ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Drużyna i zastęp, których nie było Drukuj

ImageRafał Przybylski

Mam na imię Rafał. Mam 42 lata. Nie jestem alkoholikiem, ale na początku chciałbym przedstawić Wam niektóre zasady obowiązujące na mityngu AA. Jestem lekarzem. Pracuję m.in. z alkoholikami. Wiele się od nich w życiu o życiu nauczyłem. Nie pytam się ich nigdy, czy byli harcerzami i w jakiej organizacji.

Oto niektóre zasady obowiązujące na mityngu AA:

  • Dzielimy się własnym doświadczeniem! z choroby (czytaj: trudnościami, problemami) i procesem zdrowienia (czytaj: radzeniem sobie z tym problemem).
  • Mówimy tylko o sobie i za siebie!
  • Nie teoretyzujemy!

No właśnie!

Wyobraźcie sobie, co by było gdyby Bi-Pi napisałby teoretyczny poradnik na temat skautingu?!

Ale nie! On napisał praktyczną książkę programowo - metodyczną pt. "Scouting for boys", który będąc niezwykle atrakcyjny dla chłopców i wychowawców w tamtym czasie "mówił": rób to, a odniesiesz sukces i będziesz zadowolony; ale nie postępuj tak, bo nic dobrego z tego nie będzie. 

Kiedy czytam czasem to co się pisze w sieci o harcerstwie, mam wrażenie, że łamane są te niezwykle skuteczne zasady życiowe, obowiązujące m.in. na mitingu AA. No, ale ja drużynowym byłem 20 lat temu - teraz jest pewnie inaczej. 

Dlatego napiszę o tym co sam zrobiłem, jak tego nie wykorzystałem i dlaczego. 

Ale najpierw o sobie samym - tak jak na mitingu AA, żebyście wiedzieli kogo słuchacie. 

 

Mój życiorys harcerski z komentarzem

Image
Zlot Harcerskich Rodzin, Swornegacie, 2005. Fot. J. Błoniarz
Rafał Przybylski, 42 lata, harcerz Czwórki Warszawskiej im Andrzeja Romockiego "Morro",

phm, HR, 3 lata drużynowy zuchów, 3 lata drużynowy harcerski, zastępowy wędrowników, z-ca komendanta szczepu d.s. programowych, w latach 80-tych w ruchu harcerskim, setnik białej służby na warszawskim Żoliborzu, autor "Skryptu kursu zastępowych" - czy ktoś o tym słyszał? (mam oryginał rękopisu!), wystąpiłem z ZHP do ZHR wraz z całym szczepem (ok. 100 zuchów i harcerzy) w roku 1989, w roku bodajże 1990 okupowałem GK ZHP wraz z przyjaciółmi z ZHP 1918, byłem członkiem GK harcerzy ZHR w latach 1989 - 1991 (?) za naczelnictwa Tomka Maracewicza. Nie sprawdziłem się wtedy w GK. Nie lubiłem struktur, działań organizacyjnych, czułem się programowcem. Napisałem w 1989 koncepcję harcerstwa na lata 90-te wzorując się na programie Szarych Szeregów "dziś - jutro - pojutrze". Zakładała ona stworzenie nowego, atrakcyjnego programu wychowawczego niejako od zera - tak jak musiały uczynić to Szare Szeregi podczas okupacji (bez mundurów, w całkiem nowej rzeczywistości). Nazwałem go roboczo PEOŚ - czyli Polak, Europejczyk, Obywatel Świata. Był to rok 1989! Nieskromnie muszę powiedzieć, że chyba wyprzedzał czas, ZHR miał chyba wtedy inne potrzeby. Ok. 1991-92 zaprzestałem działalności harcerskiej. Mając do wyboru zawód harcerz i zawód lekarz, wybrałem to drugie. 

Mam żonę i 5 dzieci. I ponieważ dzięki moim dzieciom mam możliwość ponownie przeżywać młode lata - co było moim marzeniem (cofnąć czas - ale jestem dziś szczęśliwy!) daję sobie prawo, by pisać artykuły w cyklu, który sam wymyśliłem: "Drużyna i zastęp, których nie ma". Wyprowadziłem się z Warszawy i mieszkam w 16 tys. miasteczku tuż pod Warszawą. Mała społeczność stwarza niezwykłe możliwości obserwacji rzeczywistości i działania. Tylko moja 13 letnia córka jest w drużynie w ZHP, choć w mieście działają zarówno drużyny ZHP jak i ZHR. Jakże atrakcyjna musi to być działalność, skoro dzieci pomimo tego, że wiedzą, iż byłem drużynowym, pomimo, że byliśmy rodziną na obozie Czwórki (byłem lekarzem i dzieciom się tam podobało), pomimo, że znają moich znajomych z drużyny tzw. czwórkozaurów, pomimo, że zachęcam ich do zbiórek - nie znajdują tam nic atrakcyjnego! Nabór do drużyn nie istnieje (!) lub jest tak nieatrakcyjny, że mam wrażenie, że drużynowi z lęku i niewiedzy (nie oskarżam ich!) "tak jakby nie chcieli", aby ktoś trafił do ich drużyny! Horror! Baden - Powell przewraca się w grobie! 

Dlatego podzielę się - tak jak w AA - własnym doświadczeniem. 

Chciałem (i nadal "niestety" chcę - choć chciałbym się z tego wyleczyć :-) założyć drużynę w Zielonce pod Warszawą, gdzie mieszkam. W mieście mamy  jedno piękne nowoczesne gimnazjum. Uczy się w nim 650 dzieci! (zgadnijcie ilu jest wśród nich harcerzy, a będziecie już wiedzieć o "niezwykłej sile" oddziaływania harcerstwa na rówieśników, na społeczeństwo itp. rzeczach, o których chętnie piszą od wielu lat ideowcy harcerscy). 

Image
Płonące wieże WTC, źródło: www.interia.pl/
11 września w roku 2006 przypadała 5 rocznica terrorystycznego ataku m.in na World Trade Center w Nowym Yorku. Miałem okazję tam być podczas studiów w roku 1990. Te bliźniacze budynki po angielsku nazywane "twins" górowały nad ogromnym Manhatanem, tak jak pałac kultury i nauki górował nad całą Warszawą, zanim wybudowano inne wieżowce wokół niego. Spojrzenie z dachu w dół na ulice Manhatanu zapierało dech w piersiach - widziałem w dole latający helikopter przesuwający się jak ważka pomiędzy niższymi drapaczami chmur... 

Gdy w 2001r. usłyszałem w radio, a potem oglądałem w TV, że walą się wieże WTC, zamarłem. Niedowierzałem. To niemożliwe!  Jakiż był geniusz konstruktora w latach 60-tych, że złożyły się one jak antena w radiu, a nie przewróciły się na bok. Wkoło WTC Manhatan był gęsto zabudowany wysokimi biurowcami. 

Akurat tego dnia 2 byłych harcerzy Czwórki - Grzegorz Piekarski (mój zastępowy, późniejszy drużynowy) i Wojtek Saramonowicz (brat Andrzeja - autora Testosteronu i Lejdis) pracujący wtedy w TVN, mieli nakręcić reportaż i przeprowadzić wywiad z kimś znanym w Nowym Yorku. Mieli ze sobą profesjonalną kamerę i byli na Manhatanie, kiedy pierwszy samolot uderzył w wieżę WTC. Nie zrobili planowanego wywiadu, ale jako jedyni polscy dziennikarze, pomimo ogromnego szoku i strachu kręcili na żywo to co się działo wtedy na ulicach Nowego Yorku. 

Na podstawie ich pracy powstawały na bieżąco materiały filmowe w TVN. 

W 2006r. postanowiłem przybliżyć młodzieży zielonkowskiej tamte wydarzenia sprzed 5 lat. 

Przedstawiłem ten pomysł zarówno dyrekcji gimnazjum, jak też dyrekcji liceum w Zielonce (ok. 500 uczniów). Byłem nikim tzn. nie reprezentowałem żadnej organizacji. Byłem jedynie rodzicem ucznia z I klasy gimnazjum. 

Pomysł był następujący: spotkanie jest dla wszystkich uczniów w czasie lekcji. Czas trwania ok. 60-90 min. Program:

  1. Ja przybliżam za pomocą slajdów Nowy York, Manhatan, mówię o tym czym było WTC - ok. 10 min.
  2. Wojtek Saramonowicz pokazuje "surową wersję roboczą" tego co nakręcili na ulicach N.Y. + opowiada o tym co się tam wtedy działo (G. Piekarski nie mógł tego dnia być z nami)
  3. Zapraszamy (szkoły napisały pisma) konsula z ambasady amerykańskiej, żeby odpowiadał na pytania młodzieży i powiedział, czym dla Amerykanów była ta tragedia. 

Konsul przyjął zaproszenie! O 10.00 rozpoczęło się spotkanie w gimnazjum, a ok. 13.00 w liceum. Konsula witali dyrektorzy, resztę prowadziliśmy my.

"Dzieciaki" oglądały film z otwartymi ustami - to nie był film fabularny - to był real! I prawdziwy człowiek, który to przeżył! I to harcerz! 

Sprzęt (rzutniki, mikrofony, laptopy itp.) zapewniały szkoły. My przyszliśmy tylko z 2 płytkami CD.

Ponieważ w gimnazjum sala widowiskowa mieściła tylko 200 osób, a uczniów w szkole było 600, dyrekcja chciała, abyśmy to powtórzyli jeszcze 2 razy. Nauczycielom też się to bardzo podobało - było to coś niezwykłego i innego. 

Moja "rozpoznawalność" w szkole przez nauczycieli i uczniów po tym wystąpieniu wynosiła 200%. 

Dalszy plan był prosty.

Chciałem przedstawić uczniom w każdej klasie w czasie 5 min podczas lekcji plan tego, co zamierzam dalej robić z ich pomocą w tej szkole (o tym kiedy indziej, choć może chcielibyście teraz) - to były konkretne, fajne propozycje zarówno dla chłopców, jak też i dziewczyn (rozmawiałem wtedy z instruktorką z Zielonki, że ona prowadziłaby pion żeński, a ja męski). 

Miałem podać adres strony internetowej, na której każdy komu spodobała się prezentacja, mógłby się zalogować, aby otrzymywać ode mnie dalsze informacje. 

I wtedy ...

... zacząłem pracować w pobliskim szpitalu na etacie - tzn. 40 godzin tygodniowo + 2 dyżury tygodniowo (od 15 do rana lub w dni świąteczne) + zostawałem po dyżurze do 15.00 w pracy - horror! Ledwo żyłem.

Miałem 5 stosunkowo małych dzieci - najstarszy syn w I klasie gimnazjum, najmłodsza córka 1 rok, 1 syn w przedszkolu i 2 dzieci w szkole podstawowej. Było co robić. Wybór harcerstwo - czy rodzina należał do brutalnej rzeczywistości - harcerstwo przegrało ... 

Obecnie 2 moich dzieci uczy się w tym gimnazjum - syn w III klasie i córka w I-szej. I ciągle żałuję, że choć zrobiłem coś, z czego Baden-Powell byłby, jak sądzę, zadowolony, to nie udało mi się stworzyć od zera fajnego środowiska zarówno w gimnazjum, jak i liceum. 

Jak myślicie? Ilu uczniów zalogowałoby się na tej stronie, wyrażając w ten sposób swoje zainteresowanie i chęć, by robić coś fajnego na tym pięknym świecie? 

ImageA może jestem uzależniony od fantazjowania na temat tego, jakie powinno być harcerstwo w XXI wieku, jak działać, jak robić nabór do drużyny, jak pracować w ciągu roku, co robić (o tym napiszę w kolejnych artykułach - jak mi pozwolą :-), a czego nie robić (może na początek alfabet Morse'a ? :-) 

Spytam się o to moich trzeźwych znajomych z AA - choć oni na pewno powiedzą, że jestem uzależniony! :-) 

A co Wy o tym sądzicie? 

Rafał Przybylski "Krogulec", legendarny instruktor "Czwórki Warszawskiej" im. Andrzeja Romockiego "Morro", członek GK Harcerzy ZHR 1989-92. Obecnie aktywny "Czwórkozaur". Prywatnie szalony chirurg, mąż i ojciec piątki fantastycznych dzieci.


 


Odsłon: 7090

  Komentarze (2)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Michał Górecki, w dniu - 20-11-2008 09:51
Brawo, brawo, brawo. :) Więcej takich ludzi i harcerstwo pójdzie naprzód. Szkoda tylko że większość jednak patrzy wstecz...
 2 Zielonka na afiszu
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 20-11-2008 17:23
To ile jest tych gimnazjów w Zielonce? Jedno czy dwa? W tej samej Pobudce jest opisana inna cenna inicjatywa harcerzy z Zielonki. Pokazy ich filmu są organizowane właśnie w gimnazjum miejskim. To może jednak jest tam kilku harcerzy?

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team