ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
Samodzielny obóz drużyny Drukuj

hm. Marek Kamecki 

JAK PO RAZ PIERWSZY ZROBIĆ  SAMODZIELNY OBÓZ DRUŻYNY?        
ImageDlaczego tak upieram się , żeby robić samodzielne obozy drużyn.
 Powód jest prosty – obóz jest największą kumulacją sytuacji wychowawczych jaką drużynowy może sobie zorganizować. Jest kulminacją działań śródrocznych, jest też najatrakcyjniejszą „przynętą”. Dobry obóz daje energię i zapał na cały rok albo dłużej- dobre obozy wszyscy wspominają do końca życia. Słaby obóz potrafi pogrążyć drużynę i pogrzebać drużynowego na zawsze.

Niestety samodzielne obozy drużyn to absolutna rzadkość. Zadałem sobie trud przejrzenia wszystkich dostępnych stron internetowych drużyn ZHR.
 Poza kilkoma wyjątkami na zdjęciach widać harcerzy uczestniczących w koedukacyjnych zgrupowaniach liczących czasami ponad 100 osób !!!
Czy taki obóz jest jeszcze harcerski, czy jest to już organizacja wypoczynku dla dzieci i młodzieży?  Zgrupowanie dzieci ubranych w mundurki i śpiewających piosenki harcerskie nie jest jeszcze obozem harcerskim. A co wobec tego nim jest?
Obóz zaczyna być harcerski gdy wszystko co na nim się dzieje jest zbiorem sytuacji wychowawczych. Im więcej rzeczy harcerze robią sami – tym jest on lepszy. Jeżeli kwaterka rozbija harcerzom obóz to zabiera drużynowemu masę okazji wychowawczych, a chłopcom frajdę i poczucie zbudowania go własnymi rękami. Jeżeli na obozie gotuje kucharz to odbiera harcerzom całą zabawę z gotowania pozostawiając mycie garów i obieranie ziemniaków - łee!Można spytać – czy da się w rękach zastępu zostawić odpowiedzialność za ugotowanie na czas obiadu dla 70-osobowego zgrupowania – odpowiedź jest jedna – nie da się! Dlatego trzeba robić obozy  liczące 20-30 osób, a nie „harc – bazy” .  Na ostatnim obozie mojej drużyny zdarzyło się dwa razy, że młody zastępowy stracił panowanie nad zastępem i  na godzinę przed obiadem wszystko było w proszku. Ale w godzinę byłem w stanie sam ugotować obiad dla całej ok. 20 – osobowej drużyny. Gdybym na obozie miał 100 osób to co? – klapa!
Często słyszę od młodych ( a są inni?) drużynowych , że jak kwaterka zbuduje duże urządzenia obozowe, kucharz zajmie się gotowaniem, zaopatrzeniowiec wymyślaniem jadłospisu, kwatermistrz sprzętem, a komendant zdejmie z głowy wszystkie biurokracje to drużynowy ma więcej czasu na program.
Ale to jest stawianie wszystkiego na głowie bo właśnie to jest program!!!
Budowa obozu, gotowanie, gry, samodzielność i odpowiedzialność zastępowych , walka drużynowego z biurokracjami– sam mjut!!!
Takie skumulowanie sytuacji wychowawczych daje okazję do rozwoju dla wszystkich w drużynie – od żółtodzioba do drużynowego.
Niestety prawie nikt w naszej organizacji nie był nigdy na samodzielnym obozie- drużynowi są stale straszeni jakąś niewyobrażalnymi trudnościami w zrobieniu takiego obozu, hufcowi byli straszeni jak byli drużynowymi ( jeżeli w ogóle byli) i teraz nieświadomie straszą swoich drużynowych i w ten sposób zbliżamy się do modelu obozowania powszechnego w bratniej organizacji harcerskiej ( tej większej) – wielkich „harc-baz” , wykwalifikowanej kadry,kosztownego  sprzętu kupowanego za publiczne pieniądze .
Tylko nasze ogniska są bardziej „nabożne”, gawędy „sierożne”, piosenki smutniejsze, a młodzież – myk, myk do stowarzyszeń surwiwalowych , klubów żeglarskich i skałkowych umyka aż się kurzy.

 Zachęcam więc żeby zmierzyć się z wyzwaniem jakim jest samodzielny obóz drużyny, bo jest on kwintesencją skautingu, jest w głównym nurcie tradycji harcerskiej, jest zawsze ciekawy, rozwijający, daje poczucie siły i dumy.Na zgrupowania jeżdżą „cieniasy”.

 Krok pierwszy:
Musisz podjąć decyzję!

 Najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jeżeli chcesz to możesz to zrobić. Nie pytaj wokoło czy możesz, bo możesz jeżeli chcesz. Zawsze gdy człowiek chce zrobić coś innego niż wszyscy to całe otoczenie zawraca go z tej drogi. Im ważniejsze i bardziej wartościowe jest to coś – tym większy opór spotkasz wokoło. Nie żeby ktoś Ci żle życzył – wręcz przeciwnie – wszystkie rady będą wynikały z głębokiej troski i poczucia obowiązku. Autentycznie.
Ale zadaj sobie pytanie : czy gdyby Kolumb brał pod uwagę opinie – dopłynąłby do Ameryki? Gdyby Piłsudski słuchał rad ówczesnych polskich elit odzyskalibyśmy niepodległość ? Gdyby Małkowski nie szedł pod prąd działaczom skautowym i nie walczył o skautowość harcerstwa nasz ruch nie skończyłby jako paramilitarna przybudówka , albo patriotyczne kółko dla grzecznych dzieci? Każdy kto postanowił zrobić coś ważnego musi zawsze pokonać przede wszystkim własne strachy, a potem opór środowiska.
Po fakcie spotkasz się z  podziwem  i zawiścią.

 Krok drugi:
Przepisy

 Są dwie rzeczy , o które musisz zadbać :
1.       Musisz zadbać o jakiegoś instruktora w stopniu przynajmniej phm. , który zgodzi się z Tobą pojechać na obóz jako formalny komendant. Najlepiej żeby była to osoba od której możesz dużo się nauczyć , ale która pozostawi Ci prowadzenie obozu w Twoich rękach. W organizacji jest wielu „półśpiących rycerzy” – instruktorów , którzy na co dzień „pełnią” coś tam. Spróbuj znależć kogoś przychylnego – może z innej chorągwii?  Jak trzeba to mu nawet zapłać!

 2.       Musisz zarejestrować obóz w chorągwii tzn. w Kuratorium Oświaty.
Przepisy regulujące organizacje obozów to przede wszystkim Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dn. 21 stycznia 1997 r.
(Dz.U. z dn. 10 luty 1997). 

 § 6. 1. Placówka wypoczynku może podjąć działalność po przedstawieniu przez organizatora wypoczynku kuratorowi oświaty właściwemu ze względu na lokalizację placówki:
          1)karty kwalifikacyjnej obiektu (nie dotyczy obozów wędrownych oraz form wypoczynku organizowanych poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej)”

 Nie będę cytował co jest potrzebne do uzyskania Karty Kwalifikacyjnej Obiektu, ale w rozumieniu przepisów dotyczy ona przede wszystkim budynków w których ma się odbyć kolonia. Próba dostosowania terenowych warunków obozu harcerskiego do wymagań określonych w Karcie prawie na pewno skończy się koniecznością ciągnięcia atestowanej rury z wodą długości 3 km.

( przykład  autentyczny ) ,  wyłożenia ziemianki specjalną folią, czy innymi wymaganiami zależnymi od pomysłowości lokalnego Sanepidu.

Z drugiej strony trudno się dziwić pracownikom odpowiednich służb, że realizują powierzone im zadania i chcą , żeby obiekt jakim staje się obóz spełniał wszystkie wymagania. Ale jest dobra wiadomość , szczególnie dla drużynowych , którzy robią małe obozy – zatwierdzić obóz jako wędrowny.

Jeżeli weżmiemy do ręki dowolny program dowolnego obozu harcerskiego to równie dobrze można go przedstawić jako program obozu wędrownego. Przecież na każdym obozie gdzieś wędrujemy, każda gra czy zwiad jest związany z przebyciem jakiejś trasy. Nie jest to tworzenie fikcji czy pisanie nieprawdy. Większym absurdem jest próba zrobienia z 20-osobowego obozu placówki wypoczynku w rozumieniu przepisów. Znajoma pracująca w Sanepidzie w odpowiedzi na moje pytanie o małe obozy odrzekła bez zastanowienia – „róbcie wędrowne – po co w ogóle się upieracie, żeby robić z obozów harcerskich placówki wypoczynku ”.

Co jest potrzebne, żeby zatwierdzić obóz wędrowny? 
Cytowane rozporządzenie mówi w  & 6 pkt.  
§ 6. 1. Placówka wypoczynku może podjąć działalność po przedstawieniu przez organizatora wypoczynku kuratorowi oświaty właściwemu ze względu na lokalizację placówki:
(…)
5)       w przypadku obozów wędrownych - przebiegu trasy.”
 Zachęcam więc do robienia obozów wędrownych co nie przeszkadza obozować w tradycyjnym sensie.

 Krok trzeci:
Miejsce 

1.       Musisz uzyskać zgodę od lokalnego Nadleśnictwa – jest już trochę późno ale jeszcze można. Nie zapomnij od razu zamówić drewna za które będziesz musiał prawdopodobnie zapłacić (ok. 400,- zł.)
2.       Trzeba zawiadomić lokalną komendę  Policji, ośrodek zdrowia, i właściciela sklepu – najlepiej takiego, który codziennie przywiezie Wam zaopatrzenie na obóz.

 Krok czwarty:
Finanse

 Mały 20-30- osobowy obóz jest dużo tańszy od udziału w zgrupowaniu.
 W zeszłym roku zrobiłem właśnie taki obóz , który trwał trzy tygodnie i kosztował uczestników 570,- zł. – to znacznie taniej niż cokolwiek na rynku – żeby było jasne nie miałem żadnego dofinansowania , któremu z zasady jestem przeciwny. Oszczędność wyszła na transporcie. Co więcej za te pieniądze zakupiłem cały sprzęt na obóz ( plandeki, gary, sznurek, miski i bambetle do kuchni, nagrody dla mistrzów sprawności, art. biurowe, ubezpieczenie oc i składki za pół roku dla działaczy zhr). I jedliśmy całkiem przyzwoicie. Żywienie grupowe na osobę jest dużo tańsze na małym obozie niż na zgrupowaniu.

  Krok piaty:
Sprzęt

 Ekwipunek osobisty typu toporki, piły, busole , saperki są w  mojej drużynie prywatne . Sprzęt prywatny żyje dłużej i ma większe znaczenie wychowawcze.
Namioty zastąpiłem zestawem trzech plandek kupionych w markecie budowlanym (łączny koszt zestawu 160,- zł. ) . Można je całkiem sprytnie rozbić tak, że miejsca jest więcej niż w wysokiej „dwunastce”. Szczegółowe rozwiązania dla chętnych. Do kuchni kupiłem płytę na piec i dwie rury kominowe ( ok. 60,-zł.)
Wystarczyło spokojnie. Trzy garnki bo jeden miałem i patelnia , kilka misek, deska, durszlak, chochle itp. W tym roku mogę obniżyć wpłaty rodziców , albo może kupię liny…?

Krok szósty
Transport

 Ekwipunek osobisty przynieśliśmy na obóz na plecach (ok. 20 km.) podczas dwóch pierwszych dni obozu. Reszta przyjechała w bagażniku Punto przywieziona przez byłego harcerza (ok. 90,- zł.). Po obozie sprzęt został w stodole właściciela sklepu na nast. rok – zabiorę go po obozie bo będę miał duże oszczędności na zakupionym sprzęcie. Paliwo na samochód dyżurny na obozie w tym wożenie ratowników kosztowało ok. 300,-zł.

 Krok siódmy
Woda 

1.       Do picia – codziennie przyjeżdżała z jedzeniem w 5-cio litrowych butlach co stanowiło koszt ok. 2,- zł.  na osobę dziennie. W przyszłym roku z tych butli zrobimy tratwę albo pomost.
2.       Do kąpieli  - udało mi się podpisać umowę z miejscowym WOPR-em i jak tylko była pogoda to przywoziłem ratowników , pod  których nadzorem zdobywający Pływaka wytyczyli kąpielisko, a potem połowa drużyny zdobyła Kartę Pływacką.

 Krok ósmy:
Wyżywienie

 Jadłospis trzy dni wcześniej układał zastępowy do mojej akceptacji.
Warunki były dwa –
1.       precyzyjna ilość – żadnego magazynowania żywności.
2.       żadnych półproduktów, proszków, torebek, puszek – pełny slow ford !

 Codziennie rano ok. godz. 6.00 pod obóz zajeżdżał samochód z towarem i brał zamówienie na nast. dzień. Trzy faktury wypisane raz w tygodniu i wsio! – i co w tym trudnego?

 Kończę te kilka rad starego „Druha – Boruha” bez specjalnej nadziei, że coś się w tym względzie diametralnie zmieni. Temat w ogóle jest mało ekscytujący – do tego w przeddzień zjazdu…
Liczę jedynie na kilku drużynowych , którym drgnie ambicja i którzy mają w sobie chociaż iskierkę „ duszy rogatej”. Róbcie samodzielne obozy drużyn – są naprawdę świetne!!!

                                                                              Marek Kamecki

    § 11. 1. Placówką wypoczynku kieruje nauczyciel, czynny instruktor harcerski od stopnia podharcmistrza włącznie lub inna osoba, posiadająca co najmniej trzyletni staż pracy opiekuńczo-wychowawczej lub dydaktyczno-wychowawczej, spełniająca warunki określone w § 12 ust. 2. Przepis § 12 ust. 3 stosuje się odpowiednio. 


Imagehm. Marek Kamecki HR
Nadal jeszcze (od jesieni 2005r.) nie przywrócony do służby instruktorskiej za sprawą Naczelkików dh. hm. Pawła Zarzyckiego i hm. Michała Sternickiego.
Urodzony w 1964r., zamieszkały w najpiękniejszym mieście w Polsce we Wrocławiu. Drużynowy zuchowy w latach 1979-80. Drużynowy 130 WrDH-y  „SKAUT” im. A. Małkowskiego  w latach 1979 – 1985. Szczepowy szczepu  „SKAUT” 1985-88. Instruktor KIHAM, Ruchu, hufcowy w pierwszych latach ZHR, 1990 – 93 za-ca Naczelnika Harcerzy ZHR ds. szkolenia instruktorów.  Obecnie drużynowy.                                                            
Prywatnie – ojciec trójki szaleńców, z wykształcenia historyk,  z zawodu pośrednik ubezpieczeniowy.
Odsłon: 7090

  Komentarze (7)
RSS komentarzy
 1 to wszystko prawda
Dodane przez grzegorz, w dniu - 06-04-2008 14:53
nawet jest uchwała dopuszczająca przewodników do komendantowania 
tylko jest jedno ale ... 
przez ostatnie ok 10 lat zanikło praktycznie samodzielne obozowanie drużyn.. 
Po części w wyniku zamieszania jakie wprowadziły przepisy, na które się powołałeś . 
Ale o tym, że można, że nalezy właśnie tak organizować obozy letnie już większość nie pamięta i nie chce pamiętąć. 
Dlaczego ? No własnie. Ponieważ taka sytuacja skutecznie rozleniwila ludzi i na ok. 60-70 jednostek w okręgu jedzie 20 obozów (co zresztą wywołało zdziwienie członków zarządu) oznacza to że średnio jadą 3 drużyny na obozy... 
Na moje pytanie, tuz po objęciu funkcji hufcowego, czy w związku z tym że jeżdżą razem na obóz mają również wspólne zbiórki kilku drużyn zapanowała konsternacja... 
Świetnie, że napisałeś ten artykuł zaraz go wrzucę do naszej listy :) a co a nuż się kilka obozów/drużyn usamodzielni - natomiast moim zdaniem kluczem jest formacja drużynowych w tym zakresie żeby mieli świadomość co jest normą a co od niej odchyleniem bądź jej zupełnym zaprzeczeniem 
Nie mam o to pretensji do nikogo ponieważ, jak dobrze wiesz praktycznie w naszym okręgu JUż NIE MA INSTRUKTów - drużynowych, którzy kiedykolwiek byliby na obozie wyłącznie z drużyną (nawet powiedzymy w dwie drużyny męska+żeńska żeby nie było) chlubnym wyjątkiem jesteś Ty. I za to Ci chwała.
 2 Bezpieczeństwo?
Dodane przez Urszula, w dniu - 16-04-2008 18:11
To wszystko brzmi pięknie. Nie powiem, sama też chciałam zorganizować samodzielny obóz drużyny, ponieważ sądziłam, a w zasadzie nadal tak sądzę, że byłby on dużo lepszy pod względem wychowawczym od obozu w zgrupowaniu. Jest tylko jedno "ale", a mianowicie bezpieczeństwo. Nie oszukujmy się, nie żyjemy w czasach specjalnie bezpiecznych. Wizyty "tubylców" w obozie, ich nocne wyprawy, podkradanie rzeczy z magazynu, a nawet zwykłe zaczepki to nie jest coś, z czym może się zmierzyć żeńska drużyna, w której jest około 15 harcerek, z czego przynajmniej 10 nie skończyło jeszcze szkoły podstawowej. I może właśnie z tego względu drużynowi nie decydują się na samodzielne obozy?
 3 bezpieczeństwo
Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 23-04-2008 07:04
nie bardzo wyobrażam sobie samodzielnego obozu harcerek dokładnie z tych powodów o których napisałaś. 
To wogóle szerszy problem metodyki dla harcerek, która w większości jest żywcem przeniesiona z metodyki chłpopców i dlatego często przynosi więcej strat (wychowawczych) niż pożytków. 
Nigdy nie puściłbym mojej córki na samodzielny obóz drużyny! 
Z drugiej strony pytanie : jak harcerki mają uprawiać skauting? 
Sprawności, mundury, musztra, system zastępowy, wodzostwo - to i inne elementy metody pasują do potrzeb dziewczyn jak pięść do nosa - może ktoś gdzieś wymyślił coś bardziej trafnego , ale nie słyszałem - pozdr.
 4 przesada..
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 24-04-2008 18:22
Uważam ze teza artykułu jest daleko idącym naduzyciem. 
W zgrupowamniach Drużynowi również stwarzają sytuacje wychowawcze. części sytuacji z obozu samodzielnego nei stworzą to prawda ale stworzą inne wynikajace ze specyfiki zgrupowań. Nie prawdą jest, że Drużynowi sa pozbawieni samodzielności w zgrupowanie. Komendant Zgrupowania nei ma wpływu na plany pracy Drużyn. 
Ni ebierzesz też pod uwagę problemu ZHRu a mianowicie że większosc Drużynowych nie jest instruktorami nie wspominajac o ich uprawnieniach /kierownika placówek wypoczynku lub phm/ i dla nich zgrupowanie jest jedynym rozwiazaniem organizacji obozu. 
Wywodzę się z Druzyny która jako jedna zostatnich na mazowszu miała obóz samodzielny a tak jeździmy w zgrupowanieu i nie zgadzam się z twierdzeniem że jest przepaść pomiedzy obydwoma obozami /zgrupowanie i smaodzielny/. Kluczem jest Drużynowy a nie forma organizacyjna obozu.
 5 Dodane przez grzegorz, w dniu - 24-04-2008 21:09
trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy tzw życiu i wychowaniu obozowym ważnymi elementami są np przygotowanie posiłków (nie mówię o obieraniu ziemniaków lecz nabyciu przez harcerzy umiejętności kucharsko-menadżerskich w kuchni), etapy przygotowawcze (zwiady zastępów, zwiad kadry drużyny), budowa urządzeń obozowych, czy wreszcie rzeczywista odpowiedzialność wartownika za bezpieczeństwo obozu 
Nie dostrzegam niczego dobrego w ułatwianiu życia drużynowym poprzez organizację zgrupowań. Odwrotnie widzę tu same mankamenty.  
W zgrupowaniu dostrzegam jeden zasadniczy problem - moim zdaniem to był fundament u zarania ZHR - drużynowy był w pełni autonomiczny w swojej pracy, MUSIAŁ być autorytetem i ostateczną wyrocznią dla członków obozu.  
Tego nie da żadne zgrupownie.  
Oczywiście problem braku stopni i uprawnień jest osobną kwestią, ale widzę ją jako przeszkodę techniczną nie merytoryczną. 
Obozowanie w zgrupowaniach jest wygodnictwem, jest objawem lenistwa organizacyjnego. 
 
Zgadzam się jednak, że ze względów pozornego bezpieczeństwa /w kupie raźniej/ obozy dziewcząt odbywać się mogą np z drużyną męską - aczkolwiek widziałem kilka samodzielnych obozów żeńskich i bynajmniej im nie było strasznie. Nie przesadzajmy - wystarczy kilku rodziców lub zwykły zastęp wędrowników ochroniarzy żeby wesprzeć przerażone harcerki.
 6 Bi-Pi
Dodane przez Wojtek Hoser, w dniu - 10-05-2008 18:56
Bardzo skautowy w wymowie artykuł. Może zgodnie z intencjami autora skłoni kogoś do podjęcia wyzwania i zorganizowania samodzielnego obozu? Z moich doświadczeń, specyficznych bo wędrowniczych potwierdzam, że warto.
 7 ja to przezyłem
Dodane przez Tomasz Bracha, w dniu - 10-05-2008 23:09
Cieszy mnie ten tekst bo świadczy o tym że inwencja twórcza w Narodzie nie zanika. 
Byłem kiedys na takim samodzielnym obozie druzyny.Formalnie pełniłem funkcję  
zastępcy komendanta,de facto byłem jedną z kilku jego prawych rąk.Obóz był zainstalowany 
w bardziej cywilizowanej częsci Bieszczadów jako stała baza obozu wedrownego. 
Załatwiło to skutecznie sprawe róznych zezwoleń ,kontroli itp bedących zmorą 
"normalnych'obozów stałych.Ratownika nie mieliśmy bo w rzece woda w najgłebszych 
miejscach sięgała dzieciom do połowy łydki i żeby się w niej zanurzyc to trzeba było sie mocno 
postarac.Sprzet przerzuciliśmy po cześci wiekowym fiatem 125 , 
po czesci pociągiem razem z harcerzami.Potem jakimś cudem udało się namówic kierowcę 
PKS najpierw do wziecia całej tej graciarni a potem do delikatnej korekty trasy 
i wyładowania sprzetu w miejscu najwygodniejszym do dalszego transportu ,już na plecach. 
Fakt ,mieliśmy dużo szczęscia ale też znalismy dobrze lokalne układy i umieliśmy rozmawiac 
tzw miejscowymi.Plan obozu realizowalismy selektywnie bo inaczej się nie dało,od poczatku 
w poprzek naszym planom staneła przyroda.Metody obozowania doskonale sprawdzone w Borach 
Tucholskich tu okazały się o kant de potłuc i koncowym efekcie obróciły się przeciw nam. 
Na przykład taki drobiazg,pietnastominutowa burza w dniu otwarcia obozu,zmieniła nam obóz 
w rozlewisko,zwaliła stółówkę,cżęściowo rozniosłą magazyn,z kuchni ocalał piec  
ale sporą częśc sprzetu trzeba było zbierac na kilku kilometrowym odcinku rzeki. 
Tak jak w przykładzie podanym przez Marka: w stuosobowym 
zgrupowaniu była by to mogła by być katastrofa,w tym obozie usuwanie skutków nawałnicy poszło  
sprawnie chłopcy mieli doskonała zabawę wyławiajac z Osławy garki ,kostki masła, zafoliowane 
pyzy itp z pełną swiadomościa ze oprócz zabawy jest to konkretna 
robota od której zalezy czy obóz dostanie jakiś posiłek.Podobnie dla 
nas starszych konktretnym problemem ,stał się zatarty silnik w w samochodzie który 
najpierw próbowaliśmy reanimować a gdy to się nie udało problemem stało się zaopatrzenie 
obozu w żarcie.Przy odległości kilkunastu kilometrów od najbliższego sklepu zakup bułek 
zaczął wymagac skomplikowanych manewrów księgowo-survivalowo-komandoskich.Było cieżko 
ale z większością spraw dawalismy sobie radę.Dużym wsparciem była grupa chłopaków 14-16 
bardzo mocno angazujaca sie w to co się działo.Czesto taka grupa staje sie problemem 
bo im się nie chce ich to nie bawi itp tu takiego problemu nie było zajecie dla nich 
wynajdowała sytuacja .Proste,jeśli czegoś nie zrobią to nikt za nich tego nie zrobi bo 
kazdy coś robi i wolnych rąk po prostu nie ma.Nie ukrywam,miedzy nami starszymi były 
spore spiecia,mieliśmy jakieś zastrzeżenia do swojej pracy,zachowań itp ale to jakos 
to się rozmywało,zbyt dużo ciekawych rzeczy działo się dookoła by koncentrowac się na 
wzajemnych animozjach a tak w ogołe to byliśmy zbyt zajeci żeby by jeszcze tracic czas 
na głupoty.Pewnym wsparciem stała sie tez dla nas przelotna obecność różnych znajomych 
z harcerską przeszłoscia którzy nasz obóz potraktowali jako baze do wypadów w góry. 
Pomagali nam bez specjalnego proszenia w konkretnych sprawach od przyniesienia na sniadanie 
bułek z piekarni połozonejz drugiej stronie gorskiego pasma po sprawdzenie czy nie narobilismy 
głupot prowadząc finanse obozu.Obóz skonczył sie po przepisowych trzech tygodniach,bez jakisch 
wiekszych problemów (poza stratą przerdzewiałego fiata),awantur itp Chłopcy padali na mordę 
ale zadowoleni,rodzice nie mieli pretensji,z obozu nikt nie wyjechał mimo że dla sporej częsci 
uczestników był to pierwszy obóz.W duzym stopniu była to zasługa naszego komendanta umiejacego 
zmobilizować chłopaków ,zwłaszcza tych najstarszych,majacego dobre pomysły i nieprawdopodbny 
wprost talent do improwizacji.Teraz po parunastu latach mam do naszej działalności bardziej krytyczny 
Mogliśmy się lepiej przygotowac,lepiej poznac teren,dobrać iny sprzet ,mniej opierac się na improwizacji 
i wierze że pewnie bedziemy mieli szczeście.Powinnismy troche inaczej podzielic sie zadaniami 
ustalić jakiś bardziej racjonalny podziął obowiazków,bardziej pilnowąc porzadku . 
Mogliśmy też bardziej zainteresowąc się sprawami wychowawczymi,realizacją zadań na stopnie  
ujeciem tego co robilimy w jakieś bardziej wychowawcze ramy itp ale mielismy na głowie zbyt dużo 
problemów zwiazanych z codziennym funkcjonawaniem obozu .Ale samo utrzymanie obozu "w ruchu"i gry 
oraz wedrówki organizowane w tym dzikim terenie były po prostu niesamowita szkołą zaradności, 
koleżeństwa,wytrzymałosci fizycznej i psychicznej jednym słowem wszystkiego co składa się 
na "harcerskosc" człowieka lub grupy. 
 
Mam kilka uwag:z tekstu Marka wynika że jest to proste,ot mozna zacząć chocby teraz. 
To nie takie proste.Moim zdaniem o takich rzeczach trzedba mysleć rok wcześniej 
zeby harcerze z mysla o takim wyczynie oswajali się sie przez rok,wiedzieli ze nie bedzie 
kucharki ,nikt nie bedzi bedzie podwoził,nikt za nich nie bedzie mysłał i robił 
,techniki harcerskie traktowane do tej pory jako cos co jest potrzebne tylko na" egzaminie" 
na stopień bedą miały kontretne zastosowanie, a mało tego od ich znajomości moze zależeć istnienie  
obozu a możei ludzkie życie,że bedzie fajnie ale też bedzie ciezko.Nasz obóz udał się dlatego 
ze chłopcy znali Bieszczady wczesniej ,na wiosennisku przeszli w nich niezła szkołe przetrwania 
,wiedzili czego się moga spodziewać poznawali zarówno warunki w terenie jak i mentalność ludzi  
tam żyjacych.Decyzja o wyjezdzie na samodzielny obóz nie była na zasadzie kaprysu  
("e w zeszłym roku na Mazurach były komary to se pojedziemy gdzieś indziej"), 
była normalnym efektem zaplanowanej i konsekwetnie prowadzonej przez długi czas pracy drużyny. 
 
Jeden z dyskutantów napisał:"Nie prawdą jest, że Drużynowi sa pozbawieni samodzielności w zgrupowanie". 
otóż to teoria natomiast w praktyce bywa róznie ,wcinac w sprawy PODOBOZU można na wiele 
sposobów,podobnie jak na wiele sposobów mozna na komendantach PODOBOZÓW rózne rzeczy wymuszac. 
Zwłaszcza jesli w komendzie zgrupowania są np osoby od kórych zalezy np przyznanie stopnia. 
Zreszta nie chodzi tylko o jakiśch nawiedzonych wodzów ale np o to że pewne rzeczy wymusza 
zbiorowośc.Co ma zrobić drużynowy-komendant podobozu jesli całe zgrupowanie robi coś w czym  
on nie widzi jakiegos wychowawczego sensu,jesli oczekuje się ze jego harcerze wezma udział w imprezie 
( manewrach ,festiwalu) której jedynym sensem jest to ze "była zawsze" ale nikt nie pamieta po co , 
przyłaczy się do bezsensownej imprezy to sam sobie podstawi noge w kwestiach wychowawczych 
nie przyłączy się to może usłyszec że rozbija szczep albo przeszkadza w integracji środowiska, 
daje zły przykłąd.Nie kazdy chce iśc na ustepstwa,nie kazdy lubi "chodzic pod kims",mało kto lubi 
jak mu sie cos narzuca.To cenne ale,fatalną rzeczą by było gdyby jedyną i głowna motywacja do zorganizowania 
samodzielnego obozu była by niechec do słuchania cudzych poleceń albo krytycznych uwag.Piszę bo poznałem 
kiedyś takiego który marzył o zorganizowaniu samodzielnego obozu bo wydawało mu się że wtedy wszyscy 
bedą sie słucha tylko jego a nikt mu nie bedzie wytykał jakie głupoty robił na codzień bo to raniło jego  
bardzo wybujałą ambicje. 
 
Dwóch moich dosyć dobrych kolegów próbowało kiedyś zorganizowąc zupełnie 
samodzielne obozy .Merytorycznie byli dosyć dobrze przygotowani,pewnie musieli by się jeszcze dużo nauczyć 
ale byli w stanie zrobic taki obóz ,mieli już zapewnione wsparcie ze strony ludzi bardziej doswiadczonych 
reakcja ich przełozonych była jednakowa: z uporem próbowali wszelkimi sposobami wybic im to z głowy,wmawiali 
brak doswiadczenia,wyolbrzymiali trudności.W jednym wypadku doszło nawet do straszenia jakimiś dojsciami 
w KCH które miały zaowocowac zablokowaniem wyjazdu .W obu wypadkach opór stawiali komendanci szczepów. 
W obu motyw był ten sam:obawa przed tym że któs może cos zrobić bez pytania ich o zgode,ze może zrobic bez  
ogladania się na nich.W obu wypadkach drużynowi ulegli presji,pojechali na wspólny obóz ze własnym srodowiskiem 
i w obu wypadkach po obozie się z nim rozstali . 
 
Nie chcę zajmować stanowiska czy lepszy jest samodzielny obóz czy zgrupowanie.Mozna dobrze robić i to i to. 
Nie mozna od razu zakładać że zgrupowanie od razu robi z ludzi leni,odbiera inicjatywę.To kwestia drużynowego  
czy godzi się na role duzego dziecka słuchajcego dorosłych podczas czy może woli się rozwijać szuka jakiśch 
form samodzielnego działania nawet w zgrupowaniu które z samej swojej natury narzuca jakieś normy,ogranicza pole 
działania mimo że daje wieksze poczucie bezpieczęństwa zwłaszcza młodym niedoświadczonym drużynowym. 
To tęz kwestia szkolenia druzynowych,czy są zachecani do samodzielności szukania nowych form pracy. 
I także srodowiska i przełozonych czy chcą taką samodzielność akceptowąc czy może beda tolerować bierność i uległość. 
Mozna sobie wyobrazic inna sytuację;dobra drużyna w zgrupowaniu może stanowić doskonały wzór do nasladowania 
dla innych,gorszych.Przecież ludzi z drużyn np dopiero co powstałych gdzięs musza zobaczyć jak pewne rzeczy sie 
robi.A przecież chyba nie pojadą od razu na samodzielny obóz,nieprawdaż? 
 
jeszcze uwaga techniczna co wspomnianych plandek są to rzeczy bardzo tanie i wygodne ,zwłaszcza jeśli 
pomysli się o jakims funkcjonalnym stelażu,natomiast wszelkich entuzjastów ich stosowania zamiast 
klasycznych "dziesiatek" to uprzedzam że silniejszy wiatr łatwo zmienia je żagiel a niekiedy i w lotnię 
o pogoda robi się coraz bardziej nieprzewidywalna,i o jakiś lokalny orkan nietrudno 
 
tomasz bracha ,były harcerz i ojciec harcerza

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team