ispy para iphone 6 Plus sms spion iphone 4s spy app für iphone 4s kindersicherung internet kindersicherung für schränke handy orten verloren o2 computer temperatur überwachen chip link spionage iphone spy software ios 7 handy einmalig kindersicherung pc microsoft spionage android app spy location pc überwachung polizei
14 tysięcy drużynowych Drukuj

hm. Marek Gajdziński Image

Mamy dziś w ZHR ok. 14 tysięcy zuchen, zuchów, harcerek, harcerzy, wędrowniczek, wędrowników oraz instruktorek i instruktorów. To śmieszne mało zwłaszcza gdy się na to spojrzy poprzez pryzmat misji jaką na siebie przyjęliśmy. Chcemy wychowywać polską młodzież i tą drogą dążyć do naprawy zbiorowego charakteru Polaków. Nasza misja może się powieść gdy społeczeństwo zostanie nasycone odpowiednio dużą ilością dobrze wychowanych i aktywnych jednostek.  W rzeczywistości nasz wpływ jest śladowy. W wieku od 8 do 18 lat, znajduje się ok. 3 milionów dzieci i młodzieży. My swoim oddziaływaniem obejmujemy zaledwie pół procenta tej populacji.

Można też zadać sobie pytanie, jaka jest jakość tego oddziaływania. Ile z tych dziewcząt i chłopców, którzy obecnie noszą mundury ZHR, rzeczywiście udaje nam się wychować. W jakim stopniu potrafimy wpływać na ich przyszłe życiowe i obywatelskie postawy. Większość z nich traktuje harcerstwo jak tramwaj - przejedzie jeden, dwa przystanki i wysiada. Myślę, że wykażę się sporym optymizmem jeśli oszacuję, że realne efekty wychowawcze osiągamy w odniesieniu do co najwyżej 20% młodzieży jaka "przewija się"  przez ZHR.

Sądzę, że jest to wyłącznie nasza wina. Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych wygasł zapał jaki towarzyszył tworzeniu się ZHR. Od kilku lat, zwłaszcza w Organizacji Harcerzy, panuje kompletny marazm i zastój. Sami się zmarginalizowaliśmy, brnąc w ślepy zaułek za krzykliwymi, ideologicznymi fanatykami i politykierami.

Sądzę, że dziś mało kto jeszcze wierzy, że ZHR i Harcerstwo może odbudować swój wpływ na polską młodzież. Trwamy w jakimś chocholim tańcu. Brak nam wiary, brak zapału, brak pomysłu jak to zmienić. Kręcimy się w kółko udając, że jeszcze nam na czymś zależy. Ale w gruncie rzeczy pogodziliśmy się z tą zapaścią. Szukamy jakiś pokrętnych uzasadnień tego stanu rzeczy. Od jakiegoś czasu mówimy o sobie, że jesteśmy organizacją niszową, że nie zależy nam na ilości tylko na jakości wychowanków - tak jakbyśmy rzeczywiście, w sposób zauważalny podnieśli jakość naszego oddziaływania. Oszukujemy się! To wygodny wykręt. Po prostu, jakość trudniej jest zmierzyć niż ilość. Ale gołym okiem widać, że jakość pracy naszych drużyn  jest coraz niższa. Brak nam odwagi by spojrzeć prawdzie w oczy. Szukamy jakiś erzaców w postaci budowy wizerunku zewnętrznego i działań marketingowych. Chcemy już tylko przetrwać, czekając aż wydarzy się jakiś cud, który ponownie wtłoczy w nasze szeregi setki tysięcy, żądnej harcerstwa młodzieży. Wiemy dobrze o jaki cud chodzi. I nie daj Panie Boże by on nastąpił!  Polska nie potrzebuje kataklizmów, które by sprzyjały odrodzeniu się harcerstwa. Polska potrzebuje spokoju, rzetelnej i systematycznej pracy. A my jak widać, nie umieliśmy się w tych normalnych czasach odnaleźć. 

Czy zatem to już koniec harcerstwa? Czy z roku na rok będzie coraz gorzej?
Tak! To już koniec! O ile coś się nie zmieni!

Kto nie wierzy, że Harcerstwo jako system wychowania młodzieży jest Polsce potrzebne i że potrafi skutecznie pełnić swoją misję, kto chce dalej tylko udawać obnosząc się w chwale dawnej świetności ruchu, ten niech odłoży dalszą lekturę, niech powiesi mundur na kołku, a odznaki na słomianej makatce przy łóżku.

Zwracam się do Was, którzy macie już tego dość. Do Was, którzy tak jak ja chcecie odrodzenia harcerstwa, ale nie w sferze ideowych deklaracji, bo to się dokonało 18 lat temu, tylko we wszystkich  polskich szkołach i parafiach, na podwórkach, na wioskach, w każdej polskiej gminie i powiecie. Zwracam się do Was, którzy macie dość intelektualnej i cywilnej odwagi by spojrzeć prawdzie w oczy i dokonać koniecznych zmian w praktyce naszego działania. Zwracam się do Was, którzy macie jeszcze zapał i gotowi jesteście pełnić swoją służbę nie szczędząc czasu i sił.

Teraz albo nigdy!

Na zbiórce hacmistrzyń i harcmistrzów rzuciłem hasło by przestać myśleć o Związku w kategoriach 14-tu tysięcy harcerzy. ZHR będzie skutecznie pełnił swoją misję dopiero wtedy gdy w naszych szeregach będzie....

14 tysięcy drużynowych!

A każdy z nich będzie miał realny, wychowawczy wpływ na 30 dziewcząt lub chłopców.

To nie jest mrzonka. Jeśli zechcemy, osiągniemy ten stan w ciągu kilkunastu następnych lat. Musimy tylko podporządkować wszystkie obszary naszych działań jednemu priorytetowi - realizacji naszej misji. Musimy to zrobić konsekwentnie bez żadnych kompromisów, które by kierowały nasz wysiłek na boczne tory. Gdy skoncentrujemy się na naszym podstawowym zadaniu  - czyli na wychowaniu harcerek i harcerzy w drużynach i gdy z żelazną konsekwencją, poświecimy całą naszą uwagę tylko i wyłącznie temu zadaniu, harcerstwo rozkwitnie tak jak 100 lat temu. Nie ma lepszej promocji jak dobrze działające drużyny, jak zaangażowane, całym życiem dziewczęta i chłopcy i jak zadowoleni i wdzięczni rodzice. Czego zatem potrzebujemy by tak się stało?

Potrzebujemy drużynowych odznaczających się mistrzostwem w stosowaniu harcerskiego sytemu wychowania. Drużynowych potrafiących porwać za sobą młodzież. Drużynowych doskonale zmotywowanych. Potrzebujemy organizacji, której wszystkie siły skierowane są na kształcenie takich właśnie mistrzów stosowania metody. Organizacji, w której każda komórka żyje tylko jednym zadaniem - służyć drużynowym, pomagać im w rozwiązywaniu istniejących problemów i wspierać ich wysiłki. Tylko tyle. Nic więcej!

Ktoś powie! To nic nowego. Ten przepis znany jest od 100 lat. Tak, to prawda. Tylko, że my nie chcieliśmy go stosować? I dlatego mamy to co mamy. A więc wróćmy do źródeł. Wróćmy do tego pomysłu na skauting, który z garstki chłopców z wyspy Brownsee  uczynił światowy, wielomilionowy ruch młodzieży żyjącej wartościowym życiem i ogarniętej pasją szerzenia swoich ideałów.

Co konkretnie musimy zmienić w naszym Związku by wejść na drogę żywiołowego rozwoju?
Postaram się wymienić te obszary, które wymagają najgłębszych zmian.

  1. Dobry drużynowy powinien być najbardziej szanowanym, najważniejszym i mającym najwięcej do powiedzenia instruktorem w Związku.
  2. Wszystkie struktury organizacji powinny mieć jeden tylko cel - wpierać drużynowych w ich pracy we wszystkich wymiarach: kształceniowym, metodycznym, programowym, finansowym, organizacyjnym.
  3. System kształcenia i system zdobywania stopni instruktorskich powinien być ukierunkowany na mistrzostwo w prowadzeniu drużyny. Jego celem powinni być harcmistrzowie prowadzący doskonałe drużyny.
  4. Na czele wszystkich struktur organizacji od hufcowego po przewodniczącego powinni stać instruktorzy o wysokim morale, doskonali metodycy, cieszący się autentycznym autorytetem i zaufaniem drużynowych, rozumiejący ich potrzeby i problemy.  
  5. Narzędzia metodyczne, którymi posługują się drużynowi powinny być łatwe w stosowaniu i jednocześnie skonstruowane tak aby młodzież paliła się do zdobywania stopni i sprawności.
  6. Musimy skończyć ze sztampą programową. Te gatunki ryb, które obecnie pływają w wodzie nie reagują już na przynęty z przed 3/4 wieku. Potrzebujemy harcmistrzów, którzy na co dzień żyją z wędką w ręku i każdym swoim nerwem czują - co dziś jest odpowiednią przynętą - harcmistrzów drużynowych, a nie urzędników. 

Tylko atmosfera ukształtowana przez powyższe czynniki może przywrócić właściwe znaczenie i pozycję drużynowego w Związku. Jak długo "za linią różne dekowniki, intendentura, inne umrzyki", co to "gotują zupę i czarną kawę i tym sposobem walczą za sprawę" cieszyć się będą większym prestiżem niż drużynowi, jak długo synonimem awansu będzie praca w hufcu, chorągwi czy głównej kwaterze, tak długo instruktorzy nie będą mieć motywacji by prowadzić drużyny. 

Gdy w ZHR zapanuje atmosfera najwyższego szacunku dla pracy drużynowego, gdy to jego praca będzie najważniejsza, gdy to on będzie miał najwięcej do powiedzenia, gdy szczytem marzeń stanie się mistrzowskie prowadzenie drużyny, a jej poziom źródłem najwyższej satysfakcji - wtedy zaczniemy mieć dobrych drużynowych. Z roku na rok coraz więcej i więcej.

Ile czasu może trwać reforma Związku, tak by stworzyć mechanizmy sprzyjające tej atmosferze. Góra pół roku! To zależy tylko od naszej determinacji. Zwłaszcza, że zbliża się Zjazd, a więc dobra okazja do poważnych decyzji.  Efekty nowego systemu kształcenia i nowych stopni instruktorskich, nowe nastawienie i wysokie metodyczne kompetencje członków władz, mogą zaowocować podniesieniem poziomu instruktorskiego drużynowych w już ciągu dwóch, trzech lat.  Gdy każda dobra drużyna stanie się "kompanią kadrową", gdy każdy zastęp stanie się przyszłym zastępem zastępowych, a ich zastępowy kandydatem na przyszłego drużynowego - wtedy dopiero rozpocznie się prawdziwy rozwój.

Jeśli przyjmiemy, że na tak wytyczoną ścieżkę wzrostu wejdzie połowa z istniejących dziś drużyn, a więc około 500, to po czterech latach będzie ich 1500, po kolejnych czterech - 4500 i po kolejnych - 13500. Proces ten powinien doprowadzić do założonych efektów w ciągu najbliższych 18 lat.  To bardzo długo. Ale nie dłużej niż trwało to w II Rzeczypospolitej. Szkoda, że nam się to nie udało. Szkoda, że po 18 latach istnienia ZHR wciąż jesteśmy w punkcie wyjścia. Ale jak mawiają japończycy "każda, nawet najdłuższa droga rozpoczyna się od pierwszego kroku". Nie odkładajmy tego na zaś. Zróbmy ten krok teraz!

Za pół roku, podejmować będziemy decyzje o przyszłości ZHR. Nie zmarnujmy tego czasu.
Już dziś zadajmy sobie pytanie, co i jak trzeba zrobić by zmienić oblicze Związku, tak by ZHR stał się stowarzyszeniem przede wszystkim kompetentnych drużynowych.

Na to właśnie pytanie będziemy starać się odpowiadać na łamach Pobudki, z nadzieją, że pomoże to nam w wypracowaniu najlepszych decyzji.

Zapraszamy do tej dyskusji wszystkich, którym chce się jeszcze chcieć! Piszcie co i jak jeszcze możemy zrobić by nie rozmieniać się na drobne. By jak po sznurku iść do wytyczonego celu.

Niech myśl o 14-tu tysiącach drużynowych, podsyca naszą wyobraźnie, niech dodaje nam odwagi by się ustrzec działań i zmian pozornych. Niech wiara, że to się uda dodaje nam skrzydeł.

Bóg się rodzi! Rodzi się nowa nadzieja. Oby także dla harcerstwa!

Czuwaj!
Marek Gajdziński

Image hm. Marek Gajdziński
Obecnie komendant kursu Jakobstaf i członek redakcji Pobudki. Związany "od urodzenia" z 16WDH im. Zawiszy Czarnego. W Szesnastce był drużynowym i szczepowym (1977-1987). Inicjator powołania Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej (1979),  Członek KIHAM (1980-1982), Założyciel Polskiego Bractwa Skautowego (1987), Vice Naczelnik Ruchu (1987), Vice Naczelnik ZHR d/s harcerstwa męskiego (1989-1990), Współzałożyciel i pierwszy Komendant Główny HOPR (2002-2004), Komendant Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy (2004-2006).
Prywatnie; informatyk, przedsiębiorca, żonaty, dwoje dzieci.


Odsłon: 5568

  Komentarze (15)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Filip Leonarski, w dniu - 13-01-2008 00:45
Myślę, że trochę niedoceniasz organizacji... Myślę teraz o analogii ze szczepionkami. Żeby zapobiec epidemii nie musisz zaszczepić całej populacji, wystarczy tylko kilka-kilkanaście procent. Myślę, że ZHR ma pozytywny wpływ w dużo większym zakresie niż te kilkanaście tysięcy.
 2 Kilkanaście procent
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 13-01-2008 10:01
Kilka - kilkanaście procent. No właśnie! Gdy w Polsce będzie 14 tysięcy drużyn i ok. 400 tysięcy harcerek i harcerzy, wtedy dopiero będzie to kilka, kilkanaście procent. Teraz jest jak nas mniej niż 1%. Nie musimy się tu odwoływać do Twojej ulubionej tematyki biochemicznej. Socjologia zjawisko to opisuje wystarczająco precyzyjnie. Nawet nieliczna ale dobrze zorganizowana i skonsolidowana grupa potrafi wywrzeć skuteczny wpływ na znacznie większą wspólnotę. 
 
Na naszym harcerskim podwórku, w skali mikroskopijnej, widać to bardzo wyraźnie. Jak myślisz kiedy chłopaki zaczną przychodzić na zbiórki w mundurach? Kiedy przestaną się go wstydzić (bo jak dotąd normą jest zakładanie munduru w szkolnej toalecie)? Odpowiedź jest prosta  wtedy gdy w środowisku zapanuje moda na harcerstwo, kiedy idąc po ulicy, lub po korytarzu szkolnym w mundurze, chłopak będzie odczuwał dumę, a nie obciach. W 100 osobowej szkole, 1 czy 2 harcerzy nawet wysoce ideowych i doskonale zmotywowanych, nigdy nie stanie się zaczynem takiej mody. Ale 15-tu super chłopaków już tak. Wtedy dopiero możemy mówić o propagowaniu ideałów harcerskich na otoczenie zewnętrzne. 
 
Podobnie jest w skali makro. Chyba nie podejrzewasz mnie o ambicję ubrania w mundury całej polskiej młodzieży. Sam, w latach 70-tych ub. wieku, przeżyłem skutki takich chorych ambicji na własnej skórze i wiem czym to pachnie. Harcerstwo nie jest dla wszystkich. Harcerstwo jest tylko dla tych którzy chcą i są gotowi sprostać wysokim wymaganiom. W takim znaczeniu jest elitarne. Polska potrzebuje takiej właśnie elity, która wywrze znaczący wpływ na całe społeczeństwo. Tak już kiedyś było - w II Rzeczypospolitej i do tego powinniśmy zmierzać. Cel który pokazuję to 10-15% populacji. Tyle nas wystarczy by życie społeczne w Polsce zaczęło się układać według naszych ideałów.
 3 Dodane przez Lech Najbauer, w dniu - 14-01-2008 13:23
Szwejku - chyba nie twierdzisz, że przed wojną harcerstwo tak silnie oddziaływało na społeczeństwo, iż "życie społeczne" w latach II RP "układało się według naszych ideałów"? Patologii społecznych, w tym także w odniesieniu do elit społeczeństwa, zwłaszcza sprawujących władzę, nie było raczej mniej niż dziś. Zgodzę się, że inny był odbiór harcerstwa i to akurat w istocie mogło wynikać z jego powszechności, a nie elitarności.
 4 Kolumbowie rocznik 20-ty
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 15-01-2008 09:23
Lechu - nie stawiam tezy, że jak w Polsce będziemy mieli 14 tys. drużyn to życie społeczne zamieni się w raj. Nigdy rajem nie było i nie będzie. I dobrze. Raj niech pozostanie wymarzoną nagrodą dla tych, którzy próbowali żyć uczciwie. A tu jest "łez padół", bo człowiek jak wiadomo jest istotą grzeszną. Starajmy się, żeby tych łez było jak najmniej. 
 
Przed wojną też różowo nie było. Przed tygodniem oglądałem dwie kariery Nikodema Dyzmy - ten o realiach przedwojennych i współczesnych. I choć to tylko fikcja literacka to jednak oparta na wnikliwych obserwacjach życia społecznego. Tak! Różowo nie było. Ale jednak istniała pewna społeczna zgoda co do wartości zawartych w Prawie Harcerskim. Były one znacznie bardziej upowszechnione i życie społeczne, co do zasady, właśnie na nich się opierało. Co nie znaczy, że nie było patologii. Patologie są też w samym harcerstwie. Pokolenie kolumbów, to właśnie pokolenie wychowane przez harcerstwo, choć większość z nich w harcerstwie nigdy nie była. Zdali swój egzamin - prawda? Tego podważyć się nie da. Zdali go w warunkach ekstremalnych. Ale gdyby wojny nie było i gdyby większość z nich nie zginęła? Wyobrażasz sobie jak układałyby się dalsze sprawy Polski?  
 
Marzą mi się takie pokolenia kolumbów w przyszłości. I dlatego marzę o harcerstwie ideowym i zdolnym wychować tak dużo młodzieży by móc przekroczyć tę "masę krytyczną", która pozwoli nadać kolejnym pokoleniom cechy kolumbów.
 5 Dobra diagnoza - czy pancjent przeżyje ?
Dodane przez Andrzej Korniluk, w dniu - 18-01-2008 19:18
Marku, 
Diagnoza super, szczególnie: 
"Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych wygasł zapał jaki towarzyszył tworzeniu się ZHR. Od kilku lat, zwłaszcza w Organizacji Harcerzy, panuje kompletny marazm i zastój. Sami się zmarginalizowaliśmy, brnąc w ślepy zaułek za krzykliwymi, ideologicznymi fanatykami i politykierami." oraz kilka następnych zdań. 
W mojej ocenie ZHR stracił czas i energię na próby znalezienia sobie tożsamości w kontrze do ZHP. Dzieciaków nie interesują gierki polityków, a dla większości są wręcz odrzucające. Zamiast szukania sztucznych podziałów należało podjąć trudne programowo zadanie, jak się odnaleźć w jednym ruchu harcerskim. 
No, ale wtedy byłoby mniej naczelników. :(
 6 Dodane przez Wojtek Hoser, w dniu - 19-01-2008 17:56
Pragnę gorąco zaprotestować przeciw sugestii, kończącej poprzedni komentarz, że to ambicje ludzi tworzących ZHR, legły u podstaw powstanie tej organizacji. Dla mnie powstawanie ZHR to historia, jednak historia piękna, wartościowa i potrzebna, tworzona przez ludzi, których cenię i szanuję.Twierdzenie, że ZHR powstał po to by Krzysztof Stanowski, Marek Gajdziński, czy ś.p. druh Tomasz Strzmbosz mogli zaspokoić swoją żądze władzy i zaszczytów, jest dla tych osób krzywdzące i wręcz niesmaczne. Przy szczerej sympatii dla naszych braci w harcerstwie, to właśnie w ówczesnym ZHP, pełno było karierowiczów o niezaspokojonych ambicjach, dla których Prawo Harcerskie, było regulaminem obowiązującym młodszych uczestników, mundur przebraniem, a organizacja harcerska trampoliną do dalszej kariery politycznej. Czy lepiej było tworzyć ZHR, czy działać w ramach ZHP, może być problemem do dyskusji. Nie powinno się jednak próbować uzasadnić swoich poglądów w tej sprawie sugestiami krzywdzącymi ideowych i wartościowych ludzi. Prawo harcerskie zobowiązuje, żeby na słowie harcerza polegać jak na Zawiszy, pomówienia zatem chyba odpadają...  
pozdrawiam 
HOSI
 7 ZHP i ZHR - podziały, gierki polityczne
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 24-01-2008 09:41
Odsyłam do moejgo artykułu w poprzedniej Pobudce o tych prawdziwych, a nie politycznych różnicach pomiędzy oboma organizacjami, głęboko uzasadniających ich rozdzielny byt.
 8 Współwina rodziców ...
Dodane przez Jan Koprowski, w dniu - 10-02-2008 15:39
Obserwuję z pomorza jak moja rodzima drużyna Kujawska legnie powoli w gruzach bo się rozpada. Chłopcy po prostu odchodzą, wyjeżdżają z obozów, zimowisk, nie chcą na nie jeździć. Być może dobry instruktor zmieniłby sytuację (ale u nas takiego nie ma - są po prostu instruktorzy którzy chcą prowadzić drużynę i robią to najlepiej jak potrafią - chociaż nie jest to dobre prowadzenie drużyny), ale nie zgodzę się z tezą, że jest to tylko i wyłącznie nasza wina. Dzisiaj ktoś najpierw musiałby wychować rodziców naszych harcerzy, a później dopiero dzieciaków - są tak rozwydrzone i rozpieszczone, że czasami ... sam nie wiem jak to ująć. Chłopiec, który na swoim pierwszym obozie zaczyna (na poważnie) ścigać kolegę z drużyny z nożem (i ganiać go) i jego rodzice, którzy stwierdzają ze spokojem "No zdarza mu się" (i nic takiego nie wpisali w kartę kwalifikacyjną na obóz). Albo rodzice, którzy po przyjeździe w odwiedziny zabierają synka bo On nie będzie w takich warunkach mieszkał. Czy w końcu po prostu zwykłe rozpieszczone dzieciaki, które wieją "do mamusi". Mi się wydaje, że harcerstwo, może mieć ogromny wpływ oddziaływania, ale niestety znaczny procent dzisiejszego pokolenia rodziców, których model wychowania dzieci polega na jego braku lub przelewaniu na dziecko niespełnionych ambicji z lat dzieciństwa oraz własnych zranień, wyniesionych z własnego domu, powoduje, że nawet harcerstwo nie pomorze - i myślę, że jeżeli o rodziców chodzi - będzie jeszcze gorzej... A więc i nasz ZHR będzie chudł w oczach.
 9 Nic nowego
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 12-02-2008 09:27
Janie. Z przykładami które wymieniłeś, stykałem się 20 i 30 lat temu. 
Nic nowego. Ewentualnie skala, choć niekoniecznie.
 10 Rodzice coraz mniej "normalni"
Dodane przez Jan Koprowski, w dniu - 12-02-2008 13:57
Nie chodziło mi o powiedzenie czegoś nowego - raczej o obalenie tezy, że to TYLKO nasza wina. Nie wiem jak było kilkadziesiąt lat temu, ale ja mam wrażenie, że starsze pokolenie rodziców ma normalniejsze podejście do swoich dzieci - a im młodsi to tym gorzej ... dmuchają, chuchają, trzymają pod kloszem ... Moja mama gdyby mi kolega wlał to tylko pokazałaby mi gdzie jest mięso w zamrażarce, żeby limo bardziej nie spuchło i tyle. A dziś rodzice wariują. 
 
Poza tym kiedyś nie było takiego oddziaływania przez media - i aż takiego prania mózgu i szantażowania "polityką strachu". Dziś tylko słyszy się o wypadkach, kradzieżach, gwałtach - kiedyś ludzie nie mieli w takiej skali dojścia do takich informacji i byli normalniejsi. Dziś rodzice są tak bombardowani informacjami manipulującymi - od samego rana (pierwsze co słyszysz po włączeniu radia) - że w głowach im się przewraca ! 
 
Nie staram się odkryć ameryki, ale tak moim zdaniem wygląda jedna z wielu przyczyn pustek w ZHR
 11 głos rodzica kandydata na młodzika :)
Dodane przez Agnieszka Filip, w dniu - 14-02-2008 10:55
Jestem mamą 13latka z 91WDH, która powstała przy klasztorze na Freta w 2006 roku na prośbę i z inicjatywy rodziców z Dominikańskiego Duszpasterstwa Rodzin. Prowadzi ją drużynowy Grzegorz Grzymała i prowadzi ją tak, że mój syn wyczekuje zbiórek i wspólnych akcji.:)Jakub jest cały pochłonięty działaniem w tej drużynie. Został zastępowym, jest właśnie w tej chwili na zimowisku, na którym, jak mówi, jest super. 
 
Piszę po to by wesprzec głos o potrzebie wsparcia i docenienia drużynowych, ludzi młodych, często poświęcających mnóstwo swojego czasu i energii na pracę z młodszymi kolegami. 
Piszę także po to by potwierdzic ten głos o trudnych rodzicach. Często nie są wstanie dac sobie sami rady, często nie chcą zając się swoją pociechą :( Ratujecie często ich dzieci. Tak patrzcie na "trudne przypadki". 
I wreszcie piszę dlatego, że Jakub przedstawił się w nowej szkole (gimnazjum) jako zastępowy ZHR i .... został przez kolegów wyśmiany :( Wiecie zapewne jak ważna jest taka prezentacja w 1 klasie gimnazjum, na pierwszej lekcji: "no powiedz nam Kuba coś o sobie".  
Przetrwał, nie poddał się , ale "zszedł do podziemia". Drążąc temat znalazł w innych klasach kolegów z innych drużyn, znalazł też wśród nauczycieli działaczy ZHR (nie podam stopni ani nazwisk, zresztą nie jest to istotne). Ważne, acz smutne jest to, że musiał ich szukac w podziemiu, bo nie byli widoczni. 
 
Zanim Kuba poszedł do szkoły we wrześniu miał plan na akcję agitacyjną: "nabór do drużyny", ale wobec doświadczeń... 
 
WNIOSKI 
Dajcie proszę mocny sygnał i konkretne wsparcie drużynowym jak w takich sytuacjach wspierac tych najmłodszych, żeby potrafili byc dumni z ZHR i nie schodzili do podziemia. A może wszyscy, na każdym szczeblu organizacji staliby się widoczni w swoich środowiskach? To Wy jesteście autorytetami dla tych młodych ludzi. I dziękuję Wam za Waszą pracę! Przyznawajcie się głośno do niej! 
Nie wiem czy moge się tak pożegnac jako nie-harcerz..  
Czuwaj! 
Agnieszka Filip
 12 Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 15-02-2008 10:33
odkąd zacząłem prowadzić drużynę (1979) zorientowałem się , że trzeba sobie rodziców wychowywać. 
Zawsze dzieliłem ich na trzy grupy : 
 
1.pasywni - ogromna większość - nie bardzo interesują się co robimy- jakie mamy cele i metody - jeżeli chłopcy są zadowoleni - cali i zdrowi, to nie chcą wnikać w szczegóły i ja im to zapewniam - nie narzucam się z informacją - dbam tylko żeby podpisali oświadczenie, że się zgadzają na przynależnośc do drużyny i znaja cele i metody , żeby w razie draki mieć "białko" - dawno juz wyleczyłem sie z ambicji żeby ich wychowywać. 
 
2.aktywni - pozytywni - najczęściej to byli harcerze lub ludzie rozumiejący harcerstwo "skądś". Podczas zebrań z rodzicami legitymizują moje pomysły 
(zdarza się , że muszę ich wcześniej "ustawić" w tej roli-ale rzadko) 
 
3.aktywni-negatywni - z tymi jest najwięcej kłopoty, ale można ich wychować - najlepszą metodą są efekty wychowawcze i zadowolenie pociech. To z reguły ludzie , którzy 
 
a) albo strasznie się trzęsą nad chłopcem i nie rozumieją znaczenia doświadczenia w wychowaniu (duża grupa z wyzszym wykształceniem),  
 
b)albo straszne "buce"- najmądrzejsi i często z "kasą" - przed wysłaniem dzieciaka na obóz obdzwonią kuratorium, naczelnictwo zhr, urząd gminy i co się jeszcze da - charakteryzuje ich arogancki brak zaufania , sprawdzą wszystko i przyjadą na pierwszy weekend obozowy żeby wyrazić dezaprobatę dla warunków i niezgodności z przepisami - potem zabiorą dzieciaka w poczuciu dobrze udowodnionej postawionej wcześniej tezy. 
Ich dzieci są b. często silnie zdominowane i pod presja rodzica są gotowe uwierzyć , że na obozie było okropnie .  
 
Nadopiekuńczy to wdzięczny partner do współpracy , buce nie są zainteresowani nawet informacją - w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu (donosy, straszenie sądem itp) zrywam współpracę i tyle. 
 
Wszystko to wskazuje na to , że trzeba dobrze się orientować w ludzkich charakterach i umieć "czytać" ludzi. 
 
Nie chcę byc monotonny , ale wracam do pytania o wiek i poziom dojrzałości drużynowego w powyzszym kontekście. 
 
Całkiem inny wątek to poziom pracy - to że chłopcy uciekają z drużyn nie jest wynikiem signum tempori , czy rodziców, ale tego , że harcerstwo współczesne jest nudne. Jest nudne, bo drużynowi uczeni są przede wszystkim wytwarzania napięcia ideologicznego i teorii metodyki. Do tego jako zbyt młodzi są stale zdominowani w swoich pomysłach i działaniach przez działaczy harcerskich. Niepewni , niedojrzali, smutni, poważni, - po prostu "bez j..." (niestety nie mogę użyć powszechnego w języku polskim określenia gdyż wg. Druhów z Komisji Harcmistrzowskiej jest to wyrażenie "wyjątkowo plugawe" i stało się powodem [czy prawdziwym???] moich kłopotów z przywróceniem mnie do służby instruktorskiej od listopada 2005 roku). 
Czy można mieć 14 tysięcy drużyn - możemy - musimy mieć 14 tysiecy dobrych drużynowych.
 13 Rozwój Liczebny
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 23-02-2008 22:21
Czuwaj, 
jestem młodym druzynowym, mam 20 lat. Jestem też świeżo upieczonym członkiem ZHRu. 
 
Druhu Kamecki, jeśli druh zechciałbym się ze mną sptokać choć na 3 minuty, tyle pytań bym Druhowi zadał:) 
prowadzę Drużynę 3 lata, pokonałem tyle przeciwności że każda nastepna to tylko dla mnie zachęta. Współzakładam nowe środowisko ZHRu w Oławie i okolicznych wioskach. Mamy chętnych na nowych drużynowych ZHRowskich, chętnych do działania, potrzebujemy przeszkoleń, kursów wsparcia metodycznego, pomysłów-tych chyba najmniej, ich mamy masę. Jeśli Druh by zechciał cieszyłbym się bardziej niż ten mały chłopiec uznaniem kolegów za to że jest zastepwoym...Co do wypowiedzi Matki zastepowego, wiem co znaczy przyznawanie się do harcerstwa. jeszcze nie dawno byłem uczniem Liceum, gdzie wydawać się mogło wykształceni nauczyciele robili sobie "j..." ze mnie. DRUH HAMECKI MA ŚWIĘTĄ ABSOLUTNĄ RACJĘ! Harcerze i druzynowi muszą mieć więcej ...pewności siebie. Dość dumnej chmurnej, romantyczno bojowej postawy. DOŚĆ żywcem wyniesionej chyba z pioniersko-socjalistycznej OHPL zasadniczności pompatyczności i powagi... 
Dość Kładzenia nacisku wyłącznie na IDEOLOGIĘ! to gorzej niż za komuny!  
Harcerstwo jest piękne w swojej prostocie. Nie trzeba kosmicznych wysiłków. WYSTARCZY POZWOLIĆ NAM MŁODYM DZIAŁAĆ I NAS NIE ZNIECHĘCAĆ. Władze czasem robią wszystko żeby zniechećić. Co znaczy że z rejestracją Drużyny która wystąpiła z ZHP trzeba czekać prawie rok czasu na przyjęcie do ZHR? sami siebie wytniemy wpień, za niezgodność ideową... 
 
Najchętniej stworzyłbym hufiec jakbym mógł, spotkojnie znalazłbym 6 chętnych na terenie powiatu Oławskiego. 
tylko co to znaczy, że gdy Hufiec ZHP Oława, na więść o tym że jesteśmy przyjęcie do ZHRu pyta władze ZHRowskie, a te mówią że o niczym nie wiedzą ( wydając miesiąc wcześniej rozkaz powołania drużyny) 
 
Po prostu więcej działąnia, mniej polityki. 
mi się chce i jeszcze długo bedzie chciało. 
Kontakt z Druhem Kameckim by mi dużo dał. 
Pozdrawiam 
 
Drużynowy 7 Marcinkowickiej Drużyny Harcerzy 
Krzysztof Orchowski 
 
 
 
Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Zadbajmy o atmosferę, promocję i szkolenia. 
 
Mam masę pomysłów. Nie mam jednak kontaktów z wyższymi władzami-Chorągiew. Na hufcu się kończy. 
 
Czy ZHR jest organizacją zamkniętą?
 14 Dodane przez Marek Kamecki, w dniu - 26-02-2008 16:03
oczywiście , że chętnie sie spotkam ! nie znam zupełnie historii przyjmowania Waszej drużyny do zhr-u i trochę mnie trzepie jak czytam to co napisałeś. Najlepiej zadzwoń do mnie 507 156 308 albo na emila - Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć  
 
- pozdrawiam - czuwaj!
 15 jako byla druzynowa...
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu - 06-08-2012 23:51
Czuwaj! 
 
Nie wiem czy ktos jeszcze czyta tak stare wpisy, ale w tym okresie wlasnie bylam druzynowa, wiec postanowilam, ze sie wypowiem. 
 
Generalnie zgadzam sie ze Szwejkiem. Prowadzilam 1 WDH-ek "Achaja" z legendarnego srodowiska "Czarna Jedynka" i moze sie to wydac nieprawdopodobne,ale nawet tam jako druzynowa nie mialam praktycznie zadnego wsparcia. Wszyscy instruktorzy srodowiska "zdjeli mundury", zajeli sie "prywatnymi sprawami" i czasu na harcerzenie juz nie bylo! Druzyne (w stanie raczej kiepskim) przejelam jako 16-latka z tzw. braku laku, nie bylam do tego przygotowana (srodowisko nie mialo wtedy ani jednego instruktora, ba! ani jednej pelnoletniej osoby!!!). Podczas Agricoli zostalam "zmotywowana i przygotowana" do pelnienia nowej funkcji. Przez zmotywowanie i przygotowanie mam na mysli cos w postaci "prania mozgu" przeprowadzone przez instruktorow ZHR. Zostalo mi jasno wytyczone co trzeba, a co nie, co nalezy a co nie, a tak szczerze mowiac to co wypada a co nie. Wyklady przekazywaly oklepane, standardowe metody, a kreatywnosc i "cos innego" byly odbiarane jako nieodpowiednie, nie na miejscu i nieharcerskie. Wypowiedzi krytykujace lub niezgodne z ogolnym zamyslem nie byly mile widziane, chociaz w 100% zgodne byly z PH. Taki zarys moich doswiadczen z Agricoli. Potem zaczela sie zabawa, prawdziwa praca z druzyna. Jezeli dla kogos druzynowanie nie jest chocby w najmniejszym stopniu zabawa, to ten ktos wogole nie powinien sie za to brac. Ale to tez zostalo bardzo szybko ukrocone. Notoryczne zastrzezenia do moich planow pracy (bez wiekszej arumentacji lub mozliwosci dyskusji) uswiadomily mi, ze to, czego sie wlasnie podjelam nie bedzie ani zabawa, ani satysfakcjonujaca sluzba, ale raczej ciezka praca, uciazliwym obowiazkiem, ktory na koniec praktycznie zawsze zostanie skrytykowany. Jedynym pocieszniem bylo to, ze moje harcerki byly zadowolone, na zbiorkach lub wyjazdach duzo sie uczyly i angazowaly, mowily, ze sie dobrze bawia, szczegolnie ZZ. Dobrze, dosyc tego nazekania, czas na sugestie. 
 
Na poczatek pragne zaznaczyc iz zatrzymalam swoj "rozwoj" na poziomie wedrowniczki. Komisje instruktorskie nie byly zadowolone z moich pomyslow i sugesti, i nie moge pozbyc sie wrazenie, ze powodem tego byla ich "niestandardowosc". Ale badzmy szcerzy, ile razy jedna harcerka moze sluchac tego samego o samarytance, terenoznawstiwe, wezlach, historii itd. Kiedy zaproponowalam kurs makijazu dla starszych harcerek (ZZ), instruktorstwo bylo oburzone, ze propaguje niezdrowy kult wygladu zamiast idei harcerskich. A prawda jest taka, ze te dziewczyny tak czy siak sie maluja i malowac beda, czesto nieudolnie, wiec czemu nie dac im kilku wskazowek, a przy okazji stworzyc zbiorki, ktora bedzie je interesowac, ktora sprawi, ze uznaja harcerstwo za cos wiecej niz "bieganie w mundurku po lesie" i beda chetniej sie angazowac, bo beda zdobywac tzw wiedze "uzyteczna" w dzisiejszych czasach.  
 
Wiele bledow zostalo popelnionych tak samo przez instruktorow jak i przeze mnie. 16-letnia druzynowa nie spelni oczekiwan ani przelozonych ani "podwladnych". Teraz to wiem, 4 lata po rozwiazaniu druzyny (ktora prowadzilam 3 lata). Ale wtedy nie wiedzialam, druzyna zostala mi "wepchnieta", a ja ja przyjelam z poczuciem misji, ze ja odnowie, ze ulepsze, ze bedzie taka, jak wtedy kiedy mialam 11 lat. Mysle, ze znam powod ku temu. Poprzednie druzynowe mialy dosyc, wypalaly sie i wcale sie temu nie dziwie. Pamietam tez swoje rozczarowanie, kiedy "weszlam" w instruktorskie towarzystwo, jak bardzo poczynania co poniektorych zostawialy wiele do zyczenia wedle Prawa Harcerskiego, a ktorzy to poniektorzy najbardziej nam je wpajali na roznego rodzaju kursach itp. Zupelnie inaczej wyobrazalam sobie prace druzonowej, wiecej prawdziwego czasu spedzobymi z harcerkami, a mniej pustych ideologicznych kazan (pustych, bo nie popartych praktyka). Teraz moge to powiedziec glosno, bez obaw ze zostane zdjeta z funkcji za "nieharcerska postawe". 
 
Nie wiem czy ta wypowiedz jest konstruktywna, pisze po 4 latach, ale emocje biora gore. Mam tylko nadzieje, ze nie jest to lista skarg i zazalen, byc moze cos konstruktownego z moich wypocin wynika. Prawopodobnie inni wiedza lepiej, lata doswiadczen robia swoje, no i zapewne inni tez wiedza lepiej, bo mieli wyzszy niz ja stopien harcerski, instruktorski lub funkcje. Mysle, ze teraz, kiedy jestem starsza moja druzyna wygladalaby zupelnie inaczej, chociazby dlatego ze mam konkretne uprawnienia i troche inne podejscie niz to bylo 7 lat temu. Tak naprawde bardzo chcialbym to zrobic, zalozyc druzyne, ale tego nie zrobie. Jedynym powodem jest ZHRowe instruktorstwo, tzw wyzsze sfery. To wlasnie oni sa powodem rozpadu ZHR. Oddaja druzyny i podejmuja sie funkcji mniej absorbujacych lub wogole zadnych i sa zadowoleni, bo przeciez sa instruktorami, a my druzynowi nic nie wiemy!! 
 
Szerze mam nadzieje, ze cos sie w ZHR zmienia, ze nie jest to tylko bezsensowne pchanie w gore dla literek przed lub po nazwisku. Druzynowi sa najwazniejszymi ludzmi w tym Zwiazku, dbajcie o nich, wspierajcie ich, doceniajcie ich i pozwolcie im byc soba. W ZHR spotkalam mnostwo swietnych ludzi, ale wielu z nich juz zdjelo mundury!! Nie pozwolcie tego zrobic tym, ktorzy jeszcze zostali... 
 
Sandra Kopyt, ktora ma nadzieje, ze najlepsze doswiadczenie jej zycia jakim bylo harcerstwo nie okaze sie tylko jedna wielka bujda... 
 
PS. Przepraszam za chaotyczna wypowiedz i brak polskich znakow.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team