ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Opowiadanie - Zagubione wspomnienie Drukuj
ImagePewien dzień - zwyczajny jak każdy inny. Nie pamiętam, kiedy to było dokładnie, nie pamiętam, jak się rozpoczął... Może szedłem do pracy jak zwykle? Może szedłem do kogoś, a być może poszedłem odnaleźć coś, co już dawno zgubiłem?

Tak samo jak zwykle, kiedy idę samotnie przez ulicę miasta, wykałaczka wędrowała mi z lewego, lub z prawego kącika ust na sam ich środek. Jej zaostrzony koniec, przecinał delikatne powietrze, które przypominało podmuch już dawno światów. Dzisiaj chmury przysłaniały słońce, które już dawno nie rozweselało mojej duszy. Samotnie przez dzikie zakamarki mojej duszy, przemierzałem miasto w poszukiwaniu, tego, co zgubiłem już dawno temu, a dopiero teraz wydało mi się naprawę potrzebne. Szarość starych zrujnowanych domów, przecinała się z moim, rytmicznym krokiem, którego rutyna dodawała mi spokoju. Bladość serca dorównywała bladości ludzkich twarzy, na których rysował się tylko pośpiech i zmartwienie, których, wraz z twarzami, starałem się nie dostrzegać. 

ImageW końcu przede mną czerwona cegła. Kilka par drzwi i zegar, który przypomina mi za każdym razem, że coraz bliższa jest już śmierć, przed którą nie uchronimy się nawet na końcu świata. Ktoś wpadł na mnie boleśnie, śpiesząc się do pociągu, tak, że nawet nie zwrócił uwagi, na mój kapelusz, który spadł mi z głowy. Podniosłem go, nawet nie otrzepując, założyłem na głowę. Poszedłem. Szedłem przed siebie, by zejść najpierw, zaś później pójść w górę, po schodach - jak w życiu, kiedy jest raz dobrze, a raz źle i kiedy najpierw się cieszymy sukcesami, by za chwilę opłakiwać śmierć kogoś bliskiego. Kiedy już wszedłem na ostatni stopień schodów, znalazłem się w dużym holu, w którym ludzie, jeszcze bardziej zasmuceni i jeszcze bardziej zabiegani, nie zauważali mnie, jak i nie zauważali wielkiej postaci siedzącej na gzymsie. Ów gzyms, oświetlany skrawkiem był jedynie światła, które wydostało się zza płaszcza chmur. Dopiero, gdy zacząłem się uważniej przyglądać tej postaci, spostrzegłem, że to wcale nie jest dekoracja starego, zniszczonego i śmiesznie przyozdobionego znakami czasu holu, gdzie traci się przyjaciół - jak wcześniej sądziłem. 

-Umiesz latać?- Zapytałem.

Głowa, która od chwili była podniesiona, nabrała nagle dwóch jasnych punktów, które musiały być oczami- smutnymi i poranionymi bólem, oczami.

„Tak" - Rozległo się w mojej głowie.
- To leć stąd - Powiedziałem. 

Wtem postać wstała i rozłożyła swoje wielkie, białe skrzydła, które z trudem mieściły się w całym holu.

„Widzisz?"- Znów usłyszałem w głowie. 

- Tak widzę, są za duże, tak?- Faktycznie musiały być za duże, pewnie nie mieściły się w żadnym z wyjść - To uleć, uleć do nieba.
„Nie da się."
-To, co tutaj robisz tyle czasu?- Zapytałem. 

Skrzydła uniosły się i skierowały pionowo w górę. Teraz przynajmniej o nic nie zawadzały i można było się poruszać.

„Choć"- rozległo się w mojej głowie. 

Poszedłem za Skrzydlatym, który zaprowadził mnie w jeden z kątów holu. Podszedł do ławki, na której siedzieli mężczyzna i kobieta, zajęci rozmową. Postać podniosła ich wraz z ławką i przesunęła kawałek, tak, że zza ławki wyłoniła się spora wnęka, w której było mnóstwo różnych rzeczy.

"Dlaczego się tutaj znalazłem?" - Znowu usłyszałem tylko w myślach.

Wśród wszystkich rzeczy, które tam zalegały, takich jak; laleczki, piłki, scyzoryki, portfele, książki, guziki, czy spinki, była jedna rzecz, która wyglądała znajomo...

Skrzydlaty jest tutaj po to, żeby te wszystkie rzeczy znajdować i tutaj ich pilnować. Ma on czekać, aż ktoś przyjdzie po swoją rzecz i odnajdzie to, czego szukał przez całe życie. Wyciągnąłem rękę i wziąłem bursztynowe koraliki. Sześćdziesiąt koralików, na końcu których był srebrny krzyż, którego nazwę chyba już zapomniałem.

„Różaniec" - rozległo się w mojej głowie po raz ostatni, bo gdy ścisnąłem koraliki - Skrzydlatego już nie było, a przede mną z powrotem była ta sama ławka, na której siedziała i gaworzyła para. Odszedłem, bo przecież miałem już to po co przyszedłem. Tylko przy wyjściu obróciłem się jeszcze, by zobaczyć promień słońca, który ucieszył mnie bardzo.
Gabriel
/imię i nazwisko autora do radosnej wiadomości Naczelnej/

Odsłon: 4225

  Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team