Zgłoszone komentarze

Podziękowanie dla Ciebie za powiadomienie administratora o komentarzu.
Proszę uzupełnij formularz by móc wysłać Twoje zgłoszenie.

Imię:
 
E-mail
 
Uzasadnienie zgłoszenia komentarza
 
 
 

Skomentuj swoje uwagi
Witajcie procenty!
Dodane przez Kohub, w dniu - 28-06-2008 21:43
Szkoda, że temat wywołany został teraz, kiedy większość na obozach. Oczywiście na obozach też się pije, nie mam złudzeń, chodzi mi o to, że czas nie sprzyja szerokiej dyskusji. Szkoda, bo nie tak znowu dawno dyskutując w POBUDCE o Prawie Harcerskim i jego (ewentualnej) reformie, musieliśmy zrezygnować z omawiania 10 punktu, bo po prostu nikt nie chciał go podważać! Tymczasem okazuje się nagle, że mamy tylu zwolenników lampki wina u cioci na imieninach, co może prowadzić do wniosku, ze przyczyną alkoholizmu nie jest alkohol ani butelka, tylko instytucja cioci (lub babci), zwłaszcza na imieninach. 
Wybaczcie lekki ton, ale do grzmotów z ambony już przywykliśmy i raczej po nas spływają, a pałka nie należy do arsenału metod harcerskich. Temat wymaga poważnej dyskusji, dobrze że się wreszcie pojawił, a na razie pozwólcie KOHUBOWI, że jak zwykle zajmie postawę prześmiewczą. Parę pytań: 
1. Czy ładnie wiązać bezpośrednio przemoc w rodzinie, wypadki i inne skutki pijaństwa z nieprzestrzeganiem "10"? Najpierw trzeba by sprawdzić jaki procent (nomen omen)pijanych przestępców jest, lub było harcerzami. Bo może to dwa odrębne światy, między którymi zieje przepaść? 
2. Co wyżej podpisani mają na myśli pisząc o stawianiu "wyżej poprzeczki"? Bo pojawiają się w tym kontekście dwa zadania, jeśli chodzi o skalę zupełnie nieprzystawalne. Dla jednych "wyżej poprzeczka" to nie pić wcale oraz nigdy jeśli się jest, lub było harcerzem. Trudne, ale realne, znam wielu takich. Dla innych, to poprzez własny przykład zniechęcić społeczeństwo do picia. Wybaczcie, to już mit, tego zrobić się nie da. Nie radzi sobie z tym Kościół, a jaki my mamy autorytet w porównaniu z Kościołem? 
3. Pijaństwo jako wyróżnik polskości? Na Bachusa! Podejmuję się przeprowadzenia dowodu, że wynalazek fermentacji napojów był, na równi z wynalazkiem koła, początkiem cywilizacji. Tyle że powszechniejszym, bo w prekolumbijskiej Ameryce koła nie znano, alkohol owszem. Nieraz pozwalał przeżyć, po prostu ma własności bakteriobójcze, a o higienie nasze praszczury nic nie wiedziały, zaczem dłużej żyli zdrowo ci, co pili wino i horyłkę, niż ci, co tankowali wodę z rzeki. I tu pytanie do Hosiego" czy Twój "bohater osobowy", Bolesław Chrobry był abstynentem? Bo że nie palił, to fakt, co przemawia za postulowanym w dyskusji pozostawieniem w Prawie tylko zakazu palenia...  
4. Zainteresowała mnie różnica zdań pomiędzy zwolennikami (umiarkowanego) picia przez dorosłych instruktorów POMIMO istnienia prawa w jego dzisiejszym kształcie, a "legalistami", którzy postulują by najpierw zmienić prawo, a potem dopiero się upić. Ciekaw jestem która opcja zwycięży w dalszej dyskusji. Przypuszczam że pierwsza, bo to nie alkoholizm jest immanentną cechą polskości, lecz zdolność i zamiłowanie do omijania prawa... 
5. Ja, jako weteran różnych dyskusji o Prawie Harcerskim, po raz kolejny zauważam ze smutkiem, że tego co się na ten temat pisze po pierwsze nikt nie czyta, po drugie jak już czyta, to nie rozumie, po trzecie jeśli nawet zrozumie, to zaraz zapomina. Jeszcze raz przypomnę dwie fundamentalne prawdy, które oczywiście i tak zostaną zaraz zapomniane. Pierwsza: Hosi odwołuje się do "KIHAM-owskich korzeni", jak wielu przed nim przeinaczając je. Bo my nie walczyliśmy, naszywając "10" na lilijkę instruktorską, o przestrzeganie 10 punktu, tylko WSZYSTKICH 10 punktów przez instruktorów. Różnica dość zasadnicza - KIHAM-y nie były jeszcze jednym ruchem abstynenckim, lecz walczyły o powrót tradycyjnych, harcerskich wartości, między innymi abstynencji. Zatem trzymając się ducha KIHAM-ów identycznie powinniśmy traktować harcmistrza pijanego, jak harcmistrza zdradzającego żonę lub fałszującego faktury. Przyjemność nie ta sama, ale skutek owszem. I druga prawda o KIHAM-ach: wbrew ówczesnym władzom ZHP, których nie zdołaliśmy przekonać, Rada Porozumienia przyjęła uchwałę o wprowadzeniu w naszych środowiskach przedwojennej roty Przyrzeczenia. Pezetpeeria podniosła larum, że chodzi nam o pominięcie słów zobowiązujących do walki "o sprawę socjalizmu". I wielu w to uwierzyło. Bzdura wielka. Nie wiem jak inni, ale ja zawsze (a w każdym razie na długo przed KIHAM-ami) "walczyłem o sprawę socjalizmu". Walczyłem tak zajadle o to, by znalazła się ona (ta sprawa)gdzie jej miejsce, czyli w dole na śmieci, że aż musieli mnie wyrzucić z ZHP. KIHAM-om natomiast przede wszystkim chodziło (w dużym skrócie)o zastąpienie formuły "Przyrzekam całym życiem" dawną "Mam szczerą wolę całym życiem". Łopatologicznie wyjaśniam różnicę: kto "przyrzeka", ten już nie ma odwrotu. Jeśli, na przykład, wypije piwo, staje się zdrajcą. Tradycyjna formuła jest natomiast najpełniejszym wyrazem chrześcijańskiego ducha wychowania w harcerstwie - uznaje prawo do błędu, do grzechu, ale też do pokuty i odpuszczenia winy. Miałem szczerą wolę, ale była zbyt słaba - wypiłem. Przyznaję się i proszę o wybaczenie - wówczas znowu będę harcerzem. Albo świadomie postanawiam wypijać kieliszek na zdrowie babci i tym samym świadomie przestaję być harcerzem, bo przecież byłem nim dobrowolnie, ale zachowuję honor. Chyba, że skłamię "nie, nie piłem". Koniec łopatologii. Przy okazji (to potwornie obszerny temat, wart wielkiego artykułu, ale pozwólcie jeszcze pomędzić)- co znaczy "całym życiem"? Przepięknie wytłumaczyła to ś.p. Maryla Strzemboszowa po pożegnaniu Tomasza, kiedy ktoś zauważył, ze jej mąż przez wiele lat nie był harcerzem, dopiero w końcu lat .70 wrócił do organizacji. "Całym życiem", nie znaczy "przez całe życie", znaczy "całym sobą". Liczy się nie czas, lecz intensywność życia ideą. A z tego prosty wniosek: mogę być harcerzem "całym życiem" do czterdziestki, a potem wybiorę jakiś inny, może lepszy system wartości, przedkładając go nad harcerski. Czy akurat tym lepszym jest "kultura wina" nie wiem. Wiem tylko, że w "całym życiu" mam zawsze wybór. 
6. Dobra, to już na koniec. Pojawił się w dyskusji wątek obowiązku picia w niektórych sytuacjach, gdy "nie wypada odmówić". Kochani, trudno o przykład bardziej sformalizowanej dziedziny życia społecznego niż dyplomacja. Otóż zdarzyło mi się skończyć kurs protokołu dyplomatycznego, którego ostatnim akordem był wzorcowy obiad dyplomatyczny. Oczywiście wódka do zakąski, białe wino do ryb, czerwone do mięsa itd. Ciekawski jestem z natury, spytałem więc prowadzącego kurs dystyngowanego, starego dyplomatę, weterana wielu ambasad, czy w obecności na przykład głowy państwa wypada odmówić picia alkoholu podczas takiego obiadu. Usłyszałem, że odmówić nie wypada absolutnie. Nie do pomyślenia jest też jakieś odwracanie kieliszków do góry dnem, czy tego typu demonstracje. Kelner nalewa każdemu. Natomiast co ja z nalanym alkoholem zrobię, moja rzecz, bylem nie chlusnął nim w sąsiada. Wraz z pustym talerzem kelner zabiera PEŁNY kieliszek i nikt tego nie komentuje. Po prostu. Ten sposób polecam bywalcom babcinych imienin, którzy nadal chcą być we własnym sumieniu harcerzami. Jednocześnie obiecuję, że nie stracę szacunku dla BYŁEGO harcerza, który przy mnie zapali fajkę (on już wie, że to o nim). Co więcej - nie będę kwestionował jego wybitnej wiedzy o harcerstwie, tak jak nie podważam opinii uczonych świeckich biblistów, bo święcenia dają prawo do udzielania sakramentów, ale wiedzę niekoniecznie. 
No to zdrówko! 
KOHUB