Radosław Tymiński
Od kilku lat jestem poza ZHR, lecz nadal uważnie obserwuję to, co się w Związku dzieje. Dzięki dystansowi jaki nabrałem mogę spokojnie zadać pytanie, które nie dotyczy tego kto będzie w tej kadencji przewodniczącym/naczelnikiem, tylko tego, czy ZHR będzie istnieć za 50 lat.
Na początku zacznę od pewnego spostrzeżenia. To banalne, ale przeglądam czasem plany pracy, fora zastępowych, rozmawiam z harcerzami i przekonuję się, że nic się nie zmienia. Tych samych zabaw uczył mnie zastępowy, te same zabawy ja robiłem, tak samo postępują ci zastępowi, którzy teraz prowadzą zastępy. Kwestia jednak nie sprowadza się tylko do tych samych zabaw (by powiedzieć metodycznie gier), ale także do tych samych - lub bardzo podobnych - harców, prób na stopnie, sprawności itd. Zbiorczo określę to jako formy realizacji idei harcerskiej. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że przez 15 lat się nic nie zmieniło. Intuicja podpowiada, że formy są (prawie) te same dziś, co dwadzieścia pięć i pięćdziesiąt lat temu. Harcerstwo zatrzymało się w rozwoju i cały czas próbuje grać sprawdzonymi formami. Oczywiście wiem, iż w próbach na stopnie znajdą się czasem wymagania w stylu: znajdzie w Internecie, ale jest to listek figowy, mający ukryć słabość organizacji. Sumując, brak w ZHR wypracowania nowoczesnych form pracy .
Uporczywe trzymanie się tego co było prowadzi do nieuchronnej klęski. Najlepszym przykładem jest tutaj bitwa pod Leuktrami (371 p.n.e.), w której wódz tebański Epaminondas zmodyfikował tradycyjną grecką strategię (tzw. falangi). Dzięki zmianom przez siebie wprowadzonym pokonał najlepszych wojowników ówczesnego świata - Spartan. O tym zwycięstwie jeden z greckich historyków powiedział później: do czasów Epaminondasa wydawało się to niemożliwe.
Wobec powyższego powstaje zasadnicze pytanie, co my tak na prawdę oferujemy młodym ludziom (pomijam atmosferę, braterstwo i wartości, bo aby tego doświadczyć, trzeba włączyć się w ruch): ganianie po lesie (ile można to robić bez znudzenia, rok, dwa, trzy?), fajną zabawę (gdyby była fajna, to drużyny liczyłyby po 30 osób, a nie po 8), przygodę (nudnawe zbiórki w harcówce, uczenie się alfabetu Morse'a, który już wyszedł z użycia, czy uczenie historii tak jak jest na lekcjach w szkole). W opozycji do naszej propozycji młody człowiek ma rozmowę z kumplami o Gladiatorze (a nie o Rudym), granie w GTA (a nie w wariację podchodów czy zdobądź flagę) lub w piłkę (a nie INO), albo wyjazd na żagle, gdzie zdobędzie patent (ten żeglarski, a nie przybocznego, bo wartość pierwszego zdecydowanie przewyższa wartość drugiego wobec kolegów w klasie).
Z brakiem nowoczesnych form pracy jest związana kwestia tego, kogo przyciągamy do harcerstwa. Może powiem coś, co wiele osób uzna za osobisty afront, ale uważam, że poziom intelektualny przeciętnej drużyny harcerskiej jest niższy niż poziom intelektualny przeciętnej klasy (przyjmuję założenie idealizacyjne, że obie skupiają tylko chłopców i liczą po 30 osób). I, jeżeli nic się nie zmieni, z roku na rok będzie coraz gorszy. Ongiś harcerstwo przyciągało najbardziej wartościowe jednostki, które były wybitne. Dziś w mojej opinii mamy w harcerstwie przede wszystkim osoby z czterech kategorii: słabych uczniów (nie chodzą na dodatkowy angielski, bo nie dają intelektualnie rady), dzieci niezamożnych rodziców (nie chodzą na dodatkowy angielski, bo ich nie stać), pasjonatów wojska (harcerstwo jest wojskiej dla młodych i tak je traktują, potem przejdą do Strzelca ) oraz wszystkich innych (przeważnie z rodzin o tradycjach harcerskich, lub z rodzin mocno zaangażowanych patriotycznie).
Jeżeli ktoś się ze mną nie zgadza, to niech przeprowadzi badania w swojej drużynie/hufcu jaki procent harcerzy uzyskuje średnią co najmniej 4.0 lub 4,5. A gdyby ktoś chciał jeszcze głębiej wejść w temat niech zrobi badania nt: jaka jest średnia z matury wśród instruktorów? ilu instruktorów zakończyło/odbywa studia bez żadnych poślizgów? Ilu instruktorów ukończyło studia z wynikiem bardzo dobrym? Ilu instruktorów ma certyfikaty z języka obcego? Odpowiedzi na te pytania są szczególnie ważne, w kontekście lansowanej przez niektóre osoby koncepcji ZHR jako organizacji elitarnej.
Świadomie piszę o tych sprawach, bo one przekładają się na praktykę. Tytułem przykładu wskażę szkolenia drużynowych. W moim przekonaniu najrozsądniejszym kryterium doboru na komendanta i kadrę kursu drużynowych jest prowadzenie dobrej drużyny i umiejętności dydaktyczne. A teraz niech każdy sam sobie odpowie: ilu wykładowców kursów drużynowych (nie mówiąc już o komendantach tych kursów) może pochwalić się tym, że prowadziło dobrą drużynę? Jeżeli kadra kursu nie prowadziła dobrej drużyny, to czego ona nauczy (to tak jakby prowadzenia bitew uczył generał, który żadnej nie wygrał).
Reasumując, uważam, iż metoda harcerska (z jej pracą zastępowych, systemem kar i nagród i wszystkim innym) jest dobra i ponadczasowa. Przestarzała jest już forma, którą dodajemy do tej metody (np. wszak podstawowa książka z harcami pochodzi z 1935 r. - Próby wodzów L. Ungeheuera). Moim zdaniem najważniejszym zadaniem ZHR jest wypełnienie metody nową formą, która zachęci masy młodzieży do wstępowania w szeregi harcerstwa, tak, jak to miało miejsce w latach 20 i 30 ubiegłego wieku.
Na końcu jeszcze jedno spostrzeżenie. ZHP konsekwentnie zmierza ku modelowi organizacji scoutowej, ze wszelkimi tego konsekwencjami. Jest to pewna droga. Moim zdaniem bardzo dobra dla tej organizacji. Niemniej uważam, że w Polsce jest jeszcze miejsce dla dużej, masowej organizacji harcerskiej, a w tej roli chętnie widziałbym ZHR.
Radosław Tymiński, były instruktor ZHR
Zdjęcia z galerii Kręgu Harcerstwa Starszego "Matrix", oraz kursu podharcmistrzowskiego "Jacobstaf" jako przykłady innowacyjnych metod pracy
Odsłon: 2503 1 prawda. ale co dalej? Dodane przez Dorota Chęcińska , w dniu - 25-06-2008 07:13 Trudno tu się nie zgodzić z większością tez postawionych w artykule. Pytanie jest tylko co dalej. Wiadomo, ze harcerstwo (ogólnie, nie tylko ZHR, ale i ZHP) staje się organizacją elitarną w rozumieniu - mało nas. Wydaje mi się, ze nie jest naszą drogą iść w kierunku szkoleń i zdobywania konkretnych uprawnień (oczywiście to też, ale nie jako główny nurt). Jak ktoś chce się nauczyć angielskiego to idzie na angielski, a jak chce zdobyć patent żeglarski, to jedzie na kurs odpowiedni. Naszą zagadką jest odnaleźć lukę, którą możemy wypełnić. By kształtować Człowieka Prawdziwego. (nad ideą nie ma co dyskutować, znamy). Może formą jest pokazywanie harcerzom/harcerkom szerokiej gamy zdolnośći, które mogą rozwijać (i tu wracamy do patentów itp).? Trudno jest wszystko wyważyć... szukając nowych form nie mozemy zapomnieć o tych prawdziwie dobrze sprawdzonych... wszak obozy przetrwania mają coraz większą popularność...
2 Dodane przez grzegorz , w dniu - 25-06-2008 21:23 powiem tak masz dużo racji - ale moim zdaniem podajesz też kilka wątpliwych tez jak choćby ta o przęcietnej drużynie, nie wiem na jakiej podstawie to napisałeś , moje spostrzeżenia są odwrotne. Długości obecności w harcerstwie i co za tym idzie znużenia harcami itd. To nie jest moim zdaniem nic złego. Trzeba założyć -TAK, że przeciętnie jest się harcerzem ok 3 lat, jednostki pozostające dłużej mają albo predyspozycje do bycia instruktorem, albo nie mają predyspozycji do zaistnienia w innej grupie. Zasadniczy problem i to przewija się w rozmowach z instruktorami jest to, że obecnie młodzież ma inne priorytety niż pokolenie przełomu 80-81 czy 89-90 czyli obecni 40 i 30 latkowie. Odpowiedź na pytanie na ile te priorytety są zbieżne z idealizmem harcerstwa jest odpowiedzią dlaczego jesteśmy w dołku. Oczywiście jak w każdej dziedzinie nastąpi "odbicie od dna" - obserwuję to na podstawie mojego środowiska. Cykl koniunktury trwa średnio ok 3-4 lat (jest dobrze, drużynowy ma pomysły, wyrobił sobie drużynę itd), potem następuje stagnacja trwająca ok. 2-3 lat i cykl się powtarza. Najistotniejszym jest żeby ci, którym się jeszcze chce i chcą robić harcerstwo mieli bazę gdzie można to harcerstwo robić. Taką bazą dla doświadczonego (odświezonego) instruktora może być po prostu las/park+ jakiś kąt, może harcówka, jakieś miejsce, które jest punktem odniesienia, o którym wiadomo, że " w każdy piątek jest zbiórka, a co 3 tygodnie- co miesiąc jeżdżą na biwak..." Taka baza obojętnie czy materialna czy niematerialna daje stabilizacje, która z czasem przeradza się we wzrost harcerstwa w danym miejscu. Co do form, cóż kwestia form używanych przez instruktorów jest wyłącznie kwestią uwrażliwnienia ich, zwrócenia uwagi na to, że w zasadzie każdą czynność i aktwność można przekuć na efekt wychowaczy. Obojętnie czy to wyjazd na rowerach, kajakach, pieszo, czy żaglówkach. Natomiast przestrzegam przed powszechnym obrazem , że posiadanie patentu takiego czy innego - możliwość jego zdobycia umożliwi i ożywi harcerstwo - to nie nasza rola. Harcerstwo ma to ew. umozliwić, ale to nie jest zadanie harcerstwa . Zwłaszcza np żeglarstwo "sprzedawane" na 10 dniowych kursach żeglarskich raczej przyniesie więcej szkód niż pożytku. Systematyczna działalność atrakcyjna dla młodzieży da ostatecznie efekt. I wbrew pozorom atrakcyjny wciąż jest wyjazd za miasto na biwak czy obóz na którym samemu się robi wszystko. Oczywiście nie dla wszystkich - ale konieczne jest stworzenie BAZY, która umożliwi zakotwiczenie się tego harcerstwa.
3 Dodane przez Janek Kamiński , w dniu - 25-06-2008 22:02 Wydaje mi się, że ważnym problemem, który pominąłeś, jest kryzys, jaki przechodzi w ZHR ruch wędrowniczy. A jest to problem bardzo związany z poruszanym tematem. Gdy mówimy o atrakcyjności form pracy, staje się oczywiste, że pewne gry i harce, które przez trzy lata zajmują młodego człowieka muszą się mu w końcu znudzić. Co może zrobić? Zostać zastępowym, potem instruktorem, dalej działać w KPH... Ale nie każdy w harcerstwie szuka kontaktu z przyrodą przez całe życie, nie każdy też ma zadatki na przywódcę. Co z tymi, których na n-tym obozie nudzi k-ta gra terenowa lub bieg po znakach patrolowych lub w kółko śpiewane te same piosenki? Odchodzą, bo nie ma dla nich nic nowego. Nawet "nowoczesne" formy przestają być ciekawe gdy powtarza się je bez końca. Do tego dochodzi ich nieadekwatność do poziomu wiekowego. Czy harcerstwo jest w stanie zaoferować coś młodym ludziom, którzy idą do liceum? A tak naprawdę to w tym wieku harcerze mogą zrobić najwięcej. To WĘDROWNICY mogą się chwalić organizacją morskiego rejsu albo zagranicznego obozu. To WĘDROWNIKÓW widać, gdy angażują się w szeroko pojęte inicjatywy obywatelskie. To WĘDROWNICY mogą wydawać lokalną gazetę, organizować młodzieżową ligę piłkarską albo pozaszkolne koło teatralne. To ONI pokazują, że harcerstwo nie polega na spędzaniu dnia w lesie na ćwiczeniach zapomnianych umiejętności. Oni pokazują, jak harcerskie ideały przenosić w dorosłe życie... Tyle, że ich (w-ników nie ma). I tu nasuwa się pytanie: czy jest to wina nieumiejętnego prowadzenia drużyn, braku odpowiednich ludzi, którzy chcieliby i potrafili robić Wędrownictwo przez duże "W"? Czy też wszelkie próby "reanimacji" wędrowników są skazane na porażkę (brak czasu, nawał innych zajęć, zakorzeniona niechęć przed harcerstwem, obciach, nuda, ...abstynencja?), tak jak na porażkę jest skazane harcerstwo - ruch, który miał swój wielki czas, ale czas ten się już skończył? Odpowiadam z przekonaniem: CZAS HARCERSTWA NIE MINĄŁ! Jest mnóstwo młodych ludzi, którzy nie mają co ze sobą zrobić. Ale dopóki chłopcy z naszych drużyn harcerskich będą odchodzili w pustkę, dopóty HARCERSTWO nie będzie się liczyć w społeczeństwie: jako ruch, organizacja, metoda wychowawcza ani sposób na życie. Czas coś z tym zrobić. Czas przestać o wędrownikach mówić a zacząć działać. Ja zaczynam!
4 do Janka Dodane przez Aga Leśny , w dniu - 25-06-2008 22:37 A uważasz, że problem dotyczy tylko wędrowników czy również wędrowniczek?
5 Nie musi być źle.. Dodane przez
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
, w dniu - 26-06-2008 18:03 Myślę, że formy nie są przestarzale... wg mnie są jeszcze bardziej aktualne niz kiedykolwiek. Scouting wyrosl na obserwacji naturalnych zabaw podworkowych. Dzis takich naturalnych podworek jest coraz mniej i to jest nasza szansa, że możemy pokazac żądnym przygody dzieciom jak sie bawic. ALe z drugiej strony to jest zagrozenie, bo instruktorzy tez juz nie są wychowani na takich podworkach i nie czują w krwi metody harcerskiej, tylko musza się jej uczyć na kursach jak czegos abstrakcyjnego. Tam gdzie są druzynowi z jajami (drużynowe z... werwą ) tam druzyny dzialaja dobrze i maja po 20-30 osob. Sądzę, że w takiej sytacji celem wladz ZHR powinno byc rozbudzenie ducha przygody wsród isntruktorow. Mniej biurokracji i górnolotnych planów, a wiecej wycieczek i harcow.
6 Dodane przez Paweł Dobosz , w dniu - 26-06-2008 18:05 Na końcu jeszcze jedno spostrzeżenie. ZHP konsekwentnie zmierza ku modelowi organizacji scoutowej, ze wszelkimi tego konsekwencjami. Jest to pewna droga. Moim zdaniem bardzo dobra dla tej organizacji. Niemniej uważam, że w Polsce jest jeszcze miejsce dla dużej, masowej organizacji harcerskiej, a w tej roli chętnie widziałbym ZHR. Mamy pytanie do autora. Skąd wniosek, że "ZHP konsekwentnie zmierza ku modelowi organizacji scoutowej"? Co to właściwie oznacza? Czym ten proces się przejawia? O jakie "wszystkie konsekwencji chodzi"? I jaki ma to związek z resztą artykułu?
7 Dodane przez
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
, w dniu - 26-06-2008 20:20 Instruktor który jest świadomy celu jaki chce osiągnąć powinien być w stanie dostosować formy pracy tak aby były one atrakcyjne dla chłopaków i jednocześnie realizowały cel. A jeśli powtarza się sprawdzone formy i robi się to świadomie, to moim zdaniem nie ma w tym nic zdrożnego, dopóki na te "haczyki łapiemy rybki" W nawiązaniu do tego co napisałeś o kiepskich uczniach w harcerstwie - rzeczywiście często tak jest, podobne proporcje uczniów "dobrych" do "słabych" zauważam w swojej drużynie. Zawsze gdy widzę, że mocno zaangażowany w harcerstwo chłopak jest kumaty, ale ma kiepskie oceny np. z lenistwa to staram się po konsultacji z rodzicami wpisać mu w zadanie na stopień podciągnięcie się w nauce albo postawić poprawę ocen jako warunek uczestnictwa w obozie, etc. Fajne jest właśnie to, że poprzez harcerstwo możemy pomóc tym osobom w nauce. Myślę, że często zdarza się nam, instruktorom, zbyt idealizować okres przedwojennego harcerstwa. A ja pamiętam taki fragment, chyba z "Antka Cwaniaka", gdzie chłopacy skarżą się, że do drużyny nie chcą przyjść najwięksi twardziele z podwórka, a zostają tacy "przeciętniacy". Drużynowy odpowiada im na to, że tamtym po prostu harcerstwo nie jest potrzebne tak bardzo jak tym "słabszym". I myślę, że również dziś harcerstwo nie jest potrzebne wszystkim.
8 Dodane przez
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
, w dniu - 26-06-2008 20:20 Instruktor który jest świadomy celu jaki chce osiągnąć powinien być w stanie dostosować formy pracy tak aby były one atrakcyjne dla chłopaków i jednocześnie realizowały cel. A jeśli powtarza się sprawdzone formy i robi się to świadomie, to moim zdaniem nie ma w tym nic zdrożnego, dopóki na te "haczyki łapiemy rybki" W nawiązaniu do tego co napisałeś o kiepskich uczniach w harcerstwie - rzeczywiście często tak jest, podobne proporcje uczniów "dobrych" do "słabych" zauważam w swojej drużynie. Zawsze gdy widzę, że mocno zaangażowany w harcerstwo chłopak jest kumaty, ale ma kiepskie oceny np. z lenistwa to staram się po konsultacji z rodzicami wpisać mu w zadanie na stopień podciągnięcie się w nauce albo postawić poprawę ocen jako warunek uczestnictwa w obozie, etc. Fajne jest właśnie to, że poprzez harcerstwo możemy pomóc tym osobom w nauce. Myślę, że często zdarza się nam, instruktorom, zbyt idealizować okres przedwojennego harcerstwa. A ja pamiętam taki fragment, chyba z "Antka Cwaniaka", gdzie chłopacy skarżą się, że do drużyny nie chcą przyjść najwięksi twardziele z podwórka, a zostają tacy "przeciętniacy". Drużynowy odpowiada im na to, że tamtym po prostu harcerstwo nie jest potrzebne tak bardzo jak tym "słabszym". I myślę, że również dziś harcerstwo nie jest potrzebne wszystkim.
9 Odpowiedź dla Pawła Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 27-06-2008 07:12 Można dokonać różnych podziałów harcerstwa w zależności od kryteriów. Przyjmując za kryterium postawę w odniesieniu do dwóch metod uwzględnienia wartości w wychowaniu można podzielić harcerstwo na: ruch działający w duchu pewnych wartości (scouting) oraz ruch działający z założeniem pewnych wartości (harcerstwo). Z Podstaw Wychowawczych ZHP (dokument uchwalony przez Zjazd Walny) wynika, że ZHP działa w duchu pewnych wartości. Istotą tej filozofii jest założenie, że skaut ma dążyć w życiu do osiągnięcia ideału, który mu wskazują owe wartości (zawarte w Prawie Harcerskim). ZHR wychowuje w wartościach zawartych w PH (zob. statut ZHR). Istotą tej filozofii jest więc postawienie warunku wstępnego - musisz przestrzegać PH, a cała droga harcerska ma prowadzić do coraz lepszego przestrzegania go. Po drugie podstawą wychowawczą w ZHR są ideały zawarte w PH i metoda harcerska (patrz par. 5 statutu ZHR), zaś podstawą wychowawczą w ZHP są "normy moralne, wywodzące się z uniwersalnych, kulturowych i etycznych wartości chrześcijaństwa" (par. 3 ust. 3 statutu ZHP). Różnica pomiędzy tymi organizacjami dotyczy filozofii wychowania uczestników obu ruchów. Różnicę tę widać na płąszczyźnie dokumentów programowych i działań. Moim zdaniem: oba podejścia mają taką samą wartość, nie uważam, że któreś jest lepsze. Niemniej kierując się obu filozofiami postępowania wywołujemy odminne skutki. Jakie to temat na osobny artykuł. Mogę o tym porozmawiać w prywatnej korespondencji (e-mail u redakcji Pobudki). Oczywiście stwierdzenie, że ZHP jest tu, a ZHR tam jest pewnym uproszczeniem. Jednakże uważam, że w programie i stylu działania ZHP wystęuje coraz więcej rysów scoutingowych.
10 Odpowiedź dla Maćka Albinowskiego Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 27-06-2008 07:27 Maciek, nie zgadzam sie z Tobą. Widzisz sprawa wygląda tak: przez wiele lat stosowano system żarowy w rolnictwie, potem, gdy zorientowano się, że to nie wystarcza trójpolówkę, aż wreszcie wprowadzono płodozmian itd. Dziś my czały czas mówimy (i Ty włączasz się w te głosy) tak: system żarowy jest dobry, tylko trzeba go umiejętnie (z jajami ew. werwą) stosować. Moim zdaniem ta postawa wynika z tego, że nie potrafimy nic nowego zaproponować, czyli nie wymyśliliśmy jeszcze harcerskiej trójpolówki. Wynika to z przekonania, że lepiej zrobić po raz dziesięty to samo (tylko w pewnej wariacji) niż porywać się na coś niepewnego. Przykład: rok rocznie jeździmy na ten sam obóz (stały, w zgrupowaniu, w lipcu) jest to strasznie przewidywalne i ... po pewnym czasie nudne (bo po kilku latach w danym środowusku mogę z 95% pewnością powiedzieć gdzie będzie stała i jak wyglądała kadrówka, co będzie pierwszego dnia obozu, co drugiego, a co dziesiątego itd.). To samo z obrzędowością, zamiast w Spartan będziemy bawić się w Szkotów, a potem w Japończyków, a potem w AK, a potem w powstanie listopadowe. Czym to się różni w formie? Niczym! Zamiast miecza sprtańskiego jednoręcznego, będę miał replikę półtoraka szkockiego itd. Ja dlatego mówię, iż trzeba nieustannie poszukiwać nowych pomysłów i form. Np. raz obóz stały, a raz wędrowny, a raz obóz przenoszony (nomadzi). Zaskoczmy harcerzy. Oczywiście nie oznacza to, że obecne formy należy całkowicie wyrzucić. Nie. Można je stosować, tylko jako dodatek. Sama w sobie gra zdobądź flagę jest ok, ale dwa - trzy razy do roku. Pozdrawiam.
11 Odpowiedź dla Doroty Chęcińskiej Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 27-06-2008 07:33 Dorota, pytasz co dalej. Ja powiem krótko: naciskajcie na hufcowych, władze związku aby zajęły się tym problemem na poważnie. Jeżeli to niemożliwe, to zbierz grupę znajomych i sami opracujcie nowe formy (patrz przykład z obozami, który podałem w odpowiedzi dla Maćka). Mnie wiele dały rozmowy z moimi kolegami spoza harcerstwa. Będąc w harcerstwie mamy mały kontakt z ludźmi spoza (moje doświadczenie), bo najczęściej obracamy sie w kręgu harcerzy byłych lub obecnych. Takie spojrzenie z zewnątrz czasem dużo pomaga. Pozdrawiam
12 prawda gdzieś po środku Dodane przez Aga Leśny , w dniu - 27-06-2008 09:51 Radku, myślę, że Twoja krytyka jest w części słuszna. Często słyszę podobne argumenty od byłych harcerzy - i na pewno trzeba się temu bliżej przyjrzeć ale... Metody wychowawcze w pewnej swej części nie zmieniają się od lat. Mali chłopcy od WIEKÓW bawią się w pojedynki i jakoś im się nie nudzi. Oznacza to, że taka forma czegoś ich uczy i coś daje niezależnie od tego na jakim poziomie technologicznym jest broń. Paintball też jest oparty na pojedynku i podchodach. Też są przeciwnicy, bazy, reguły gry. Harcerstwo korzysta więc z form uniwersalnych - które, przez archaiczność może - też są atrakcyjne. Dzieciaki teraz mają takie możliwości korzystania z form pozalekcyjnych, że my nie mamy szans konkurować. Skoro na wycieczkę klasową jedzie się na obóz survivalowy, z chłopakami z paczki trzaska w paintballa, dziewczynę zabiera na quady a w wakacje spływa się canoe - to my nie mamy co stawać do takiego wyścigu. Jako organizacja ludzi młodych, często niedoświadczonych, permanentnie bez kasy - nie mamy szans. Więc proponujemy po prostu coś innego. I może trochę co z tego, że "inne" oznacza to samo co 20 lat temu?
13 Odpowiedź dla Agi Leśnej Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 27-06-2008 10:27 Aga, odebrałaś ten artykuł trochę inaczej niż miałem zamiar. Podkreślę zatem, że uważam, iż metoda harcerska (bazująca na bezpośredniości, przykładzie własnym, współdziałaniu, rywalizacji) jest dobra. Złe są formy. Owszem chłopcy w pewnym wieku chętnie się pojedynkują, a niektórym to nawet zostaje na dłużej (bractwa kurkowe), ale harcerstwo nie jest tylko dla ludzi w pewnym wieku! Ono jest wg mnie organizacją ponadpokoleniową. Tymczasem doświadczenie wskazuje, że: 11 - 14 latków jest najwięcej, potem trochę 15 - 18 latków, potem niewielu 19 - 25 a potem już nic i dopiero 35 - 45 latki się pojawiają oraz nestorzy 70 lat i więcej. Zwróć uwagę na dwa zjawiska: ogromaną zapaść ilościową harcerzy w wieku 15 - 25 w porównaniu do 11 - 14 latków, dziura pokoleniowa obejmującą wiek 25 - 35 lat oraz 45 - 70. Mówię to przejrzeniu list instruktorów czynnych w kilku chorągwiach męskich. Zjawiska te świadczą to tym, że obecne formy pracy oraz formy zaangażowania w harcerstwo osób z tych grup wiekowych są niewystarczające i przestarzałe. Poza tym zwrócę uwagę na jeszcze jeden czynnik (chyba niedoceniany): harcerstwo było ongiś formą walki z zaborcą a potem formą demonstrowania i krzewienia polskości (w wielonarodowej II RP). Obecnie ruch nie spełania już tych zadań, bo nie ma zaborcy, a III RP jest raczej państwem jednonarodowym. Pozdrawiam
14 Dodane przez Paweł Dobosz , w dniu - 27-06-2008 12:19 Do autora.. [I]Z Podstaw Wychowawczych ZHP (dokument uchwalony przez Zjazd Walny) wynika, że ZHP działa w duchu pewnych wartości. Istotą tej filozofii jest założenie, że skaut ma dążyć w życiu do osiągnięcia ideału, który mu wskazują owe wartości (zawarte w Prawie Harcerskim). ZHR wychowuje w wartościach zawartych w PH (zob. statut ZHR). Istotą tej filozofii jest więc postawienie warunku wstępnego - musisz przestrzegać PH, a cała droga harcerska ma prowadzić do coraz lepszego przestrzegania go.[I] Czyli mam rozumieć, że filozofia ZHP tym, w szczególności, różni się od filozofii ZHR, że harcerzom z ZHP generalnie "więcej wolno", albo lepiej "więcej uchodzi na sucho"? Zachowania niezgodne z PH, które w ZHP oficjalnie są tolerowane i akceptowane, w ZHR mogą skończyć się koniecznością opuszczenia organizacji. Czy tak? I jeszcze jedno - czy to rozróżnienie w filozofii ZHP i ZHR dotyczy również instruktorów i ich przykładu osobistego. Czyli, że (analogicznie) instruktorom ZHP generalnie "więcej wolno", niż instruktorom ZHR? Podsumowując, jeżeli dobrze wychwyciłem sens umieszczenia zapisu o ZHP w kontekście całego artykułu to jak rozumiem ZHP chcąc stać się/ pozostać organizacją atrakcyjną dla młodzieży zdecydowała się nie tyle unowocześniać formy pracy, co obniżyć stawianą młodym ludziom poprzeczkę. Czy tak?
15 kim są skauci? Dodane przez Rafał , w dniu - 27-06-2008 17:05 Można dokonać różnych podziałów harcerstwa w zależności od kryteriów. Przyjmując za kryterium postawę w odniesieniu do dwóch metod uwzględnienia wartości w wychowaniu można podzielić harcerstwo na: ruch działający w duchu pewnych wartości (scouting) oraz ruch działający z założeniem pewnych wartości (harcerstwo). Czy to oznacza, że skauci włoscy - katolicy (zrzeszeni w WOSM), albo członkowie niemieckiego DPSG działający zgodnie z założeniami wyznaczanymi przez Kościół Katolicki, są harcerzami a nie skautami? Seascout
16 Odpowiedź dla Pawła Dobosza Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 27-06-2008 18:53 Paweł, źle mnie zrozumiałeś. Ja nie wartościuję pewnych zjawisk. Ja je opisuję. Mówiąc o drodze ZHP i leżącej u jej podstaw filozofii staję w roli socjologa a nie kaznodzieji. Uważam, że droga wybrana przez ZHP jest w Polsce potrzebna. Sądzę również, że potrzeba dla ZHP alternatywy w postaci masowej organizacji, która ma inną filozofię wychowawczą. Podam jeszcze przykład, żebyś mnie dobrze zrozumiał. Pytania, które Ty stawiasz można sprowadzić do tego: które zakony są lepsze kontemplacyjne czy misyjne. Ja odpowiadam: zależy dla kogo. To co jest akceptowalne w misyjnym w kontemplacyjnym jest nie do pomyślenia i odwrotnie. Podsumowując, myślę, że ZHP wkroczyło na pewną drogę, która jest dobra. Boję się, że ZHR cały czas nie ma pomysłu na siebie i jest jak statek, który nie wiadomo dokąd ma płynąć (latający holender )
17 o przestrzeganiu Prawa... Dodane przez Janek Kamiński , w dniu - 27-06-2008 19:06 ZHR wychowuje w wartościach zawartych w PH (zob. statut ZHR). Istotą tej filozofii jest więc postawienie warunku wstępnego - musisz przestrzegać PH, a cała droga harcerska ma prowadzić do coraz lepszego przestrzegania go. Jak możesz przestrzegać Prawa i jednocześnie móc je przestrzegać lepiej? Czym się różni zwykłe przestrzeganie od przestrzegania bardziej? Przecież Prawo Harcerskie wskazuje ideał. Ma to do siebie, że nie można osiągnąć górnej granicy tego ideału. Z natury człowiek jest niedoskonały. Jak więc można powiedzieć, że ktoś przestrzega PH? Jeżeli przestrzega, to już osiągnął ideał. Jeżeli nie osiągnął, to znaczy, że nie przestrzega. Nie w tym leży zdaje się różnica między organizacjami. Gdyby tak było, ZHR nie miałby członków wcale... A może właśnie dlatego jest nas tak mało? Bo zamiast wychowywać, stawiamy wymagania na wstępie. Łatwo potem powiedzieć: "jesteśmy organizacją elitarną" - czy o to chodzi w harcerstwie?
18 Dodane przez Paweł Dobosz , w dniu - 28-06-2008 10:46 Radek, przecież ja nigdzie nie stwierdziłem, że wartościujesz zjawiska. Widzę, że je opisujesz. Uważam jednak, że Twój opis jest bardzo ogólny i interesuje mnie, co dokładnie kryje się za poszczególnymi sformułowaniami. Piszesz, że ZHP wybrało odmienną niż ZHR drogę. Drogę "od harcerstwa do scoutingu". Drogę organizacji masowej. Ja się pytam o konkretne przejawy tej odmiennej (bardziej scoutowej, mniej harcerskiej) drogi. Wskazałeś na różnice w pracy z wartościami. Z tego, co zrozumiałem to Twoim zdaniem z Prawem Harcerskim inaczej pracuje się w ZHP, a inaczej w ZHR. I dlatego dopytuje, czy tak rzeczywiście tę różnicę postrzegasz. Pytam o konkretne przejawy tej różnicy: w podejściu do przestrzegania PH, w podejściu do przykładu osobistego instruktora. Odwołując się jeszcze trochę do Twojego przykładu spytam: 1. Co jest akceptowalne w ZHP, a jednocześnie jest nie do pomyślenia w ZHR? 2. Co jest akceptowalne w ZHR, a jednocześnie jest nie do pomyślenia w ZHP?
19 polemika z Radkiem Dodane przez Aga Leśny , w dniu - 28-06-2008 15:46 Radku, myślę, że spadek liczby harcerzy wnika z wielu czynników, z których opisywane przez Ciebie nie są najważniejsze - ale to temat na inną dyskusję. Ciągle uważam, że formy są dobre tylko ich jakość spada. Dobra gra zawsze będzie ciekawa. Problem polega na tym, że mało u nas dobrych gier. W tle jest jest jeszcze jeden problem - z którym nam trudno się mierzyć; współczesna młodzież - co potwierdzają badania wszelakie i zwykła obserwacja - ma niechęć do zrzeszania się. Odstrasza ją struktura, mundury, musztra, zasady, składki. Najlepiej świadczy o tym fakt, że "cywilne" gry miejskie organizowane przez harcerzy w "cywilu" przychodzi bardzo wiele osób. Tak samo jak na pikniki historyczne, rekonstrukcje, festyny itd. Inicjatywy, które wykorzystują BARDZO wiele form harcerskich - np. Pokojowy Patrol WOŚP (w którym spora część liderów to byli harcerze) - wygrywają bo wzięli właśnie to co atrakcyjne - formy, a odrzucili to co anachroniczne - czyli apele, mundury itd. Pokojowy Patrol to świetny przykład - w szkoleniach wykorzystują elementy survivalu i gier zespołowych na świetnym poziomie. Dają grupę, rywalizację. Gromadzą ludzi w około wzniosłej idei pierwszej pomocy oraz pozytywnego podejścia do życia. Walczą z narkotykami. Przystanek Woodstock jest dla nich obowiązkową służbą (bardzo ciężką, dość podobną do BSu).
20 Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK , w dniu - 29-06-2008 11:28 Pawle, Dziękuję ci za Twoją dociekliwość. Moi przyjaciele z Czuwaja właśnie przekazali mi fragment Twojego postu, w którym domagasz się odpowiedzi na to samo pytanie: w czym konkretnie przejawia się to, że ZHP obrało drogę zbliżenia do charakteru organizacji skautowej i konsekwentnie nią podąża? To samo pytanie pada i tutaj! Odpowiedź, jeśli ma być konkretna wymaga bardzo dobrego udokumentowania, a więc będzie obszerna co wykracza poza ramy komentarzy. Obiecuję jednak, że Cię nie zawiodę. Postaramy się w jednym z najbliższych numerów Pobudki przygotować materiały o tym czym się różni dzisiejsze harcerstwo od dzisiejszego skautingu. Rozumiejąc te różnice łatwo będzie wskazać symptomy zjawiska, które zauważył Radek i o którym ja pisałem. Nie mniej, obaj dobrze wiemy, że konkretna odpowiedź na Twoje pytanie będzie bardzo trudna. Po pierwsze, bardzo trudno jest stwierdzić czym jest współczesne harcerstwo bo ono jest niezwykle różnorodne i to nie tylko dlatego, że istnieje ZHP, ZHR, SH i Zawisza. Wewnątrz ZHP i ZHR w również panuje duża różnorodność. Jeszcze trudniej jest scharakteryzować współczesny skauting bo tu różnorodność jest tysiąc razy większa - od skautów żywcem przeniesionych z wyspy Brownsee po organizacje bardziej przypominające KomSoMoł. A tak na szybko. Nie wiem jak Radek, ale ja swoje twierdzenie opieram na znajomości realiów skautingu amerykańskiego i tendencji obserwowanych w ZHP. Pozwól, że nie będę tego teraz rozwijał. Inna sprawa to owa konsekwencja! I tu przyznam się, że zasiałeś we mnie wątpliwości. Zdaje się, że masz rację iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To co dla mnie jest konsekwentnym podążaniem we właściwym kierunku dla kogoś innego może być chwilowym patologicznym odchyleniem od normy. Rozumiem, że równie dobrze zewnętrzny obserwator mógłby stwierdzić, że ZHR konsekwentnie dąży do modelu organizacji endeckiej. Taki wniosek przez wielu mógłby zostać uznany za prawidłowy. Ja jako uczestnik tego procesu, wiem, że ZHR jeszcze o tym nie zdecydował i że toczy się w nim walka o przyszły kształt organizacji. O żadnej konsekwencji nie może więc być mowy, tym bardziej, że dla wielu instruktorów ZHR, w tym również dla mnie, byłby to wybór nie do zaakceptowania. Dlatego pozwól, że skoryguję swoje zdanie. Dla mnie osobiście jest zjawiskiem pożytecznym to, że obserwuję w ZHP tendencje wskazujące na upodabnianie się do scoutingu amerykańskiego. Nie mniej, nie wiem czy jest to konsekwencja wyboru dokonanego przez większość instruktorów ZHP czy tylko wypadkowa wynikająca z chwilowego układu sił i okoliczności. Proponuję aby ten poboczny wątek dla sedna tego artykułu chwilowo zawiesić i poczekać na bardziej stosowną chwilę. Pozdrawiam! I życzyłbym sobie aby instruktorzy harcerscy tak jak Ty starali się drążyć i docierać do sedna sprawy. Ślizganie się po powierzchni tematów, a nie daj Boże sprowadzanie wszystkiego do wątków personalnych, niczemu nie służy. Natomiast gdy zaczniemy od siebie wymagać precyzji i dokumentowania własnych racji, wtedy dyskusja ma sens i mogą z niej wyniknąć tylko dobre efekty. Marek
21 Grupa rekonstrukcji historycznej Dodane przez Marek Gajdziński SZWEJK , w dniu - 29-06-2008 12:02 Parę tygodni temu uczestniczyłem w dyskusji o harcerstwie toczonej przez radnych jednej z warszawskich dzielnic konkretnie członków komisji edukacji. Wielkie wrażenie wywarła na mnie wypowiedź jednego z nich, który porównał dzisiejsze harcerstwo do grup rekonstrukcyjnych starających się odtwarzać historyczne jednostki Wojska Polskiego. Zdałem sobie sprawę, że ten człowiek stojący na zewnątrz naszego ruchu, któremu jednak leży na sercu wychowanie młodzieży, dość trafnie uchwycił i nazwał problem, o którym pisze Radek. Rację ma Aga twierdząc, że młodzież potrzebuje dobrych gier i że dobry gry nie są archaizmem. Archaiczne bywają formy. Największym zaś archaizmem, tym co najbardziej odstręcza od harcerstwa zwłaszcza starszą młodzież, jest nasze umundurowanie. Tak, pod tym względem jesteśmy wielką grupą rekonstrukcyjną starająca się odtworzyć harcerstwo lat 30-tych ubiegłego wieku. My już przestaliśmy używać mundurów tak jak oni ich używali. My się w nie PRZEBIERAMY aby odegrać pewne sceny dla podtrzymania tradycji. Jeszcze w latach 70-tych młodzież z dumą obnosiła się z mundurem harcerskim po ulicy. Wtedy był to szpan. Dziś obciach. Chłopaki i dziewczyny przychodzą na zbiórki z mundurem w plecaku i przebierają się przed i po w toalecie. Możemy się na to zżymać. Jeśli jednak chcemy wyciągnąć z tych obserwacji wnioski metodyczne, jak przystało na instruktorów harcerskich, powinniśmy raczej zacząć myśleć o tym jak tu zmodyfikować nasze umundurowanie. Nie jestem za rezygnacją z umundurowania w ogóle. Wręcz przeciwnie. Uważam, że w umundurowaniu tkwi wielka siła wspomagająca nasze oddziaływanie wychowawcze. Ja bym chciał aby harcerki i harcerze chodzili na obozie w swoich mundurach na okrągło. By wspinali się w nich w górach, pływali kajakami, jeździli na rowerach, przychodzili na zbiórki. Chciałbym też aby młodzież nie zrzeszona tego im zazdrościła. Ba! żeby elementy umundurowania harcerskiego były powszechnie podrabiane. Powinniśmy mieć mundury, które będą odpowiadały współczesnym trendom w umundurowaniu wojskowym (także policyjnym i strażackim) i jednocześnie będą praktyczne w warunkach polowych. Jeśliby do tego jakiś zdolny projektant potrafił zawrzeć elementy nawiązujące, choćby w drobnych szczegółach, do tradycji byłoby idealnie.
22 to ciekawe bo z jakiegoś powodu Dodane przez grzegorz , w dniu - 30-06-2008 16:08 te same spostrzeżenie chodziło mi po głowie nawet się tym ze znajomymi podzieliłem. Zwróćie uwagę na zuchy- ich dość nowoczesne w porównaniu z resztą harcerstwa ZHR umundurowanie z pewnościa ma jakieś znaczenie. Oczywiście nie w samym mundurze problem, ale ... Dalej jest tak, że harcerze są dumni z munduru, że u nas wachty przychodzą na zbiórki w mundurach, nie przebierają sie. Ale jest cezura. I wydaje mi się, że jest to przejście do Gimnazjum, jeszcze przez chwilę to trwa (tym dłużej im więcej harcerzy z podstawówki razem przeszzło do gimnazjum), ale taki jest fakt. Im bardziej harcerz wnika w środowisko gimnazjalne tym trudniej mu być tym "podstawówkowym" harcerzykiem, na to nakładają się ogólnie znane problemy z gimnazjalistami (tymczasowość, trudny wiek itd)więc... Zlikwidujmy gimnazja to żart. Wracając do zuchów i mundurów moje spostrzeżenie było następujące. Baden-Powell nie znał T-shirta. Moim zdaniem, jest dobry czas ku temu (100 lat harcerstwa, 20 lat ZHR ) - aby wypromować nowe formy umundurowania jako identyfikacji grupy - harcerzy i harcerek. Pierwszym etapem może być wyprodukowanie np t-shirtów lub typu polo z symbolami harcerskimi. Można zrobić eksperyment naukowy, ale dałbym sobie dłoń obciąć, że z mniejszym zażenowaniem i z większa wygodą harcerze będą chodzić w takich koszulkach niż w "tradycyjnych bluzach bundeswehry" - jako dowód niech posłuży koszulka z logo ZHR (ta odwieczna). Oprócz "badania naukowego" akceptowalności zmian w umundurowaniu przez zainteeresowanych można zrealizować cele edukacyjno-promocyjne jubileuszów. Wyorażacie sobie np. Prezydenta Szczurka lub Posła Dziedziczaka czy innych VIPów w koszulce z logo ZHRu "Jestem ZHRowcem" + lilja ZHR lub koszulka na 100 lat harcerstwa typu "jestem skautem/harcerzem/harcerką" i z wizerunkiem Andrzeja Małkowskiego, Olgi Małkowskiej, Mariusza Zaruskiego, Baden-Powella, Grodeckiej (jak ona wyglądała?), Kaminskiego, Grzesiaka i innych "ważnych" osób Fakttycznie kojarzenie nas z "harcerską grupą rekonstrukcyjną" nie jest dobrym symptomem - i co ważne jakoś podświadomie to wszyscy wyczuwają używając t-shirtów i innych "nowoczesnych" bluz. Reasumując mój wełniany mundur z Marynarki Wojennej naprawdę jest galowy, ale równie niepraktyczny jak nasza Maynarka Wojenna i sądzę, że wypracowanie dobrego kompromisu pomiędzy tradycją (naramienniki sprawności itd) a nowoczesnością tshirt/polo może być jednym z kluczy do podniesienia się z porażki ilościowej grupy wiekowej 14+
23 Dodane przez Janek Kamiński , w dniu - 01-07-2008 10:21 Jeśli chcemy coś zmienić w umundurowaniu, musimy z nowym mundurem strzelić w dziesiątkę. Trzeba to poważnie przemyśleć. Pomysł, który przychodzi mi do głowy teraz, to skorzystanie z doświadczeń organizacji skautowych w innych krajach. Zobaczyć jak u nich sprawa wygląda, jak z ich liczebnością i w jaki sposób używają mundurów. Mi wydaje się, że mundur stracił swoje zastosowanie, jako podstawowy ubiór harcerza i stał się wyłącznie "galowy" trochę z naszej (ZHR) winy. Słyszałem o wielu rzeczach, których w mundurze robić nie wolno, bo nie, bez sensownego uzasadnienia. To wprowadza absurdalne sytuację, w których mundur wkładamy tylko na apel i Mszę świętą, żeby go przypadkiem nie "sprofanować". Paranoja. W zeszłym roku na jesieni Okręg Mazowiecki zakazał przeprowadzania Akcji Zarobkowych w supermarketach w mundurach. Uzasadnieniem było dbanie o wizerunek harcerzy, bo kojarzą się niektórym wyłącznie z pakowaczami toreb. Dla mnie to nie do pojęcia, że mamy coś robić "w konspiracji" przed ludźmi. Nie dziwmy się, że harcerze wstydzą się munduru, skoro wstydzą się go władze Okręgu.
24 Dodane przez grzegorz , w dniu - 04-07-2008 06:58 trochę to co zostało napisane w artykule i komentarzach.. i skonstatowałem, że póki do harcerstwa trzeba zachęcać, łowić, nabierać ( to od naboru) - w każdym razie drużynowy musi mocno się nagimnastykować, póty harcerstwo znajduje się w stagnacji, w defensywie. Otóż zdałem sobie sprawę z prostego faktu, wszystkie wybitne-ambitne osoby do harcerstwa raczej chciały należeć ! Harcerstwo w swoim czasie zaoferowało im ciekawą przynętę, którą połknęli. Dla mnie było to żeglarstwo, dla wielu znajomych turystyka (ta podstawowa elementarna - wycieczki sobotnie, ale i wyczynowa - góry wysokie, jaskinie). Moi znajomi i ja znajdowali się w wieku wędrowniczym. Ja miałem pewność przeżycia przygody, pewność ugruntowaną od pierwszej zbiórki i pierwszego biwaku. Reasumując konieczne jest tak naprawdę zdiagnozowanie dlaczego harcerstwo, nawet jeśli istnieje, ma problem atrakcyjnością wobec wędrowników - przez, których wiedzie 98% dróg do bycia instruktorem. I tu moim zdaniem będzie tkwił klucz do wyjścia ze stagnacji w ruchu. Bo jeśli będziemy bardziej atrakcyjni niż "gorączka sobotniej nocy" to nie będzie problemu z ilością i jakością - więc pytanie czym przebijemy "gorączkę"?
25 Szerszy problem niż mundur Dodane przez Radek Tymiński , w dniu - 14-07-2008 10:29 Mundur obecny to oczywiście problem. Tzw. galówka ZHR wygląda kuriozalnie - sztywne, pełno kolorowych znaczków i do tego jest niepraktyczna. Niemniej uważam, że problem leży przede wszystkim gdzie indziej i chcę do niego wrócić: mamy zbyt mało wybitnych osobowości w harcerstwie. Ludzi rzutkich i dynamicznych, przedsiębiorczych, twórczych i nieszablonowych. Moim zdaniem chcąc odzyskać harcerstwo dla mas, należy pokazać mu jednostki, które będą mogły porawać te masy młodzieży. Za jednostkami (liderami) musi zaś stać nowoczesna organziacja, która COŚ oferuje. Oczywiście promowanie osobowości wymaga zmian w całej organizacji, począwszy na kształceniu a skończywszy na systemie stopni i sprawoności.
26 Dodane przez
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
, w dniu - 24-07-2008 12:15 Mimo że mundur zdjąłem dawno temu też próbuję miec wgląd w to co w harcerstwie się dzieje.Z tego chocby powodu że w jednej z zethaerowskich drużyn działa moje starsze dziecko. Nie wiem czy mozna generalizowac na temat braku nowoczesnych metod pracy.Są po prostu drużyny lepsze które umieja wypracować metody działania trafiające do serca młodych i takie dla których czas zatrzymał sie 20 lat temu.Mój znajomy opisywał jak wygląda działanie jego dawnego środowiska: :tradycyjne imprezy szczepu które musza być bo "były zawsze" (juz za czasów ww kolegi chciano z nich zrezygnowac) ,obrzedowośc która powstała w latach osiemdziesiatych i dla młodych jest coraz mniej zrozumiała, rutyna z paralizujaca próby jakisch zmian ,nawet miejsca obozowe te same co zawsze od wieków.Jest ok ale z czterech drużyn które kiedyś działały w tym srodowisku, w tej chwili jest dwie i pół z kórych może jedna wie co ze sobą zrobic. Ktoś inny mówił mi jak "egzaminowano" jego syna podczas biegu na stopień :bitwa pod Płowcami?1327 bitwa pod czymś tam ? 1457 ,ok zaliczyłeś.Przygotowanie do tego punktu na biegu sprowadziło się do wykucia na blache 10 dat i tyle.Jeśli chodziło o wzbudzenie w harcerzach jakiegos zamiłowania do własnej historii to była to całkowita porażka. Nikomu z kadry nie przyszło nawet do głowy zapoznac w jakis sposób harcerzy z historia okolicy,a szkoda bo obóz był ulokowany na polu jednej z najkrwawszych bitew pierwszej wojny,miedzy obozami były jeszcze slady po okopach. A skad kadrze miało to przyjsc do głowy skoro sama o tym nie wiedziała i nie starała się nawet dowiedziec? Dh. Radek wspomina o alfabecie Morsa.Ciesze się że ktos wreszcie o tym napisał.Jak widze (a czasem widze) harcerzy zakuwajacych znaki Morsa to nie wiem czy śmiac się czy płakac.Ostatnią stację brzegową do komunikacji "morsem"zamknieto w Europie długo przed 2000 rokiem,wojsko z tej metody korzysta szczatkowo, krótkofalowcy (jak ja), od jakiegos czasu zastanawiają się czy nie zrezygnowac z egzamninowania kandydatów ze znajmości tego alfabetu bo juz dawno wynaleziono prostsze metody komunikacji radiowej zaś perspektywa żmudnej nauki i trudnego egzaminu juz "na wejście" odstręcza młodzież a i tak uzywa sie go tylko na częsci pasm amatorskich (tzw misja CV).A harcerze nadal się go uczą i wg kilku znanych mi regulaminów od jego znajomości uzaleznione jest przyznanie stopnia.Ale czy ktos nawiązywał łacznośc na obozie np swiatłem , czy przekazywał jakieś ważne wiadomosci? Czy ktoś widział np na BS harcerzy przekazujacych sobie rozkazy np semaforem tez wymienianym w wymaganiach na stopień?Czy ma pomysł na jakś fajna grę z wykorzystaniem tych systemów łacznosci? Jeśli nie to po co w ogóle marnowac czas na jego nauke. Po co uczyc go harcerzy skoro poza egzaminem na stopień używa sie go tylko jako popularnego szyfru w grach dla młodszych. Ile jest jeszcze takich technik wywodzących się ze starych podreczników ,czasto traktujących Harcerstwo jako "przedszkole" wojska? Ile rzeczy ludzie musza się uczyć tylko dlatego ze sa w regulaminie i że tak było zawsze?A ile rzeczy jest naprawde potrzebnych ale ani podreczniki ani regulaminy sprawności ,ani wykładowcy na kursach ich nie widza Inna sprawa: sprawnosci.Przeczytałem kilka regulaminów ZHR i ZHP ze wiele z nich jest mechaniczną kalką baaaaaardzo starych opracowań nie uwzględniających np postępu technicznego np w fotografii to jedna sprawa.Druga to przydatnosc tych sprawnosci w życiu.Wg wielu opinii sprawności zdobywaja tylko młodzi bo ich jeszcze to kręci .Starszym się już nie chce i nikt od nich tego nie wymaga,bo i po co. No może poza Trzema Piórami czy "124" traktowanymi jako test na twardziela Mój drużynowy twierdził że za drugiej RP sprawności techniczne bywały traktowane przez pracodawców jak świadectwo ukończenia kursy zawodowego albo praktyki rzemieslniczej.Dla mnie bylo to to smieszne az przyszło mi pracowac z człowiekiem który jako młody chłopak w 1938 roku poszedł do pracy w jakies firmie telefonicznej a przyjeto go na staż na podstawie posiadanych przez niego jakisch sprawnosci związanych z łacznością,oczywiście musiał potwierdzić to drużynowy oficjalnym pismem .Nie był to w tej drużynie i w tym mieście jakiś szczególny wypadek.O prace bylo trudno,za szkolenie zawodowe trzeba było płacić wiec normą było że zdobywanie wiedzy i umiejętności potrzebych do uzyskania sparawności traktowano jako inwestycję w przyszlość.Czy któs może probował potraktowac serio proces zdobywania sprawności nie jako zdobywanie znaczków do kolekcji ale jako proces zdobywania kwalifikacji zawodowych albo choćby jakisch zaintersowąń technicznych? Harcerze przegladają sieć,ogladają Discovery.Oprócz głodu wrażeń,zaczynają miec głód wiedzy może nie szkolnej ale takiej która tłumaczy to co widza dookoła. Dla dzieci wychowanych mieście widok rozgwieżdzonego nieba nad obozem jest fascynujący. ciekaw jestm ilu harcerskim wodzom przyszło do głowy pokazac chłopakom księzyc przez lornetke albo inne ustrojstwo,znaleść gwiazdozbiory,planety wyłapac jakiegos satelite itp rozbudzic ich zainteresowania pokaząc ze kompas słuzy nie tylko do wyznaczenia azymutu podczas egzaminu na stopień bo przy jego pomocy mozna łatwiej zlokalizowac planete albo przemykajacego satelite np silnie swięcącego Iridium. Klimat szaleje.W ciagu ostatnich lat pare obozów zostało niemal rozniesionych przez burze. Czy w tym czasie ktos próbował zainteresowac się jakimiś metodami przewidywania pogody,uprzedzania o silnych burzach?Wiem, jest sprawnośc meteorologa ale czy ktoś ja w ogóle zdobywa,czy ktoś tak naprawde sie tym interesuje albo próbuje zaintersowac młodych? Chłopaków zawsze fascynowały wybuchy ,bomby, saletra itp i fascynują nadal,jak ktos nie wierzy niech popatrzy na liczniki wejsc na rózne "piroportale" albo strone Brainiaca. Kwestia jest oczywiscie niebezpieczna,bo zawsze trafić się może gamoń który jesli się nie poparzy to kogos przestraszy albo zniszczy np sprzęt obozowy,ale z drugiej strony zabawa saletrą jest lepsza od zabawy innymi białymi proszkami i w sumie to całkiem niezła wędka przy pomocy której możemy kilkużadnych wrążeń chłopaków zaintersowąć obecnościa w harcerstwie. Czy ktos próbowął takie "piromańskie"zainteresowania bezpiecznie wykorzystywać w pracy na obozie,czy próbował je kanalizować np budujac amatorska rakietę? Bo od zabawy w robienie wulkanów czy petard mozna łatwo przejsc do autentycznych zainteresowań technicznych w ogóle niezwiazanych z ogniem czy z chemią.Problem w tym zę takiej mozliwości najczesciej nie bierze sprowadzajac temat do gówniarskich zabaw. Albo internet.Co z tego że go mamy skoro wiekszość stron to wystawa zdjec sprzed roku plus historia drużyny plus spis zastepów ktorych juz nie ma,plus regulamin i alfabet Morsa i linki do innych stron harcerskich.Odstrecza sam data ostatniej aktualizacji.Ile jest takich stron które są jednocześnie kroniką uzupełnina na bieżaco drużyny,przystępną informacją dla laika co to jest harcerstwo i słupem ogłoszeniowym? Tj stronami które zyja?Tu polecam blog 145 WDH "Wiosna". Ile jest takich stron? A ile jest interenetowej harcerskiej tandety ? Na harcerstwo jesti długo jeszcze bedzie "zapotrzebowanie społeczne" chocby z tego powodu że chłopcy odczuwaja silna potrzebe działania w grupie,tworzenia róznych band ,paczek itp.Harcerstwo może taką zbiorową przygode zapewnić i chyba nie bedzie miało dużej konkurencji np dwunastolatek nie zapisze sze sie do klubu paintbalowego zresztą nie kazdego to bedzie rajcowało nadłuższa metę? Ile można grac w gry RPG ile mozna gadąc o d... marynie z kumplami na klatce schodowej w bloku? Zresztą z kim się mozna bawić skoro np w moim bloku na 70 rodzin tylko dwie mają dzieci w wieku szkolnym a do szkoły mojego dziecka chodza uczniowie z kilku dzielnic i integracja przychodzi trudno a i tak zanim przyjdzie to się rozsypie bo skończy się czas nauki w gimnazjum.Harcerstwo może zapewnić i przygode,miejsce w jakims zespole o silnych wiezach przyjazni.Tego nie da żaden np obóz surviwalowy który konczy się zanim przypadkowo dobrani uczestnicy zdążą sie poznać. Mysle że jesli drużynowi zaczna wychodzic poza "klasyczne" programy pracy albo zaczna szukac róznych niesztampowych rozwiazań i bedzie się ich zachecać do poszukiwań a nie podstawiac im nogi np w sytuacji gdy chcą rozstawic sobie obóz inaczej niż reszta bedzie ok,metody same się znajda .Zresza tak bylo zawsze,gdyby ludzie nie przejawiali inicjatywy i nie działali bez ogladania sie na przełozonych,prawdopodobnie nigdy nie zaistniały by druzyny żeńskie,scouting z czasem stał by się jedną z formacji jakiegoś przysposobienia wojskowego i w Polsce jego żywot skonczyłby się po roku 1920 zas w Anglii wrąz z rozpadem systemu kolonialnego. Opowiadano mi o takiej grze na jednym z obozów.Deszcz lał czwarty dzień program sie zawalił niebyło co robić.Znam ludzi którzy w takim momencie zorganizwali kolejne śpiewanki albo kazali sobie pocwiczyć wezły albo sie pouczyć np Morsa.Albo udac że jest ok i pozwolić harcerzom opie....ć się w wilgotnych namiotach. W tym konkretnym wypadku druzynowy kazał chłopakom bawiacym się w rozbitków na bezludnej wyspie zorganizować jakies zasilanie do do krótkofalówki aby nadac nia SOS.Zajecia był na cały dzień ludzie zastępy kombinowały cos z pradnicami rowerowymi,próbowały robić jakieś ogniwa z kartofli itp.Ludzie mieli co robic, wykazywali sie inicjatywą,odkrywali u siebie zdolności o jakich im wczesniej sie nie sniło,czegos się nauczyli. Zadem podrecznik,żaden wykładowca na kursie nie jest w stanie wymyslic tego co drużynowy wiedzacy czego i otwarty na nowe pomysły.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team