ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Służba społeczna czy wychowanie? Drukuj

hm. Marek Gajdziński Image

W dyskusjach instruktorskich często podnoszony jest temat czy harcerstwo ma robić rzeczy wielkie, widoczne i ważne dla społeczeństwa czy też wystarczy, że wychowujemy młodzież. Gdy pada pytanie o przyczyny kryzysu harcerstwa odpowiedzią jest stwierdzenie „przecież my nic ważnego nie robimy”.

Zanim wyjawię co ja sam na ten temat sądzę, pozwólcie, że korzystając z tego, że wszyscy jeszcze żyjemy emocjami 90-tej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, wrócę myślą do korzeni harcerstwa.

Image
Orlęta Lwowskie
Zostało ono przeszczepione na grunt polski w nadziei, że stanie się skutecznym narzędziem przygotowania młodzieży do walki o niepodległość Ojczyzny. Czytając kroniki z tamtych czasów, patrząc na zdjęcia trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie było głównym celem istnienia drużyn skautowych do roku 1920. Cel był piękny i wzniosły. Przy tym jakże nośny w środowiskach inteligenckich. Nie miejsce tu na opis ówczesnych dokonań ruchu. Wszyscy wiemy, że z przyjętego na siebie zadania harcerstwo wywiązało się doskonale i że cel został osiągnięty.

Mało kto jednak wie, co działo się z harcerstwem w okresie po zakończeniu wojen o granice Rzeczpospolitej i odparciu najazdu bolszewickiego. W pierwszej połowie lat 20- tych ubiegłego wieku harcerstwo przeżywało totalny kryzys ideowy i programowy. Większość instruktorów po demobilizacji już do ruchu nie wróciło. Powszechnym stało się przekonanie, że skoro cel został osiągnięty, dalsza działalność harcerska nie ma większego sensu. W tych drużynach, które mimo wszystko wznowiły działalność, praktycznie nie wiedziano co robić. Odgrzewano znane wzorce, ćwicząc taktykę piechoty, ale młodzież już z takim jak poprzednio zapałem nie reagowała na ćwiczenia wojskowe. Zanim doszukano się nowego, jasnego sformułowanego sensu istnienia harcerstwa, zanim ten sens przedarł się do świadomości społecznej a także świadomości instruktorów, minęło kilka długich lat. Początki ożywienia programowego datują się dopiero na rok 1926. W tym czasie całe jedno pokolenie młodzieży polskiej było pozbawione atrakcyjnych i pożytecznych propozycji wychowawczych harcerstwa.

Dlaczego tak się stało? Bezpośrednią tego przyczyną była tak, a nie inaczej sformułowana i utrwalona w świadomości społecznej misja harcerstwa.  Harcerstwo = Skauting + Niepodległość. Ale ze skautingu czerpano głównie to co sprzyjało niepodległości. Gdy ta stała się faktem, pozostała pustka i trwała tak długo aż odkryto walory samego skautingu jako takiego. A walorem tym, celem dla którego skauting powołano było wszechstronne wychowanie młodzieży. Dopiero gdy tak sformułowany cel przedarł się do świadomości instruktorów, harcerstwo nabrało wiatru w żagle. Nastąpił żywiołowy rozwój ruchu, a efekty jego działalności Polska odczuła w chwili kolejnej próby dziejowej.

Image
Zawiszacy
Gdy w 1939 roku powstawały zalążki przyszłej harcerskiej konspiracji, instruktorzy którzy ją tworzyli byli już bogatsi o doświadczenie swoich poprzedników. Celem działalności Szarych Szeregów i Hufców Polskich nie była już walka o niepodległość. Obie konspiracyjne organizacje swoje cele sformułowały znacznie bardziej dojrzale. Celem było wychowanie młodego pokolenia dla Polski, a walka o jej niepodległość środkiem do urzeczywistnienia tego stricte wychowawczego celu. Walkę z okupantem traktowano jako jedno z wielu pól służby, będącej środkiem wychowawczym. Tu warto przypomnieć, że obie konspiracyjne organizacje inaczej rozkładały akcenty wychowania. Hufce Polskie na przykład kładły większy nacisk na wychowanie religijne i doskonalenie moralne starając się powstrzymywać młodzież od udziału w bezpośredniej walce. Przy tym nie zabraniały udziału w konspiracji wojskowej. Harcerze HP należeli głownie do NOW. Szare Szeregi stworzyły swoje własne oddziały bojowe od początku całkowicie podporządkowane dowództwu AK i przeprowadzały poważne akcje zbrojne, działania wywiadowcze oraz mały sabotaż.

Jakże bardziej dojrzałe było to podejście. Dla każdego kto miał szczęście poznać szaroszeregowych instruktorów i mógł z nimi rozmawiać, dla każdego kto przeczytał „Całym Życiem” hm. Stanisława Broniewskiego „Orszy” jest jasne, że tak sformułowany cel i  program działania Sz.Sz. nie był jedynie wyświechtanym frazesem funkcjonującym dla ozdoby w jakiś odgórnych regulaminach i instrukcjach. Wychowanie było podstawową treścią pracy wszystkich trzech pionów szaroszeregowego harcerstwa: zawiszaków, szkół bojowych i grup szturmowych. A formy tego wychowania były jak na panujące warunki niezwykle różnorodne i pomysłowe, choć oczywiście większość z nich koncentrowała się wokół zagadnienia walki.

Harcerstwo, wyszło z tego doświadczenia nie osłabione jak to było ćwierć wieku wcześniej lecz wyraźnie wzmocnione. Żywiołowy rozwój drużyn po roku 1945 jest tego najlepszym dowodem. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości czym się zajmować. Życie odtworzonych i nowo powołanych drużyn było intensywne, młodzież garnęła się do ruchu, a przedwojenni i szaroszeregowi instruktorzy byli zmotywowani do tego by wszędzie gdzie los ich rzucił, nawet na emigracji, organizować wokół siebie życie harcerskie i... kontynuować swoją misję. Właśnie – kontynuować! Bo taki cel harcerstwa jaki wytyczono przed II wojną światową i jaki przyjęły na siebie Szare Szeregi nie został osiągnięty. Ten cel, poprzez swój charakter nigdy osiągnięty nie będzie, bo zadanie wychowania młodzieży nigdy się nie kończy, choć zmieniać się mogą szczegółowe kierunki i formy tego wychowania. Polska zawsze potrzebować będzie coraz lepiej wychowanych obywateli, a Prawo Harcerskie jest ideałem którego nigdy osiągnąć się nie da.

To co napisałem wyraźnie wskazuje na to jak brzmi moja odpowiedź na postawione na wstępie pytanie. Nic dziwnego. Sam jestem ukształtowany w tradycji szaroszeregowej i w drużynie, której doświadczenie jest na tyle bogate, by bez najmniejszych wątpliwości wyciągać takie a nie inne wnioski. Uważam, że celem harcerstwa jest wychowanie!

Harcerstwo powinno robić rzeczy ważkie społecznie i pełnić realną służbę. Ale to nie jest cel istnienia harcerstwa. To jest środek służący wychowaniu świadomych i aktywnych obywateli Rzeczypospolitej. Gdybyśmy inaczej sformułowali cele wychowania, musielibyśmy posługiwać się innymi środkami.

ImageCzy ZHR podejmuje dziś takie ważkie społecznie problemy? Odpowiedź brzmi: NIE. Wielu upatruje w tym słabości naszego związku. Podobna ocena dotyczy pozostałych organizacji harcerskich, co ma być dowodem na słabość całego dzisiejszego harcerstwa jako ruchu.

Z tego typu oceną można oczywiście polemizować. Ja jednak nie będę, bo się z nią zgadzam. Przy czym mam swoją diagnozę choroby. Przyczyny tego, że ZHR nie podejmuje ważnych społecznie zadań są złożone i nie do końca jasne dla zewnętrznego obserwatora.  Ja je definiuję w ten sposób, że aktualnie zarzuciliśmy te kierunki wychowania, które by wymagały podejmowania ważnych zadań społecznych.   Praprzyczyną tego są konsekwencje podziałów jakie ujawniły się w niezależnym harcerstwie w latach 80-tych. 

Działalność podziemia harcerskiego była skoncentrowana na walce o zachowanie własnej tożsamości. Kiedy pojawiały się inicjatywy dalej idące, kiedy zwracano uwagę na potrzebę uwspółcześnienia wychowania i nadania mu pełnego wymiaru, odpowiedzią części środowiska instruktorskiego były ostro formułowane zarzuty o rozmywanie tradycyjnej tożsamości ruchu i rozdrabniania go na mało istotne szczegóły. Zarzuty te przybierały nawet formę posądzenia o zdradę i współpracę z SB. Z czasem, w wyniku ostrych konfliktów na tym tle  podziemny Ruch podzielił się na dwa, nie bójmy się powiedzieć prawdy, wrogo do siebie nastawione odłamy.  Jeden z nich, ten który widział harcerstwo jako system wszechstronnego wychowania młodzieży, który starał się odczytywać znaki przyszłości utworzył ZHR – organizację opartą na tradycji ideowej harcerstwa ale nowoczesną, przygotowaną mentalnie na nadchodzące zmiany cywilizacyjne. Drugi odłam uwikłał się w dalszą walkę o wierną rekonstrukcję ruchu na wzór z 1936 roku, tworząc ZHP r.z. 1918  i Komitety Odrodzenia ZHP.    

Image
Biała Służba, Jasna Góra, 1983. Fot. W. Turzański
Entuzjazm jaki towarzyszył początkom ZHR wystarczył do tego, aby zbudować zręby tradycyjnej ale jednocześnie nowoczesnej organizacji. Natomiast projekt ZHP-1918 spalił na panewce co było łatwo przewidzieć, bo jak długo można iść do przodu z głową odwróconą do tyłu. W 1992 roku nastąpiło zjednoczenie obu nurtów, ale konflikty nie wygasły. To co nastąpiło po zjednoczeniu określam terminem „klincz”. Zjawisko to trwa do dziś i polega na wzajemnym, dość skutecznym blokowaniu się dwóch odmiennych wizji harcerstwa. Dotyczy to niemal wszystkich kwestii w zjednoczonym ZHR od programowych po personalne. Po kilku latach takiej blokady wytworzyła się dotkliwa pustka. A przyroda jak wiadomo nie znosi próżni. W miejsce gdzie nie mogła się przebić ani jedna, ani druga wizja pracy harcerskiej weszła wizja trzecia nie mająca żadnej łączności z dotychczasowym doświadczeniem harcerstwa. Jest to wizja spłycająca wychowanie harcerskie głównie do kwestii wyznaniowych i przejawiająca się w dążeniu do wykorzystania harcerstwa jako narzędzia w postulowanej rewolucyjnej przemianie społecznej.

Kiedy ogranicza się wychowanie harcerskie do wąsko pojętej formacji religijnej i wyrabiania karności, a najbardziej preferowaną propozycją działalności obywatelskiej staje się wstąpienie do wskazanej partii politycznej, harcerstwo musi przegrać.  Po cóż podejmować ważne zadania społeczne, skoro one odwracają uwagę harcerstwa od tego co ma być teraz jego pierwszoplanowym celem. Na podejmowanie takich zadań jest miejsce w partii politycznej. Nie ma sensu angażować w to harcerstwa, bo mogłoby to być konkurencją dla postulowanej aktywności politycznej „wychowanków”. Również kwestie wychowania społecznego, kształtowania woli i tężyzny fizycznej, rozwijania zainteresowań i rozbudzania aspiracji twórczych, stoją w sprzeczności z postulowaną ascetyczną formacją duchową. Z taką wizją harcerstwa zderzyłem się boleśnie nie raz, ot choćby w swojej walce o przeforsowanie projektu i powołanie Harcerskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mało kto dziś w to uwierzy ale o powołanie HOPR trzeba było walczyć dyskutując z argumentami w stylu „po co nam coś, co stanie się konkurencją dla formacji duchowej”? 

Image

Dopóki wspólnym wysiłkiem nie przezwyciężymy w ZHR tej prymitywnej wizji harcerstwa wynikającej po prostu z niewiedzy i towarzyszącemu jej przeświadczeniu w swej wyjątkowej roli, nasze harcerstwo pozostawać będzie w dotychczasowym marazmie. Najpierw musimy uznać, że naszym celem jest kompleksowe wychowanie młodego człowieka, nie pozbawione sfery religijnej, ale poza tym ukierunkowane też na wartości społeczne i na wszechstronny rozwój osobowości. Gdy to stanie się przez nikogo niekwestionowanym faktem i gdy rozwój programu w obu organizacjach zostanie uwolniony od duszącej cenzury władz, będzie można zacząć szukać najwłaściwszych środków do urzeczywistnienia tak postawionych celów. Z czasem pojawią się nowe adekwatne do potrzeb propozycje. Wtedy okaże się, że najskuteczniejszym środkiem wychowania aktywnych obywateli jest realna służba społeczna. I wtedy dopiero ZHR będzie gotowy podjąć ważne społecznie zadania.

Niestety nie nastąpi to szybko. Bo najpierw musi dojść do przewartościowania celów wychowania w większości gromad zuchowych i drużyn harcerskich. Dopiero gdy to nastąpi i gdy praca harcerska otworzy się na  prawdziwe potrzeby wychowawcze młodego pokolenia przez etap zuchowy i harcerski przejdą zastępy prawidłowo ukształtowanych dziewcząt i chłopców gotowych do budowania na porządnie ukształtowanym fundamencie  wyższych pięter osobowości, a w szczególności przygotowanych do podjęcia bezinteresownej i pożytecznej społecznie służby. Innymi słowy ZHR może podjąć poważne zadania wtedy, gdy będzie miał kto je podjąć. A podjąć je mogą tylko wędrownicy i harcerze starsi, których w obecnym ZHR prawie wcale nie ma.

Nie ma ich, bo ruch wędrowniczy stał się obiektem wyjątkowego zainteresowania propagatorów uproszczonego harcerstwa. Tylko dziewczętom i chłopcom w wieku wędrowniczym z racji tego na jakim pozostają etapie rozwoju umysłowego można było „prać mózgi” w nadziei na osiągnięcie jako takich, choćby pozornych efektów.  Indoktrynacja zuchów i harcerzy nie mogła rokować żadnych efektów więc pozostawiono te gałęzie w spokoju umożliwiając im przetrwanie w jako takiej kondycji. Wędrownictwo niestety nie przeżyło zastosowanego eksperymentu i upłynie jeszcze sporo czasu, zanim, korzystając z dogodnych warunków, będzie mogło się odrodzić. O ile te warunki zaistnieją. Jestem co do tego optymistą, bo nie wierzę żeby ów absurd mógł się długo utrzymywać w sytuacji coraz większej świadomości kadry instruktorskiej.

Jakie to mogą być te ważne społecznie zadania, które my harcerze moglibyśmy podjąć. Nie będę ich tu wymieniał bo są ich setki. Dokładnie tyle samo ile nabrzmiałych i czekających na rozwiązanie problemów społecznych. Próbkę celnych propozycji dał nam w tym numerze Pobudki hm. Piotr Łysoń. Jego propozycje są o tyle cenne, że wyrastają wprost z tradycyjnego pojmowania wędrownictwa jako wędrówki po problemach społecznych. Nic dziwnego. Piotr jest nieodrodnym synem środowiska Warszawskiej Czarnej Jedynki, gdzie owa wizja wędrownictwa się wykuła  i gdzie święciła triumfy. Każdy kto interesuje się dokonaniami harcerstwa potwierdzi, jak wielka wychowawcza moc kryła się z tym wędrowniczym środowisku, ilu wspaniałych aktywnych obywateli Rzeczpospolitej się tam wychowało. Właśnie dzięki takiemu a nie innemu podejściu do wychowania harcerskiego, które nie było narzędziem indoktrynacji lecz środkiem służącym rozbudzaniu wrażliwości społecznej. Tak na prawdę, poważne zadania społeczne podejmowane przez WCJ służyły celom wychowania a dopiero później załatwieniu takiej czy innej potrzeby społecznej. Taki też jest charakter zgłoszonych przez Piotra propozycji służby dla wędrowników.

Warto przy tej okazji wyjaśnić pewne nieporozumienie jakie wynika z niedostatecznej wiedzy o harcerstwie. My nie musimy szukać zadań widocznych – czytaj spektakularnych. Nie musimy i nie powinniśmy, bo naszym celem jest wychowanie młodzieży do szarej bezinteresownej służby społecznej.  Naszym zadaniem jest pozwolić dziewczętom i chłopcom rozsmakować się w służbie, która nie zostanie nagrodzona ani orderem, ani popularnością medialną, tylko dostarczy wewnętrznej satysfakcji z faktu bycia pożytecznym. Dziś w dobie gdy część instruktorów bardziej przejmuje się pr-owskimi efektami naszej działalności niż efektami wychowawczymi, jest to pogląd mało popularny. Ja jednak wierzę, że w ZHR tkwi jeszcze głęboko zakorzeniony pierwiastek ideałów harcerskich, który każe dwa razy się zastanowić zanim podejmie się akcję w stylu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Może gdybyśmy tego typu akcje organizowali opinia publiczna wyżej by nas ceniła a urzędnicy chętniej udzielali dotacji, ale czy Imagesprzyjałaby ona osiągnięciu tych efektów wychowawczych, na których najbardziej powinno nam zależeć?

Nie w taki sposób powinniśmy budować swój wizerunek jako ruchu społecznego. Od załatwiania konkretnych spraw natury społecznej są liczne stowarzyszenia i fundacje o bardzo specjalistycznym i wąsko pojętym zakresie działania. Właśnie z tego względu nigdy nie będziemy bardziej skuteczni w rozwiązywaniu konkretnych problemów społecznych niż one. Taki wizerunek byłby szkodliwy dla harcerstwa, bo zawsze w opinii publicznej kojarzyłby się z łapaniem wielu srok za ogon a co za tym idzie byle jakością działania. Nie tędy droga.
Wizerunek harcerstwa trzeba budować przedstawiając społeczeństwu prawdziwe cele naszego ruchu. A naszą misją jest kompleksowe wychowanie młodzieży. W tym mamy szansę być najlepsi. I to społeczeństwo jest w stanie docenić, pod warunkiem, że sami uwierzymy, że właśnie to jest naszą misją i potrafimy się odpowiednio zaprezentować. Nie szukajmy dróg na skróty bo one często prowadzą na manowce.  

Odpowiadając wprost na pytanie postawione we wstępie uważam, że wystarczy gdy będziemy wychowywać młodzież. A gdy będziemy to robić w sposób prawidłowy -  dobrze wypełniając misję wychowania aktywnych obywateli zapisaną w naszym statucie, nasze drużyny wędrownicze podejmą ważne zadania społeczne. Gdyby tak się nie stało, to jakież byłyby efekty naszego wychowania w skali społecznej?

hm. Marek Gajdziński, Mazowiecka Chorągiew Harcerzy ZHR

 

 


Odsłon: 8305

  Komentarze (59)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Michał Górecki, w dniu - 20-11-2008 09:35
Marko - choć w wielu sprawach mamy inne zdanie, musze przyznać, że artukuł jest genialny! A "Jak długo można iść do przodu z głowa odwróconą do tyłu" trafia do Złotej Księgi Cytatów :) Gratulacje!
 2 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 20-11-2008 10:43
Quote:
Natomiast projekt ZHP-1918 spalił na panewce co było łatwo przewidzieć, bo jak długo można iść do przodu z głową odwróconą do tyłu.

Żeby było śmieszniej to "spalił" (m.in.) właśnie z powodu lekceważenia historii.
 3 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 20-11-2008 21:51
Tekst genialny, pewnie dlatego trudno mi go zrozumieć. Widzę bowiem w nim sprzeczności. Należy ascetycznie wręcz unikać rozgłosu i spektakularnych akcji. Cóż, być może w Polsce można sobie na to pozwolić, bo każdy mieszkaniec tego kraju, przyzwyczajony do rzeczywistości z poprzedniego ustroju, będzie wiedział, że harcerstwo istnieje tak czy inaczej i robi jakieś tam swoje śmieszne akcje. Tylko że, jak już wielu mądrze pisało, wizerunek tego ruchu u społeczeństwa sypie się. Postrzegani jesteśmy jako ruch archaiczny, staroświecki, niemodny (to ostatnie można jeszcze przeboleć). Jak to zmieniać bez mediów, w ciszy i cieniu? Tym bardziej dotyczy to zagranicy, gdzie nierzadko człowiek nie ma pojęcia, że harcerstwo w jego mieście istnieje.  
 
No i to jeżdżenie po nieszczęsnej WOŚP. To nie sama akcja jest sprzeczna z ideałami harcerskimi, tylko być może pojedyncze drużyny czy zastępy, którym najbardziej zależy na pokazaniu się w studio w czasie finału. Tylko z kolei dlaczego traktować to jak grzech? No i rozumiem, że autor wytykając \"niesłuszną\" ideę WOŚP, miał na myśli tylko finał i ewentualnie Przystanek Woodstock? Zapewne wytykając innym niewiedzę, sam przygotował się rzetelnie i wie doskonale, że przez pozostałe 362 dni w roku kilkanaścioro ludzi w fundacji zasuwa przy przetargach, zakupach i programach medycznych nie mniej niż my w harcerstwie. I też w sposób \"słuszny\", tj. w ciszy i spokoju. 
 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że jednak artykuł odniesie pozytywny skutek.
 4 PR zaczyna się w drużynach!
Dodane przez Maciek Albinowski, w dniu - 21-11-2008 08:11
Gdy rozmawiałem z jakąś koleżanką o harcerstwie, to okazalo się, że była w ZHR i co tydzień miała zbiórki... na mszy w kościele. Ktoś inny mi powiedział, że ZHR jest nudny, bo co tydzień chodził sprzątać w magazynie. Koleżanka na studiach stwierdza, że ZHR kojarzy jej się z indoktrynacją religijną, a chłopiec w szkole, w której robiłem nabór, że "ZHR to taki LPR dla dzieci"  
 
Nie musimy robić widowiskowych akcji, żeby stworzyć sobie dobrą opinię. Trzeba zacząć od najtrudniejszego - od dobrych zbiórek! Od zbiórek, na których zajmujemy się tym, do czego jesteśmy stworzeni - czyli grami, zabawami, harcami. Jak zaczynamy zbaczać z toru i oferować rodzicom wychowywanie religijne ich dzieci, to oni tego, w dużej mierze, nie kupią! Częśc wogóle tego nie chce dla swoich dzieci, a duża część może i chce, ale bynajmniej nie od nas, tylko od innych instytucji, które są w tym lepsze. 
 
A jak bysmy się tak skupili na robieniu atrakcyjnych zbiórek, to wtedy zadowoleni klienci sami stworzą nam dobry wizerunek.
 5 Zbiórki
Dodane przez Michał Ducki, w dniu - 21-11-2008 08:59
Robienie fajnych zbiórek jest chyba najłatwiejszą rzeczą :) Szczerze mówiąc spotkałem niewielu dorosłych byłych harcerzy którzy mieliby złe wspomnienia z harcerstwa. Zazwyczaj chętnie mi pomagają.
 6 Wędrownictwo
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 22-11-2008 18:16
Z wielkim zaciekawieniem i jeszcze wielkim zdziwieniem przeczytałem akapit w którym Marek analizuje przyczynę upadku wędrownictwa - pierwszy raz spotkałem się z takim poglądem. Co więcej, pierwszy raz dowiedziałem się że ruch wędrowniczy był, a raczej wynika z artykułu że nadal jest ("ów absurd" nadal się utrzymuje), obiektem "prania mózgów". Jestem bardzo ciekaw na czym polega owo "pranie mózgów" wędrowników. Szczególnie bardzo mnie interesuje owo "pranie mózgów" wędrowników na Mazowszu, gdyż jako referent zaniepokoiłem się że dzieją się jakieś rzeczy o których ja nic nie wiem. Moja analiza przyczyn kryzysu wędrownictwa idzie w zupełnie inną stronę, ale to raczej nie jest tematem na to forum.  
Należy przyznać rację, że bardzo słabe wędrownictwo ma wpływ na spadek znaczenia ZHRu w społeczeństwie. Jednak nigdy zajmując się metodyką wędrowniczą nie spotkałem się z problemem przeciwstawiania wychowania, nawet pogłębionego, służbie społecznej. Nie zauważyłem tego problemu teraz i nie widziałem tego 8 lat temu kiedy zakładałem drużynę wędrowników, a na Mazowszu funkcjonowało kilkanaście innych.
 7 Wędrownictwo na Mazowszu
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 22-11-2008 23:25
Drogi Grzegorzu, 
Bardzo chętnie z Tobą na ten temat podyskutuję. Tylko czy w naszej chorągwi jest jeszcze przestrzeń do takiej dyskusji? Chcę przy tym zapewnić, że znam Twoje dokonania jako drużynowego nie sądzę abyś to co napisałem miał odnosić bezpośrednio do siebie. Z tego też powodu, zanim jeszcze zostałem wyrzucony ze szkoły instruktorskiej, zabiegałem o to abyś to właśnie Ty przygotował program kształcenia drużynowych wędrowniczych na Mazowszu i został ich referentem. Jak pamiętasz bardzo cię w tym wspierałem. Mocno wierzę, że pod Twoim kierownictwem skutecznie uporamy się z tym problemem na Mazowszu. Będzie to o tyle łatwe, że zaczynasz prace na wypalonej ziemi. Bo absurd o którym piszę sprawił, że tak silne kiedyś na Mazowszu wędrownictwo wymarło prawie całkowicie, a to co z niego zostało, zostało tylko dlatego, że w jakiś sposób, mniej lub bardziej, potrafiło się oprzeć ideologizacji i zachowało w sobie pierwiastki tego ducha, który kiedyś był fundamentem jego żywotności. Będąc jednym z przedstawicieli tego nurtu, który się w jakimś stopniu oparł trendom lansowanym przez ostatnie lata mogłeś (...) nie spotkać się z problemem przeciwstawiania wychowania, nawet pogłębionego, służbie społecznej(...). Ja się z tym namacalnie spotkałem i o tym piszę. Mam jednak nadzieję, że to już przeszłość i że teraz zaistnieją właściwe warunki do rozwoju ruchu wędrowniczego. Po co więc piszę? Żeby nie zapomnieć i uchronić się w przyszłości od podobnych wynaturzeń. A jeśli chcesz na ten temat podyskutować, to inicjatywa należy do Ciebie.
 8 generalnie tak i nawet więcej
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 24-11-2008 18:58
Zgadzam się z większością stwierdzeń Szwejka co raczej nie dziwi :) natomiast mam kilka uwag. Po pierwsze nie zgadzam się z tezą jakoby ZHR powtsał jako cudowny lek na marazm w harcerstwie a ZHP r zał 1918 jako utrwalacz tzw "skansenu" a nei zgadzam się z tym z bardzo prostego powodu. Moje środowisko było w osiemnastce i od zawsze szliśmy w kierunku unowoczesnienia harcerstwa wbrew np zhrowcom /już po połączeniu/ którzy uważali że to co było jest super i tam musi być. Służba społeczna również leżała nam na sercu.  
Bo jak harcerstwo powstawało to miał być to ruch nowoczesny kształtujący świadomych ale i NOWOCZESNYCH obywtalei korszystającyh również z osiągnięc techniki i cywilizacji. A u nas/Was wciąz przysłowiowy alfabet Morsea wycofany na świecie przed kilkoma laty.  
Druga kwestia to wedrownicto. Nie jestem w tej kategorii specjalistą więc tylko bardzoogólnikowo. Tu za to całkowice zgadzam się ze Szwejkiem. Na moim kursie phm przedstawiano nam koncepcję pracy wędrowniczej w której wędrownik spędza w Drużynei wędrowniczej 3 lata z czego w pierwszym roku ma formację ze wskazaniem na religijną oraz trochw wyczyny i tu dobry cytat "żeby miał trochę zabawy bo inaczej ucieknie" dla mnie sformułowanie załamujące:( w drugim roku formacji ciąg dalszy a element wyczyny zastąpiony służbą i w roku trzecim elemnt formacji jako końcówka i pozostała praca jako służba. I po takiej trzyletnim pobycie wędrownika w Drużynei ma dwie drogi funkcja instruktorska w ZHR albo służba poza ZHR ... może mam słabą wyobraźnię ale dla mnie ten system jest mocno nie logiczny... to tyle żeby Was nie zanudzać:)
 9 Wędrownictwo cd.
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 25-11-2008 08:48
Dziękuję Marku za odpowiedź. Na pewno jest przestrzeń do dyskusji odnośnie wędrownictwa i do tej dyskusji zapraszam. Mam nadzieję że uda nam się spotkać w niedługim czasie i podyskutować. Jednak pozostaje mi niedosyt informacyjny, gdyż nadal do końca nie wiem na czym miała polegać ta "ideologizacja", która zniszczyła wędrownictwo. Za drużynę odpowiadają dojrzali i ukształtowani instruktorzy, którzy już w bardzo niewielkim stopniu poddają się jakiejkolwiek "ideologizacji", stąd dziwi mnie fakt że jakaś "ideologia" mogła w taki mocny sposób wpłynąć na tychże instruktorów tak że rozpadły się wszystkie drużyny (a nowe nie powstały) i te prowadzone przez instruktorów z pierwszej "opcji" i z drugiej i z dziesiątej. 
Odpowiadając Piotrowi, uważam że przedstawiłeś bardzo bardzo uproszczoną wersję przedstawionej wam na kursie metody. Nie wiem kto to prowadził, ale na pewno bazował na metodzie, którą i ja miałem przedstawioną na moim kursie metodycznym. Gwoli ścisłości pierwszy rok jest poświęcony wyczynowi i elementom formacji (patrz "Skrypt dla drużynowych wędrowników"). Ale nie rozumiem demonizowania słowa "formacja". Bo cóż ona oznacza? Formacja to proces stopniowego doskonalenia się osoby - w różnych kierunkach. A wychowanie to oddziaływanie które ma ten proces wspierać. Chłopak w wieku dojrzewania szczególnie potrzebuje formacji czyli doskonalenia swojej osoby (i proszę nie kojarzyć od razu formacji z formacją religijną bo to błąd!!!) więc nie rozumiem czemu Cię ta formacja tak dziwi. A że ZHR wychowuje w oparciu o wartości chrześcijańskie to i w formacji przewijają się elementy formacji religijnej. Marek w podsumowaniu artykułu napisał, że uważa "że wystarczy gdy będziemy wychowywać młodzież (...) w sposób prawidłowy" co jest zawarte właśnie w tej uproszczonej przez Ciebie wersji metody. Co więcej, właśnie w trzecim roku, rozbudzona wcześniej poprzez formację wrażliwość społeczna, zamienia się w wyjście wędrowników do społeczeństwa. Te 2 rzeczy się wzajemnie uzupełniają - służba wychowuje, a poprzez wychowanie uwrażliwiamy się na służbę. W warto tutaj podkreślić że również formacja religijna uwrażliwia społecznie. Dlatego nie rozumiem Twojego wywodu. Zgadzasz się ze Szwejkiem który pisze że ważne jest wychowanie a nie zgadzasz się z metodyką która stawia na wychowanie.
 10 do Piotra
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 25-11-2008 16:56
Piotrze, 
Przyznasz, że ZHP-18 w Warszawie miało nieco inny charakter niż na południu Polski. I trochę inne były przyczyny pozostania przez Was w ZHP, podczas gdy inni przechodzili do ZHR. W każdej organizacji jest tak, że pojawiają się środowiska, które nie do końca identyfikują się z dokumentami organizacyjnymi i polityką władz. Ja piszę o całej organizacji z konieczności uogólniając jej obraz do wizji dominującej prezentowanej na zewnątrz przez jej autorytety. 
 
Chyba się ze mną zgodzisz, że ogólna ocena jest trafna? A jeśli nie to proszę nie spierajmy się o to przy tej okazji bo to zaciemni niezwykle interesującą dyskusję jaka ma szansę się wywiązać nt wędrownictwa.
 11 Wędrownictwo cd 1
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 25-11-2008 18:08
Grzegorzu, 
Z jednej strony mam obawę czy sprowadzanie tej dyskusji do problemów Mazowsza, a więc tylko pewnego wycinka rzeczywistości, nie jest przypadkiem nudne dla czytelników Pobudki. Ale rozumiem cię. Ty odpowiadasz obecnie za wędrownictwo na Mazowszu i to ty wzywasz do dyskusji. Skoro robisz to łamach Pobudki, to wypada mi podjąć wyzwanie. Z drugiej strony to o czym piszę i o czym będziemy mam nadzieję dalej dyskutować miało swój początek właśnie na Mazowszu i stąd wyciekło na resztę ZHR, więc może warto to wszystkim precyzyjnie wyjaśnić. 
 
Jeśli chcesz możemy podyskutować tutaj. Zanim jednak na poważnie zaczniemy, chciałbym abyś zadeklarował, że nie przerwiesz dyskusji w pól zdania dopóki nie dojdziemy do wspólnych wniosków. Jeśli i ty podejmujesz to wyzwanie to zacznajmy. 
 
Zapewne przyznasz mi rację, bo ujawniło się to także w twoim komentarzu, że założenia nowej wizji harcerstwa, o której piszę w artykule i jednocześnie nowa wizja pracy wędrowniczej zastały zaklęte w słowie FORMACJA. Zanim przejdziemy do dalszych rozważań muszę Cię zapytać jak ty to słowo definiujesz. Pytam o to wielu instruktorów i słyszę no wiesz... formacja to znaczy wychowanie tylko takie głębsze i zaraz przy tym zastrzeżenie że nie chodzi o wychowanie religijne, że formacja jest pojęciem szerszym. W twoim komentarzu pojawiło się jednak wyraźne rozróżnienie. Piszesz: "Formacja to proces stopniowego doskonalenia się osoby - w różnych kierunkach. A wychowanie to oddziaływanie które ma ten proces wspierać." 
 
Czyli jednak formacja i tradycyjne, poczciwe wychowanie to dla ciebie nie to samo.  
Niestety ta lakoniczna definicja pozostawia we mnie niedosyt. Jeśli chcesz na prawdę poważnie porozmawiać o problemie jaki opisuję, bardzo cię proszę abyś podał bardziej precyzyjną definicję która pozwoli mi zrozumieć co właściwie masz na myśli odwołując się do terminu formacja. Musimy wszak jednoznacznie ustalić o czym mówimy.  
 
Jak już to ustalimy będziemy mogli przejść dalej, to znaczy do wyjaśnienia jak owo słowo ma się do harcerskiego systemu wychowania, a w szczególności do charakteru pracy wędrowniczej. Bo chyba obaj nie będziemy kwestionować faktu, że słowo to ma znaczenie kluczowe dla zrozumienia problemu.
 12 kto szuka - znajduje
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 25-11-2008 19:24
" Jednak nigdy zajmując się metodyką wędrowniczą nie spotkałem się z problemem przeciwstawiania wychowania, nawet pogłębionego, służbie społecznej." 
 
Polecam zapoznać się z małą książeczką autorstwa T. Strzembosza "Szare Szeregi jako organizacja wychowawcza" - jest właśnie o tym.
 13 Dodane przez Agnieszka Filip, w dniu - 27-11-2008 09:51
Głosem rodzica, który oddał Wam na wychowanie swojego pierworodnego syna - popieram. Tak Was widzę i tego się spodziewam i oczekuję, że podejmując bezinteresowną służbę społeczną uczestniczycie, obok i równolegle z rodzicami, w wychowywaniu młodych ludzi do społecznej służby. Kształtujecie ich charaktery, formujecie ich plastyczne osobowości. Proszę, bądzcie dla nich (od drużynowych i zuchmistrzów począwszy) ZEWNETRZNYMI AUTORYTETAMI. Młodzi ludzie tego najbardziej w procesie wychowania potrzebują: znaleźć poza środowiskiem rodzinnym zewnętrzne autorytety, które w myśl powiedzenia: \"najlepszy wykład to przykład\" pociągną ich zasobą na szerokie i bezpieczne wody, asystując w procesie dojrzewania i dorastania. Budujcie jednak na trwałym i solidnym fundamencie przygotowując ich do służby społecznej - na WARTOSCIACH. 
 
z pozdrowieniami.
 14 do Plebana w Kwesti WOŚP
Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 27-11-2008 10:08
nie wiem co Szwejk mial na mysli podajac przykład  
Wielkiej Orkiestry swiatecznej Pomocy ale 
chciałbym powiedziec ze sporo ludzi ma zastrzezenia 
może nie do nie ale kontekstu jej działalności. 
 
WOSP jest medialnym fajerwerkiem ,ludzie daja 
pieniądze itp kóre pewnei beda dobrze wykorzystane. 
ale w cieniu WOSP jest od diabła i trochę 
róznych przedsięwziec które ida opornie 
bo nie są tak medialne,wymagaja wsparcia ludzi przez 
okrągły rok a nie tylko przez dwa trzy dni w roku. 
Pomoc chorym dzieciom jest oczywiscie potrzebna 
i dobrze postrzegana przez społeczenstwo 
prponuje ogladajac reklamy zwrócić uwagę 
ilu producentów deklaruje ze część dochodu ze  
sprzedaży ich produktów idzie na wsparcie dla 
szpitali albo"chorych dzieci w twojej okolicy" 
 
Tymczasem inicjatywy np edukacyjne,zwłaszcza te 
do srodowisk patologcznych ,zaniedbanych itp 
nie są reklamowane nie maja szans na tak szerokie  
zainteresowanie mediów jak WOSP,nie sa widowiskowe 
nie przynosza takich szybkich spekatakularnych 
efektów ,nie intersują się nimi gwiazdy telewizji 
ani politycy bo kogo w sumie obchodzi 
"orka na ugorze""gdzie efektem nie jest  
szybkie wyleczenie dziecka ale to ze np 
częśc wiejskiej młodizeży zamaist szukac wrażeń 
pod sklepem monopolowym próbuję się uczyć 
 
Tylko nie jest to temat na pocżtek wiadomosci TV 
wiec ludziom kórzy się tym parają na ogól 
permanentnie brakuje kasy,wolontariuszy i zrozumienia 
urżedników. 
Nie jest to oczywiście wina Wośp ale ludzkiej natury 
ktora lubi takie fajerwerki.
 15 Wędrownictwo cd 2
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 28-11-2008 15:33
Marku, 
Trudne pytanie zadałeś, ale postaram się napisać co rozumiem pod pojęciem formacja trochę szerzej. Tak jak napisałem, dla mnie istnieje ważne rozróżnienie między pojęciem formacja a wychowanie. Formacja to jest proces kształtowania się, dojrzewania osoby do konkretnego, ściśle okręslonego ideału. W naszym przypadku ten ideał zapisany jest w Prawie Harcerskim i Dekalogu. Formacja dotyczy naszej osoby i naszego wnętrza. Uważam, że skrótem myślowym jest mówić "formuję kogoś...", mogę kogoś jedynie wychowywać przez co wpływać na jego osobistą formację(przypomnę proces dojrzewania). "Formowanie kogoś" dla mnie podciąga się pod kształtowanie osoby na swoją modłę, to jest sprzeczne i z duchem harcerskim i chrześcijańskim. Możemy to jedynie czynić poprzez pewne pozytywne działania - wychowywanie. Na pierwszy rzut oka różnica jest niewielka, albo nawet znikoma. Ta różnica wynika z podejścia wychowawcy do procesu wychowywania. Jeśli celem wychowawcy jest to aby wychowanek przejął, dajmy na to, pewne zachowania, sposób myślenia, czy system wartości wychowawcy to jest to wtedy "formowanie" - złe, a jeśli celem wychowawcy jest dążenie do rozwoju wychowanka w wolności, co nie wyklucza ukazywania swojego sposobu na życie (przykład własny) jest to wychowanie - dobre. Nie wiem czy to jest do końca jasne, nie mam talentu filozoficznego i pewne rzeczy określam sercem i ciężko mi dokładnie przedstawić. 
Wychowanie dla mnie to świadome i w dobre wierze wpływanie na proces formacji wychowanka. 
Jeśli zaś mówimy o formacji w kontekście wędrownictwa, ja przez to rozumiem cały proces rozwoju wędrownika, poszerzania jego wiedzy, możliwości i rozwoju charakteru i ducha. Dlatego formacja tak naprawdę dotyczy całego okresu bytności w drużynie. Bardzo dobrze można realizować formację poprzez wyczyn czy poprzez służbę. Tzw roku "formacji" w drużynie wędrowników wskazuje na zaakcentowanie rozwoju charakteru i ducha nad pozostałymi dwoma czyli wyczynem i służbą, mimo że one także doskonale wspomagają formację. Formacja w drużynie wędrowników to nie jest proces szkolny, gdzie jest nauczyciel, który wykłada jedyną i słuszną prawdę, a uczniowie słuchają. Formacja w drużynie wędrowników to wspólne podjęcie trudu samowychowania wszystkich jej członków i wzajemne mobilizowanie się do własnego rozwoju. Drużynowy starszy brat jest do tego procesu dodatkową pomocą. 
Nie wiem czy o Ci Marku chodziło, mogę jeszcze coś doprecyzować. A czym dla Ciebie jest formacja?
 16 Wędrownictwo cd 3
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 01-12-2008 16:17
Grzegorzu, 
Wcale się nie dziwię, że pytanie które zadałem było "trudne". To znaczy nie pytanie, bo to zadaje z łatwością, ale odpowiedź na nie jest bardzo trudna. Zadaję je już ponad siedem lat i jeszcze nikt kto używa słowa formacja w każdym niemal zdaniu nie potrafił mi wyjaśnić o co chodzi. To co napisałeś, też niestety jest dla mnie nie jasne. Dalej nie wiem jaka jest w/g ciebie różnica pomiędzy terminem wychowanie i formacja.  
 
Napisałeś, że (...)Formacja to jest proces kształtowania się, dojrzewania osoby do konkretnego, ściśle określonego ideału. W naszym przypadku ten ideał zapisany jest w Prawie Harcerskim i Dekalogu. (...). Nie wiem czym to się różni od wychowania harcerskiego. Dalej piszesz, że nie można kogoś formować na określona modłę, że w ten sposób się wychowuje i a nie "formuje kogoś" i że to jest sprzeczne z duchem harcerskim i chrześcijańskim. No ale przecież tę "modłę" wskazałeś wcześniej - jest nią Prawo Harcerskie i Dekalog. Przecież my wychowujemy kierując wskazaniami konkretnych ideałów. Czyżbyśmy do tej pory robili harcerzom krzywdę? Chyba nie! Dalej piszesz (...)Jeśli celem wychowawcy jest to aby wychowanek przejął, dajmy na to, pewne zachowania, sposób myślenia, czy system wartości wychowawcy to jest to wtedy "formowanie" - złe, a jeśli celem wychowawcy jest dążenie do rozwoju wychowanka w wolności, co nie wyklucza ukazywania swojego sposobu na życie (przykład własny) jest to wychowanie - dobre. (...). Ale przecież głównym i najbardziej skutecznym środkiem oddziaływania w harcerstwie jest przykład osobisty instruktora. I to jest właśnie istota wychowania harcerskiego. 
 
Dalej piszesz też (...)Formacja w drużynie wędrowników to wspólne podjęcie trudu samowychowania wszystkich jej członków i wzajemne mobilizowanie się do własnego rozwoju. Drużynowy starszy brat jest do tego procesu dodatkową pomocą. (...). Przedstawiłeś klasyczną definicje wychowania na etapie wędrowniczym, gdzie w przeciwieństwie do poprzednich etapów największą rolę odgrywa świadome samowychowanie. 
 
Podsumowując, nie wyjaśniłeś na czym polega różnica. 
 
A teraz ja ci powiem jak ja to widzę w kontekście tego co napisałem w artykule. Najpierw jednak kilka słów wprowadzenia. 
 
W dostępnych mi encyklopediach (mam w domu trzy) pod hasłem formacja nie ma nic co by wiązało ten termin z wychowaniem. Szukałem też w słownikach wyrazów obcych np. u Kopalińskiego. I nic. Ciekawych wniosków dostarcza Internet. 
 
Jako informatyk zajmujący się zawodowo Internetem twierdzę, że nie ma na ziemi lepszego źródła informacji jak Google, które tak pozycjonuje wyniki wyszukiwania aby idealnie odpowiadały na zadane pytanie. Zapewniam cię, że jak czegoś nie ma w pierwszych 50 wynikach odpowiedzi na zadane pytanie, to możesz się bez tego obejść. 
 
W Google na zapytanie "formacja" otrzymujemy takie wyniki związane z naszym zainteresowaniem:  
 
poz.7. Formacja wspólnot - oficjalna strona Szumu z Nieba 
http://www.wspolnoty.jezuici.pl/ 
 
poz.15. Portal Ludzie z dobrej strony, strona w budowie pod która nikt się nie podpisuje ale jak wynika z treści jest to robiony przez jakąś wspólnotę religijną. 
http://www.formacja.net/ 
 
poz.43. Portal Opoka 
Czy jedyne, co interesuje katechetów, to zagadnienia metodyczne i dydaktyka? 
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAK/km_formacjakat.html  
 
Poz. 44. Oaza Dzieci Bożych - konspekty. Formacja ODB. 
Konspekty spotkań dla formacji grup dziecięcych (szkoła podstawowa i gimnazjum) przy parafii. Przydatne w pracy ze scholą, Oazą Dzieci Bożych, ... 
http://oaza.ovh.org/ 
 
poz. 49. Oaza - forum dyskusyjne :: Zobacz temat - formacja roczna 
Mamy sobie formację podstawową zawartą w książeczkach: Domowy Kościół. ... Formacja w ciagu roku nie jest więc bezpośrednio związana z rekolekcjami letnimi  
forum.oaza.pl/viewtopic.php?t=15709 
 
Poz. 50. Zakon Trójcy Przenajświętszej - Formacja zakonna 
Dlatego też jak dalej czytamy celem tak pojętej formacji jest droga do doskonałości osobowej ... Formacja początkowa w Zakonie Przenajświętszej Trójcy, ... 
www.trynitarze.ceti.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16  
 
A co mówi na ten temat Wikipedia? Jest tam trzynaście haseł dotyczących słowa formacja 
Wśród nich 3 które mają jakikolwiek związek z procesem wychowania, czy kształtowania osobowości: 
ˇ Formacja chrześcijańska w teologii, proces dojrzewania i udoskonalania się na drodze do świętości  
ˇ Formacja zakonna w teologii, proces dojrzewania i udoskonalania się na drodze rad ewangelicznych we współpracy z łaską Bożą  
ˇ Formacja kapłańska w teologii, proces dojrzewania i udoskonalania się kandydata na kapłana w Kościele katolickim; również proces doskonalenia osobowościowego już wyświęconego kapłana w ciągu całego jego życia  
 
A inne źródła. 
Jako człowiek bardzo interesujący się tym co robię i stale się rozwijający wiem także, że termin formacja jest bardzo chętnie używany w środowiskach związanych z Opus Dei. Wprawdzie nie wiem dlaczego nie znajdziesz na ten temat śladu w Internecie, ale tak jest i obaj wiemy to doskonale. 
 
Czy nie uważasz więc, że wniosek z tego płynie jeden. Termin formacja jeśli już przyjąć, że wchodzi znaczeniowo w zakres spraw związanych z wychowaniem, to oznacza proces rozwoju religijnego. W dodatku, przynajmniej w Polsce, jest to znaczenie jakie pojawiło się w powszechnym użyciu całkiem nie tak dawno. 
 
Tyle o znaczeniu słowa formacja w sensie ogólnym. A w harcerstwie? 
 
Zapewniam cię, że znam prawie całą dostępną literaturę poświęconą wychowaniu harcerskiemu. Przed rokiem 2000 termin formacja nie był w niej używany w tym kontekście. 
Zapewne wiesz także, że w statucie ZHR nie ma słowa formacja mimo, że to właśnie statut określa misje i cele naszego związku. Jak to wyjaśnić, że nie ma tam słowa tak podobno ważnego z punktu widzenia naszej misji i zadań? Co więcej (tu ukłon w stronę środowisk z ZHP-18 ) nie ma tego słowa również w przedwojennym statucie ZHP. 
 
Wniosek kolejny. W praktyce metodycznej harcerstwa słowo formacja jest również zjawiskiem nowym. 
 
Kiedy się ono pojawiło? 
Otóż pojęcie "formacja" zostało wprowadzone i od tamtej pory jest silnie "lansowane" w ZHR w 2000 roku w skrypcie dla drużynowych pt. Metoda Wędrownicza autorstwa hm. Pawła Zarzyckiego, phm.Roberta Kowalskiego (dziś już harcmistrza) i phm. Karola Wesołowskiego członków ówczesnego referatu wędrowniczego chorągwi mazowieckiej. Tam też podana jest definicja "formacji". Jak definiowali to nowe pojęcie autorzy skryptu? Nie będę przytaczał całej bo to jest bardzo długa, a dociekliwy czytelnik na pewno dotrze do źródła. Otóż według autorów głównym zadaniem harcerstwa jest formacja wędrownika przy założeniu jego dobrowolnej zgody. Formacja obejmuje w/g nich trzy obszary: rozwój duchowy zgodny z nauką Jezusa Chrystusa, rozwój intelektualny, którego celem jest określenie własnego światopoglądu i do tego rozwój fizyczny. 
 
Innymi słowy autorzy rozszerzyli ogólnie znane znaczenie pojęciowe terminu formacja. W/g nich ma ona obejmować nie tylko wychowanie religijne. To co zdefiniowali to konglomerat trzech obszarów czyli wychowanie religijno-polityczne wzbogacone o rozwój tężyzny fizycznej. Ciekawe. Tylko, że w porównaniu z dotychczasowym zakresem wychowania harcerskiego jest to niezwykłe uproszczenie i zawężenie aspiracji wychowawczych naszego ruchu. A gdzie kwestia podstawowa dla harcerstwa czyli wspomaganie rozwoju społecznego - tu harcerstwo odnosiło zawsze najlepsze rezultaty wychowawcze, gdzie rozwój emocjonalny gdzie kształtowanie charakteru czyli silnej woli, że wskażę tylko na te najbardziej ogólne z pominiętych w tej definicji obszary? 
 
Tak sformułowana definicja formacji upoważnia do tego zastrzeżenia które wszyscy moi rozmówcy czynią, że nie chodzi tylko o wychowanie religijne. Fakt: w teorii, która leży u podstaw przeprowadzonej w wędrownictwie rewolucji mówi się też o kształtowaniu światopoglądu i tężyzny fizycznej. W praktyce jednak rzecz sprowadziła się tylko do tego pierwszego i najważniejszego obszaru. I trudno się temu dziwić.  
 
Gdyby nawet założyć, że autorzy nie zastosowali tu słowotwórczej techniki maskowania znaczenia i faktycznie kierowali się tak poszerzoną definicją formacji religijnej, to przecież oni nie prowadzili drużyn wędrowniczych i to nie oni wcielali w życie swoje idee. Oni je tylko przekazywali drużynowym. Większość zaś instruktorów prawidłowo odczytała kierunek dokonującej się rewolucji ideowej, metodycznej i programowej. Znaczenia słów nie zmienia się na 30-tu linijkach skryptu wydanego w nakładzie 500 egzemplarzy. Znaczenie słowa w życiu publicznym powinno być znane osobom wierzącym, stawiającym tak ogromny nacisk na formację religijną. Wszak na początku było i jest słowo. Od niego się wszystko zaczęło i zaczyna. Jeśli podmieniono słowo wychowanie na formacja trzeba się było liczyć z konsekwencjami tego zabiegu. Większość instruktorów zrozumiała przekaz płynący od swoich wodzów tak, że teraz wychowanie wędrownicze ma być zredukowane do wychowania religijnego. Takie jest bowiem ogólnie znane znaczenie tego słowa. A kto tego nie zrozumiał na tym wymuszono zastosowanie się do nowych koncepcji. Z opornymi zaś poradzono sobie w sposób, który jest od zawsze stosowany przez wszelkiej maści rewolucjonistów. Wyeliminowano ich z życia harcerskiego. W ten sposób ruch wędrowniczy upadł a to co przetrwało prowadzone w nowy sposób przestało odpowiadać na realne potrzeby młodzieży . Bo nie znajdywała ona w harcerstwie ( w wędrownictwie) nic poza formacją religijną a tę jak wiadomo znacznie lepiej prowadzą ruchy i organizacje wyznaniowe dysponujące odpowiednio do tego przygotowaną kadrą księży. W zrewolucjonizowanym harcerstwie formację religijną prowadzono i nadal prowadzi się wyjątkowo nieumiejętnie bo w sposób nad wyraz nachalny. Trudno się temu dziwić, bo przecież my nie dysponujemy kadrą, która mogłaby to robić umiejętnie. Zresztą autorzy skryptu nawołują wręcz otwarcie aby zrezygnować z oddziaływania pośredniego na rzecz oddziaływania bezpośredniego. W efekcie młodzież wyjątkowo wrażliwa i rozbudzona intelektualnie, tak jaka kiedyś trafiała do wedrownictwa, omija harcerstwo szerokim łukiem, bo niczego w nim nie znajduje. 
 
W tych warunkach przetrwały tylko te nieliczne środowiska, które nauczyły się używać rewolucyjnej nowomowy i posługiwały się publicznie słowem formacja, tłumacząc je na swój użytek po staremu. Tak jak to ty częściowo robisz. Po prostu zajmując się szeroko pojętym wychowaniem i stosując adekwatne do tego środki - czyli te które w jakis sposób choćby częściowo odpowiadały na potrzeby młodzieży. 
 
O to co ja sadzę o znaczeniu słowa formacja i jaki ma ono związek z degradacją wędrownictwa i zablokowaniem możliwości rozwojowych ZHR jako całości. Pamiętajmy bowiem, że ta rewolucja jaka dokonała się w okolicach roku 2000 na Mazowszu rozlała się po Polsce i zbiera swoje żniwo do dziś. 
 
A jeżeli chcesz wiedzieć jakimi metodami tę rewolucje wprowadzono, chętnie ci to przypomnę. Mam kilka osobistych doświadczeń z tym związanych. Tak się złożyło, że ja konsekwentnie nie używam słowa formacja tylko wychowanie i nadal uważam, że celem harcerstwa powinno być wszechstronne wychowanie młodzieży, tak jak to zapisano w naszym Statucie i tak jak harcerstwo rozumiało swoje zadania począwszy od lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przez to doświadczyłem na sobie wszelkich metod jakimi próbowano zindoktrynować, a jak się nie dało, wyeliminować z życia instruktorów podobnie jak ja tradycyjnie pojmujących cele harcerstwa. 
 
Na marginesie uważam, że wspomniany skrypt jest piramidalną bzdurą nie tylko w zakresie definicji celu pracy wędrowniczej. Sposób w jaki wprowadzono w życie zawarte tam idee w warstwie także metodycznej i programowej doprowadził bezpośrednio do upadku ruchu wędrowniczego i wyrzucenia na śmietnik całego dotychczasowego doświadczenia metodycznego. Dlatego dziś mówimy już nie tylko o odbudowie ruchu wędrowniczego, ale i o zbudowaniu na nowo metody wędrowniczej. Po co? Wystarczy ją po prostu wyjąć ze śmietnika i zacząć z powrotem używać. 
I mam nadzieję, że ty to zrobisz na Mazowszu.
 17 Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 01-12-2008 23:16
Też chciałam napisać, że Grzesiek sam sobie przeczy. Szwejk zrobił to jednak tak arcydobrze, że mogę tylko się podpisać dwoma rękami. 
 
Chciałam zwrócić uwagę na aspekt, który tu się przewija: 
 
- czym innym jest wychowywanie do określonego wzoru człowieka (to mamy w Statucie i chyba tak właśnie działamy bo mamy np. sylwetkę HR i ideał instruktora) 
 
- czym innym jest wspieranie wychowania w drodze do rozwijania potencjału drzemiącego w człowieku (to jest personalizm, którym tak lubimy się podpierać)
 18 Wędrownictwo cd 4
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 02-12-2008 13:45
Marku, 
Dużo się ostatnio zastanawiałem nad tymi dwoma pojęciami i im dłużej się zastanawiam tym bardziej dochodzę do wniosku, że w mojej ocenie te dwa pojęcia: formacja i wychowanie są bardzo zbliżone tzn. dotyczą tych samych obszarów rozwoju człowieka - tak ja to postrzegam. Tak starałem się to opisać w poprzednim poście, ale chyba trochę za mocno przekombinowałem. Chodziło o to że w zależności od sytuacji daną "czyność" możemy nazwać wychowaniem lub formacją, ale obie te czynności dotyczą tych samych obszarów osobowego. Tak ja rozumiem to pojęcie, i też zgadzam się z tym że inni mogą inaczej je interpretować. Mogę też zapewnić że nie wiem jak jest w Opus Dei :)  
Dlaczego kiedy się szuka pojęcia formacja w internecie, znajdujemy tylko strony religijne. Moim zdaniem dlatego, że organizacje kościelne są jednymi z niewielu obecnie, które faktycznie prowadzą ową formację, a może więcej, zwracają na to dużą uwagę. Zastanowiłem się gdzie jeszcze powinna odbywać się formacja/wychowanie. Odpowiedź w rodzinie. No i znów google i o to mamy na jednej ze stron artykuł ("Funkcja rodziny i jej rola w poszczególnych okresach rozwoju dziecka") gdzie autorka Mirosława Łeszyk używa sformułowania: "To rodzina formuje psychikę dziecka" - formuje czyli prowadzona jest w tej rodzinie formacja - no i przecież nie chodzi o religijną. Następny przykład może nie jest najtrafniejszy, ale zawsze: http://www.nacjonalista.org/encyklopedia.php?id=49 i jedno ze zdań o formacji: "Działalność członków Młodzieży Wszechpolskiej polegała głównie na prowadzeniu formacji nowych członków zgodnie z wartościami narodowymi" i to też nie tyczyło się formacji religijnej.  
Można powiedzieć że to jedynie wyjątki, ale ja chcę pokazać to że nie można tego słowa rezerwować jedynie dla formacji religijnej. Zresztą mam nadzieję że ta dyskusja nie tyczy się tego kto jakiego słowa używa, tylko w jakim kontekście. Na pewno nie można używać słowa którego kontekst nie jest jasny.  
Dlatego we wspomnianym skrypcie autorzy mieli wg mnie prawo użyć sformułowania formacja wyjaśniając co ono dla nich oznacza (owe trzy obszary). Można mieć jedynie niedosyt tego, że tych obszarów powinno być więcej (szczególnie wspomnianego przez Ciebie wychowania społecznego - nie zamierzam bronić autorów), choć ja to traktuję jako wymienienie tych najważniejszych. Nie zgadzam się jedna z tym co piszesz, że "W praktyce jednak rzecz sprowadziła się tylko do tego pierwszego i najważniejszego obszaru" w sensie religijnego. W praktyce autorów, czy w praktyce drużyn? Sugerujesz (choć nie wprost) że autorzy maskowali pod pojęciem tej rozszerzonej definicji, wersję uproszczoną do wychowania/formacji religijnej po to ... no właśnie po co? Wydaje mi się że nie możesz tego sugerować, bo to są jedynie sugestie, według mnie nie poparte konkretnymi faktami. Co więcej, pamiętaj że byłem uczestnikiem kursu drużynowych, którego komendantem był Zarzycki i było on prowadzony na podstawie metody opisanej później ww. skrypcie. Jeśli faktyczna definicja formacji miała się sprowadzać do formacji religijnej to z pewnością dowiedziałbym się o tym na kursie. A nic takiego nie nastąpiło. Co więcej, przed kursem nie miałem żadnej styczności z metodyką wędrowniczą dlatego wszystkiego co się tam dowiedziałem przyjąłem i wcieliłem w swojej drużynie - wtedy nie miałem możliwości konfrontacji z innym podejściem do wędrownictwa. Dlatego można przyjąć że mój sposób prowadzenia drużyny był w pewnym sensie odbiciem tego co dowiedziałem się na kursie - i chyba nie było tak najgorzej. Zacytuję cele które miałem napisane na drugi rok pracy drużyny czyli rok pod hasłem "formacja": (według kolejności zapisania) 
- Propagowanie idei służby 
- Przeniesienie ciężaru pracy z drużyny na indywidualnych wędrowników 
- Rozwój wychowania religijnego 
- Rozwój wrażliwości kulturalnej 
- Zrealizowanie wyzwania wędrowniczego 
- Poznawanie najciekawszych terenów naszego kraju 
- Rozwój fizyczny 
czyli wychowanie religijne było 1 z 7 celów. 
Co chciałem udowodnić. Otóż chciałem jedynie udowodnić to, że przyczyną upadku wędrownictwa nie był fakt próby przedefiniowania pojęcia wychowanie w drużynie wędrowników (choć nie zgadzam się z tym że taka próba w ogóle zaistniała). Tą przyczyną nie był również skrypt wydany po kursie w którym uczestniczyłem, a po którym to kursie powstało i działało jeszcze sporo fajnych i dobrych drużyn, wreszcie tą przyczyną nie jest to że ja używam słowa formacja na to co Ty nazywasz wychowaniem. Mój szlif instruktorski zdobyłem na tym czego się nauczyłem na tamtym kursie i razem z nabytym później doświadczeniem staram się przekazywać to dalej. Mam nadzieję że w miarę z dobrym skutkiem.
 19 Wędrownictwo cd 5
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 02-12-2008 19:42
Grzegorzu, 
Fakt, że w twojej ocenie ani kursy ani skrypt na podstawie którego prowadziłeś swoją drużynę, zbytnio ci nie zaszkodziły nie stanowi logicznego dowodu na to, że w innych przypadkach mogły szkodzić. Ja prowadziłem drużynę w okresie HSPS i w czasie stanu wojennego, musiałem jeździć na kursy instruktorskie prowadzone przez ludzi, których wstyd było znać i też mi to nie zaszkodziło. W mojej ocenie prowadziłem bardzo dobra drużynę i wychowywałem wspaniałych ludzi.  
 
Nie zaszkodziło mi bo ja wyczuwam harcerstwo całym swoim ciałem. I ty widocznie masz tego samego typu zdolność. Choćby cię przekonywano, że celem harcerstwa jest propagowanie chińskiego baletu i uczono każdą zbiórkę rozpoczynać od medytacji i tak wiedziałbyś intuicyjnie czego twoje chłopaki potrzebują i im to dawał. Dlatego przetrwałeś w tych warunkach. Mogłeś popełniać błędy, ja też je popełniałem ale ogólny rachunek wyników dzięki twoim zdolnością wyszedł na plus. Może dodatkowo potrafiłeś się jakoś przystosować i robić swoje.  
 
Ale nie wszyscy przetrwali. Ci którzy uwierzyli w nową ideologię i poddali się jej bezkrytycznie polegli  to znaczy nie oni osobiście. Oni w większość mają się dobrze i odbierają swoje nagrody za lojalność tylko ich drużyny nie istnieją. A ci którym potęga smaku nie pozwoliła się przystosować odeszli z ZHR, a ich drużyny zostały rozwiązane. 
 
Ponadto o sile, wędrownictwa nie decyduje ilość tylko jakość. Ferment intelektualny i będący jego wynikiem poziom wyczynu, działalności specjalizacyjnej i wymiaru podejmowanej służby. A to zniszczono dokumentnie sprowadzając całą rzecz do absurdu. Zniszczono też metodyczne podstawy tak wysokiej jakości pracy jaka była udziałem wędrownictwa w latach 80-tych. 
 
Podręcznik o którym piszemy nosi tytuł Metoda Wędrownicza. Jest to tytuł przewrotny bowiem o metodzie jest tam tylko na marginesie i to w sposób całkowicie błędny. Podręcznik traktuje w całości o programie a nie metodzie. Pokazuje bardzo wycinkową wersje jakiegoś jednego wybranego z miliona możliwych trzeletnich programów drużyny odartą z podstaw metodycznych, tak jakby w owym czasie metodyka wędrownicza w ogóle nie istniała. 
 
Ale przedstawiono go jako wiekopomne dzieło na temat metody, czego efektem było spłycenie metodyki wędrowniczej do tego prymitywnego poziomu jaki tam został zasygnalizowany.  
 
Inną sprawą był sposób wprowadzenia tych idei w życie. Mianowicie potraktowano opisany tam program działania jako program ogólnie obowiązujący wszystkie drużyny na Mazowszu. Zrobiono coś na kształt systemu tęczy dla wędrowników. Każda drużyna musiała działać w ten sam opisany tam sposób realizując w ten sam synchronizowany program pracy. To sie może sprawdza u zuchów. Ale wędrownicy są już na dużo wyższym poziomie rozwoju i mają wyższe aspiracje. Nawet gdyby to był program genialny to ta urawniłowkowa kuracja zabiła by ideę wędrownictwa. A nie było to genialne. Wielokrotnie analizowałem treść tego skryptu i zawsze nie mogłem wyjść ze zdumienia dlaczego autorzy tak nisko ocenili inteligencję drużynowych. Dlaczego podali im przerzutą papkę i kazali się nią karmić przez trzy lata. Jak się wychodzi z założenia że drużynowi wędrowniczy są debilami, to po jakiś czasie takich właśnie się produkuje (po za wybitnymi wyjątkami, którym takie traktowanie zaszkodzić nie może). 
 
Dam ci jeden tylko przykład jak wprowadzono w życie ów program nazwany metodą wędrowniczą. 
 
Na przełomie 2001 i 2002 byliśmy na początku procesu odnowy Szesnastki i planowaliśmy wejść nie tylko do gimnazjum ale i do liceum Staszica tworząc tam drużynę wędrowniczą. Mieliśmy pomysł jak to zrobić z rozmachem i w dodatku tak aby skorzystały na tym wszystkie inne drużyny wędrownicze w Warszawie. Nie świadom niczego, zgłosiłem się do komendy chorągwi z projektem wielkiej medialnej akcji mającej na celu propagowanie ideałów harcerskich na terenie wszystkich liceów warszawskich i tym samym zainteresowanie młodzieży przystąpieniem do drużyn wędrowniczych. Akcji miał patronować TVN i zrobić z tego atrakcyjny program. Był to projekt organizacji przez ZHR dorocznego wyścigu na zasadach podobnych do Eco-challengeu. Czyli każde liceum warszawskie może wystawić dowolną ilość 5-cio osobowych zespołów do rywalizacji. Zawody zaczynają się w sobotę rano i trwają do niedzieli po południu i polegają na tym, że cały zespół musi w komplecie, jak najszybciej dotrzeć do mety. Sobota to dzienny 100-tu kilometrowy rajd rowerowy na orientację, po dotarciu na metę od razu wymarsz na etap nocny  ok 50km leśnego rajdu pieszego na orientację, a następnie już nad ranem 30 km odcinek trudnej rzeki (wąsko i dużo wiatrołomów) pokonywanej kajakami. Żadnych przerw. Zespoły same muszą regulować tempo, odpoczynki, wyżywienie. Wszystko filmuje i pokazuje telewizja. Najważniejszy w tym projekcie był etap przygotowań, gdzie ZHR miał szanse wejść do szkół z atrakcyjną propozycją, pokazać się z harcerskiej, nowoczesnej strony i pozyskać najbardziej ambitne jednostki. Przedstawiłem projekt na piśmie komendantowi chorągwi z zapewnieniem, że sami to zorganizujemy własnymi siłami. Po tygodniu otrzymałem odpowiedź, która mnie zmroziła i spowodowała, że odpuściliśmy sobie plany wędrownicze. Druh Obrębski poinformował mnie, że jestem głąbem bo nie mam pojęcia o wędrownictwie, że nasz projekt jest infantylny i w ogóle nie przystaje do wzniosłych ideałów którym teraz służą wędrownicy. Podczas rozmowy wręczył mi egzemplarz Metody Wędrowniczej kazał się nauczyć z niego co to jest wędrownictwo. Poinformował mnie też, że aktualnie wszystkie drużyny wędrownicze na Mazowszu realizują drugi rok prezentowanego tam programu i dlatego nasz projekt trafił jak kula w płot. 
 
Informacje te były dla mnie tak szokujące, że do dziś wyleczono mnie z myśli o prowadzeniu pracy wędrowniczej w ZHR. Dlatego tworząc program HOPR jak ognia unikaliśmy konotacji z wędrownictwem a i tak blokowano powstanie pogotowia argumentując to tym, że tak atrakcyjna propozycja może odwrócić uwagę wędrowników od ich głównych zadań czyli formacji. Kto nie wierzy, może to sobie sprawdzić w protokołach naczelnictwa albo popytać świadków. 
 
To są fakty. 
Mnie zupełnie nie dziwi, że ludzie którzy wiedzieli wcześniej czym jest wędrownictwo odeszli z ZHR. Ja nie odszedłem bo właśnie wtedy wróciłem do związku z silną motywacją odbudowy Szesnastki. Potem podobne idiotyzmy tylko wzmocniły moją motywację, bo czuję się ojcem ZHR i jak każdy ojciec nie pozwolę by na moich oczach uśmiercano mi dziecko. Ale nie wszyscy mieli tak silną motywacje jak ja.  
 
Pozostali ci którzy z powodów ideologicznych aktywnie uczestniczyli we wprowadzaniu zmian i ci których nie stać było na intelektualną refleksje nad tym co się stało. A nowi drużynowi, tacy jak Ty już nie mieli szansy poznać smaku prawdziwego wędrownictwa. 
 
Jeszcze raz podkreślam, że w sensie ogólnym musiało to skutkować rozpadem tego co było. Co nie oznacza, że ktoś taki jak Ty nie mógł intuicyjnie wyczuwać co powinien robić z chłopakami. Ja też gdy w 1975 roku zaczynałem się kształcić w komunistycznym ZHP na instruktora nie znałem Puciaty ani Janowskiego, a mimo to doszedłem do takich samych co oni wniosków. 
 
Dlatego Grzegorzu nadal uważam, że skoro przetrwałeś w tak niesprzyjających warunkach i odnosiłeś sukcesy  jesteś właściwą osobą na tym miejscu. 
 
Wiem, że ta odpowiedź nie posuwa naszej dyskusji do przodu. Ale musiałem zareagować na ten wątek twojej wypowiedzi. Jutro postaram się odnieść do meritum sprawy.
 20 o!
Dodane przez Michał Ducki, w dniu - 02-12-2008 20:12
Quote:
Przedstawiłem projekt na piśmie komendantowi chorągwi z zapewnieniem, że sami to zorganizujemy własnymi siłami. Po tygodniu otrzymałem odpowiedź, która mnie zmroziła i spowodowała, że odpuściliśmy sobie plany wędrownicze. Druh Obrębski poinformował mnie, że jestem głąbem bo nie mam pojęcia o wędrownictwie, że nasz projekt jest infantylny i w ogóle nie przystaje do wzniosłych ideałów którym teraz służą wędrownicy. Podczas rozmowy wręczył mi egzemplarz Metody Wędrowniczej kazał się nauczyć z niego co to jest wędrownictwo. Poinformował mnie też, że aktualnie wszystkie drużyny wędrownicze na Mazowszu realizują drugi rok prezentowanego tam programu i dlatego nasz projekt trafił jak kula w płot.

 
 
Ale jaja :) A myślałem że najśmieszniejsze rzeczy spotkały w tej organizacji mnie :)
 21 Głos w dyskusji
Dodane przez Radek Tymiński, w dniu - 03-12-2008 12:00
Grzesiek, nie odbieraj mojego stanowiska personalnie (bo Ciebie bardzo cenię). 
Rozumowanie, które prezentujesz przytaczając zdanie "To rodzina formuje psychikę dziecka", jako argument na posługiwanie się słowem formacja, nie ma wartości logicznej. Na tej samej zasadzie mógłbyś dowodzić, że w zdaniu "ciesto formuje się z mąki, wody i jajka" jest mowa o formacji. 
Słowo "formacja", na co trafnie zwraca uwagę Marek, jest używane głownie w kontekście religijnym i ma takie społeczne konotacje. Poza tym jest to słowo - klucz. Świetnie brzmi i pasuje w wielu sytuacjach. Warto jednak zwrócić uwagę, że formacja ma przede wszystkim charakter religijny, lub konfesyjny. Na tej zasadzie w kościele mówi sie o formacji neokatechumenlnej, formacji duchowej, i na tej zasadzie można mówić o formacji Wszechpolaków, bo ona w istocie miała charakter konfesyjny. 
Współcześnie w harcerstwie zatraciliśmy głowne cele na rzecz tych drugorzędnych. Piszę to z całą świadomością, bowiem pierwszorzędnymi celami harcerstwa (jak wniskuję ze znanych mi dokumentów przedwojennego ZHP) były: przyjaźń (braterstwo), moralność, męstwo oraz masowość oddziaływania. Obecnie wielu uważa, że celem harcerstwa jest służba, formacja, kształtowanie elit i misja społeczna. Uważam takie stanowisko za błędne. Siła harcerstwa nie będize tkwić w jednym ministrze (z całym szacunkiem), ale w tysiącu urzędników. 
 
Pozdrawiam 
 
R.
 22 UWAGA NA JAJA!
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 03-12-2008 12:57
Bardzo proszę o poufne potraktowanie tego postu - [ (Druhu Ducki - niech Druh uważa ze sformułowaniami typu "jaja" - ja za ich użycie przez trzy lata czekałem na przywrócenie do służby. Są to wyjątkowo plugawe i obrażliwe sformułowania - jak mogłem dowiedzieć się przed Komisją Harcmistrzowską.)]
 23 phi
Dodane przez Michał Ducki, w dniu - 03-12-2008 13:18
Jakoś mnie to nie martwi...choćby dlatego że nie jestem instruktorem a jak wiadomo instruktorzy muszą być wzorcem moralności... 
 
Właściwie to dziwne bo z jednej strony mówimy o braku podziału na wychowawców i wychowanków a z drugiej strony selekcjonujemy wychowawców wg różniastych widzimisów. Paradoks czy kretynizm?
 24 Wędrownictwo cd 6
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 03-12-2008 21:23
Grzegorzu, 
Kwestia wyjaśnienia zagadki dlaczego nagle w okolicach roku 2000 pojawiło się w ZHR słowo "formacja" ma moim zdaniem znaczenie kluczowe dla zrozumienia procesów jakie zaszły w naszym Związku pod wpływem aktywności środowiska które ja określam jako "endeckie".  
 
Napisałem w artykule, że pomiędzy dwie wzajemnie blokujące się wizje harcerstwa (ZHR i ZHP-18 ) weszła wizja trzecia nie mająca żadnego związku z doświadczeniem niezależnego harcerstwa. Stwierdziłem, że jest to wizja harcerstwa zideologizowanego, prymitywnego ( w znaczeniu prostego, płytkiego) i że to właśnie ona przyczyniła się do upadku wędrownictwa jako tej gałęzi, która jest najbardziej podatna na ideologizację. Jeśli mamy dojść do jakiejś choćby częściowej, wspólnej konkluzji spróbujmy określić w czym się zgadzamy, a w czym nie. 
 
1. 
Ogólne znaczenie słowa "formacja" 
Przytoczone przez Ciebie dwa przykłady użycia słowa "formacja" mnie nie przekonują. Przykład pierwszy to efekt stylistycznej redakcji tekstu, przykład drugi jest efektem tego samego procesu jaki zaszedł w ZHR i w innych środowiskach młodzieżowych w tym przypadku Młodzieży Wszechpolskiej. Zjawisko to można nazwać odrodzeniem się wpływów endeckich. Wcale mnie nie dziwi, że Młodzież Wszechposka używa tego samego języka co środowiska endeckie w ZHR. Cechą charakterystyczną tego zjawiska jest silne powiązanie kwestii religijnych i narodowych, a dokładnie katolickich i nacjonalistycznych. Kto zna moją publicystykę temu nie muszę udowadniać, że nie odkryłem tego dzisiaj. 
 
Stawiam więc tezę, że w znaczeniu ogólnym termin "formacja" oznacza proces ukierunkowanego rozwoju religijnego. Zgadzasz się z tym wnioskiem? 
 
2. 
Znaczenie terminu "formacja" w ZHR. 
Według mnie nie potrafisz przekonująco wskazać jaka jest różnica w znaczeniu słowa "formacja" i "wychowanie". Widać, że w trakcie tej dyskusji zmieniłeś zdanie. Najpierw twierdziłeś że to są zupełnie inne procesy, teraz twierdzisz że tożsame. I ja cię doskonale rozumiem. Nie spotkałem jeszcze w ZHR instruktora, który posługuje się na co dzień tym terminem i który potrafiłby mi wykazać tę różnicę. Większość intuicyjnie czuje, że ta różnica istnieje, ale nie potrafi pokazać na czym ona polega. 
W efekcie każdy dochodzi do wniosku, że formacja = wychowanie. Czyli neguje swoje INTUICYJNE przeczucie. Zgadzasz się z tym wnioskiem? 
 
3. 
Pomieszanie pojęć. 
W ZHR, a szczególnie w środowisku związanym z GKHy, a jeszcze bardziej w środowisku instruktorskim związanym z obecną komendą chorągwi mazowieckiej (por. np. art. Nieświadomi wychowawcy) używa się słowa "formacja" w każdym niemal zdaniu z tym, że raz w znaczeniu wychowanie, a innym razem w znaczeniu jakiegoś specjalnego kierunku wychowania. Widać to doskonale także w twoich komentarzach. Jak widać na przykładzie wspomnianego artykułu i innych naszych wspólnych doświadczeń jest to zjawisko powszechne. Potwierdzasz ten wniosek? 
 
4. 
Powstaje pytanie dlaczego jest tak jak jest? Można by postawić tezę, że jest to wynik tego, że instruktorzy związani z GKHy i komendą MChHy są niedouczeni, że traktują harcerstwo na odwal się, nie stać ich na refleksję itd. Można i to by stanowiło proste wytłumaczenie zjawiska ale moim zdaniem jest to teza błędna. Nie potrafię odmówić im zaangażowania i tego, że żyją harcerstwem całym życiem. Nie wierzę więc w wyjaśnienia, że się im nie chce, że są mało inteligentni, itd. Co się więc stało? 
 
Moim zdaniem ZHR padł ofiarą bardzo przemyślanego i skutecznego ataku ideologicznego. W 1992 roku pojawili się w nim instruktorzy z "kosmosu" ( nie mający wcześniej związku z harcerstwem niezależnym i podziemnym, z KIHAMEM, z Ruchem, z NRH). Przyszli do nas z bardzo precyzyjnym planem działania i celem włączenia ZHR w ten sam nurt ideologiczny, w którym pozostaje Młodzież Wszechpolska. Nie miejsce tu na opisywanie kolejnych etapów tej rewolucji, ani całokształtu metod jakimi się posługiwano. Zdaje się, że powstanie na ten temat obszerna monografia i wkrótce będzie można pokazać ten proces w świetle dziennym. My skoncentrujmy się na poruszonym problemie. 
 
W tym celu spróbuję przywołać termin "nowomowa". Młodszym czytelnikom, którzy nie zaznali na swojej skórze życia w PRL jestem winien krótkie wyjaśnienie. 
 
Otóż termin "nowomowa" został użyty po raz pierwszy przez Georga Orwella w powieści "1984". On to zjawisko nazwał ale nie on je wymyślił. Nowomowa to określenie tzw. sztucznego języka tworzonego z rozmysłem przez większość systemów totalitarnych w celu fałszowania rzeczywistości, odwracania uwagi społecznej od niewygodnych dla władzy problemów, utrwalania obowiązującej ideologii. Celem nowomowy jest także wyeliminowanie z języka określeń, które mogłyby obnażać prymitywną ideologiczną demagogię, na jakiej zawsze opierają się systemy totalitarne i na których żerują wszelkiej maści rewolucjoniści oraz zastąpienie tych określeń słowami kojarzącymi się z jasnymi stronami obowiązującej ideologii. Nowomowa jest przeważnie wspierana przez totalitarne władze, poprzez propagandę a czasem nawet przy pomocy terroru do tego stopnia aż wyprze i zastąpi wcześniej używane pojęcia eliminując w ten sposób z języka te narzędzia, które mogłyby zaszkodzić władzy. 
 
Kila przykładów nowomowy: Termin "sprawiedliwość społeczna" zastąpił w oficjalnym języku PRL słowo "sprawiedliwość". Przy czym zasady tzw. sprawiedliwości społecznej stały w rażącej sprzeczność z zasadami zwykłej sprawiedliwości. Np. grabież majątków, procesy pokazowe, kary śmierci za walkę w szeregach AK były jak najbardziej zgodne z zasadami sprawiedliwości społecznej. Inne słowo to demokracja socjalistyczna, która miała tyle wspólnego ze zwykłą demokracją co pięść z nosem. Po pewnym czasie używania na każdym kroku tego typu nowomowy, w świadomości najmniej wykształconych warstw społeczeństwa zatarło się pierwotne znaczenie słów sprawiedliwość i demokracja.  
 
Co to ma do naszej "formacji".  
 
Zauważmy, że terminem tym zaczęto epatować po tym jak środowisku narodowo-katolickiemu udało się przejąć władzę na Mazowszu - największym i najbardziej znaczącym w arytmetyce wyborczej okręgu ZHR. Czyżby Paweł Zarzycki nie czytał wcześniej statutu, nie wiedział, że celem ZHR jest wychowanie młodzieży a nie formacja, czyżby nie czytał literatury metodycznej? Czy musiał od początku wynaleźć koło i je na nowo nazwać?  
 
Otóż uważam, że słowo "formacja" jest sztandarowym przykładem nowomowy służącej utrwaleniu rewolucji jakiej dokonano w ZHR. Usiłowano zastąpić tym określeniem stare poczciwe "wychowanie". 
 
Zresztą nie jest to jedyny przykład nowomowy. Po kilku latach używania jej w publicystyce na łamach prasy ZHR, w kształceniu instruktorów (najpierw na Mazowszu, potem w całej Polsce w tym na warsztatach harcmistrzowskich) , zniszczono tak kiedyś wysoką świadomość metodyczną. Zredukowano ją do poziomu ręki metodyki i to fałszując dodatkowo tych kilka najbardziej podstawowych pojęć. Np. system zastępowy czy oddziaływanie pośrednie, podkładając pod to zupełnie inne znaczenia. Przypomnę, dziś w powszechnej świadomości system zastępowy jest systemem zarządzania, drużyną, hufcem, chorągwią, GKHy, a oddziaływanie pośrednie polega na tym, że naczelnik oddziałuje na komendanta chorągwi, ten na hufcowego, ten z kolej na drużynowych i ci dopiero na harcerzy. Kiedyś reakcją na podobne bzdury byłyby salwy śmiechu, dziś ogromna ilość instruktorów podpisuje się pod tymi tezami bez zastrzeżeń.  
 
Wymienione tu przykłady zhr-owskiej nowomowy nie są jednak tak niebezpieczne jak zastąpienie "wychowania" "formacją". Dlaczego? 
 
Kiedy podkreśla się na każdym kroku, że obowiązkiem instruktora jest prowadzenie formacji swoich wędrowników, każdy intuicyjnie czuje czego się od niego wymaga. Wymaga się formacji religijnej (z elementami narodowymi) dokładnie tak jak w przywołanej przez ciebie Młodzieży Wszechpolskiej. Ta intuicja bierze się z dwóch źródeł.  
 
Po pierwsze instruktorzy są ludźmi dość dobrze wykształconymi i ciekawymi świata. Wiedzą precyzyjnie co w języku polskim oznacza słowo formacja i nawet gdyby im na kursach instruktorskich wybijano do głowy, że chodzi o całościowy i harmonijny rozwój osobowości, to ten przekaz nie jest wstanie przesłonić powszechnego, społecznie ugruntowanego przekonania. Jeśli bowiem rzeczywiście chodziłoby o proces wychowania to dlaczego nie nazywa się go terminem ugruntowanym w tradycji pedagogicznej i tradycji harcerskiej?  
 
Drugim źródłem tej intuicji była praktyka działania ZHR a szczególnie OHy począwszy od roku 2002. Wystarczy przejrzeć zawartość treściową serwisu zhr.pl z lat 2002-2006 a bez pudła odgadnie się co było oczkiem w głowie władz OHy. Każdy, (dobrze!) prawie każdy aktywny w tamtych latach instruktor, doświadczył na własnej skórze nacisków, nagabywań i sugestii świadczących o tym, czego od niego oczekiwały władze OHy. 
 
Jeszcze raz to powtórzę. Skoro formacja= wychowanie to dlaczego środowisko narodowo-katolickie postanowiło wprowadzić do języka metodyki nowe słowo kojarzące się wyłącznie z wychowaniem religijnym i zastąpić nim termin wychowanie?  
 
Tak masz rację! Podejrzewam, że nie zrobiono tego z powodu braku wystarczającej wiedzy, tylko z rozmysłem. Pokazuję też po co. Po to aby uczynić z ZHR kuźnię młodych kadr dla odradzającej się formacji narodowo-demokratycznej. A czy mam na dowód tego jakieś fakty? Mam i to wiele. Z mojego własnego doświadczenia instruktorskiego i z doświadczeń wielu moich przyjaciół. Gdybym tu zaapelował o opisanie faktów, które potwierdzają moją tezę, mógłbym liczyć na spory materiał. Nie róbmy tego jednak, bo to sprowadzi dyskusję na płaszczyznę personalną. A ja nie chce obwiniać tych instruktorów, którzy uczestniczyli w tym procesie nieświadomie ale w dobrej wierze. Tak zostali nauczeni, nie mieli pojęcia, że można inaczej, że harcerstwo jest czym innym. Zostawmy to.  
 
Winne jest bardzo wąskie grono osób, które przyszły do ZHR z gotowym planem przejęcia go pod skrzydła ideologii, która w sensie społecznym pojawiła się w wahadłowej reakcji na upadek komunizmu, ale która nie ma większych szans na owocne funkcjonowanie w warunkach wolności i demokracji. Z tego płynie mój optymizm, że to się szybko skończy.  
 
Dlaczego owa ideologia i towarzyszące jej metody znalazły uznanie w pewnych kręgach młodzieży harcerskiej i instruktorskiej? Można to wyjaśnić na gruncie psychologii. Młodzież jest skłonna przyjmować uproszone systemy filozoficzne i prymitywną wizję świata. Widzi świat w kolorach czarnym i białym. Jest radykalna, a z drugiej strony nie dość jeszcze dojrzała, to sprawia, że nie dostrzega odcieni szarości. Dlatego część z niej stała się podatna na głoszoną demagogię. Ponadto wykorzystano naturalne zjawisko buntu przeciw zastanemu porządkowi rzeczy. Wodzom rewolucji udało się wejść w role arcybuntowników i wskazać wroga - starych doświadczonych instruktorów i liberalny (znaczy się na sługach szatana) ZHR. A tę część młodzieży, która nie była podatna na demagogię i nie miała potrzeby się buntować zniechęcono, wystraszono i w ten sposób wypchnięto z ZHR.  
 
Jeszcze raz przypomnę moją diagnozę upadku wędrownictwa. Na nim skoncentrowano swoją uwagę bo to młodzież, którą z racji jej zainteresowań i rozwoju umysłowego można już poddawać formacji czyli zabiegom zmierzającym do rozwoju w kierunku religijnym (z domieszką narodową - to jest to co było nazywane formacją patriotyczną). Aktywność drużyn wędrowniczych ukierunkowana na tę głównie sferę przestała zupełnie odpowiadać młodzieży. I to także tej najbardziej religijnej i uduchowionej. ZHR nie miał i nie ma kadry by formację religijną prowadzić mądrze i skutecznie. Robią to ludzie zupełnie do tego nie przygotowani najczęściej w sposób prymitywny, sztuczny i nachalny. Sprawę pogarsza fakt, że ci ludzie sami są już produktem tej nachalnej i prymitywnej formacji. W rezultacie najbardziej wartościowa młodzież licealna zraziła się do ZHR i unika go jak ognia.  
 
Dziś często się mówi, że do wędrowników trafiają "spady". Kto ma jakiekolwiek szanse zostać zastępowym czy przybocznym trzyma się drużyny harcerskiej rękoma i nogami dokładnie tak samo jak moje pokolenie w latach 70-tych unikało wcielenia do HSPS. Jestem na tyle stary aby widzieć tę analogię. Do wędrowników rzeczywiście przechodzi najgorszy element z drużyn harcerskich, a gdyby oczekiwać na jakieś zasilenie z zewnątrz to możnaby liczyć wyłącznie na młodzież pokroju tego samego jaka zasila Młodzież Wszechpolską. Ludzie inteligentni, wrażliwi, głęboko religijni, społecznie przystosowani do wędrowników ZHR nie wstępują, bo my nic nie mamy im do zaoferowania, a to co mamy jest na żenująco niskim poziomie. Ja sam jestem człowiekiem głęboko religijnym, a to co się w ZHR odbywa w tej sferze napawa mnie czasem autentycznym obrzydzeniem. 
 
Na koniec dwa dodatkowe pytania będące podsumowaniem tego z konieczności dość długiego wywodu. 
 
Czy widzisz tak samo wyraźnie jak ja skutki zastąpienia terminu "wychowanie" słowem "formacja"? 
Czy podzielasz moją diagnozę słabości ruchu wędrowniczego? 
 
Jeśli tak będziemy mogli skoncentrować się na wymianie opinii na temat terapii jaką trzebaby zastosować. Nie ulega bowiem wątpliwość, że sposób leczenia zależy od tego jaką mamy wyleczyć chorobę. Jeśli nie, spróbuj mnie przekonać do swojej diagnozy. 
Marek
 25 ...
Dodane przez Karolina Górska Mikusek, w dniu - 04-12-2008 13:37
1. Związek jest organizacją ideowo-wychowawczą skupiającą dzieci, młodzież i dorosłych. 
2. Związek pracuje metodą harcerską. 
3. Ideały wychowawcze Związku określa Przyrzeczenie, Prawo Harcerskie oraz Obietnica i Prawo Zucha. 
6. Związek jest niezależny organizacyjnie i ideowo od jakiejkolwiek partii politycznej. 
7. Związek opiera swoją działalność wychowawczą na społecznej pracy członków. 
§ 5 
Celem Związku jest: 
1. Wychowanie człowieka metodą harcerską: 
- w myśl Przyrzeczenia i Prawa Harcerskiego, 
- do świadomej postawy obywatelskiej w poczuciu współodpowiedzialności za losy własnej rodziny, narodu i państwa polskiego. 
Ja w wędrownictwie raczej raczkuje, ale wydaje mi się, że statut ZHR ma jasny i raczej zrozumiały przekaz. Czy nie można się tego trzymać zamiast tworzyć nowe idee, pojęcia i definicje, a tym samym marnować czas, energię i zapał. Ludzie zazwyczaj starają się ulepszać to, co jest dobre. Czasem odnosi to pozytywny skutek innym razem nie koniecznie.  
No chyba że się mylę
 26 Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 04-12-2008 20:32
Marku, 
Po pierwsze jeśli jeszcze mielibyście/miałbyś ochotę na organizację takiego lub podobnego projektu, o którym wspomniałeś to ja jestem otwarty na współpracę. Nie widzę przeszkód dla których taki lub podobny projekt miałby się nie odbyć. Może jedynie trzeba by się zastanowić nad organizacją tego co roku - musimy mierzyć siły na zamiary. Tak czy siak wiesz, że od wielu lat z niecierpliwością czekam na drużynę wędrowników w Twoim środowisku. 
Idąc dalej, niestety nie mogę się do końca zgodzić ze stwierdzeniem że w znaczeniu ogólnym słowo \"formacja\" oznacza rozwój religijny. Tzn. pytanie co to jest znaczenie ogólne? Jeśli ogólne oznacza reprezentowane przez statystyczną większość to trzeba by przeprowadzić badania. Zastanawiam się czemu często używa się razem ze słowem formacja wyrażenia religijna. Według mnie dlatego, że jak zauważamy są duże rozbieżności w interpretacji tego słowa. W takim razie formacja religijna to by było masło maślane, a wierz mi że często spotykam się z takim okręśleniem, a także z innymi, chociażby formacja intelektualna. Nie twierdzę że to dowód na to że formacja nie oznacza rozwoju duchowego, ale oznacza tyle że dla różnych osób to słowo ma różne znaczenie. Nie zgodzę się również że zmieniłem zdanie w trakcie dyskusji - jedynie je doprecyzowałem. Na początku napisałem: \"Formacja to proces stopniowego doskonalenia się osoby - w różnych kierunkach. A wychowanie to oddziaływanie które ma ten proces wspierać\", czyli z tego wynika że dla mnie są to słowa określające ten sam obszar oddziaływania, tylko 2 słowa się używa w 2 różnych przypadkach. Tak ja to słowo interpretuję i wiele innych osób. Nie neguję że ktoś mógł wykorzystywać tą rozbieżność interpretacyjną do jakiś swoich celów, ale nie mam na ten temat żadnej wiedzy, dlatego się nie odnoszę.  
Jeżeli się przekonam, że zmiana używania słowa formacja, w moim rozumieniu i interpretacji, na słowo wychowanie uzdrowi sytuację na Mazowszu jestem gotowy to zmienić. Jednak ta zmiana nie zmieni nic z tego co uczę i mówię o wychowaniu/formacji w drużynie wędrowników. Dla mnie formacja nie jest specjalnym kierunkiem wychowania, jest tym samym wychowaniem i tego się trzymam.  
Konkluzją tej części wydaje mi się powinno być to że należy określić w ZHR jakiego/jakich obszarów dotyczy słowo \"formacja\" i czy formacja = wychowanie czy nie. Zgadzam się że może to rodzić niejasności, a to nic dobrego nie niesie. 
 
Krótko odnośnie mojej diagnozy słabości wędrownictwa na Mazowszu (niestety nie mam wiedzy żeby odnieść się do całego Związku):  
1. Kilka lat temu(i trwało to kilka lat) przestało się mówić o wędrownictwie, nie odbywały się złazy, spotkania, przestał działać referat, nie odbywały się zloty. W Chorągwi przestano traktować wędrownictwo jako coś ważnego czym warto się zajmować, promować - dlaczego? dlaczego przez tyle czasu w referacie się nic nie działo, albo go wogóle nie było? - tego nie wiem. Wystarczyło 3-4 lata takiego marazmu na górze żeby wszystkie drużyny wymarły. 
2. Kursy - tutaj chyba nie trzeba wogóle rozwijać tematu. Poprzedni kurs (przed tegorocznym) odbył się w zimę 2002 - jak dla mnie to skandal. Upadła ciągłość szkoleniowa. Każdy kurs powinien nakręcać pracę pracę, a także pełnić funkcję promocyjną dla następnych instruktorów. 
3. Ogólna słabość Chorągwi Mazowieckiej. Jak wiadomo ostatnimi czasy Chorągiew się kurczy, albo co najwyżej nie rozwija. Jak wiadomo kryzys najbardziej dotyka najsłabsze ogniwa, a takim ogniwem nadal jest wędrownictwo. Chodzi mi tutaj nie o samych wędrowników, ale o wartościowych instruktorów, którzy mogliby prowadzić drużyny. Tych instruktorów po prostu nie było i nadal nie ma zbyt wielu, ale poprzez promocję i oddziaływanie na hufcowych można niektórych wyciągnąć. Na początku mojej służby jako referent odbyłem rozmowę z kilkoma instruktorami, którzy wyrażali wstępną chęć podjęcia funkcji drużynowego. Później się okazywało że niestety nic z tego bo trzeba było ratować drużynę harcerzy, albo zostać szczepowym, hufcowym czy jeszcze kimś innym. niestety pokutuje przekonanie, że jak z czegoś trzeba zrezygnować to w pierwszej kolejności z drużyny wędrowników. Tutaj się z Tobą zgadzam - wędrownictwo straciło na atrakcyjności. Ale nie dlatego że drużyny zajęły się tylko formacją - bo tak nie było, tylko dlatego że nikt nie mobilizował drużynowych do podejmowania rzeczy wielkich na miarę wędrowników, a do tego część drużynowych zwyczajnie nie miało \"jaj\" (przepraszam za sformułowanie) do podjęcia się rzeczy niekonwencjonalnych. 
 
Co Ty na to?
 27 Jeszcze jedno
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 05-12-2008 07:40
Poniżej zamieszczam wyciąg ze skryptu z zajęć o formacji prowadzonych na tegorocznym kursie drużynowych przez phm. Michała Kacprzaka: 
 
Formacja 
1.Formacja chrześcijańska 
proces stopniowego doskonalenia się osoby, która posiada wiarę chrześcijańską i stara się realizować powszechne dla wszystkich chrześcijan powołanie do świętości i doskonałości. Pojęcie to dotyczy w równym stopniu wszystkich chrześcijan, niezależnie od przynależności do stanu duchownego bądź zakonnego. 
"Człowiek od momentu poczęcia jest formowany. Ogromny wpływ mają dom, rodzina i środowisko, w których wzrasta" 
Formacja chrześcijańska w wymiarze aktywnym polega na przyjmowaniu wskazań i zasad wiary życia chrześcijańskiego oraz dostosowywaniu do nich swego życia. 
Formacja chrześcijańska opiera się na Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła. Jednym z podstawowych elementów właściwej formacji chrześcijańskiej jest bogate życie sakramentalne. 
Odkrywanie powołania 
 
2.Formacja harcerska  
stopnie, postawa 
 
3.Formacja intelektualna 
matura, studia, zainteresowania 
 
4.Formacja kulturalna 
kobiety, kursy tańca 
savoir vivre  
kino, teatr,  
 
5.Formacja społeczna 
wolontariat, stowarzyszenia, partie 
 
------------ 
Do tego dotarłem jeszcze do moich oryginalnych notatek z mojego kursu prowadzonego przez wymienionego dh. Zarzyckiego (nie pamiętam kto prowadził akurat tamte zajęcia) : "formacja to nie tylko religijna, ale też intelektualna, społeczna, kulturalna". 
 
Ww. przykłady nie są dowodem na prawidłowość użycia słowa formacja (ale też nic co zostalo dotychczas powiedziane nie udowadnia że formacja dotyczy tylko rozwoju duchowego). To jednak pokazuje, że w ZHR wiele osób używa słowa formacja w kontekście takim jak przedstawiłem, czyli formacja obejmuje wszystkie obszary związane z wychowaniem. Jeśli większość rozumie to słowo w taki sposób to powinniśmy się tego trzymać, jeśli nie, to trzeba tego słowa unikać w tym szerokim kontekście. W tym skrypcie "metoda wędrownicza" również było napisane że formacja nie dotyczy tylko religijnej, i jeśli tak było napisane nie doszukiwałbym się w tym ukrytych celów.
 28 zostańmy przy znaczeniu słów
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 05-12-2008 12:16
był kiedyś taki dowcip:  
"Czym się różni demokracja od demokracji socjalistycznej - tym czym krzesło od krzesła elektrycznego." 
Niech tak znaczy tak, a nie - nie. Nie róbmy sobie i innym wody z mózgu. 
W odróżnieniu od Szwejka wcale nie uważam, że to celowe mącenie w głowach przez "endeków" tylko obraz rozpaczliwego dyletanctwa i nieznajomości metody i dorobku wychowawczego naszego ruchu. Plus neoficka żarliwość. 
 
Takie koszmarki pojawiają się zawsze gdy ktoś dostaje olśnienia, ze wymyślił coś super nowego i zaczyna się twórczość radosna. Tak samo jest z tą "formacją" . Na wszystkich stronach i portalach ZHR-u leje się ta "formacja" z ekranu i trudno przy każdorazowym użyciu (jasnego dla wszystkich słowa) umieszczać gwiazdkę z adnotacją, że w ZHR to oznacza całościowo pojęte wychowanie na co oczywiście mamy dowody w postaci skryptów (ciężkich i duszystych jak chlorowodór na piwnicznych schodach) 
 
Proponuję spytać 10 przypadkowo spotkanych osób o to czym jest formacja i zakończyć obracanie kota ogonem. 
 
Pozdrawiam , bo jutro wybieram się na zbiórkę instruktorską w ramach której przewidziana jest część pt "Harcerska formacja duchowa" ( o Jezu!!!)
 29 Wędrownictwo cd 8
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 05-12-2008 12:56
Grzegorzu, 
Chciałem już porzucić temat formacji. Nie wiem dlaczego uparłeś się zaklinać rzeczywistość. Napisałem zaklinać, a mogłem wprost  doceń to. 
 
Ale skoro dodałeś ten komentarz to muszę go skomentować. Otóż skrypt jaki przytoczyłeś jest dowodem na prawdziwość mojej tezy. Przyjrzyj się proporcjom. Zobacz ile uwagi twój wykładowca poświęcił formacji religijnej ale ile pozostałym, że się tak wyrażę, sferom "formacji". A teraz zamień w tym skrypcie słowo formacja na wychowanie skoro uważasz, że to są słowa równoznaczne i jeszcze raz, już po tym zabiegu, przyjrzyj się proporcjom. Zadaj sobie pytanie czy to były zajęcia na temat wychowania?  
 
Jeśli tak, to bardzo cię przepraszam, ale każdemu będę odradzał uczestnictwo w takim kursie. Nie wiem kto to jest Michał Kasprzak i jakie jest jego doświadczenia instruktorskie, czy w ogóle jest instruktorem ZHR, ale na pewno wiedzy to on nie posiada (przy założeniu, że to były zajęcia nt. wychowania nazywanego formacją) . Jeśli chcesz coś zmienić w wędrownictwie na Mazowszu nie zapraszaj tego typu ludzi na kursy, chyba, że w charakterze uczestników. Druh Michał musi niestety się jeszcze wiele nauczyć. 
 
A teraz rzeczowa analiza tezy tych zajęć (to znaczy skryptu, bo na zajęciach nie byłem, choć mam prawo przypuszczać, że skrypt odzwierciedla to co było ich przedmiotem). 
 
Formacja harcerska????  jako osobny obszar wychowania i to w dodatku skwitowany dwoma słowami; stopnie, postawa. To świadczy dobitnie o tym co druh Michał wie o harcerstwie. A mnie się do tej pory wydawało, że wychowanie harcerskie powinno być wszechstronne i harmonijne i zawierać w sobie wszystkie wymienione tu kierunki wychowania (formacji???) i wiele jeszcze innych, które tu w ogóle nie zostały zasygnalizowane. Żenada! 
 
Formacja intelektualna: matura, studia, zainteresowania. Czyli to załatwia szkoła i kółka zainteresowań. Nas to nie obchodzi  nie będziemy wszak rozmydlać tego co druh wykładowca tak dokładnie scharakteryzował w punkcie pierwszym. Harcerstwo nic do tego nie ma. A mnie się wydawało ( w czasach kiedy nie używano słowa formacja), że sfera rozwoju intelektualnego, w tym pogłębiania zainteresowań była bardzo mocno akcentowana w programach wędrowniczych. Ot choćby za sprawą sekcji spejalnościowych, profesji wędrowniczych, forów dyskusyjnych (kuźnic), itp. 
 
Formacja kulturalna - czyli kobiety wino i śpiew. Przepraszam za złośliwość ale jeśli wychowanie kulturalne określa się słowami; kobiety, kursy tańca, savoir vivre, kino, teatr  to doprawdy na usta cisną się słowa nieparlamentarne, przy których moja drobna złośliwość jest oznaką daleko posuniętego miłosierdzia. Zaiste wielka atrakcja i korzyść wychowawcza dla młodzieży rozbudzonej kulturalnie i o głębokich zainteresowaniach. Już widzę jak licealiści walą do harcerstwa by zaznać tych dobrodziejstw. Gdybyś zechciał poświęcić choć chwilę uwagi na poznanie tego, co się w tej sferze wychowania działo w wędrownictwie przed rokiem 2000, to byś sam pogonił tego druha w pół zdania. Że wspomnę tylko o haśle aktywnego i twórczego uczestnictwa w kulturze co przejawiało się tym, że harcerze układali piosenki, kręcili filmy, wystawiali sztuki w teatrach, organizowali festiwale filmowe i festiwale piosenki (jeden nawet w Warszawie) organizowali wystawy w muzeach, animowali życie kulturalne w szkołach i kościołach organizując pokazy, koncerty, przedstawienia, wystawy. 
A dziś kobiety wino i śpiew. Smutne.  
 
Formacja społeczna  czyli wolontariat, stowarzyszenia, partie. Innymi słowy  won z harcerstwa! Jak chcecie się rozwijać społecznie idźcie sobie do Młodzieży Wszechpolskiej albo PIS. Dokładnie to napisałem w swoim artykule, a druh wykładowca na twoim kursie wędrowniczym słowo w słowo potwierdził moją tezę. Kiedy formację społeczną nazywano wychowaniem społecznym  harcerstwo odnosiło na tym polu najlepsze rezultaty. Harcerze byli ludźmi przystosowanymi społecznie, w każdym środowisku gdzie się znaleźli obejmowali przywództwo, byli szefami których podwładni kochali i szli za nimi w ogień. Dziś wielu nawet harcmistrzów, po ośmiu latach formacji społecznej realizowanej w sposób przedstawiony przez twojego wykładowcę wykazuje postawy świadczące o ewidentnym braku przystosowania społecznego, a dowody na to dostrzeżesz choćby w postawach sporej części instruktorów, kierujących dziś życiem harcerskim w OHy i naszej chorągwi. Dawne fenomenalne osiągnięcia harcerstwa na polu wychowania społecznego brały się stąd, że stosowano metodę harcerską z jej wszystkimi prospołecznymi mechanizmami zawartymi w takich środkach metodycznych jak nieformalna grupa rówieśnicza czy współdziałanie i konsekwentnie realizowano zasadę oddziaływania wzajemnego. W tłumaczeniu na język metodyki wędrowniczej - w zarzuconym dziś zupełnie systemie patrolowym (paczka przyjaciół) czy sekcyjnym (grupa koleżeńska zbudowana na wspólnocie zainteresowań), albo systemie mieszanym patrolowo  sekcyjnym. W postawie drużynowego, który starał się być mistrzem a nie wodzem. O tym w książce Metoda Wędrownicza dha Zarzyckiego nie znajdziesz ani jednego słowa.  
 
To nie wynika z pokazanego przez ciebie skryptu, ale z moich innych bardzo szerokich doświadczeń i obserwacji, ale twierdzę, że dziś formacja społeczna realizowana w ZHR ogranicza się tylko do wyrabiania karności i posłuszeństwa wobec wodzów, tak jakby Prawo Harcerskie miało tylko ten jeden 7 punkt. Zasada oddziaływania wzajemnego została zastąpiona wodzowskim charakterem organizacji, oto i efekt. Aż mnie dziwi dlaczego druh Michał nie raczył wspomnieć przy okazji omawiania formacji o nakazie posłuszeństwa.  
 
I to tyle. Cała prawda o formacji, która jakoby = wychowanie.  
 
Można by tu jeszcze zapytać, czy w terminie formacja mieści się rozwój etyczny i moralny. 
Przypomnę. Zasady etyczne to takie, których realizacji inni mają prawo oczekiwać od ciebie. Np. nie spóźniaj się, dotrzymuj danego słowa. Zasady moralne to takie jakich nikt nie ma prawa od ciebie oczekiwać tylko ty sam od siebie, np. jak cię uderzą w prawy policzek nadstaw i lewy. Nic na temat rozwoju moralnego i etycznego nie znalazłem w tych zajęciach. Zobacz jak wygląda kwestia punktualności czy dotrzymywania obietnic w dzisiejszym ZHR a zwłaszcza w kolebce tej metody wędrowniczej czyli w Warszawie. A jakość postulatów moralnych? Zemsta jest słodka, wymagaj od innych nie od siebie  mówi ci to coś? 
 
A może, co nawiązuje bezpośrednio do tez stawianych w moim artykule, znajdziemy w tym skrypcie postulat aby formacja obejmowała też kształtowanie postaw altruistycznych, by wędrownicy stawali się ludźmi pożytecznymi i ofiarnymi. Kiedyś, kiedy wędrownictwo zajmowało się wychowaniem a nie formacją na te obszary wychowania zwracano szczególną uwagę realizując hasło wychowania do służby poprzez służbę. Formacja w wydaniu druha Michała Kasprzaka już tego nie zawiera. Co jest dowodem na główną tezę mojego artykułu. Chcesz mieć realny wpływ na rzeczywistość. Chcesz być pożyteczny społecznie, pomagać ludziom, wpływać na kształt stosunków społecznych  idź sobie do na wolantariusza do jakiś stowarzyszeń lub fundacji albo lepiej, zapisz się do partii politycznej (wiadomo jakiej). A nam w harcerstwie głowy nie zawracaj bo my tu mamy poważniejsze zadania  musimy cię poprowadzić drogą do zbawienia. Ale nie pękaj. Nie będziemy wymagać zbyt wiele. Wystarczy, że weźmiesz udział w codziennej mszy świętej na obozie i masz problem z głowy a my będziemy mogli powiedzieć, że wzorowo realizujemy swoja misję polegającą na formacji. Jeśli mi teraz powiesz Grzegorzu, że nie wiesz o czym mówię, to mnie zasmucisz. Wybacz ten sarkazm ale mam podstawy by to pisać.  
 
Jako człowiek religijny, który na co dzień prowadzi "bogate życie sakramentalne" ( to cytat) jestem przerażony i zniesmaczony. Tego typu praktyki opierające na wymuszeniu posłuszeństwa, na tworzeniu presji środowiskowej (co samo w sobie prowadzi wprost do postaw konformistycznych i oportunizmu), nie przybliżają wędrowników do Boga tylko ODDALAJĄ! A więc nawet w tej najważniejszej, a moim zdaniem jedynej, sferze formacji, poza nielicznymi wyjątkami, żadnych sukcesów nie odnosimy. Robimy krzywdę tym ludziom i Królestwu Niebieskiemu. 
 
Grzegorz proszę. Niech ci się zapali w głowie czerwone światełko. Jeżeli taka formacja jaką przedstawił twój wykładowca na kursie drużynowych wędrowniczych = wychowanie to zamknijmy tę firmę o nazwie ZHR i nie róbmy sobie obciachu. Nie kompromitujmy też ruchu harcerskiego, pozwólmy żeby się odrodził na zdrowych zasadach.  
 
A już na pewno przemyśl obsadę swoich kursów. 
Marek
 30 Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 05-12-2008 14:44
Marku, 
A ja nie prosiłem o ocenę tych zajęć, gdyż po pierwsze nie uczestniczyłeś w nich, a pi drugie podany przykład nie miał temu służyć. Druh Michał z Płocka jest bardzo doświadczonym instruktorem, a jego zajęcia zostały ocenione jako jedne z najlepszych. To że skrypt nie zawiera, jak słusznie zauważyłeś, kilku ważnych aspektów nie oznacza że zajęcia były beznadziejne. Po drugie mogłem się domyślić że zaraz zapunktujesz że formacja chrześcijańska jest opisana najszerzej, a tylko dlatego tak jest że została opisana pełnymi zdaniami a nie hasłami. Michał zastrzegł że szkic jest tylko schemat zajęć, a nie zawiera pełnej treści.  
 
Nie masz prawa oceniać druha prowadzącego zajęcia, a tym bardziej zajęć na których nie byłeś. Twoja ocena jest głęboko krzywdząca i nie oddaje w żadnej mierze rzeczywistości. 
 
W taki sposób nie posuniemy się ani o krok do przodu. 
 
pozdrawiam
 31 Wędrownictwo cd 10
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 05-12-2008 15:36
Masz rację. Przepraszam, ale wychodzę z założenia, że skrypt odzwierciedla treść zajęć. Przynajmniej tak jest na kursach, które ja prowadzę. Zastrzegłem się, że nie oceniam zajęć bo na nich nie byłem, tylko treść tego skryptu który zaprezentowałeś i który w moim przekonaniu doskonale ilustruje tezy zawarte w moim artykule i w naszej dyskusji odnośnie przyczyn słabości wędrownictwa.  
 
Drugie zastrzeżenie jakie poczyniłem było takie, że cała moja krytyka jest słuszna tylko wtedy gdy przyjmiemy, że słowa formacja i wychowanie są tożsame. Przy takim założeniu treść skryptu jest nie do przyjęcia i postarałem się argumentować dlaczego tak sądzę.  
 
Jeżeli jednak jest tak jak ja twierdzę, a z czym ty się nie chcesz zgodzić czyli że słowo formacja oznacza faktycznie rozwój religijny, to treść skryptu ma swoje uzasadnienie. Jeżeli przyjmiemy twój punkt widzenia to zyskujemy dodatkowy dowód za jedną z moich tez  mianowicie, że również dh. Michał miał potrzebę zastrzec, że w formacja nie jest tylko i wyłącznie kwestią rozwoju religijnego. To w jaki sposób to zrobił dowodzi, że zrobił to bez żadnego przekonania, ot tak formalnie, żeby nie było że zapomniał o obowiązkowym zastrzeżeniu. Czemu to zastrzeżenie służy starałem się pokazać wcześniej i nie będę już tego powtarzał. Przy czym wcale nie twierdzę, że twój wykładowca i ty sam robicie to z premedytacją. Po prostu, w dobrej wierze powtarzacie to czego zostaliście nauczeni (a co ma swój fundament w książce Metoda Wędrownicza). Bo i wy sami nie możecie się pogodzić z obiektywną prawdą na temat znaczenia tego słowa i konsekwencjami tej prawdy w harcerstwie. 
 
A swoją drogą bardzo jestem ciekaw jak wyglądały te zajęcia i czego dotyczyły. Bo to mogłoby rzucić dodatkowe światło na treści jakie faktycznie przekazywane pod pojęciem formacja. Może ktoś z uczestników nam o tym opowie. 
 
Pokusiłem się o bardziej szczegółową analizę treści skryptu, ponieważ było to doskonałym pretekstem do tego, żeby wskazać co w dzisiejszym wędrownictwie jest traktowane po macoszemu, a co kiedyś stanowiło o żywotności tego ruchu.  
 
Proponuję jednak zakończyć ten etap dyskusji konkluzją, że nie doszliśmy do wspólnego zdania w kwestii używanego języka metodycznego. I zacząć szukać innych elementów diagnozy. Może w innych obszarach się zgodzimy. Potraktujmy tę wymianę zdań jako ślepy zaułek i wróćmy do twojego postu z dnia wczorajszego. Zacząłem na niego odpowiadać, ale gdy byłem w pracy zaskoczyłeś mnie tym skryptem. Zaraz jak wrócę do domu spróbuję dokończyć i odpowiedzieć ci co myślę o kwestiach, które poruszyłeś. 
 
Marek
 32 re
Dodane przez Maciej, w dniu - 06-12-2008 08:04
Potwierdzeniem tezy Szwejka o tym, iż formacja w ZHR w latach 90 powiązana była tylko z rozwojem religijnym jest artykuł hm. Krzysztofa Bojko (1995?), wciąż dostępny na stronie naczelnictwa : http://www.zhr.pl/naczelnictwo/zp/pliki/personalizm_chrzescijanski.doc 
 
Dlatego też w moim rozumieniu formacja to jednak nie to sam, co wychowanie. 
Pamiętając dysputy z lata 2001-2003, jestem jednak przekonany, iż wprowadzanie przez Mazowsze i ówczesną GK-ę szeroko rozumianej formacji nie wynikało z przemyślanego działania i przewidywania konsekwencji, lecz raczej z negacji tego, co było wcześniej. (Tu zgadzam się z Markiem Kameckim).  
Maciej Starego
 33 Wędrownictwo cd 11
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 06-12-2008 21:45
Grzegorzu, 
Skoro nie podzielasz mojego poglądu na temat wpływu nowomowy na kondycje wędrownictwa, to zostawmy już ten temat. Zakończę go tak. Niech to się nawet nazywa "modelowanie", "rzeźbienie" czy "budowanie". Ważne jest aby do instruktorów dotarł czytelny sygnał, że wracamy do źródeł, że od dziś nikt nie będzie ich walił po głowie "formacją" jak maczugą, że wędrownictwo zajmie się na powrót wszechstronnym wychowaniem młodzieży uwzględniającym harmonijnie wszystkie sfery dojrzewania i rozwoju. Ja bym jednak wolał, żeby rzeczy były nazywane po imieniu, to znaczy żebyśmy wrócili do używania słowa "wychowanie". To takie proste i prawdziwe. Zupełnie nie rozumiem co złego jest w tym słowie, że trzeba je zastąpić innym. Wtedy pozbędziemy się podstawowego błędu w komunikacji. Bo przypuszczam, że gdy ty nawołujesz by drużynowi zajmowali się formacją to Ty masz na myśli żeby wychowywali młodzież a oni prawdopodobnie odbierają wezwanie do zintensyfikowania formacji religijnej. A ci to ten zabieg wymyślili cieszą się, że twoimi między innymi rękoma budują coraz bardziej utrwalający się w świadomości społecznej i instruktorskiej przekaz, że harcerstwo jest ruchem formacyjnym  znaczy się religijnym. Uznajmy, że w tej kwestii nie osiągnęliśmy wspólnego poglądu. 
 
Przejdźmy teraz do twojej diagnozy. Wszystkie trzy punkty, które wymieniłeś mają wspólny mianownik. Mianowicie upatrujesz słabości ruchu wędrowniczego w niedomaganiu organizacji; brak promocji, słabość referatu, brak zlotów, złazów, konferencji, kursów, brak kadry (której jest tak mało, że nie wystarcza na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb organizacyjnych), itd.  
 
Bez wątpienia są to czynniki wpływające ujemnie na kondycję ruchu. To tzw. oczywista oczywistość. W każdym przypadku, skuteczna promocja, duża ilość dobrze wyszkolonej kadry, liczne okazje do wymiany myśli i doświadczeń wpływa na sprawność organizacji. Każdej organizacji. Nawet stowarzyszenia miłośników chińskich ręczników. 
 
Ale odwróćmy problem. Gdyby reaktywować owe towarzystwo miłośników chińskich ręczników (a było takie kiedyś), zdobyć odpowiednia ilość pieniędzy na promocję, na kursy i szkolenie kadry, na zachęty dla kierowników ogniw, na konferencje, złazy i zloty, to czy takie towarzystwo zdobyłoby serca młodzieży? Sądzę, że nie. Bo to za mało. Stanowczo za mało. Brak w tym tego co najważniejsze. Brak IDEI czyli czytelnego i lotnego pomysłu na działalność.  
 
Przypominam sobie, że gdy ja prowadziłem swoją drużynę wędrowniczą (1982-1987) nie było żadnej promocji naszej pracy, konferencji, kursów, referatów. Nic! Kompletnie nic! Władze harcerskie zupełnie nie pomagały, a wręcz przeszkadzały. Wędrownicy często byli karani w szkole za swoją działalność w harcerstwie, interesowało się nimi SB, na ich rodziców wywierano presję z pracy. A mimo to ruch wędrowniczy miał się wspaniale. W samej Warszawie było kilkanaście niezwykle prężnych środowisk wędrowniczych, że wspomnę tylko; 1WDH, 13WDH, 14WDH, 16WDH, 21WDH, 23WDH, 50WDH, 70WDH, 80WDH i inne. Mówię tylko o tych środowiskach, które prowadziły pracę wędrowniczą w ramach Ruchu. I choć liczebnie był nas ułamek tego co w ZHP nazywano drużynami starszoharcerskimi, to wymiar tego co się w tych środowiskach działo był ogromny. Tam natomiast (w ZHP) marazm i mizeria podobna do tej jak jest dziś w ZHR. 
 
Dlaczego, bo przyświecała nam czytelna IDEA. Młodzież wiedziała po co ma do naszych drużyn wędrowniczych wstępować. Nie odpowiadało to oczywiście każdemu, ale wszędzie tam gdzie docieraliśmy z informacją o tym co robimy nie brakowało chętnych. Ta idea to solidarność, ruch oporu, walka o wolność i sprawiedliwość, o utrzymanie ducha i kultury, o budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Młodzież wiedziała, że wstępując do naszych drużyn będzie służyć zrozumiałym i akceptowanym przez nią ideałom. 
 
A dziś, po co młody człowiek miałby wstępować do wędrowników? Odpowiedź na to pytanie jest moim zdaniem kluczowa dla przyszłość tego ruchu. Znasz ją?
 34 IV kolumna
Dodane przez grzegorz, w dniu - 07-12-2008 19:02
w zasadzie nie liczy się kto i jak, i co nazywa - liczy się co jest wdrażane....  
Dla prostego instruktora formacja=wychowanie i tak jak  
wychowanie może mieć różne przymiotniki (rodzinne, religijne, techniczne :) etc.) tak formacja może mieć identyczne przymioty... 
więc moim zdaniem nie ma różnicy tak długo jak mówimy o całościowej formacji i całościowym wychowaniu.  
Mówiąc całościowe mam na myśli "dopisanie" większości powyższych pozytywnych przymiotnikow do słów formacja i wychowanie.  
Natomiast skupienie 80% uwagi na formacji (wychowaniu) religijnym to już niestety nie będzie całościowe wychowanie (formacja) tylko wychowanie religijne i o to chyba chodzi wg mnie - chodzi o rozkład wagowy każdego z aspektów wychowania. Zachwianie równowagi doprowadziło do tego czego jesteśmy teraz świadkami. 
To zupełnie tak samo jak eliminacja wychowania technicznego ze szkół doprowadziło do prawie 99% leworęczności młodzieży.. No bo wszyscy teraz wychowanie techniczne sprowadzają do informatyki (nie obraź się Marku). To takie nieporozumienie jak przytoczona formacja (religijna) i krzesło (Kameckiego). 
Poza tym osobiście wolę wychowanie (nie jestem zawodowym pedagogiem) ponieważ zakłada ono chyba jednak interakcję pomiędzy wychowankiem a wychowawcą.  
Nie ma tu już analogii pomiędzy "sztuką uformowaną" a formierzem (rzeźbiarzem). Formacja, formowanie zakłada powtarzalność "produktu" z formy jako efektu działania formacji, a to jest dla mnie zupełnie nie do przyjecia w harcerstwie.  
I tu się zgodzę z Markiem koniec lat 90tych to walka o stworzenie "matrycy" harcerstwa tak żeby harcerz w Sochaczewie był porównywalny z harcerzem w Szczecinie.  
Ale mam też inne spostrzeżenie. Oprócz sformułowanego tu "tzw trzeciej kolumny" ideowej jednoznacznie (zgodnie ze słynnym dyrektorium) pojawiła się "czwarta kolumna" moim zdaniem zupełnie bezideowa, tzn mając frazesy ideowe III kolumny, ale już w rzeczywistości postępująca w zależności od sytuacji - jak idziemy do kościoła to jesteśmy katolikami, jak idziemy do dyskoteki to jesteśmy dokladnie tacy jak większość ludzi w dyskotece itd - słowem ludzie, którzy z jakichś dziwnych chorych powodów harcerstwem leczą swoje niedorozwoje emocjonalne łatwo ich poznać. Mówią niezrozumiale, rzucają w trakcie rozmowy komunały i ogólnie znane frazesy, w sytuacji zagrożenia - zapędzenia w kozi róg, sprowadzają dyskusję do hasła "a u was biją żydów".... I ci są znacznie bardzie groźniejsi bo posiadają szatańską zdolność bycia jednocześnie endekiem, katolikiem, i technodyskotekowcem zależnie od sytuacji... 
To tak w ramach dialektyki :)
 35 FORMUJCIE ŚNIEŻNYCH LUDZI !!!
Dodane przez Wojtek Hoser, w dniu - 07-12-2008 21:58
Marku, 
nie do końca zgadzam się z Twoimi wywodami na temat wędrownictwa i nieszczęsnej 'mazowieckiej metody wędrowniczej (MMW) 
Po pierwsze nie można przypisać zasługi rozwalenia wędrownictwa Pawłowi Zarzyckiemu i jego metodzie. W momencie kiedy Paweł z grupą kilku instruktorów opracował MMW, wędrownictwo na Mazowszu czasy swojej świetności, które pamiętasz zapewne z początków ZHR-u miało za sobą. Nie istniały legendarne czarna jedynka i siedemdziesiątka, pomarańczarnia podupadała borykając się z utrudnieniami realnymi i stwarzanymi sztucznie przez organizację ze względu na funkcjonowanie koedukayjnych drużyn. O wędrowniczych drużynach z 14, 13, 21 , 50 w ogóle już nie słyszałem. Większość istniejących drużyn była bardzo słaba (po kilku chłopaków, zajętych wiecznym dłubaniem w rozpadającym się gaziku, albo strzelaniem do siebie kulkami z żelu spożywczego). Pamiętam bardzo dobrze moją rozmowę z Pawłem Zarzyckim, kiedy jako referent wędrowniczy odmówił mi zatwierdzenia kursu drużynowych wędrowniczych. Powiedział mi wtedy wprost, gdyby za tobą stało kilka dobrych drużyn nie pchałbym się z żadną nową metodą, ale za tobą stoi tylko 80 -tka. Po te tej rozmowie Paweł prowadził pierwszy kurs nowej MMW(którego absolwentem jeśli się nie mylę jest Grzesiek), my zaś zrobiliśmy kurs funkcyjnych wędrowniczych hufca. Oczywiście czasy Pawła i jego następców dla wędrownictwa były ciężkie, między innymi z przyczyn, które przytoczyłeś. Obiektywnie jednak, nie można zniszczyć coś czego nie ma. Pod oskarżeniem o utrudnianiem rozwoju wędrownictwa, jakim zapewne była i jest (?)MMW oczywiście się podpisuję. 
 
Inaczej niż Wy Marku i Grześku, patrzę na problem wprowadzenia do języka harcerskiego słowa formacja. Uważam, że potoczne skojarzenie formacji z rozwojem religijnym nie wyczerpuje zagadnienia. Różnica między wychowaniem a formacją w moim odczuciu jest dużo istotniejsza. Wychowanie według mnie to pobudzanie i ukierunkowywanie rozwoju osoby ludzkiej. Formacja, zaś to kształtowanie człowieka, za jego świadomą zgodą do konkretnego wzorca osobowego. 
W centrum wychowania jest zatem człowiek, natomiast w centrum formacji jego konkretne powołanie. O ile w wychowaniu pomagamy młodemu człowiekowi w odkryciu jego własnego powołania, własnej drogi życiowej, o tyle formując prowadzimy go do konkretnego celu. Formacja nie jest praniem mózgu i naruszeniem godności osoby ludzkiej tylko wtedy, gdy dojrzały człowiek podejmuje świadomą decyzję, że chce kroczyć pewną konkretną drogą, jest przekonany, że odkrył swoje powołanie np. do życia w zakonie, lub do stanu kapłańskiego.  
Moim zdaniem podstawowym powodem dla wprowadzenia słowa formacja do języka harcerskiego była potrzeba dowartościowania swojej działalności, otaczania się słowami wielkimi, podkreślania swojego znaczenia.. Były takie czasy, a może wciąż trwają, gdy na Mazowszu instruktor musiał mieć poczucie misji (inne słowo wywodzące się ze sfery religijnej). Jak instruktor szedł do latryny to pełnił misje użyźniania gleby. W redakcji Zielonego świerszczyka odnieśliśmy się do tego przedstawiając misjomat. 
 
Grzesiek, może warto podsumować efekty wprowadzenia MMW? Stoję trochę z boku, więc nie wiem, ale chyba wbrew nadziejom twórców nie spowodowała dynamicznego rozwoju wędrownictwa. Czy wspomniany skrypt wniósł do wędrownictwa coś wartościowego, coś co sprawdziło się w praktyce? Moje obserwacje wskazują, że da się według niego prowadzić sensownie drużynę wędrowników tylko wtedy kiedy opracuje się do niego specjalny słownik formacja to wychowanie, rok w drużynie  etap funkcjonowania wędrownika w drużynie zależny od sytuacji, podjęcie służby poza drużyną  zakończenie czynnego zaangażowania w drużynie i wejście w dorosłe życie itp., itd. Innymi słowy dobry drużynowy robi swoje i pisze plan pracy używając tej bezsensownej nowomowy. 
 
Na zakończenie pomysł konkurencyjny wobec MMW. 
 
W XXI wieku przed ZHR-em stoi wyzwanie, misja , dzięki której możemy odmienić pozycję naszego kraju. Wiadomo, że najszybciej rozwijają się obecnie Chiny, które osiągnęły swoją pozycję mocarstwa dzięki ogromnej liczbie obywateli. ZHR już wkrótce może sprawić, że prześcigniemy Chiny w liczbie obywateli stając się kolejnym mocarstwem, wystarczy, że sięgniemy do potencjału ukrytego w nas samych i w naszym klimacie. 
Rozpocznijmy formowanie snieżnych ludzi!!! Oto rewelacyjnie prosta metoda. 
Potrzebujemy do uformowania jednego śnieżnego człowieka: śnieg, dorodną marchewkę, dwa węgielki.  
Etap pierwszy  formujemy ze sniegu kulę umieszczamy na ziemi i nazywamy bazą,  
Etap drugi  formujemy ze śniegu drugą kulę mniejszą od pierwszej - bazy, umieszczamy na bazie i nazywamy środkiem,  
Etap trzeci  formujemy ze śniegu trzecią kulę najmniejszą, umieszczamy na drugiej -środku i nazywamy głową  
Etap czwarty dekorujemy przy pomocy marchewki i węgielków. (UWAGA marchewkę umieszczamy w najmniejszej kuli - głowie, a dwa węgielki nieco ponad marchewką, tak aby marchewka z węgielkami tworzyła trójkąt równoramienny, niedopuszczalne jest umieszczenie marchewki w największej kuli bazie, a węgielków nieco pod nią!!!) 
Rolnictwo dostarcza marchwi, kopalnie węgla, gospodarka rusza pełną parą oby tylko śniegu nie zabrakło czego życzę czytelnikom pobudki na święta i czas zimowisk. A podczas świąt i zimowisk włączcie się do akcji formowania śnieżnych ludzi może wkrótce powstanie skrypt??? 
 
Pozdrowionka 
HOSI
 36 Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 08-12-2008 05:52
żeby powstał skrypt muszą się najpierw odbyć trzy konferencje instruktorskie i jedna Konferencja Harcmistrzowska podczas której odbędzie się seminarium pn "Na czyje podobieństwo formować Śnieżnych Ludzi, czuwaj, zastęp, harcerstwo" 
Naturalnie wcześniej trzeba wystąpić o grant na rękawiczki i urządzenia do sztucznego naśnieżania a o szczegółach tej kluczowej misji jak zwykle wszyscy dowiedzą się na trzy dni przed terminem, który zostanie ogłoszony w internecie , ale nie wiadomo na której stronie.
 37 jeszcze raz
Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 13-12-2008 15:09
Ja się postaram krótko i na temat: 
 
1. Wychowanie - pojęcie posiadające multum definicji (zapewniam, jestem mgr pedagogiki). Niestety w dokumentach ZHR nie ma spójnej definicji wychowania (a szkoda). Ja przyjmuję taką: stały, trwający całe życie, proces oddziaływania środowiska społecznego i przyrodniczego na jednostkę oraz podejmowaną przez nią aktywność, której wynikiem jest zmiana określonego zachowania, sposobu myślenia lub postawy. Inspirującym dla wychowania są doświadczenia nabyte w środowisku wychowawczym; naturalnym (tj. rodzina, grupa przyjaciół) instytucjonalizowanym (tj. szkoła, grupa religijna). W obu tych przypadkach zachodzą oddziaływania planowe oraz celowe oraz spontaniczne i niekontrolowane, które mają wpływ na stosunek jednostki do świata, kształtowanie się systemu wartości, kształtowania się relacji z otoczeniem, zmiany w osobowości. Proces wychowania w swym założeniu zakłada pełny udział człowieka w jego przebiegu, oraz z wiekiem; brania za niego coraz większej odpowiedzialności, przez co czasem nazywany jest swoistym dialogiem człowieka ze światem" 
 
2. Formacja - samo słowo zawiera w sobie "formę" (Eureka). To znaczy, że bez zaglądania do słownika można stwierdzić, że jego sensem jest:  
* urabianie kogoś do gotowej/wyznaczonej formy 
* wtłaczanie kogoś do formy (np. ciasto na babkę - polecam formę kolistą!) 
 
Czyli mamy wizję tego co ma wyjść (z naszego ciasta) - mamy formę. 
 
Wychowanie zakłada, że w pewnym sensie - forma końcowa jest ukryta i nie zależy od wychowawcy/metod odziaływania tylko od wychowanka.
 38 formacja
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 14-12-2008 09:45
zakalec
 39 Wędrownictwo cd 12
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 14-12-2008 14:28
Marku, 
Zgadzam się że młodzi ludzie muszą widzieć sens wstępowania do wędrowników. Zastanawiam się tylko czy na pewno nie widzą. Na pewno nie widzą Ci co nie wiedzą o istnieniu wędrownictwa i możliwości, które to wędrownictwo daje, a nie wiedzą bo ruch nie domaga organizacyjnie z powodów które wymieniłem. Ci co słyszeli o wędrownictwie, raczej wiedzą czego mogą się spodziewać po drużynie i co mogą dzięki temu zyskać. Niech świadczą o tym drużyny, które ostatnio powstały - z tego co wiem nie było problemu z zebraniem chętnych. Wydaje mi się że Ci chętni najpierw zadali sobie pytanie co mogą zyskać dzięki drużynie i na to pytanie znaleźli odpowiedź, najpewniej u drużynowego. Co więcej skoro wstąpili do drużyn to znaczy że to co mogą uzyskać odpowiada ich potrzebom. 
Nie twierdzę że nie trzeba ciągle odpowiadać na pytanie o ideę i o niej głośno mówić, ale wydaje mi się że obecnie jeszcze większym problemem jest owa niewydolność organizacyjna, tzn. brak osób które ową idee będą mogli wcielić w życie.  
Odpowiadając na pytanie: ludzie młodzi mieliby wstępować do drużyny żeby (nie w kolejności chronologicznej): 
- przeżyć prawdziwą męską przygodę, dokonywać rzeczy niezwykłych indywidualnie i w grupie 
- kształtować swój charakter i ducha 
- odnaleźć paczkę przyjaciół na podobnym poziomie rozwoju i z podobnymi problemami i potrzebami 
- rozwinąć w sposób profesjonalny swoje zainteresowania 
- zdobyć nowe umiejętności 
- znaleźć miejsce do wymiany myśli i poglądów 
- uwrażliwić się na potrzeby innych i przygotować się do służby społecznej 
- otrzymać wsparcie, kiedy to potrzeba, od bardziej doświadczonego "Starszego Brata", otrzymać odpowiedzi związane z trudnym wiekiem dojrzewania 
- otrzymać wsparcie i motywację do rozwoju, działania i podejmowania nowych wyzwań 
 
To jest bardzo pobieżna lista, z której każdy punkt można bardzo dogłębnie rozwinąć - nie czynię tego gdyż musiałbym pewnie napisać sporych rozmiarów skrypt. 
Zastanawiam się czy któryś z tych punktów jest najważniejszy - z tych wymienionych żaden. Jest tylko jedne wspólny mianownik tego wszystkiego, którego to mianownika nie można pomijać, ani ukrywać. Cały ten rozwój, kształtowanie, wychowanie itd prowadzi do bycia lepszymi ludźmi, chrześcijanami a w efekcie do naszego zbawienia. Myślę że to też jest dobry argument dla tych młodych ludzi, którzy są już na takim etapie który pozwoli im to zrozumieć. Wędrownictwo oferuje dużą pomoc w dążeniu do zbawienia w sposób - ja to nazywam - ludzki, męski a nie moherowy.
 40 i tu powoli dochodzimy do sedna...
Dodane przez grzegorz, w dniu - 14-12-2008 19:17
o ile mnie pamięć nie zawodzi to skauting i w prostej kontynuacji harcerstwo służy do wychowania "dobrego obywatela". 
Dobry obywatel to taki który dobrze czyni - to tak najkrócej ujmując. 
Komu dobrze czyni? 
Zgodnie z Przyżeczniem: 
Bogu, Polsce, Bliźnim 
 
ale mimo wszystko trzeba cały czas pamiętać, że to ma być OBYWATEL, który w swoim działaniu jest "pożyteczny" dla powyższych Osób.  
Obywatel ma jasne zadania i jasno sprecyzowane cele swojej działalności. 
Cały ambaras zaczyna się gdy zamiast wychowania Obywatela, próbujemy z młodzieży, która do nas przychodzi, uformować Wyznawcę. 
I tu jest problem, na pierwszym miejscu jest Zbawienie, ponieważ nie może być inaczej. Tu zmienia się optyka. I to musi prowadzić prędzej czy później do Zakonu. Bo w Zakonie można najpełniej zrealizować się jako Wyznawca, na dalszy plan musi zejść Obywatel - ponieważ oczywiście jakimś obywatelem się jest, ale jest to rzecz wtórna wobec wyznawania. 
Tak jak komuniści próbowali skautingu bez Boga i chyba nigdzie im się to nie udało, tak budowanie skautingu wyłącznie na Bogu (formach !!! relacji z Nim) prędzej czy później zakończy się sprowadzeniem do Zakonu - jako najskuteczniej metody uformowania się na Wyznawcę. 
Więc powstaje pytanie - kim ma być dziewczę/młodzieniec opuszczający ZHR? Reszta jest już tylko konsekwencją odpowiedzi na to pytanie.
 41 Do Agi, Marka, Hosiego i Grzeorza.
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 15-12-2008 11:29
Macie 100% rację. Ja ten wątek starałem się pomijać, żeby za bardzo nie odchodzić o osi mojej dyskusji z Grześkiem. Ale on musi być podniesiony i dobrze, że to zrobiliście, bo w sumie to w tych dywagacjach na temat formacji on jest najważniejszy. Ja nawet pójdę dalej i postawie tezę, że formacja wraz z jej celem oraz specyficznymi metodami formacyjnymi nie mieści się w ogóle kononie metody harcerskiej  łamie bowiem 3 z 5 kardynalnych jej zasad.  
 
Nie jest oddziaływaniem pozytywnym, to znaczy w jej wyniku osiągamy efekt przycięcia osobowości do z góry założonej formy. W efekcie jako produkt społeczny otrzymujemy masę jednostek jednakowo uformowanych, co jest korzystne w społeczeństwach typu koszarowego np. w zakonie ale nie w państwie demokratycznym i pluralistycznym, które czerpie swą siłę z różnorodności i osobistych walorów każdego obywatela. Wychowanie harcerskie zgodne z zasadą oddziaływania pozytywnego prowadzi do efektów, o których pisała Aga. Czyli naszym zadaniem jest nie przykrawać do z góry założonej formy ale rozwijać te walory, talenty, cechy osobowości, które są w człowieku i które są dobre. Kto kiedykolwiek czytał ze zrozumieniem Baden Powella, Grodecką czy Kamińskiego  wie dlaczego. W tym znaczeniu, tak jak pisze Aga nie znany ostatecznego efektu naszych oddziaływań bo on jest uzależniony od osobowości każdego harcerza i harcerski z osobna. Nie mamy Prawa złożonego z zakazów tylko Prawo oparte na ideałach czyli będące drogowskazem rozwoju wskazującym cel (ideał). Czyli nie wyznaczamy granic lecz kierunki. Kto pamieta projekt seks uchwały z ostaniego zjazdu ten juz wie do czego moze prowadzić brak zrozumienia czym jest zasada oddziaływania pozytywnego. A przypominam, że projekt ten był uzasadniany właśnie potrzebą formacji instruktorów. 
 
Formacja nie spełnia zasady oddziaływania wzajemnego. Formacja zakłada z góry relacje wychowawca  wychowanek co jak wiadomo, nie mieści się w metodzie harcerskiej. 
 
Klasyczne metody formacyjne (takie jakie ja znam i których stosowanie obserwuję w ZHR) są metodami opierającymi się na oddziaływaniu bezpośrednim. Każdy propagator formacji w ZHR dobija się o równoprawne stosowanie oddziaływania pośredniego i bezpośredniego. Paweł Zarzycki w swojej książce wręcz stawia tezę, że metodyka wędrownicza opiera się na oddziaływaniu bezpośrednim. Konrad Obrębski podczas pracy nad dokumentem Rady Naczelnej określającym podstawowe zasady wychowania w ZHR domagał się wpisania tam oddziaływania bezpośredniego jako równoprawnego z pośrednim. Tylko, że z oddziaływaniem bezpośrednim harcerstwo nie byłoby już harcerstwem  tak samo zresztą jak byśmy chcieli zawiesić działanie której kolwiek z tych 5 zasad kardynalnych. 
 
Tylko jak to wytłumaczyć ludziom, których wiedza metodyczna nie wykracza poza znajomość ręki metodyki? 
 
Formacja niszczy harcerstwo tak samo jak kiedyś niszczył go Jacek Kuroń podmieniając Baden Powella na Makarenkę. W jedym i drugim przypadku jest to efekt instruktorskiego dyletanctwa oraz chęci zaordynowania metod z poza harcerstwa. 
 
A ja dojrzałem do tego by zmienić swoje plany i w następnej Pobudce napisać tekst pt. Formacja czy wychowanie? gdzie spróbuje to udowodnić.
 42 O Kuroniu
Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 16-12-2008 10:45
Jacek Kuroń faktycznie przyczynił się do rozwalenia popazdziernikowego  
Harcerstwa ale problem nie leżał w jego pomysłach i czy"importowaniu" 
programów wychowawczych z zewnatrz.Zreszta wg jego wspomnień"Wina i wiara" 
konkretne były konsultowane z Aleksandrem Kamińskim który choć 
zwracał uwage na niebezpieczeństwa, o części pomysłów Kurońia wypowiadał 
się z aprobata. 
 
Tragedia polegała na tym że wychowawcze czy jak ktos woli pseudowychowawcze 
pomysły Kuronia i jego kolegów wprowadzono na siłę,bez pytania kogolwiek 
o zdanie.Zreszta od pewnego momentu nie było już kogo pytać 
bo ludziom nie kryjacym się z włąsnym zdaniem szybko pokazano 
ze nie ma dla nich miejsca organizacji. 
 
W normalnych warunkach,taki program podlegał by jakies dyskusji, 
ocenie i zmianom.Gdyby się nie sprawdził szybko odstapiono by od niego 
i zapomniano by ze w ogóle istniał, autor byłby po prostu zabity śmiechem 
a ludzie dalej szukali by jakisch nowych pomyslow na działanie. 
Ale warunki nie były normalne,oportunisci w zielonych mundurach realizowali 
program partyjnych ideologów,i na jakkalwiek dyskusję czy krytykę  
nie było miejsca.Kązdy musiał realizowac program który wymysłiły władze 
albo udawac ze to robi, bez wzgledu czy pomysły GK czy odpowiednich wydziąłow 
KC PZPR były zgodne ze zdrowym rozsądkiem i potrzebami społeczeństwa czy nie. 
 
Polecam do przeczytania "Wine i wiarę" jest to rewelacyjne swiadectwo 
człowieka który mimo swojej inteligencji i autentycznej wrązliwości 
na ludzką krzywde,niszczył to co inni budowalai przez lata ,własnie w imię 
ideologii która kazała mu wierzyć że działajac tak jak działa buduje  
raj na ziemi i działą dla dobra młodzieży
 43 Dodane przez Filip Leonarski, w dniu - 17-12-2008 01:39
Moim zdaniem różnica między formacją, a wychowaniem nie jest fundamentalna. Wychowanie w końcu zakłada jakiś cel - w przypadku harcerstwa opisany ideałami Prawa Harcerskiego. Martwiłbym się, gdyby harcerstwo wychowywało do czegokolwiek. Nie ma więc szablonu, ale jest jakiś zarys efektu pracy harcerskiej. Z drugiej strony słowo formacja jest procesem nadawania formy, kształtu, ale czy musi zakładać, że ta forma już istnieje i że jest ona uniwersalna dla wszystkich harcerzy. Dla mnie człowiek uformowany, to taki który posiada własny, stabilny pogląd na życie. Ten proces może odbywać się w drużynie, ale drużynowy i pozstali wędrownicy są pomocą, bo najważniejszą osobą w formacji jest sam wędrownik. Takie właśnie doświadczenie formacji mam z własnego bycia wędrownikiem i jakoś nie kojarzy mi się to absolutnie ani z wychowaniem pośrednim, ani z praniem mózgu, a z motywacją do własnego rozwoju. 
 
Problem w rozumieniu formacji pojawi się gdzie indziej - wtedy kiedy drużyną zajmują się ludzie gorliwi, ale bez doświadczenia (szczególnie bardzo młodzi drużynowi). Wtedy swoje własne braki nadrabiają stosowaniem gotowców i wychowaniem bezpośrednim. Pomyślałem o tym, czytając artykuł o modlitwie w tym numerze Pobudki - wiele problemów może wynikać z tego, że drużynowy sam nie ma wielkiego doświadczenia i wrażliwości religijnej. 
 
Na koniec chciałbym odnieść się do wątku wrażliwości religijnej. Straszenie formacją zakonną jest absurdalne, bo stosują się do niej zasady kardynalne metody harcerskiej przynajmniej w tych zakonach, których braci miałem przyjemność poznać (wychowanie bezpośrednie jest obecne w postaci wykładów uniwersyteckich). Naturalność, dobrowolność i możliwość korzystania z wychowania pośredniego zapewniają kryteria przyjęcia tylko tych ludzi dla których ta droga jest odpowiednia. 
 
Myślę, że jeżeli chodzi o religijność u wędrowników trzeba po prostu trzymać się zasad naturalności i dobrowolności, ale nie trzeba z niej rezygnować w ogóle lub strasznie narzucać - trzeba się z tym pogodzić, że jedne drużyny będą mniej wrażliwe religijnie, inne bardziej. Zresztą ideał oparty na cnotach, a nie przestrzeganiu przepisów należy do sedna chrześciajaństwa, stąd trudno powiedzieć, żeby prawdziwa religijność była przeszkodą w takiej postawie. Tak samo jak ideał pożyteczności dla innych jest ideałem chrześcijańskiego wyznawcy, co manifestuje się olbrzymią ilością dzieł charytatywnych motywowanych religijnie.
 44 ratuj się kto może
Dodane przez Aga Leśny, w dniu - 21-12-2008 00:26
W nawiązaniu do ostatniego komentarza Grześka Kalisza: mam nadzieje, że ludzie nie przychodzą do wędrownictwa po zbawienie!  
 
Są lepsi i bardziej doświadczeni, których zadaniem jest rozwijanie potrzeb duchowych. Gdy ktoś myśli o zbawieniu to idzie do kościoła/cerkwi czy innego duchowego miejsca. 
 
Do nas (mam nadzieje!) idą Ci, którzy marzą o przygodzie, adrenalinie, fajnych kumplach i "w ogóle" ;]
 45 ratuj się kto może
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 21-12-2008 10:30
Ratuj się kto może przed takim myśleniem jak Agnieszko przedstawiłaś. A ja właśnie mam nadzieję że prawdziwi młodzi mężczyźni, którzy szukają zbawienia i Ci którzy go nie szukają przyjdą do wędrownictwa i tam to zbawienie znajdą. Znajdą go w przygodzie, w zmaganiu się ze sobą, w dzikiej przyrodzie, w górach, w poznawaniu świata, w przyjaźni grupy rówieśników, ogólnie w drugim człowieku. Nie rozumiem skąd to panujące przekonanie, że zbawienia szuka się tylko w kościele? Z mojego doświadczenia pracy z młodzieżą wynika, że młodzi omijają kościoły z daleka więc jak mają osiągnąć zbawienie? Zbawienie osiąga się dobrym życiem! A tego dobrego życia uczy wędrownictwo i ogólnie harcerstwo. Gdy młodzi poznają Boga który jest w przygodzie, w przyrodzie, w męskości, w wyczynie, w grupie ludzi pracujących nad sobą, i pełniących służbę to wtedy pójdą też do kościoła. Poza tym ja bym napisał do Kościoła z dużego 'K' bo z małego 'k' to można w takim kościele znaleźć fajną architekturę.
 46 przynęta
Dodane przez Maciej Kamiński KONUS, w dniu - 22-12-2008 20:10
Czytam i czytam tę całą dyskusję od dłuższego czasu i coraz bardziej mnie mierzi, aby dodać własny komentarz... dziś nie wytrzymałem, ale za to postaram się krótko. 
Grzegorzu! W swoim ostatnim komentarzu napisałeś: "...którzy szukają zbawienia i Ci którzy go nie szukają przyjdą do wędrownictwa i tam to zbawienie znajdą." 
To że harcerstwo powinno pomóc obrać drogę do zbawienia (przede wszystkim poprzez służbę Bogu, Ojczyźnie i Bliźnim) jest oczywiste, natomiast można zadać pytanie komu mamy pomóc? 
Ci, którzy zbawienia szukają, szukają go najpierw w Kościele i w "wyspecjalizowanych firmach" - grupach formacyjnych (celowo i złośliwie użyłem tego słowa), a dopiero potem (np. dodatkowo) w harcerstwie. I to jest naturalna, logiczna kolej rzeczy. Takim osobom formacja religijna ze strony ZHR już nie jest potrzebna, bo zajmują się tym specjaliści z branży. 
Uważam, że większy nacisk powinniśmy kłaść, na wychowanie osób, które nie szukają zbawienia i w ogóle ;-] Tylko, że aby oni się "dali nabrać" do drużyny trzeba im pokazać przygodę, emocje i mocne przeżycia, a NIE formacje religijną i klęczenie, bo zagłosują nogami na samym starcie. 
Dlatego rozumiem gniew Szwejka na oddziaływanie bezpośrednie.
 47 przynęta
Dodane przez Grzegorz Kalisz, w dniu - 23-12-2008 08:10
Maćku, 
ale właśnie o to chodzi że ja się z Tobą jak najbardziej zgadzam. Przeczytaj moje następne zdanie: "Znajdą go w przygodzie, w zmaganiu się ze sobą, w dzikiej przyrodzie, w górach, w poznawaniu świata, w przyjaźni grupy rówieśników, ogólnie w drugim człowieku." - nie w klęczeniu i formacji religijnej.  
Owszem powinniśmy kłaść największy nacisk na tych którzy nie szukają zbawienia. Ale moje osobiste zdanie jest takie, że wiele osób szukających zbawienia nie znajdzie odpowiedniej dla siebie drogi w grupach przykościelnych (ja jestem takim przypadkiem) a może znaleźć ją w harcerstwie. Uważam że dla większości młodych mężczyzn, również tych poszukujących zbawienia, droga harcerska jest łatwiejsza, bardziej strawna i bardziej odpowiadająca ich potrzebom.
 48 Wedrownictwo cz 13
Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK, w dniu - 23-12-2008 11:26
Grzegorzu, 
Ucieszył mnie twój komentarz. Swoimi słowami potwierdzasz moje nadzieje związane z Twoja osobą i rozwojem wędrownictwa na Mazowszu. Na pewno mówimy nieco innym językiem, ale bez wątpienia cele harcerstwa widzimy podobnie. Jeżeli nawet wyobrażamy sobie inne drogi, bo do każdego celu można iść wieloma drogami, to ludzie którzy ciągną ten sam wózek i CHCĄ dojść do tego samego miejsca zawsze mogą się porozumieć. Problem byłby wtedy gdybyśmy planowali ciągnąc nasz wspólny wózek do zupełnie innych miejsc czyli w zupełnie innych kierunkach. Mam wrażenie, że taka sytuacja była na Mazowszu i w Organizacji Harcerzy przez ostatnią dekadę. Ale mam też nadzieję, że to się wkrótce zmieni. 
 
No to postarajmy się porozumieć. Choć generalnie zgadzam się z tym co napisałeś komentarzu Wedrownictwo 12 to jednak widzę pewne ale. I przy tym chciałbym się zatrzymać. 
 
Pytanie dlaczego młodzież przychodzi do wędrownictwa? Chodzi oczywiście o tą z zewnątrz. 
Są dwa przypadki. Pierwszy - Tam gdzie istnieją już drużyny wędrownicze, to oczywiste, że jak działają dobrze to przyciągają młodzież a jak nie, to zrażają. Ten PR jaki robi wokół siebie istniejąca drużyna  ma znaczenie oczywiste. 
 
Nas bardziej powinno interesować jak zachęcić młodzież tam gdzie drużyn wędrowniczych nie ma, a nawet w ogóle nie ma harcerstwa. Skąd taka młodzież czerpie wiedze o harcerstwie? Ja tam dotrzeć z tą ofertą handlową jaką przedstawiłeś.  
 
Otóż żadna wizyta bardzo uczonego instruktora, żadna pogadanka, film czy heppening zorganizowany lokalnie nie przekona młodzieży w wieku wędrowniczym by wstąpiła do harcerstwa. To jest możliwe w drużynach zuchowych i harcerskich. Ale nie wędrowniczych. 
 
Bo młodzież w tym wieku JUŻ WIE czym jest harcerstwo  nawet jeśli w okolicy nie ma żadnej drużyny. Często ta wiedza jest błędna ale jest. Bo młodzież licealna już po prostu dużo wie o świecie i ma swoje wyobrażenia także o harcerstwie. Skąd ta wiedza. Z Internetu, od znajomych, od rodziców, z obserwacji  ze wsząd. Jest to wiedza bardzo powierzchowna ale zgodna z tym jaki wizerunek zewnętrzny ma ZHR A ma fatalny!!! 
 
Przez ostatnie lata pracowały nad tym fatalnym wizerunkiem zewnętrznym zastępy działaczy harcerskich, którzy starali się przekonać społeczeństwo, że ZHR jest organizacją PRAWICOWĄ i KATOLICKĄ. A, że każde działanie ma swój skutek i to skutek jest taki, że kto ma tylko powierzchowną wiedze o ZHR ten tak właśnie go widzi. 
 
Nowomowa, której elementem jest słowo formacja służy właśnie budowaniu takiego wizerunku ZHR. I dlatego moim zdaniem trzeba od stosowania tego słowa odejść. 
 
Jak to działa na wędrownictwo? Nawet jeśli urządzisz odjazdową akcje naborową i dasz każdemu do ręki ulotkę z przedstawionym przez Ciebie katalogiem korzyści jakie chłopak czy dziewczyna może wynieść z harcerstwa  to i tak oni ci nie uwierzą, tak jak nie wierzą ulotkom i reklamie. ZHR z takim wizerunkiem zewnętrznym jaki obecnie ma dzięki działaniom środowiska skupionego wokół ostatnich dwóch Naczelników Harcerzy, jest ofertą wyłącznie dla bardzo wąskiej  marginalnie wąskiej grupy młodzieży. Tej która w wieku 14-16 lat już Wie. Już ma ukształtowany światopogląd i jest to światopogląd zgodny z wizerunkiem prawicowo- katolickiej organizacji. Już wiesz dlaczego to jest margines? 
Po pierwsze dlatego, że nawet wśród ludzi dojrzałych, mało jest takich, którzy chcieliby się intensywnie wiązać z organizacją o takim wizerunku. A po drugie (i ważniejsze) dlatego, że młodzież w wieku 14-16 lat w 99% jeszcze nie wie. Jeszcze nie ma ukształtowanego światopoglądu. Dopiero szuka! Znasz psychologię rozwojową to wiesz, jakie procesy zachodzą w psychice chłopców i dziewcząt w tym wieku. Więc się nie dziw, że efekty tego są takie jak obserwujesz. 
 
A więc nasza słabość organizacyjna to tylko cześć diagnozy. Dam ci przykład historyczny. Po II wojnie światowej, ruch harcerski był w całkowitej rozsypce organizacyjnej. Nikt do młodzieży nie przyjeżdżał i nie zachęcał by wstępowała do harcerstwa. A jednak młodzież waliła do harcerstwa drzwiami i oknami, tak, że nie było jak nad tym napływem zapanować. 
Wtedy tłumaczono to legendą Szarych Szeregów. Czyli posługując się dzisiejszym językiem grał wizerunek zewnętrzny. Sam! Bez żadnego organizacyjnego wsparcia. 
 
W latach 80-tych harcerstwo też miało swoja legendę. Może nie tak silną jak Sz.Sz. ale jednak. Mam wrażenie, że na Mazowszu gdzieś od połowy lat 90-tych a w całym ZHR od początku tej dekady zrobiono bardzo wiele by tę legendę zniszczyć. By podmienić wizerunek ZHR na taki właśnie jaki obecnie mamy. Zadziwiająca jest korelacja tych dat z upadkiem ruchu wędrowniczego.  
 
I dwie jeszcze uwagi. Kiedy zastanawiasz się, które z wymienionych przez Ciebie korzyści są najbardziej istotne, ja bez żadnej wątpliwości odpowiem:  
- uwrażliwić się na potrzeby innych i przygotować się do służby społecznej 
i dodam drugą:  
- rozbudzić wysokie aspiracje. 
 
 
Wymagajcie od siebie nawet jeśliby nikt inny od was nie wymagał. Nie mieć lecz być. Szczęście osiąga się dając z siebie innym a nie biorąc co się należy. 
 
Młodzież intuicyjnie (co ma związek z idealizmem młodzieńczym) jest na takie hasła bardziej czuła niż na to jakie konkretne korzyści może osiągnąć. Świetnie to rozumiał Ojcec Święty Jan Paweł II i tak właśnie mówił do młodzieży. A młodzież go kochała jak żadnego innego papieża i to nie tylko w Polsce. I jak wielu dzięki niemu wkroczyło na drogę prowadząca do zbawienia. 
 
No i uwaga ostania właśnie odnośnie zbawienia. Ci którzy wieku 14-16 lat chcą się zbawić, znają już drogę. Im harcerstwo nie jest do niczego potrzebne. Więc rzadko kiedy do harcerstwa wstępują. Mają pod dostatkiem innych znacznie lepszych propozycji, które znacznie skuteczniej ich w tej obranej już drodze wspomagają. Do harcerstwa wstępują ci którzy jeszcze szukają  nie koniecznie zbawienia. W ogóle szukają. A jak szukają to i znajdą. Wystarczy tylko im pomóc. Ale na pewno nie poprzez codzienne Msze Święte, Anioł Pański i Apel Jasnogórski, nie poprzez modlitwy rano, wieczorem, przed posiłkiem i po posiłku i nie przez gadanie o wielkich ideałach - bo to ich tylko wystraszy. I zagłosują nogami zanim znajdą. 
 
Najpierw trzeba ich przekonać do pewnej postawy życiowej. Właśnie rozbudzić wysokie aspiracje i sprawić, że znajdą radość w dawaniu z siebie. To można zrobić z ludźmi, nadal szukającymi a nawet całkiem niewierzącymi. Ale jak się to już stanie, to tak ukształtowany 
Człowiek sam prędzej czy później znajdzie drogę do Kościoła przez duże "K". 
 
I na tym polega misyjna funkcja harcerstwa  która została całkowicie zniszczona przez nadanie ZHR charakteru czysto religijnego. Odbudujmy prawdziwy wizerunek ZHR a wyeliminujemy najistotniejszą przeszkodę dla rozwoju naszego ruchu, w efekcie lepiej przysłużymy się Królestwu Bożemu. Nie zawsze droga wiodąca na skróty jest najlepsza. I tak jest bez wątpienia w tym przypadku. 
 
Marek
 49 jedna uwaga
Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 24-12-2008 08:52
Czytam tę dyskusje i zwróciłem uwage na jedna rzecz: 
rozmawia ze soba dwóch instruktorów,ludzi których dorobku,wiedzy,zaangażowania i uczciwości nie sposób w jakikolwiek sposób podważyć,na dobra sprawe 
majacych w większości spraw podbne poglądy.Ale na wszelki wypadek jeden z nich musi podkreślać że nie chodzi mu o wychowanie harcerzy w duchu "mocheru" ani na siłe ciągnąc do kościoła a drugi ciagle przypominać ze jest człowiekiem głeboko wierzącym, 
swoja Wiarę traktuje powąznie i mocno Ja przezywa. 
 
Kilkanaście lat temu dyskusje o bywąły ostre,ludzi sie kłócili negatywne opinie o różnych kontrowersyjnych pomysłach określano "kótkimi żołnierskimi słowami" ale ni było potrzeby ciągłego 
stawiania takich światopoglądowych deklaracji.Teraz one są niezbędne aby na wszelki wypadek odeprzeć ewentulne zarzuty o fanatyzm religijny albo wyrzucanie Boga z Harcerstwa i nie dac sobie przypiąc jakiejs głupiej etykietki. 
 
W ciągu ostatnich lat musiąło w Organizacji zdarzyć się coś bardzo niedobrego skoro ttrzeba takie deklaracje na wszelki wypadek składac.
 50 Spostrzeżenie żółtodzioba
Dodane przez Sebastian Wilk, w dniu - 25-12-2008 23:31
Czuwaj! 
 
Przeczytałem właśnie artykuł i całą dyskusję (po tej ostatniej zapomniałem już treści tego pierwszego :P) i chciałbym podzielić się swoim spostrzeżeniem i przy okazji zadać pytanie autorowi. 
 
Otóż rzeczywiście obaj druhowie wydajecie się czuć to samo, ale mówić o tym inaczej (często miewałem takiego rodzaju sprzeczki z moim przełożonym). Muszę przyznać jednak rację druhowi Markowi, iż słowa mają kolosalne znaczenie i niewłaściwie używane prowadzą często do katastrof. Myślę jednak, że słowo formacja nie do końca jest pojmowane przez ogół społeczeństwa (i grono harcerskie) jak to druh przedstawił (choć swoją tezę poparł iście dobitną argumentacją). Niech najlepszym tego dowodem będą pojedyncze głosy różnych druhen i druhów w tej dyskusji. Fakt ten jest również dowodem wieloznaczności pojmowania słowa "formacja", a tym samym jego kontrowersyjności i niebezpieczeństwa z nim związanego. W takim razie muszę się zgodzić, iż najlepiej go zaniechać i wrócić do sprawdzonego "wychowania". Znalezienie odpowiednich substytutów, które mają wypełnić powstałą lukę chyba nie stanowi problemu. W języku polskim funkcjonują przecież również takie pojęcia jak choćby "samowychowanie" (odniosłem wrażenie, że w tę stronę dążą definicje druha Grzegorza).  
 
Jednak ułożenie całej teorii spiskowej również wydaje mi się trochę przesadzone i bardziej skłaniam się do wersji przedstawionej przez druha Macieja i druha Marka Kameckiego. Co więcej, choć napisałem w poprzednim akapicie o katastrofalnych skutkach używania błędnej nomenklatury, nie zgadzam się, iż to one mogły być prawdziwą przyczyną upadku wędrownictwa. Tu pozwolę sobie przejść do pytania, które poprzez swoje rozbudowanie dokończy tę kwestię.  
 
Druhu Marku, pozostaje dla mnie niejasne, czemu druh przypisuje tak wielkie znaczenie słowu "formacja". Zgadzam się, iż zostało użyte błędnie (o czym pisałem powyżej), jednak przypisywane mu przez druha skutki w pewien sposób świadczą o debilizmie drużynowych wędrowniczych (a może nie tylko wędrowniczych...). Doskonale pamiętam (bo było to zaledwie rok temu) jak przechodziłem swój kurs metodyki harcerskiej i po przerwie jego dokończenie- kurs przewodnikowski. Jeżeli teraz określam się mianem żółtodzioba, to wtedy musiałem być jakimś totalnym siusiumajtkiem i pewnie dlatego z rozdziawioną gębą słuchałem prowadzących rozmaite zajęcia. Przyznaję, że wszystko, co usłyszałem, przyjmowałem bezkrytycznie, lecz trwało to krótko- cała masa instruktorów obecnych na zgrupowaniu (włączając to samych prowadzących) studziła ten "neoficki zapał" i gromiła nas za... taki właśnie brak krytycyzmu. Bardzo szybko- byłem wtedy przybocznym- skonfrontowałem zdobytą wiedzę z rzeczywistością i zrozumiałem postawę instruktorów. "Oczywistą oczywistością" pozostaje, iż żaden wykładowca, autor skryptów, a nawet harcmistrz (choćby i RP! ;)) z GKi nigdy nie będzie wiedział lepiej od samego drużynowego, czego on i jego jednostka potrzebuje najbardziej. Bezkrytyczne przyjmowanie  
wskazówek udzielanych drużynowym jest dla mnie wręcz niepojęte.  
 
Rozumiem, iż druh używanie słowa "formacja" ściśle wiąże z ugrupowaniem, które swego czasu było u władzy i ma druh ku temu solidne podstawy (które już zostały tu przedstawione). Jednak czy to słowo (a pewnie i inne w nowomowie) nie staje się pustym frazesem przy odświeżeniu owego ideologicznego fermentu przy zmianie władz? Czy faktyczny stan wędrownictwa nie zależy właśnie od osób, które nim kierują (specjalnie nie ograniczam się do samych drużynowych)? Przecież druh Grzegorz ma być tego najlepszym przykładem- wziął owo niewygodne słowo "formacja", urobił do niego własną definicję, która choć odbiega od czystej formacji religijnej, to nie jest sprzeczna z tymi lansowanymi w oficjalnych dokumentach i pozwala w zdrowy (według mnie) i -co najważniejsze- skuteczny sposób wychowywać wędrowników.  
 
Teraz pozwolę sobie sformułować właśnie to pytanie, które mnie nurtuje. Z jednej strony druh pisze o pluralizmie, wolności etc. (w świetle krzywdy i absurdu, których druh doświadczył, nabierają one jeszcze silniejszego wydźwięku), z drugiej jednak proponuje spalić na stosie wszystkie egzemplarze "Metodyki wędrowniczej" i wrócić do korzeni (a przynajmniej ja to tak widzę). Czy nie lepszym rozwiązaniem jest stworzenie własnej publikacji, która stanowiłaby totalnie przeciwstawną wizję wędrownictwa i byłaby kolejną propozycją dla drużynowych wędrowników?  
 
Na koniec pozwolę sobie wyrazić mały sprzeciw wobec rzeczywistości, którą druh nakreślił. Otóż młodzież licealna (sam się do niej zaliczam) i ogół społeczeństwa wcale niekoniecznie postrzegają nas jako organizacja prawicowa i katolicka. Dużo częściej spotykam się (mówię o pierwszej grupie) raczej z niewiedzą, niż takim zaszufladkowaniem. Jednak nie będę sprawy za nadto rozwijał, bo to temat na inną dyskusję.