pleban, w dniu - 20-11-2008 23:02
"KOMISJA INSTRUKTORSKA NIE MOŻE BYC SYTUACJA ZUPEŁNIE NIESTRESUJĄCĄ 
Wydaje mi się, że jest w tym wiele prawdy, ponieważ gdyby człowiek w takim momencie się nie denerwował chociaż troszkę to znaczyłoby, że mu nie zależy". 
--------------------- 
 
Tak jest. Ci krnąbrni młodzi ludkowie, którym marzy się awans w bezstresowej atmosferze są jeszcze "...gotowi pomyśleć, że MY tu jesteśmy DLA NICH!" ("Chłopaki nie płaczą" Lubaszenki)

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team